profil: parabelka

kobieta, Warszawa, mazowieckie, w serwisie od 5 Stycznia, 2010

statystyki użytkownika:

liczba opinii: 69
w tym 6 jako pierwszy recenzent
obserwowany przez: 1   dodaj do obserwowanych

średnia wystawionych ocen:

2.6
  • jedzenie
    2.8
  • wystrój
    2.2
  • obsługa
    2.8
  • jakość / ceny
    2.7

ulubione kuchnie:

  • afrykańska
  • chińska
  • egipska
  • grecka
  • hiszpańska
  • japońska
  • orientalna
  • rosyjska
  • śródziemnomorska
  • ukraińska
  • węgierska
  • włoska
  • żydowska

przyznane nagrody:

brak

ulubione dania:

brak pokaż wszystkie listy

opinie parabelka (69)

pierwszą dodał: 01.03.2010
  • Klubokawiarnia Lorelei

    miejscowość: Warszawa, dodana 01.03.2010, 00:39
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Ambiwalencja wrażeń

    Klub Lorelei leży w świetnym punkcie - w samym centrum, ale lekko na uboczu. Wnętrze utrzymane jest w czarno-białym minimalizmie. Nie jest złe. Mogłoby być nawet całkiem przyjemne, gdyby nie to, że jest zimne. Gołe żarówki (często przyciemnione) wprowadzają ponury i trochę kostropaty nastrój.
    Jedna ze ścian ozdobiona jest ogromnym czarno-białym freskiem, przedstawiającym bohaterów popkultury (np. Spidermana), ale nie jest to fresk najwyższych lotów, powiedzmy to sobie otwarcie. Meble niby nieprzypadkowe, ale jednak brak im jakiejś spójności.
    Obsługa sympatyczna.
    Ceny średnie i sam każdy musi zdecydować, czy 9 pln za piwo to dużo czy mało. Ja nie wiem, raczej nie piję piwa.
    Mimo że ja dodawałam lokal, nie mam pojęcia, czy jest w nim coś do jedzenia i w jakiej cenie, ale serwis ode mnie wymagał podania tych informacji. Więc, przepraszam, ale wpisałam coś "na rybę". [W Klubokawiarni Lorelei serwowane są posiłki - przyp. red.]. Pewna jestem ceny piwa. Duże z kija - 9 pln, małe w butelce - 7 pln.
    Istotną stroną działalności lokalu jest oferta kulturalna. Odbywają się tam ciekawe pokazy Fundacji Młodego Kina, a teraz trwa ciekawa wystawa. I życzliwie podszepnę właścicielom, że powinni od artysty kupić te dzieła, które akurat wiszą, gdyż świetnie się komponują z tym wnętrzem i nadają mu artystowskiego wyrazu. Są to ogromne pajace, płaskie i mają sznureczki do pociągania, przez co fikają nogami i rękami.
    Wiem, że to portal gastronomiczny, ale z braku uniesień kulinarnych, uniosłam się czarem sztuki. Pewnie wrócę, ale tylko przy okazji jakiegoś wydarzenia kulturalnego.
    Może też wtedy zgłębię temat jedzeniowy. Tymczasem jedzenia nie oceniam, bo nawet nie wiem, czy jest.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Pub pod Baryłką

    miejscowość: Warszawa, dodana 24.02.2010, 11:22
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Sentymencik

    Mariensztat jest piękny i miło jest zasiąść letnim wieczorem przed Baryłką z jakimś napitkiem. Ludzie chodzą tam głównie na piwo. Ja na różne rzeczy: kawę, colę, wodę z cytryną, spritzerka (jedno z niewielu miejsc, gdzie barmanowi nie musiałam tłumaczyć, co to jest spritzer). Znajoma mieszkająca nieopodal, a mariensztackie mieszkania są malutkie, traktowała Baryłkę jak swój salon i tam zapraszała swoich gości.
    Zimą fajnie jest wpaść na grzane wino lub piwo.
    Nigdy nic nie jadłam w Baryłce, więc jedzenia nie ocenię. Niemniej słyszałam pochlebne raczej opinie.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bar Kawowy Amatorska

    miejscowość: Warszawa, dodana 24.02.2010, 11:18
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Żeby tylko nie znikła z mapy Warszawy...

    Amatorska faktycznie otwiera starodawny "szlak wódczany", po którym poprzednie pokolenie snuło się całymi dniami i wyobrażało sobie, że jest Jackiem Kerouac'em (jeśli popełniłam błąd w nazwisku to przepraszam). Jeden młody pisarz w latach 70. napisał nawet powieść "Na szlaku", ale chyba nie wydaną nigdy. Wiem o tym z opowiadań rodziców.
    Amatorska, mimo że odnowiona, wciąż ma klimat dawnych kawiarnianych dyskusji nad małą czarną i kieliszkiem winiaku klubowego, wciąż dla pań do kawy weźmie się wuzetkę, a przy stolikach spotkamy dziennikarzy, inżynierów, magistrów w wieku średnim plus, którzy znają się od lat, ale wciąż się tytułują, zamiast mówić sobie po imieniu.
    Uwielbiam takie miejsca: Amatorska, Piotruś, nieczynna już Bajka...

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bar Rondel

    miejscowość: Warszawa, dodana 24.02.2010, 10:55
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dziwne miejsce z długą historią

    Bar Rondel istnieje przynajmniej całe moje życie, a być może i dłużej. Z zewnątrz na pewno nie zachęca do wejścia. Mało, że miejsce takie dosyć knajackie, to sprawia wrażenie, że wraz z przekroczeniem progu znajdziemy się w piosenkach Grzesiuka. A tymczasem niespodzianka! Wewnątrz jest spokojnie i dostaniemy całkiem przyzwoite jedzenie za nieduże pieniądze.
    Rekomendacją może być też fakt, że na obiadki czasem tam chodzi pewien bardzo nobliwy starszy pan, więc miejsce to nie może być niebezpieczne.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Porto Praga

    miejscowość: Warszawa, dodana 24.02.2010, 10:50
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny
      nie oceniam

    Brak chęci do powrotu

    W Porto Praga byłam raz. Na pewnym bankiecie z udziałem różnych sław. O sławach pisać nie będę, bo do tego służą inne portale.
    Zacznę od pozytywów:
    Faktycznie - obsługa świetna i życzliwa. Wszyscy uśmiechnięci i uważni na potrzeby klienta.
    Wystrój całkiem przyzwoity, trochę nowoczesny, trochę przytulny. Generalnie człowiek tam dobrze się czuje.
    Teraz negatywy:
    Nie wiem, jakiej jakości jest tam jedzenie i drinki na co dzień. W barze było dostępne mojito. Lubię mojito, więc się napiłam. To znaczy spróbowałam się napić, ponieważ po pierwszym łyku okazało się, że jest to głównie kwas z lodem i z mojito nie ma nic wspólnego. Postanowiłam zatem pić wino i to była dobra decyzja.
    Bufet też nie powalał. Były ciepłe dania i zimne zakąski. Spróbowałam kilku potraw i nie zachwyciły mnie. Nie były złe, w każdym razie na pewno lepsze od rzekomego mojito, ale nie były warte zapamiętania.
    Faktem jest, że bankiet ten odbywał się już jakiś czas temu. Być może jakość potraw się podniosła i drinków także. W każdym razie tak można wnioskować z recenzji innych gastronautów.
    Ja natomiast nie mam ochoty tam wracać. Wina mogę napić się w dowolnie przez siebie wybranym miejscu i nie potrzebuję zbaczać ze swoich tras. A na jedzenie się tam nie wybieram.
    Nie oceniam cen, bo z racji imprezy nie płaciło się za nic.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Skład Butelek

    miejscowość: Warszawa, dodana 20.02.2010, 18:01
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Całkiem przyjemnie

    Skład butelek ma ciekawą ofertę kulturalną, grono stałych bywalców i interesujące pozycje w barze, jak na przykład Ciechan miodowy, co dla osób nie lubiących piwa, jak ja, jest nie do pogardzenia. Atmosfera przyjazna. Wystrój w rodzaju graciarni, ale przyjemnej. Właściwie to tam nie ma wystroju, bo wrażenie jest takie, jakby właścicielki powstawiały wszystko, co im się podoba, nie mając na myśli jakiegoś określonego wyglądu. Obsługa sympatyczna. Pan ochroniarz-bramkarz bywa obcesowy. Wobec mnie nigdy, ale widziałam, jak traktuje niektórych ludzi. Może byli wcześniej i sprawiali kłopoty?...
    Jedzenie jeśli jest to go nie oceniam, bo nic nie wiem na ten temat.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Opary Absurdu

    miejscowość: Warszawa, dodana 20.02.2010, 17:52
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Niby ok, ale...

    W czas mrozów odwiedziłam Opary Absurdu. Alkohole i piwo smakują wszędzie tak samo, więc nastawiłam się na nietuzinkowe wnętrze oraz sympatyczną obsługę.
    Niestety, wewnątrz okazało się, że Opary są taką samą przytulną graciarnią, jak prawie każda knajpa na krakowskim Kazimierzu i wiele już knajp warszawskich. To ma niby robić oryginalny klimat, ale gdzie oryginalność, jeśli wiele takich miejsc?... Obsługa, jak obsługa. Szału nie ma. Słyszą, realizują zamówienie i pobierają opłatę.
    Ale przecież ciągle może być miło.
    Ale nie było. Na atmosferę wpłynął fakt, że wewnątrz było niewiele cieplej niż na zewnątrz, a mróz szalał siarczysty. Wybrałam się do toalety i żałowałam z dwóch powodów. Po pierwsze: zmarzłam jeszcze bardziej; po drugie: czystością to one nie grzeszą.
    Specjalnie omijać nie będę, ale też specjalnie się nie wybiorę.
    Jedzenia chyba tam nie ma...

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Kawiarnia Castel

    miejscowość: Białystok, dodana 20.02.2010, 17:35
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Przyjemny zakamarek

    Castel jest fajnym zakamarkiem, chociaż nazwa jego jest jakby trochę na wyrost. Nie ma nic wspólnego z zamkiem. Faktycznie, jak zauważył przedmówca, największym atutem Castela jest ogródek, w którym zrobiony jest jakiś sprytny myk. Powoduje to to, że będąc w ścisłym centrum miasta, jesteśmy jednocześnie od tego miasta odgrodzeni.
    Obsługa bardzo miła. Kiedyś razem ze znajomymi wpadłam wieczorem. Zamówiłam swojego ulubionego drinka. Niestety, okazało się, że akurat skończyła się żołądkowa. Zaczęłam się zastanawiać, co w takim razie bym chciała. Z pomocą przyszedł barman, który postanowił zrobić mi coś do picia, co spełni moje oczekiwania. I faktycznie. Nie wiem, co to było, ale było pyszne, korzenne, chłodne, a jednocześnie rozgrzewające. Brawo za inwencję.
    Jedzenia nie ma, więc nie oceniam. Chociaż może jest, ale nie zauważyłam?...

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bar i Piwiarnia Podlasie

    miejscowość: Białystok, dodana 20.02.2010, 17:29
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Podlasiaka czar

    Bar nazywany powszechnie Podlasiakiem. Brzydki relikt minionej epoki. Ale nie dajmy się zwieść pozorom. Wewnątrz, mimo, że naczekamy się w długiej, długiej kolejce, zjemy bardzo pyszne jedzenie w bardzo przyjaznej cenie. Podlasiak przez to okupowany jest głównie przez studentów wszelkich okolicznych uczelni. Wszystko, co jadłam było smaczne. Pod warunkiem oczywiście, że jako miernik weźmiemy inne bary mleczne i jadłodajnie, a nie restauracje rekomendowane przez Michelin. Smaczne kartofle, dobrze ugotowaną kaszę gryczaną, sos pieczarkowy, sałatkę pieczarkową (ta na prawdę pyszna i spokojnie mogłaby się znaleźć w jadłospisach bardziej eleganckich restauracji), kiedyś jadłam kartacze, ale zdecydowanie przekraczały moje możliwości. Czasem jakąś zupę. Przebojem są serniczki ze śmietaną i brzoskwiniami. Brzoskwinie z puszki, co prawda, a same serniczki to rodzaj placków robionych na bazie białego sera. Całkiem przyzwoite, jeśli ktoś lubi jadać na słodko.
    Jak pisze mój przedmówca, warto pamiętać, że istnieje w Podlasiaku możliwość wzięcia pół porcji, co dla osób takich jak ja, jest istotne. Nie przepłacam za coś, czemu nie jestem w stanie sprostać.
    Wystrój typowo mleczakowo-barowy. Białe kafle, straszne zgrzytające po podłodze krzesła i długa lada, na której widzimy wszelkie potrawy. Co jakby nie było, ułatwia wybór.
    W piwnicy faktycznie jest piwiarnia. Jeśli na górze jest zbyt tłoczno, a stoimy z tacą pełną jedzenia, nieuchronnie tracącego swoją temperaturę, warto zejść do podziemi. Fakt, jest obskurnie, ale za to luźno.
    Obsługa sympatyczna, ale biorąc pod uwagę przerób osób, nie nawiązuje bliższych relacji z klientami.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Pierogarnia Stary Młyn

    miejscowość: Toruń, dodana 17.02.2010, 12:14
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Pierożki!

    Ja w ogóle bardzo lubię Toruń. Więc jak ze znajomymi wylądowaliśmy w Toruniu, z radością rzuciliśmy się w wir spacerów po mieście i zwiedzania, oczywiście, knajp. I kupowania pierników. No i w porze obiadu zapragnęliśmy czegoś, co będzie idealnym podkreśleniem miłego dnia. Może nie planowaliśmy jakichś super-posiłków, ale wiedzieliśmy, że z daleka ominiemy lokale typu Sphinx.
    Przypadkiem trafiliśmy do Starego Młyna. W środku było prawie pusto i przytulnie. Przewertowaliśmy kartę i okazało się, że każde z nas może zamówić sobie pierogi takie, o jakich marzy. Były osoby zamawiające zwykłe ruskie z wody, były osoby, które zamawiały pierogi z mięsem z wody. Ja zamówiłam drożdżowe pierożki z pieca z nadzieniem z tuńczyka i cebuli. Smak farszu podkreślony był idealną ilością ziół prowansalskich, a w ramach dodatku wzięłam sobie bardzo przyjemny pomidorowy sos, w którym maczałam swoje pierożki.
    I były to chyba najlepsze pierożki, poza domowymi, jakie jadłam w życiu. Sądząc po minach moich towarzyszy oraz po tym, że nikomu nie spieszyło się opuścić lokal, nie jestem odosobniona w kwestii zdania na temat pierożków.
    Wystrój, choć całkiem przytulny, wrażenia wielkiego nie robi.
    Obsługa bardzo sympatyczna i życzliwa. Pani kelnerce było strasznie przykro, że się pomyliła i wszystkie kawy przyniosła z mlekiem. Ponieważ jesteśmy mili, zatrzymaliśmy tę kawę (nie wiem, kto ją wypił), a pani przyniosła mi nową kawę, czarną i gorzką, taką jak zamawiałam.
    Jak będę w Toruniu, niewątpliwie znów odwiedzę Stary Młyn.

    Opinia dnia z 18.02.2010 r.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Misianka

    miejscowość: Warszawa, dodana 14.02.2010, 11:59
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Realizacja marzeń z dzieciństwa

    Mimo tego, a może właśnie dlatego, że jestem kobietką dbającą o linię, jestem też dużą fanką słodyczy. Ale nie byle jakich! Blikle mnie rozczarowuje, pijalnia czekolady Wedla też, dobrych cukierni prawie nie ma i... poszłam na spacer (dawno temu) do ukochanego parku. Pomyślałam sobie, jakby to było miło usiąść na chwilę, wypić kawę i zjeść dobre ciacho. I jak chatka Baby Jagi, wyrosła mi na drodze Misianka. Wygląd zewnętrzny nie zachęcał, bo w końcu co można zrobić z nieczynnego miejskiego szaletu? Ale przed Misianką siedziało wielu ludzi i wszyscy byli zachwyceni. Postanowiłam spróbować. Weszliśmy z towarzyszem do środka, zamówiliśmy sobie po ciachu i kawę. Wyszliśmy na słońce i dzień okazał się jeszcze piękniejszy.
    Misianka absolutnie zawładnęła moim sercem. Wszystko tam jest pyszne, nie ma nietrafionych ciast.
    Wracam do Misianki bardzo chętnie, ale tylko wiosną, latem i wczesną jesienią. Najpierw kawa i ciacho, a potem długi spacer dla pozbycia się wyrzutów sumienia z powodu łasuchowania.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bar Restauracja Fregata

    miejscowość: Warszawa, dodana 14.02.2010, 11:41
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rozumiem, że takie miejsca są potrzebne

    Miejsca takie jak Fregata nadają klimat okolicy, w jakiej się znajdują. Przenoszą człowieka wstecz, zwłaszcza, że w środku spotkamy starych bywalców i młodszy narybek. Takie miejsca, mają swoją szczególną atmosferę: koleżeńskości, rytuału codziennego wpadnięcia na kielicha, kawiarnianego gwaru... Mnie osobiście Fregata kojarzy się z książkami Adama Bahdaja, których akcja zawsze działa się na Saskiej Kępie, i zawsze któreś z dzieci musiało pójść do jakiegoś lokalu, żeby się dowiedzieć czegoś od piwosza o złotym sercu. Fregata byłaby dobrym miejscem do tego.
    Jest tanio. Tanie piwo, tania kawa, tanie jedzenie. Nawet smaczne i dla amatorów tradycyjnego jedzenia wręcz idealne.
    Wystrój, jak już zostało to powiedziane we wcześniejszych recenzjach: marynistyczny. Ja nie lubię, ale domyślam się, że jest wielu "lądowych wilków morskich", którym posiadówka w takim miejscu zastępuje prawdziwą walkę z żywiołem.
    Ale mam wrażenie, że jest tam strasznie brudno. I dlatego ja tam nie wrócę.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Starbucks Coffee

    miejscowość: Warszawa, dodana 10.02.2010, 16:09
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Starbucks jak Starbucks

    Ja w ogóle średnio jestem fanką sieciówkowych kawiarni. I jednak staram się je omijać, ale wiadomo, że znajomi mają różne upodobania i bardziej lubię kolegów niż nie lubię sieciówek. Starbucksa znałam oczywiście z filmów i oczywiście, z podróży. Bez obaw zatem weszłam i do warszawskiej filii. Było dokładnie tak, jak wszędzie. Standard kaw, taki jak wszędzie, ciastka i kanapki takie jak wszędzie indziej na świecie. Czyli bez euforii. Mam tylko wrażenie, że w Warszawie jest jakby drożej niż gdzie indziej?...
    Efekt jest taki, że jeśli ktoś był w Starbucks gdziekolwiek, to tak jakby był już w każdym punkcie sieciówki.
    Wyjątkiem jest jedynie moskiewski, na Arbacie, gdzie co prawda obsługa mówi po angielsku, ale już napisy na kubkach robi cyrylicą. Efekt był taki, że czekając na swoją kawę zauważyłam, że obok stoi facet, a na ladzie kawa z napisem "Greg". Zapytałam faceta, czy czasem nie ma tak na imię. Miał, wziął swoją kawę i podziękował mi za spostrzegawczość.
    Mam nadzieję, że w warszawskich Starbucksach klienci nie muszą wyręczać obsługi.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Kawiarnia Marcinek

    miejscowość: Warszawa, dodana 10.02.2010, 13:05
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Na szczęście odnowiony...

    Naprzeciwko pomnika Małego Powstańca od lat działa kawiarnia Marcinek. Lokal jest dwupiętrowy i należy do kategorii "reliktów minionej epoki" i co prawda przez lata był przemalowywany i wystrój był zmieniany, ale jeszcze do zimy zeszłego roku straszył toaletą.
    Teraz wszystko jest odnowione. Dół, gdzie jest bar, w którym składa się zamówienia, jest nieduży. Kilka prostych, drewnianych stolików, na ścianach czarno-białe zdjęcia. Góra została odmalowana i teraz jest fioletowo-niebieska. Bardzo dobrze to wygląda. Świeżo, ożywczo i sympatycznie.
    Moi znajomi do Marcinka wpadają na piwo, które tu jest dosyć tanie. Ja wpadam na kawę, która jest też niedroga i bardzo smaczna. Ponadto w Marcinku napijemy się dobrego grzanego wina, czekolady na gorąco (ale nie wiem, jakiej jakości, bo nigdy nie piłam) i przeróżnych alkoholi. Wszystko w przystępnych cenach, co powoduje, że lokal oblegany jest przez studentów.
    Jeśli zgłodniejemy, ale nie tak strasznie, żeby od razu iść na obiad. Tylko mamy ochotę na przekąskę, polecam tosty. Ja osobiście najbardziej lubię tosty z serem brie (albo camembert) i oliwkami. Pani w barze jest elastyczna i co prawda dziwiła się, że proszę, żeby było bez masła, ale zaakceptowała mój pomysł. Nie pamiętam dwóch pozostałych kompozycji tostowych. Być może są z mięsem i nie jadłam ich. Z innych rzeczy jadalnych na pewno dostaniemy (jak to w kawiarenkach tego typu) słone paluszki, orzeszki, pewnie jakieś frytki. Ale ostatecznie, do Marcinka nie chodzi się na obiady tylko na spotkania z przyjaciółmi przy piwie, drinku albo kawie.
    Latem przed Marcinkiem ustawianych jest kilka stolików. Uwielbiam wtedy wpaść na kawę. Siedzę na chodniku, piję kawę, obserwuję przechodniów albo patrzę na Małego Powstańca. I jest miło.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Plan B

    miejscowość: Warszawa, dodana 09.02.2010, 00:13
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Takie wyjście awaryjne...

    Ja w zasadzie lubię Plan B. Zawsze otwarte, nie jest drogo, ciekawe imprezy, interesujący ludzie. Właściwie wszystko, czego oczekuję od imprezowni.
    Wystrój, jak wystrój. Znowu: szału nie ma! Ale kanapy są wygodne, a ostatecznie nie zawsze muszę podziwiać wysublimowanego wystroju, kiedy wpadam ze znajomymi, żeby się pobawić.
    Nie do końca też prawdą jest to, co pisze mój przedmówca, że wystawiają się tam mniej znani artyści. No, ciężko wymagać, żeby wystawiał się tam Jan Matejko, a artyści z kręgu Planu B swoje miejsca w kulturze też już jakieś mają.
    Ale Plan B ma dla mnie jedną istotną wadę. Pojawił się na miejscu, gdzie przez lata była restauracja rybna. Fakt, że był to relikt minionej epoki, wraz z kelnerką, szatniarzem i sztucznymi kwiatkami w wazoniku. Ale nigdzie nie jadłam tak pysznych żabich udek jak tam.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Słowiańska

    miejscowość: Warszawa, dodana 04.02.2010, 23:04
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Przepiękny wystrój

    Dziwi mnie trochę recenzja przedmówcy.
    Fakt, do Słowiańskiej ciężko trafić, nie sprzyja nastrojowi przysypiający kelner w wejściu i to, że żeby trafić do restauracji trzeba błądzić po meandrach schodów. Za to jak już się trafi do restauracji!... ho, ho, ho!
    Jadłam tam wyłącznie ruskie pierogi i muszę przyznać, że były to jedne z lepszych pierogów, jakie w swoim życiu jadłam. Idealna proporcja sera, kartofli i przypraw, jakie powinny znajdować się w farszu. Ciasto też w porządku. Piłam wodę mineralną i kawę.
    Obsługa nie zrobiła na mnie większego wrażenia. W każdym razie była nieinwazyjna.
    To, co zrobiło na mnie największe wrażenie to wystrój! Tak doskonale przemyślanego wystroju jeszcze nie widziałam.
    Bar jest stylizowany na ludowo, ale nie ma tu nic cepeliowego, czy tandetnego (tak jak się to zdarza w różnych lokalach z ludowym jadłem). Wiele przedmiotów jest starych i oryginalnych, jak na przykład prawdziwy wiejski kołowrotek albo drewniane czerpaki do wody. W sali z barem wisi przepiękna lampa zrobiona ze słoneczników.
    W innej sali ścianę zdobi fantastyczne malowidło naścienne przedstawiające Bitwę pod Grunwaldem, a obok wiszą przepiękne, barwne sztandary.
    Rzeczywiście, klientów restauracja ma chyba niewielu. Lub też niewiele osób wie o niej.
    Ja ją osobiście polecam. Jedyna okazja, jaka nie jest adekwatna do tego miejsca to na przykład niezobowiązująca kawa z koleżanką. Za to na wszelkie obiady, czy kolacje nadaje się bez zarzutu.
    I ten wystrój. Mniam. Chociażby ze względu na to warto tam wpadać.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Studio Buffo

    miejscowość: Warszawa, dodana 04.02.2010, 11:24
    • jedzenie
    • wystrój
      nie oceniam
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Było bardzo miło

    Do Buffo trafiliśmy większą grupą, złożoną z ludzi o abstrakcyjnym poczuciu humoru. Czasem się okazuje, że jak tą grupą gdzieś zawitamy to jest to bardzo wyczerpujące dla obsługi. Ale nie tu.
    Siedzieliśmy w ogródku, był okres szparagowy. Szalenie miły kelner pomógł nam zmontować stoliki, żebyśmy mogli siedzieć wszyscy razem. Słońce świeciło, było miło i zaczęliśmy zamawiać różne wariacje szparagowe. Okazało się, że nie ma rukoli. Obśmialiśmy się i powiedzieliśmy, że zawsze można skoczyć narwać mlecza, bo ten co zamawiał z rukolą i tak by nie zauważył różnicy. Kelner pośmiał się z nami.
    Ja jadłam szparagi z jajkiem. Szparagi były z wody, posypane jajkiem na twardo. Tak, jak się to robiło dawniej ze szpinakiem. Było to połączenie absolutnie udane. Dobre wrażenie zrobił na mnie kelner, który pamiętał, że prosiłam, żeby czasem nie było w moim posiłku masła, a jedynie oliwa.
    Po posiłku dostaliśmy pyszną kawę, a na deser bardzo udaną panna cottę.
    Wystroju nie oceniam, bo do środka nie weszłam, a ogródek wygląda jak ogródek: drewniane ławy i krzesła.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Szpilka Cafe Bar

    miejscowość: Warszawa, dodana 04.02.2010, 11:16
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Eh!...

    Jak pojawiły się Szpilki, Szpulki, Szparki, bardzo się ucieszyłam, bo oznaczało to, że jest gdzie wpaść na śniadanie po nocnych rozpsotach, bez względu na porę. Potem mnie trochę nie było w Warszawie, a potem znów tu wróciłam.
    I poszłam któregoś dnia do Szpilki. I cóż, albo ja się zmieniłam, albo zmieniła się Szpilka. Jedzenie, które dostałyśmy z przyjaciółką (ona jakiś makaron, ja sałatkę) było bardzo ładne, ale kompletnie pozbawione smaku. Równie dobrze mogłyśmy sobie kupić marketowe sałatki, zwłaszcza, że finansowo byłybyśmy do przodu. Ceny zdecydowanie za wysokie, jak za idealny brak smaku. Herbata torebkowa, oczywiście. Brrr.
    Rozejrzałam się dookoła, żeby zobaczyć, jak teraz wyglądają goście Szpilki. Hmmm, dużo garniturów.
    Jakiś czas później razem z kolegą z Brazylii załatwialiśmy jakieś sprawy w okolicach Pl. Trzech Krzyży. Kolega zgłodniał. Poszliśmy do Szpilki. Było ciepło, siedzieliśmy przed lokalem. Najpierw czekaliśmy jakieś trzy lata, żeby ktoś się nami zainteresował. Potem zapytałam jedną kelnerkę, czy może podejść. Mogła. Przyjęła zamówienie na kawę, piwo i jakieś danie dla mojego kolegi. Po czym nie było jej tak długo, że zdążyliśmy zapomnieć jak wygląda. A wcześniej dość długo z nią gawędziliśmy, bowiem okazało się, że po angielsku to ona mówi, ale mocno średnio. Nie mogli się z kolegą dogadać, bo jej umiejętności nie wychodziły poza "one cup of cofee and beer".
    Wreszcie wróciła. Kolega zjadł, wyraz twarzy miał zniesmaczony, ale że jest kulturalnym młodym człowiekiem, powiedział, że było pyszne.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Cafe Kulturalna

    miejscowość: Warszawa, dodana 04.02.2010, 11:04
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Kulturalnie

    Lubię Kulturalną, mimo że uważam za trochę nietrafiony pomysł, zakładanie lokalu w foyer teatru. Ale, jak widać, zdaje to egzamin. O wystroju ciężko mówić, bo moim osobistym zdaniem, nie ma go. Po prostu są powstawiane przedmioty, które się podobają właścicielowi i tyle. Widać, że nie było tam żadnej głębszej myśli, jak i co zaaranżować.
    Oferta kulturalna Kulturalnej też jest nie do pogardzenia. Koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty, które są na prawdę dobre. Weekendowe imprezy także. Jest to chyba jedyne miejsce, gdzie idę, kiedy chcę sobie potańczyć wśród miłych ludzi i w miłym miejscu.
    Barmani na piątkę z plusem! Naprawdę mili, kompetentni i sensowni. Nigdy nie podali mi żadnego drinka, który by nie spełniał moich oczekiwań. Minusem może być jedynie fakt, że w dni imprezowe przy barze tworzy się tłok, który ciężko jest przeforsować małej kobietce.
    Jedzenie też jest dobre, chociaż na jedzenie trzeba pójść raczej w ciągu dnia albo w ciągu tygodnia. Kiedyś w powszedni dzień, w ciągu dnia, odprowadzałam koleżankę z Izraela na dworzec. Postanowiłyśmy najpierw coś zjeść. Weszłyśmy do Kulturalnej i było nam bardzo miło, że o tej porze byłyśmy jedyne. Ponieważ była zima, wypiłyśmy gorącą czekoladę, która była bardzo dobra. Do jedzenia wzięłyśmy zupy. Wtedy była to zupa chrzanowa (ciekawe, czy jest jeszcze, bo była bardzo smaczna). Zaskoczeniem było tylko to, że kelner nie mówił po angielsku (w takim miejscu!) i musiałam być tłumaczem. Pół godziny tłumaczyłam mu, co to jest kosher i wypytywałam o wszystkie składniki zupy. Umiał odpowiedzieć. Uśmiechał się co prawda z zawstydzeniem, ale skład zupy nam podał.

    Opinia dnia z 05.02.2010 r.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Kompania Piwna Podwale 25

    miejscowość: Warszawa, dodana 04.02.2010, 10:53
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Raczej nie dla mnie

    Jako osoba nie jedząca mięsa i nie lubiąca piwa jestem zapewne średnim recenzentem tego miejsca. Zwłaszcza, że nie lubię też biesiad w typie czesko-niemieckim. Ale byłam tam parę razy, jeszcze zanim przestałam jeść mięso. Byłam też i potem.
    Obsługa miła, wystrój adekwatny do profilu lokalu, ceny nie mordercze. Wszystko na swoim miejscu. Kiedyś pan kelner, kiedy weszłam z kwiatami w ręku, bez pytania i od razu podbiegł do mnie z naczyniem z wodą, żebym mogła umieścić tam kwiatki. Ilekroć byłam w Kompanii ze znajomymi, tylekroć próbowałam napić się czegoś innego niż piwo. Kawy albo herbaty. Cóż, smaków nie pamiętam, więc spodziewam się, że był to ten sam lipton lub dilmah, jak gdzie indziej. Pozostawałam zatem przy coli lub dawałam się skusić na odrobinę piwa.
    Dawniej bywając ze znajomymi, jadałam tam także. Pamiętam, że opcja deska mięs, była dobra, smaczna i pasowała idealnie do biesiad.
    Lokal idealny dla ludzi, którzy lubią głośne, długie biesiadowanie za stołem, przy piwie.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

Ładowanie wyników...