profil:
Marsa
kobieta,
w serwisie od 15 Marca, 2009
statystyki użytkownika:
liczba opinii: 70w tym 6 jako pierwszy recenzent obserwowany przez: 5 dodaj do obserwowanych
ulubione kuchnie:
- chińska
- włoska
- wielkopolska
- molekularna
przyznane nagrody:
brakopinie Marsa (70)
-
Sakura Sushi Bar
miejscowość: Warszawa, dodana 02.09.2010, 20:48Dramatic
Kończąc popołudniowe zakupy w galerii handlowej zajrzałam do Sakury na jakąś przekąskę.
Wystrój lokalu stylizowany jest na japoński, ale efekt bardzo mocno średni.
Zamówiłam zestaw mix - 35 zł (hosomaki i maki) i... to było najsłabsze sushi, jakie dotąd jadłam. "Rolsy" słabo zwinięte, rozpadające się, a co do ich super świeżości (co jest warunkiem koniecznym przy sushi) można było mieć wątpliwość. Sashimi miało być z kilkoma rodzajami ryb (łosoś, maślana, tilapia), a po łososiu ani śladu. Nauczka na przyszłość - to sushi omijać szerokim łukiem.1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Tea Lady Cafe Bistro
miejscowość: Warszawa, dodana 22.07.2010, 19:33Uroczy zaułek na Powiślu
Tea Lady przechodzi właśnie metamorfozę z bardzo miłej herbaciarni w bardzo miłe, sąsiedzkie bistro. Piszę sąsiedzkie, bo to lokal z mojej najbliższej okolicy, a jak to mawiają dobrze mieć sąsiada i to takiego! Zajrzałam tam niedawno, bowiem na szyldzie pojawiły się nowe informacje, że Tea Lady już/też serwuje jedzenie.
Sama knajpka jest niezwykle urokliwa, nieco ukryta w głębi ulicy Radnej, dzięki czemu (póki co) nie ma tam dzikich tłumów. Na parterze starej kamienicy zaaranżowano urokliwy „salonik babuni” z dzierganymi serwetami, tapetą w pasy, malutkimi obrazkami na ścianach, stylizowanymi lampkami z abażurem, naprawdę miło. Oprócz wyrafinowanych mieszanek herbat i ciast, Lady T. oferuje teraz kanapki na ciepło i sałaty. I przy sałatach chcę się zatrzymać na dłuższą chwilę. Próbowałam sałaty z kozim serem i suszonymi pomidorami, szynką parmeńską i muszę powiedzieć wow! Porcja dość spora, mieszanka sałat ze znakomitym „twardym” kozim serem, szynką, aromatycznymi pomidorami i sos - to jest sekret tej sałaty. Niby klasyczny winegret, ale jak dla mnie idealny – odpowiednio słony/kwaśny/słodki – super. Druga z sałat, którą spokojnie mogę polecić, to ta z dodatkiem gruszki, orzechów włoskich, sera pleśniowego i - także tym razem - świetnego sosu musztardowo–miodowego. Można by rzec sałata jak sałata, ale to nie tak, tu diabeł tkwi w SOS-ie.
Bardzo smakowała mi mrożona herbata mięta z czymś (ale nie pamiętam), próbowałam też odmiany wiśniowej i osobiście wolę bardziej naturalne smaki. Z niecierpliwością wyglądam dnia, kiedy do Tea Lady dołączy Wine Lady (właściciel stara się o koncesję na wino), a ja usiądę sobie tam pod rozłożystą lipą (latem wystawione jest kilka stolików na zewnątrz) i… To prawda, dobrze mieć sąsiada.Opinia dnia z 23.07.2010 r.1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Chata Góralska
miejscowość: Nowy Ciechocinek, dodana 22.07.2010, 18:46Przystanek na trasie...
Lokal - w mojej osobistej klasyfikacji - z kategorii: chata sielska/ludowa/chłopska etc. Z uwagi na jego usytuowanie przy trasie Bydgoszcz/Toruń/Ciechocinek zaglądam tam zwykle ilekroć jestem w okolicy.
Ostatnio próbowałam smażonego oscypka z żurawiną, tostów, specjałów pt. talerz śniadaniowy (ogórek, pomidor, żółty ser) i jeszcze "twarogu od baby" (czy jakoś tak). Wszystko poprawne, tylko tosty były w wersji na mega bogato, bo nie dość, że na maśle podsmażone, to i podane z kawałkiem masła do posmarowania. Dają też przyzwoite espresso. Całość - jak na przydrożną/przejazdową knajpę – może być.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Mass market
Z uwagi na lokalizację w ścisłym centrum zawsze znajdują się tam tłum gości, tak więc rezerwacja konieczna, choć i to nie zawsze gwarantuje, że będzie czekał na nas stolik. Umówiłam się tam ze znajomą na piwo i lekką kolację. Po długiej dyskusji z obsługą udało nam się usiąść i zamówić. Wybrałam Sałatę mix-grillowany kurczak (24 PLN) z czerwoną cebulą, kozim serem, zielony ogórkiem i sosem borówkowo-chrzanowy. Sałata podana została w grubej, brzydkiej szklanej misce i choć w smaku była w miarę ok. nie skusiłabym się, aby zamówić ją ponownie. Kozi ser, to twarożek, którego dwie łyżki zostały pacnięte na sałatę, sos powalił mnie swoją prostotą, stanowił bowiem zgodnie z nazwą mieszankę borówek i chrzanu. Penne z kurczakiem i pieczarkami w sosie śmietanowym (24 PLN) również przeciętne. Natomiast ciasto serowo-cytrynowe (12 PLN) powaliło mnie na kolana. Bardzo świeże, niezbyt słodkie, subtelne połączenie sera i skórki cytrynowej, wow! Na tym miłym aspekcie chciałabym zakończyć, ale niestety, muszę wspomnieć, że o 22.30 kelner podszedł do nas, i wprost dał nam do zrozumienia, że mamy się zbierać do wyjścia, bo od pół godziny lokal powinien być zamknięty. Praca nad jakością (obsługi, jedzenia) wskazana, ale wątpliwa, bo motywacji brak.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Blue Cactus
miejscowość: Warszawa, dodana 04.07.2010, 17:45Tex mex, czyli duet idealny
Blue Cactus jest miejscem charakterystycznym i to pod każdym względem: lokalizacji, kuchni, wystroju; i choć nie każdemu musi się to podobać, ja cenię sobie, że nie poddał się unifikacji na rynku restauracyjnym obserwowanym w W.
Miałam okazję bywać tam kilkakrotnie, w tym raz na fantastycznych i niezapomnianych warsztatach gotowania z szefem kuchni Ryszardem Majewskim (kapitalny człowiek). Przyrządzaliśmy mnóstwo przeróżnych dań z karty Blue Cactus-owej, dzięki temu miałam okazję ich wszystkich spróbować. Moim zdecydowanym faworytem został lemon chicken (44 PLN), który kruche, soczyste, aromatyczne mięso zawdzięcza fantastycznej marynacie (na którą przepis szczęśliwie zdobyłam). Notabene jest to też specjalność szefa kuchni. Znakomita jest także chimichanga, to grillowane mięso z serem chedar, salsą i guacamole zawinięte w tortillę. Dla chcących posmakować tego i owego polecam zestaw Kombinacja Przystawek (39 PLN). I tak kilka słów o szczegółach: Peper poppers papryczki jalapenos nadziewane serem, serwowane ze śmietaną są rewelacyjne, ostra papryka i kremowa śmietanka duet - rzekłabym - idealny. Potato skins, czyli ziemniaki pieczone w mundurkach z nadzieniem z sera i boczku, wypadają dobrze, ale pod warunkiem, że są świeżo zapieczone, a nie odgrzewane... krokieciki tex mex ok., a Wings of fire, mocno pikantne, zanurzone w sosie z sera roquefort – kaloryczne, ale przyznać muszę, że bardzo dobre. Daję im jeszcze duży plus za to, że wprowadzają w ciągu roku kartę dań sezonowych. Wkrótce planuję wypad na Zajączkowską na śniadanie, które niestety - nad czym ubolewam - nie są serwowane w niedzielę. Reasumując jak dla mnie najlepszy tex mex w mieście.Opinia dnia z 06.07.2010 r.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Pink Flamingo
miejscowość: Warszawa, dodana 04.07.2010, 16:36Przeciętny tex mex
Lubię klimaty amerykańskich dinerów, choć jedzenie już nieco mniej, dlatego to tego typu lokali trafiam rzadko, raczej przypadkowo. Tym razem wybraliśmy się większą grupą na piwo. Pink jest usytuowane w dość specyficznym miejscu, bo w głębi parku i nie jest wcale łatwo tam dotrzeć. Wystrój w tzw. klimacie, sympatyczny, ale spodziewałam się czegoś więcej.
Jedzenie raczej średnie. Próbowałam Zupy Texas Chili Cin Cane (17 PLN) z wołowiny z cebulą, papryką i chili. Była gęsta, ostra i sycąca tyle mogę powiedzieć. Za to Arizona Blackbean (11 PLN), czyli krem z czarnej fasoli z czerwoną cebulą, śmietaną i nachos, który zamówiła koleżanka był paskudny, papkowaty i bez smaku. Bardzo chciałam spróbować (podobno świetnych) skrzydełek z kurczaka w miodzie, z sosem z sera pleśniowego, ale niestety nie było, więc stanęło na sałacie Roadhouse Ranch Salad (25 PLN). Mieszanka sałat z grillowanym kurczakiem, boczkiem, serem i pomidorami. Całkiem dobra kompozycja, choć sos dość tłusty i zawiesisty. Patrząc na talerze swoich kompanów zauważyłam, że sałaty bazują na tych samych składnikach, tylko w różnych ich wersjach jakiegoś składnika ubywa lub przybywa, no i zmienia się sos. Mało to wyrafinowane, ale może w amerykańskich lokalach należy skupić się na hamburgerach, a nie skubać sałatę. W Pink serwują oryginalne piwo z USA (12 PLN), które w smaku jest bardzo delikatne i zupełnie inne niż nasze rodzime. W sumie jestem rozczarowana i miejscem, i jedzeniem, i obsługą.0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Passe Partout
miejscowość: Warszawa, dodana 04.07.2010, 16:01Smakowicie i miło... jak z obrazka
Jak dla mnie, od początku zapowiadało się bardzo dobrze, bo już sama nazwa brzmi uroczo i elegancko. I tak - w rzeczy samej - jest w tym lokalu. Usytuowanym na paterze starej kamienicy, na Saskiej Kępie. Restauracja składa się z dwóch poziomów. Latem, na parterze, na tyłach budynku działa piękny, zielony i cichy ogródek. Wnętrze jest szykownie urządzone, stonowana kolorystyka, fantastyczne fornirowane drewno na stołach, ciepłe, dyskretne oświetlenie, gustownie i bez przepychu. Tam po prostu chce się być. Uprzedzam z góry, że warto zrobić wcześniej rezerwację, bo niemal zawsze trudno o wolny stolik.
Zaglądam tam już od kilku lat i zawsze spodziewam się jakiejś miłej niespodzianki. Menu ewoluuje i niektóre pozycje bliskie moim kubkom smakowym – niestety zniknęły (np.: Sałata z wątróbkami i sosem malinowym), ale w zamian za to pojawiły się inne. Ostatnio próbowałam dania o wyrafinowanej nazwie Ser Morbier z migdałami, ruccolą, gruszką i malinowo-balsamicznym sosem (28 PLN). Ser ma ostry aromat i słodki, owocowy smak. Doskonale komponuje się z winnym smakiem gruszki, przełamany słodkim smakiem malin. Jestem wielką fanką sałaty ze świeżych liści szpinaku, z boczkiem i pestkami słonecznika w sosie ajoli (25 PLN). W Passe Partout serwują także dobre makarony, próbowałam papardelle z pesto i suszonymi pomidorami. Makaron jest al dente, sos świeży i aromatyczny, wszystko tak jak powinno być. W zasadzie nie zdarzyło mi się trafić na coś, co byłoby niesmaczne czy źle przyrządzone. I co dla mnie ważne, sposób serwowania dań jest bardzo elegancki, naprawdę miło popatrzeć na to, co przynoszą na talerzu. Kuchnia od lat, niezmiennie trzyma ten sam dobry poziom. Passe Partout to restauracja, którą mam na swojej warszawskiej "short liście".Opinia dnia z 05.07.2010 r.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Lunch-ownia
To typowy lokal dla food court-u w centrum handlowym.
W Luca - jako w nielicznej spośród tam obecnych knajpek - serwują posiłki na tradycyjnych talerzach, a nie na plastikowych tackach.
W ofercie sałaty: duża i mała porcja. W sumie niewiele się od siebie różnią, oprócz różnicy w cenie. Próbowałam sałaty Luca 21 PLN (sałata, pomidor, ogórek, kawałki kurczaka z sezamem i sos) całkiem dobra, ale bez szału. Mniej smaczna była ta w wersji grillowany łosoś (20 PLN) (sałata, pomidor, jajko na twardo, kawałki grillowanego łososia, sos czosnkowy). Makarony podobno są niezłe, ale jeszcze nie próbowałam i chyba raczej się nie skuszę. Poprawnie, ale ceny nieadekwatne do barku w centrum handlowym.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Klubokawiarnia Grawitacja
miejscowość: Warszawa, dodana 28.05.2010, 20:41Cechą grawitacji jest jej powszechność...
To jeden z lokali w moim sąsiedztwie. Jego charakter plasuje się pomiędzy, barem, klubokawiarnią, pubem. Takich knajpek, które kierują swoją ofertę do studentów z okolicznych wydziałów UW przybywa ostatnio na Powiślu.
Wystrój - delikatnie mówiąc - nie jest wyrafinowany. No nie, muszę to napisać jest tandetny i do bani, więc nie należy się zbytnio przyglądać detalom wnętrza. Menu typowo barowo/klubowe: sałatki, kanapki, smalec, ogórki, grzanki, przekąski na ciepło, proste desery, ciastka. Zamówiliśmy pomidory zapiekane z serem feta (10 PLN) i drinki Martini i Manhattan. Okazało się, że kucharz już opuścił już miejsce pracy i kuchnia zamknięta, ale przemiła Pani Kelnerka, zaofiarowała się, że przyrządzi nam tę przekąskę. Drinki trafiły na stół tak wymęczone i wymieszane, że wyglądały apetycznie, nieco zmącone, ciepłe (AAA!) bez lodu. Na szczęście Pani Miła Kelnerka poratowała nas szklanką z kostkami lodu. Pomidorki podano pokrojone w plastry, zapieczone z kawałkami fety, udekorowane listkiem bazylii, smak przewidywalny – ale doceniam gest obsługi. Ciastka klasyczne, croissanty jak w całej Warszawie, jest jeszcze szarlotka i tzw. blok.
Bardzo mnie ucieszyło, że to kolejny lokal, gdzie serwują piwo z lokalnych browarów. Ciechan miodowy, mój ulubiony i nowość - ciekawostka Ciechan ciemny porter. Gdy zamarzyły się nam chipsy do kolejnego piwa, to niestety okazało się, że nie ma ich w menu. Ale obsługa jak i poprzednio wspięła się na wyżyny i chipsy się znalazły (z puli na imprezy w lokalu). Tak więc, podsumowując: miejsce na jedzenie - mało wyrafinowane, na piwo, grę w warcaby, kawę na Powiślu – super; a takiej obsługi, której się jeszcze „chce” coś zrobić, to w innych lokalach mogą Grawitacji pozazdrościć.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Starbucks Coffee Gruba Kaśka
miejscowość: Warszawa, dodana 28.05.2010, 20:28Naprawdę dobra kawa
Starbucks, to miejsce średnio przytulne i urocze, bo stoliki, fotele i krzesła stoją bardzo blisko siebie, więc miejsce nie nadaje się raczej na dyskretne plotki z przyjaciółką. ;) Samoobsługa - jak wszędzie w tego typu lokalach. Miałam ochotę napić się kawy, ale że było już dość późno zapytałam o bezkofeinową. Okazało się, że każda z serwowanych tam kaw może być w wersji bezkofeinowej; za to ogromny plus, bo nie jest to kompletnie popularne w polskich kawiarniach. Zamówiłam średnie cafe late i czekoladowego muffina z nadzieniem serowym. Kawa pyszna, gorąca, w godnej wielkości porcelanowym kubku, z dużą kremową pianką, gorąca, posypana wanilią, czekoladą i cynamonem, pycha. Ciacho fatalne, świeże, co i owszem, ale kompletnie nie czekoladowe, a nadzienie, to obok sera nawet nie leżało. W ofercie są jeszcze inne ciasta (szarlotka, babeczki, herbatniki), ale jak dla mnie nie wyglądają zachęcająco. Starbucks oferuje także herbaty i kawy smakowe, ale niestety na bazie słodkich, smakowych syropów, których jestem wielkim przeciwnikiem. Polecam na kawę, szczególnie dla tych, którzy chcą lub muszą pijać bezkofeinową.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Restauracja Corleone
miejscowość: Kraków, dodana 04.05.2010, 21:09100% włoskich smaków, 100 % satysfakcji
Ilekroć myślę o tym miejscu, mam ochotę zapakować się w pociąg/samochód i udać się natychmiast do Krakowa. Wiem, że przy następnej wizycie w tym mieście, choćby się waliło i paliło muszę odwiedzić Corleone. Restauracja ma wystrój śródziemnomorsko - krakowski, obsługa jest bardzo pomocna i miła, ceny dobre, a jedzenie fantastyczne. Ale po kolei. Wybrałyśmy się z przyjaciółką na obiad, a traf chciał, że były to akurat Walentynki. Udało się jednak zorganizować stolik, choć w ten dzień graniczyło to z cudem. Menu w Corleone jest wyrafinowane, sporo owoców morza, ryb, jagnięcina, królik, włoskie sery. Wszystkiego chciałoby się spróbować po trochu i trudno wybrać „to coś najlepszego”. Zamówiłyśmy na przystawkę roladki z bakłażana nadziewane serem provolone z sosem ze świeżych pomidorów (1 szt./6 zł), zestaw owoców morza (32 zł) , do tego lekkie, musujące białe wino. Roladki smakowały obłędnie dobrze - delikatnie podsmażone plastry bakłażana, wypełnione pysznym farszem z kremowego sera z nutką świeżych pomidorów. Owoce morze (muszle, krewetki, kalmary), były świeże, dobrze przyrządzone, ładnie podane, w naprawdę sporej ilości. Można by tak sobie siedzieć, jeść w nieskończoność te rarytasy, popijać wino, rozmawiać i nie kończyć tej sielanki przez wiele godzin. Deser utwierdził mnie, że słusznie uległam niemal bezgranicznemu zachwytowi kuchni w Corleone. Śmietankowa pana cotta sprawiła, że byłam bliska porzucenia myśli powrotu do W. i pozostania w K. na trochę dłużej, by w zasięgu ręki/nogi mieć dostęp to tego raju kulinarnego. Powiem krótko rewelacja jakich mało.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Doozo Sushi & Sticks
miejscowość: Warszawa, dodana 04.05.2010, 20:43W sumie może być
Postanowiliśmy wybrać się kilkunastoosobową grupą na sushi. Pomysł okazał się niezbyt fortunny, bo w Doozo jedzenie jest przygotowywane na bieżąco, a to oznacza dłuuugie oczekiwanie na kolację. Nie ma jednak powodu do narzekań, bowiem szef kuchni umilił nam ten czas serwując 2 talerze przekąsek "od firmy". Znalazły się tam dorodne grillowane krewetki, pikantne kimchi i smażone pierożki z fantastycznym ostrym, śliwkowym sosem. Każdy z nas zamówił inny zestaw, wydawało się, że zrobimy przegląd menu. Jednakże 70% składników powtarza się w zestawach w różnych konfiguracjach. Obsługa mogłaby nam coś doradzić, ale Pani kelnerka, było dość zestresowania z powodu naszej liczebności i jedynie próbowała ogarnąć całe nasze towarzystwo. Mój zestaw 3 składał się z grillowanych krewetek tiger (smaczne), ale podane bez cytryny i żadnego sosu, Yasai (sałatka ze świeżych wodorostów z prażonym sezamem – bez smaku, jedynie prażony sezam ratował sytuację oraz różnorakich maków, sashimi, nigri, tu bez rewelacji, choć muszę przyznać, że smakował mi wariant z pieczoną rybą. Kawałki ryby w tempurze (których z założenia jestem przeciwniczką) wyglądały, smakowały i pachniały identyko jak ze smażalni przy plaży we Władysławowie. Miło zaskoczyła mnie zielona (wiśniowa) herbata, zaznaczam od razu, że nie jest aromatyzowana. Z napojów z procentami do nabycia jeszcze wino śliwkowe i japońskie piwo (subtelnie i wodniste w smaku). Uwaga, słaba wentylacja, ciuchy po wyjściu pachną smażoną rybą. Ceny dość wysokie w stosunku do jakości, ale lokal ma dość ładny wystrój i miłą obsługę. Jednym zdaniem - nie jest źle, ale znam lepsze miejscówki.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Restauracja Gehanowska Pod Słońcem
miejscowość: Kraków, dodana 17.03.2010, 22:25Czarodziejsko i bajkowo
Lokal na samym Rynku i bardzo klimatyczny. Na parterze znajduje elegancka, nastrojowa kawiarnia, duże piękne lustra w ciemnych ramach, stare i oryginalne (!) meble (gł. art deco), klosze i abażury z epoki, urzekły mnie na wejściu. Taki jest dla mnie klimat Starego Krakowa. Gehanowska ma mnóstwo uroczych zaułków, kącików, a schodząc w dół po kręconych schodach trafia się do kolejnych sal i przez chwilę można się poczuć niczym Alicja w Krainie Czarów. Wpadłam tam z koleżanką przekąsić coś małego. Menu bardzo skromne, ale za to proponują od samego rana duży wybór zestawów śniadaniowych, za bardzo przystępne ceny. Spróbowałam polędwicy z kurkami (ok. 32 PLN). Danie podane było z ziemniakami i surówką. Nie żałuję wyboru, mięso było smaczne, dobrze wysmażone, tak jak lubię, z dużą ilością grzybów. Serwują też dobre latte (10 PLN) i herbatę w godnych rozmiarów dzbanuszkach. Kulinarnie pozytywnie, a dodatkowo klimat tego miejsca potrafi naprawdę zaczarować.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Zupom mówię tak
Pełna dobrych myśli pognałam do Toan Pho spróbować specjałów, co to ze stadionu na najdroższą stołeczna ulicę przywędrowały. Wystrój lokalu trudno skomentować, bo jak na europejskie klimaty - raczej podły, jak na azjatyckie – idealny, nawet z tendencją do luksusu. Jedno jest pewne - klimat to tam na pewno jest. Wchodzę, obsługa rdzenna, miły Pan z wąsikiem, w berecie siedzi sobie przy kasie i bardzo skoncentrowany ogląda wietnamską mydlaną operę zarykując się co chwila śmiechem. Bezcenne.
Zamówiłam na wynos zupę z makaronem Won Ton (15 PLN) i wieprzowinę smażoną z warzywami. Porcje godne głodnego wielkoluda, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że tak dużo jadają Wietnamczycy, ale to bynajmniej nie powód do narzekania. Zaopatrzona w wiaderko zupy (tak, to nie był pojemnik, tylko wiaderko z rączką) i pudło z drugim daniem udałam się na konsumpcję. Zupa miała ciekawy smak i mnóstwo przeróżnych dodatków (m.in. plastry pieczonego mięsa, pierożki z niezidentyfikowanym - smakowitym nadzieniem, krewetki, jajko na twardo, tofu, orzeszki, kiełki, kawałek czegoś, co wyglądało jak galaretka w kawałku) oraz potężną porcję makaronu. To naprawdę było coś, abstrakcyjny smak, ale dobre. Wieprzowina wylądowała niestety w koszu, bo kawałki mięsa okazały się tłustymi skrawkami, ze ścięgnami, wszystko to pływało w niby sosie, który wyglądał jak herbata i niezbyt fajnie pachniał. Uczucia generalnie mieszane.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Ambasada korsykańskich smaków
Paese jest chyba jak dotąd jedyną korsykańską restauracją w Polsce. Tym większa była moja ciekawość, co dobrego tam zastanę. Lokal usytuowany jest w okolicach Starego Miasta. Trzy sale: duża dla niepalących, mała dla palących i trzecia na pięterku. Restauracja prosto i przyjemnie urządzona, z licznymi akcentami śródziemnomorskimi. W menu duży wybór ryb, świeżych owoców morza, sałat.
Przystawka pod hasłem: mule, małże w muszlach przełamane aromatem wina, z kremowym sosem śmietanowym okazały się niebiańsko fantastyczne i rozbudziły u mnie wielkie oczekiwania, co do dalszych posiłków. Odrobinę mniej spektakularna była ośmiornica z cebulą i octem balsamicznym, zdecydowanie dużo cebuli, za dużo. Szybko jednak pozwoliła o sobie zapomnieć, a to za sprawą podsmażanych kurek na malutkich, maślanych, rumianych listkach ciasta francuskiego. Uwaga, bądźcie ostrożni, bo można by siąść i zajadać się tym w nieskończoność! Podążając dalej tropem ryb i owoców morza moja zupa musiała pochodzić także z „rodziny”. Bulion z kawałkami łososia i soli było dobry, ale wypadł nieco słabiej niż przystawki. Dalej półmisek z rybami, krewetkami i kalmarami - zwany uroczo Desiree - przyniósł równie wspaniałą zawartość. Pyszna dorada z masłem cytrynowym i okoń morski pieczony na soli... był najlepszą rybą, jaką kiedykolwiek dotąd zdarzyło mi się zjeść w restauracji. Polecam również opiekane ziemniaki i - koniecznie warte spróbowania - całe ząbki czosnku podsmażane na oliwie. Zaręczam, że nawet najwięksi przeciwnicy tego warzywa będą przyjemnie zaskoczeni. Mogłabym jeszcze napisać, że w Paese serwują świetne wino, że sałaty są znakomite, że jestem pod wielkim wrażeniem smaków, jakości i jeszcze sporo pozytywnych rzeczy, ale polecam przekonać się o tym o własnymi zmysłami.Opinia dnia z 18.03.2010 r.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Take A Wok
miejscowość: Warszawa, dodana 15.02.2010, 10:13Mówię stanowcze nie!
Lokal jest malutki i „kuchnia” stanowi jego dużą część (nie ma zaplecza kuchennego). W efekcie po 20-minutowym przebywaniu w barze zapach smażonych na woku produktów ogarnia od stóp do głów, brr. Sam koncept jest dobry, ładne dopracowane projekty graficzne, wnętrze i detale - chińskie jedzenie w nowoczesnym fast-foodowym wydaniu. Zderzenie z rzeczywistością wypada jednak słabo. Jedzenie jest mdłe i dania smakują podobnie. Próbowałam warzyw z woka z sosem tajskim, grzybami i pędami bambusa (odradzam!). Lepiej wypadł makaron z wołowiną i sosem słodko–kwaśnym z dodatkiem orzechów, ale bez szału. Ponad 60 PLN za napój i fast food z kartonowego pudełka (dla 2 osób), to stanowczo za dużo.
1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Jak Pragnę Wina
miejscowość: Warszawa, dodana 03.02.2010, 20:34Pragnienia się spełniają...
"Jak Pragnę Wina" jest niepozorną, ale miłą knajpką. Mieści się na parterze apartamentowca, kilka stolików, bar i mnóstwo regałów z butelkami wina, które kusząco połyskują w nastrojowym świetle. Jest to drugi lokal z sieci "Jak Pragnę..." (pierwszy powstał w Łodzi). Kwestię cen tym razem pomijam, bo byłam gościem, ale dość przyzwoite.
Menu jest krótkie, lecz oryginalne i to jak! Jako przystawka świetnie sprawdziła się deska serów i wędlin (chorizo, prosciutto, parmezan, gruyère, camembert itp.). Miałam okazję spróbować polecanej zupy orzechowej z chili. To gęsty krem ze zmiksowanych orzechów włoskich z dodatkiem papryczki. Ciekawy smak i trudny do porównania do czegokolwiek, warto się skusić. Stek chianti, czyli polędwica wołowa w winie z musztardą Dijon, podana z ziemniakami puree i papryką z grilla była smaczna, wystarczająco wysmażona (ale uwaga, porcje nie dla głodnych). Uwieńczenie kolacji stanowił deser w postaci pysznego kremu-musu, lekki i co dla mnie ważne, nie za słodki. Serwowane jedzenie jest na dobrym poziomie, nastrój miły, ale największym atutem lokalu są wina! A właściwie powinnam powiedzieć - dobrze dobrane wina. Obsługa jest kapitalna, fantastycznie zorientowana i naprawdę wie, o czym mówi i jakie wina proponuje (o co niestety w innych winiarniach trudno). Wszystkie serwowane do poszczególnych dań wina były absolutnie znakomite. To był naprawdę udany wieczór.
I taka właśnie powinna być winiarnia z prawdziwego zdarzenia.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Vinoteka La Bodega
miejscowość: Warszawa, dodana 28.11.2009, 12:14A Vinoteka nie urzeka, no niestety
Lokal przyjemny, jedzenie niczego sobie, ładnie podane np.: sałata z kozim serem, orzeszkami pinii i prosciutto (28 PLN). Smakowo prawidłowo. Ciekawostką jest Tagliatelle (w zależności od wariantu od 20 – 30 PLN) serwowane na talerz, bezpośrednio przy stoliku, w bardzo efektowny sposób. A wygląda to tak: ze szklanego kielicha (wypełnionego makaronem z sosem), stojącego do góry nogami, na środku talerza, kelner zgrabnym ruchem wydobywa dla nas zamówione danie. Brawo za odrobinę fantazji i oryginalne podanie! Spokojnie mogę polecić specjał hiszpański kiełbaski Chorizo (24 PLN) duszone w czerwonym winie; serwowane w miseczce wypełnionej malutkimi, pysznymi kiełbaskami w znakomitym sosie, wyraźnym w smaku, lekko pikantnym. A teraz o winach. Zachodzę w głowę, na jakiej jednak podstawie lokal pretenduje do miana winiarni i nie pojmuję. Ceny wina są naprawdę kosmiczne, żenujący jest wybór wina na kieliszki ze 3-4 rodzaje, za otwarcie butelki dopłata korkowego 25 PLN, całość wieńczy słaby poziom obsługi: młodzi, sympatyczni ludzie, posiadający - delikatnie mówiąc - naskórkową wiedzę o winie. Tak więc, jako restauracja może być, jako winiarnia stanowczo i kategorycznie odradzam.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Nowa La Boheme
miejscowość: Warszawa, dodana 27.11.2009, 18:21Dyskretny urok La Boheme
Do La Boheme trafiłam jako gość, co - jak zwykle - w takiej sytuacji nie pozwala mi się wypowiadać na temat cen, choć wiem, że jest to lokal dość drogi. Miejsce eleganckie, gdzie każdy detal jest starannie dopracowany, atmosfera podniosła. Żartobliwie mówię, że to restauracje typu „na stole: 4 noże, 7 widelców, 5 kieliszków”, ale jak najbardziej w dobrym tego słowa znaczeniu. Zamówiłam raki rzeczne w chrupiącym cieście na konfiturze z pomidorów i to był strzał w dziesiątkę - mała/wielka przystawka, fenomenalna! Delikatne kawałeczki mięsa, świeże, chrupkie listki ciasta (coś pomiędzy francuskim a kruchym), kieliszek wina... Przystawka dla mnie mogłaby nie mieć końca. Kotlety cielęce z grilla z sosem z gorgonzoli zmieniły moje zdanie na temat cielęciny, na wyłącznie pozytywne. Kruche, chude, soczyste, subtelnie, ale doskonale doprawione kawałki mięsa, to moje kulinarne odkrycie roku. Czas miło płynął, a my delektowaliśmy się niespiesznie smakołykami. I byłoby niemal idealnie, gdyby nie obsługa. Kelnerzy choć starali się być mili, starali się za bardzo. Zapewniam, że nadmierna ich aktywność i ciągłe dopytywanie jak smakuje, czy dolać wina, czy coś jeszcze podać skutecznie może zakłócać rozmowę i zepsuć wieczór. Ale wrócę tam jeszcze na pewno, bo czuję, że serwowane tam dania to kulinarne wyżyny.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Kompania Piwna Podwale 25
miejscowość: Warszawa, dodana 26.11.2009, 18:40Ludowo i swojsko
Na temat Kompanii wiele zostało już napisanie, więc postaram się nie powtarzać. Że jest to lokal biesiadny - w dosłownym tego słowa znaczeniu - widać na pierwszy rzut oka (ludyczne stroje kelnerek, ławy, przygrywająca kapela), na drugi - po zapoznaniu się z menu - również. Kuchnia staropolska, tradycyjna. Nie moja to bajka, nie bywam tam często, raczej bardzo rzadko, ale za każdym razem świadomie, gdy mam ochotę na takie klimaty. Bardzo polecam zupy, szczególnie żurek z białą kiełbasą (7,9 PLN) smakowity, lekko kwaskowy, podany z kromką pieczywa, znakomita jest również zupa gulaszowa (7,9 PLN) gęsta, z dużą ilością kawałków mięsa, papryki i warzyw. Jeśli chodzi o dania główne moi kompani jednej z biesiad - sprzed kilku lat - zachwyceni byli pieczoną golonką (ok. 4 PLN/ 100 g.) i przy każdej wizycie w W. z rozrzewnieniem ją wspominają. To coś znaczy, nawet dla mnie, choć golonki nie jadam. Próbowałam też łososia z grilla (21,9 PLN) był ok., równie smaczny jest sznycel po wiedeńsku z ćwiartką cytryny (19,9 PLN), cieniutki, w chrupkiej, złotej panierce. Jako startery podają ogórki kiszone, czasem kapustę, pieczywo z masłem, a na rozchodne kieliszek firmowej nalewki wiśniowej. Aby nie znaleźć się w niezręcznej sytuacji przy płaceniu rachunku (mnie się to zdarzyło) warto wiedzieć, że lokal honoruje wyłącznie karty płatnicze tzw. wypukłe i gotówkę. Decydując się na wyprawę do Kompanii należy liczyć się, że zawsze jest tam tłoczno, głośno i obficie, ale taki właśnie urok tego miejsca.
Czy ta recenzja jest przydatna?
najlepsze lokalewedług Marsa
- Paese Kraków
- Restauracja Lemongrass Warszawa
- Restauracja Parmizzano's Warszawa
- Galeria Bali & Buddha Club Warszawa
- Oberża Młyn pod Mariaszkiem Ostróda
- Café Baobab Warszawa
- Cafe Restaurant Bordo Poznań
- Pijalnia Czekolady - Staroświecki Sklep (Wedel) Warszawa
- Restauracja Corleone Kraków
- Fanaberia Poznań