profil:

mężczyzna, 28 lat, Warszawa, mazowieckie, w serwisie od 3 Stycznia, 2008

statystyki użytkownika:

liczba opinii: 103
w tym 15 jako pierwszy recenzent
obserwowany przez: 6   dodaj do obserwowanych

średnia wystawionych ocen:

3.4
  • jedzenie
    3.5
  • wystrój
    3.2
  • obsługa
    3.7
  • jakość / ceny
    3.1

ulubione kuchnie:

brak

przyznane nagrody:

  • marzec 2008

ulubione dania:

Stek Argentynski, Kaczka po Pekinsku, grzyby we wszystkich mozliwych formach, krewetki we wszystkich mozliwych formach, mule i wiele, wiele innych swiatowych smakolykow pokaż wszystkie listy

opinie Luber (103)

pierwszą dodał: 21.12.2009
  • Gastronomia Rozrywkowa

    miejscowość: Warszawa, dodana 21.12.2009, 23:46
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Trochę dla gastronomii, trochę dla rozrywki

    Nowo powstałe bistro w samym sercu miasta to prawdziwy warszawski lokal z aspiracjami do starej Europy. Stonowane wnętrze, bez zbędnego blichtru, czy wymuszonej oryginalności – niby Francja, niby Portugalia, a tak naprawdę to po prostu Europa.

    Karta, jak na bistro przystała, skromna, ale oferująca coś i na szybką przekąskę, i na posiadówkę przy winie i coś konkretniejszego. Niejako nadrabiając skromnością stałego menu, kucharz co dwa miesiące oferuje dania sezonowe, do których dobierane są wina i piwa z całego świata.

    Celowo nie napisałem na wstępie o jedzeniu, bo w gastronomii bardziej chodzi o klimat, czy też właśnie rozrywkę, a kuchnia jest niejako miłym uzupełnieniem. No, ale przechodząc do konkretów, po pierwsze polecam penne z kurczakiem (klu, to poprosić kucharza, żeby zrobił trochę ostrzejsze), po drugie jak ktoś lubi słodką kuchnię to sałatka też z kurczakiem, a dla zgorzkniałych sałatka z gorgonzolą, cykorią i orzechami. Drobne, ale treściwe. Generalnie w gastronomii obżartuch jak ja jednym daniem się nie nasyci, chyba, że deską serów, czy wędlin, które właściciel forsują tym drinkującym w piątkowe wieczory.

    A drinkować jest i co i za co. Ambitny wybór win, pokazuje właśnie europejskość tego miejsca, bo za 60 złotych można już napić się porządnego portugalskiego wina. Dla szukających emocji karta standardów barowych barmana, które wlewają w siebie weekendowi przedimprezowicze (na dawno zapomnianej tradycji happy hour). Można ich potem spotkać w niedziele na omlecie, czy jajecznicy.

    Jeżeli szukamy wyszukanych smaków i nie wiadomo jak wykwintnej karty to szukajmy dalej, ale jeżeli chcemy posmakować europejskości, zaprosić znajomych, czy zaszyć się z książką przy kawie i naleśnikach z czekoladą to polecam gastronomię. Żaden przerost formy nad treścią, tylko solidna kuchnia i naprawdę fajna atmosfera miejsca. Najlepsze na koniec: ceny są naprawdę przystępne i nie wyjdziemy niezadowoleni, po latach wyzysku restauratorów bez wyobraźni Warszawa wreszcie zaczyna rozumieć ideę jedzenia w restauracji.

    P.S. Jeden nienajedzony Pan piszący dla Gazety odnalazł tam smak glutaminianu sodu, ale wydaje mi się, że musiało mu coś zostać z poprzedniego obiadu... trzeba sobie robić przerwy, to nie fabryka.

    Opinia dnia z 22.12.2009 r.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Chata Myśliwska

    miejscowość: Osielsko, dodana 14.11.2008, 10:38
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Raj dla miłośników dziczyzny ukryty pod szyldem gospody przy trasie

    Pędzony głodem na trasie z Poznania do Gdańska nerwowo szukałem jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym się posilić. Większość miejsc wyglądała podejrzanie, tym bardziej, że nie miałem ochoty na schabowego z ziemniakami. Już nawet myślałem, żeby w Bydgoszczy zajechać do centrum, ale z braku czasu zdecydowałem się kontynuować... i opłaciło się. Zaraz po wyjdzie po lewej stronie mignęła mi chata z dość pełnym parkingiem. Wystrój niczego sobie, trofea myśliwskie i słoje z konfiturami, ale w momencie gdy otworzyłem kartę, aż mi dech w piersiach zaparło. Tatar z dzika, sarnina z kurkami, wszelakie combry i zaprawki, a do tego polskie ryby, w przeróżnych formach. Nie dało się wybrać bez pomocy kelnera, który nota bene był bardzo uprzejmy, ale przede wszystkim znał kartę jak własną kieszeń.

    Zdecydowałem się na prawdziwego wołowego tatara oraz wyżej wymienioną sarninę w kurkach, do której gorąco namawiał mnie kelner. Do sarniny domowe kopytka (trochę rozgotowane jak na mój gust, ale nie zepsuły smaku) i zestaw surówek, a do picia świeży sok z marchwi. Byłem tak kontent, że nie starczyło mi siły na skosztowanie ciast, które z dumą prezentował kelner. Wszystko świeże, delikatne, wspaniale doprawione. Gorąco polecam i podróżującym, i mieszkańcom Bydgoszczy.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Le Cedre

    miejscowość: Warszawa, dodana 14.11.2008, 09:51
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jak to mówią Francuzi "As good as it gets"

    Pomimo tego, że uwielbiam bliskowschodnią kuchnię, że Le Cedre jest zaraz za rogiem ode mnie i że istnieje już od ponad dekady, dopiero ostatnio po raz pierwszy wybrałem się coś przekąsić. Wystrój przyjemny, ze względu na naturalny bliskowschodni kicz, obsługa raz świetna, raz średnia, ale na pewno kompetentna, a jedzenie, no cóż.

    W ostatnim miesiącu bylem tam 3 razy, ze względu na wrodzone lenistwo, ale też i z ciekawości, bo karta zachęca szerokim spectrum zarówno przystawek, jak i dań głównych. Przystawka przystawce nie równa, ale ogólna ocena to 3+. Z jednej strony dobre mięso i sery, z drugiej brak jakichkolwiek motywów przewodnich, ani ostre, ani słodkie, raczej mdłe. Dania główne bez finezji, oddają trochę klimat kuchni z tego rejonu, ale są w sprzeczności z ogólnym ambientem restauracji, która pozycjonuje się trochę wyżej na półce, zarówno cenowo, jak i jeśli chodzi o gości. Kuchnia libańska jaką znam głównie z Anglii i trochę z Niemiec dzieli się na barową (której króluje chaos domowej kuchni) i restauracyjną, gdzie wykorzystywany jest pełen potencjał smaków i składników. Le Cedre oferuje tę pierwsza kuchnię w opakowaniu tej drugiej. Trochę nietrafione, ale co począć...

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Al Pomodoro - Ursus Skorosze

    miejscowość: Warszawa, dodana 01.10.2008, 16:26
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zwykła, osiedlowa pizzeria z ambicjami, które już chyba przygasły

    Trudno jest cokolwiek powiedzieć o tej knajpce, oprócz tego, że jeżeli ktoś akurat umiera z głodu i ostatnie jabłka z popularnych w Ursusie sadów już dawno spadły to może się pokusić by zjeść tam pizzę, bo ani przystawek, ani dań głównych nie polecam. A karty win mogłoby w ogóle nie być. Ciekawe, że włoska restauracja wybrała niemieckie wino jako swoje vino di casa.

    Ostry ton nie jest w moim guście, ale najpierw przebrnąłem przez te orwellowskie monstra nazwane osiedlami aż w końcu znalazłem Al Pomodoro i kiepskie jedzenie tym silniej wyprowadziło mnie z równowagi.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Aqua e Vino

    miejscowość: Kraków, dodana 18.08.2008, 12:28
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Klasa sama w sobie, aż do momentu podania deseru

    Wstając z łóżka w ostatnią sobotę około południa poczułem, że mam straszną ochotę na włoskie jedzenie. Kilka chwil na gastronautach i zdecydowałem, że Aqua e Vino powinno idealnie trafić w moje gusta. Restauracja jednak przerosła moje oczekiwania. Nie jestem wielkim fanem krakowskiego typu knajp w podziemiach, więc pierwsze wrażenie nie było najlepsze, tym bardziej, że było sobotnie popołudnie i lokal był zupełnie pusty. Jednak po pierwszym kontakcie z menu, wiedziałem, że będzie ciekawie, a jak nasza kelnerka krzyknęła zamówienie po angielsku do Francesci już nie moglem się doczekać. Dla poprawy animuszu (oraz zważywszy na fakt, że byłem bez śniadania) rozpocząłem posiłek od czarnej kawy z koniakiem, która pozytywnie nastawiła mnie do posiłku. Na pierwszy "ogień" poszła wędzona mozzarella z alpejskim bekonem... absolutna rewelacja, delikatność mozzarelli połączona z przewrotnością oscypka, a do tego cienkie plasterki mięsa o bezkonkurencyjnej strukturze i smaku. Na drugie danie zdecydowałem się na ravioli z sarniną, w sosie z pesto i czarnych trufli. I znowu niesamowite doznania, ewidentny smak dziczyzny dodatkowo wzbogacony kwaśno-ostrym pesto pozostawiał ciekawy posmak. Całość wspomagana czerwonym włoskim na kieliszki, którego nazwę mam gdzieś zapisaną (na chwilę obecną jest jednym z dwóch, więc trudno nie trafić), które dodatkowo wzmocniło wrażenia smakowe. Gdy myślałem, że tworzy się historia i będę mógł w końcu z pełną odpowiedzialnością polecić ten lokal przyszedł deser, który swa mdlącą słodyczą niestety rozmył trochę to wspaniale widowisko, ale nie na tyle, żebym nie mógł polecić tego lokalu. Oprócz tego bardzo dobra obsługa, o wyrobionym guście i podejściu do klienta. Tym razem bardzo polecam choć ocena to 5 "na szynach" ze względu na mus czekoladowy.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Carlito

    miejscowość: Kraków, dodana 18.08.2008, 12:11
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Włoskie z widokiem

    Do Carlito wybrałem się w zeszły czwartek za namową znajomej i nie zawiodłem się. Lokal mieści się w pięknym miejscu nieopodal rynku i oferuje zarówno całkiem ciepłe, pomarańczowo-włosko-eklektyczne wnętrze, jak i przestrzenny taras wychodzący na skrzyżowanie malowniczej Floriańskiej i Św. Marka. Jedzenie bardzo przyzwoite, ze swojej polędwicy w parmezanie na rukoli bylem bardzo zadowolony, a kilka kęsów zapiekanego bakłażana też mnie nie zwiodło. Generalnie jedzenie nie powala z nóg, ale oferuje, coś czego wielu knajpom brakuje, mianowicie konsekwencję, wybierając jakiekolwiek danie z karty, nie ryzykujemy, że akurat nie jest ono specjalnością kucharza. Ceny, jak na taki lokal dość przystępne, choć mogę być trochę na polu skażony Warszawą. Niestety obsługa trafiła nam się klasycznie miła i zielona, czyli na wszystko czekaliśmy długo i dania nie przychodziły do końca w odpowiedniej kolejności, ale wszelkie potknięcia ratowane były szczerym przepraszam i uśmiechem zakłopotania.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Ancora Restaurant

    miejscowość: Kraków, dodana 18.08.2008, 10:40
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jakość i styl

    Spędziłem ponad tydzień w Krakowie i miałem okazję zapoznać się bliżej z kulinarnym obliczem tego miasta. Jednym z pierwszych doświadczeń była wizyta właśnie w Ancorze, która ustawiła poprzeczkę dla innych krakowskich knajp na bardzo wysokim poziomie. Nowoczesne, tchnące minimalizmem wnętrze, bardziej przypomina bar sushi niż europejską elegancką restaurację, ale szafy z winem przypominają, że to nie Tokio. Obsługa wyraźnie wyszkolona i nadzorowana, nie pozbawiona jest własnej inwencji, co pomaga, przy wyborze dań. Tym razem zdecydowałem się na chłodnik i z indykiem oraz kaszkę. Obydwie potrawy palce lizać, chłodnik o mocno podkreślonym smaku warzyw, nie był tylko kolorową śmietaną, a kaczka z kurkami to już prawie poezja. Delikatne kawałki kaczuszki na łóżku z puree i smażonych kurek, łączyła w sobie słodkawy posmak tłuszczyku, ze słonawym posmakiem grzybów, który nadał tej delikatnej potrawie dodatkowej mocy. Do tego dobre chilijskie białe wino i zadowolenie murowane. Polecam.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja To Tu

    miejscowość: Toruń, dodana 04.08.2008, 12:26
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Niekoniecznie najlepszy wybór na (rynku)

    Zajechawszy późnym wieczorem do Torunia zgłodniali wybraliśmy się na rynek. Wybór nie był łatwy, bo całe Stare Miastowo to jeden wielki ogródek i bez wskazówek ciężko się zdecydować. Przypadkowy wybór padł na To Tu, że względu na w miarę ciekawie zapowiadające się menu. Wystroju nie będę komentował, bo ciężko jest coś powiedzieć o drewnianych stoliczkach i namiocie z logo browaru. Zdecydowaliśmy się na menu rybne, naleśnik z łososiem, łosoś z grilla i sałatkę z krewetek. Wszystko raczej mało wyraziste w smaku, a szczególnie sałatka, która była utopiona w sosie a la 1000 wysp, który zabił smak wszystkiego. Naleśnik z serii babcinych, jak na rybną opcję był zdecydowanie za słodki, a łosoś w środku też swoje już w życiu przeżył. Jego przyjaciel z grilla był standardowo w trochę lepszym stanie. Jedyny plus za uśmiechnięta obsługę, która pomimo późnej pory, kiepskiego kucharza i dużej ilości gości nie traciła humoru i wigoru. Na pewno da się smaczniej zjeść w Toruniu.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Portucale

    miejscowość: Warszawa, dodana 30.07.2008, 16:21
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Okazała piwniczka i dobre jedzenie

    W końcu odwiedziłem chyba najbardziej popularny lokal na gastronautach, czyli Portucale, i wcale, ale to wcale się nie zawiodłem. Na wstępie zagłębiłem się w bardzo ciekawą kartę win, która zawiera w sobie mały przewodnik po winnicach Portugalii. Na przystawkę wybrałem "zielone" wino na kieliszki, lekko musujące i orzeźwiające, a na danie główne skonsumowałem butelkę bardzo ciekawego Quinta de Bons Ventos, które poleciła mi uśmiechnięta kelnerka.

    Jedzenie prawie dorównywało winu. Z bogatej karty na przystawkę wybrałem sobie rożki z fetą i szpinakiem, które były smaczne, ale niestety nie do końca pasował do nich, smaczny, ale zbyt intensywny sos musztardowy. Na drugie danie dorada w soli morskiej na sałacie. Proste i smaczne danie, które pokazało, że produkty w Portucale są na dobrym poziomie. Mój współkonsument wybrał zupę niezłą zupę grzybowo-szpinakową, a na drugie zapikekanego w serze dorsza, dobry pomysł na rybne danie, dla nielubiących ryb.

    Pomimo iż jedliśmy w ogródku byłem pod miłym wrażeniem, ciepłego drewnianego wnętrza a la winnica. Kelnerki były pomocne i uśmiechnięte, a rachunek wysoki, ale adekwatny.

    Polecam.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Kukabara

    miejscowość: Warszawa, dodana 21.07.2008, 18:49
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nowoczesna kuchnia, która wygryzła Cafe Brama

    Stało się, przebój końca lat 90. Cafe Brama przestało istnieć. Na miejscu pojawiła się Kukubara, odważna knajpa typu Fusion. Jasne, kolorowe wnętrze, masywny bar i otwarta kuchnia, a także cały zastęp obsługi (nie do końca niestety obeznanej z kanonami sztuki...).

    Kuchnia ciekawie wygląda w karcie; steki z kangura, samosy, krewetki z orzechami. Ocena jakości wymaga jeszcze powtórnych badań, bo na razie doświadczyłem tylko przekąski w postaci tajskiego makaronu z krewetkami. Niezły, ale raczej podstawowy; gorące, ostre i kluchy z wkładka - nie do końca finezyjne, ale na pewno sycące.

    Ogólnie chyba warto dać temu miejscu szansę, tym bardziej, że jest w dobrej lokalizacji i oferuje coś nowego. Mam tylko nadzieję, że obsługa się "dotrze".

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Café Rue de Paris

    miejscowość: Warszawa, dodana 21.07.2008, 13:21
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Francuskie smaczki na ulicy Francuskiej

    Rue de Paris, to ostatnio moje ulubione miejsce na leniwe niedzielne śniadania. Dobra kawa, świeże bułeczki i ciekawy wybór naleśników to podstawowe atuty tego miejsca. Dodajcie do tego jeszcze uśpiony klimat Saskiej Kępy i macie fajne miejsce, by posiedzieć trochę dłużej niż wymagałoby skonsumowanie posiłku. W środku dość prosto i nowocześnie w ogródku przyjemnie i wygodnie. Ceny średnie wyższe, ale za to żadnego problemu ze świeżością, czy smakiem, także warto. Osobisty typ: naleśnik z łososiem, szpinakiem i serem.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • AlmiCafe

    miejscowość: Warszawa, dodana 18.07.2008, 14:39
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miłe schronienie od schizofrenicznego klimatu centrów handlowych

    Na wstępie chciałbym napomknąć, iż centra handlowe mnie przerażają. Reaguję na nie alergicznym bólem głowy, przyspieszonym biciem serca i podniesionym poziomem stresu. A jednak od czasu do czasu z lenistwa podejmuje wyzwanie, by wybrać się tam na zakupy. Najczęściej wchodzę i wychodzę, ale ostatnio odkryłem, że można wejść kupić, schować się i znowu wrócić i coś kupić. A to wszystko dzięki AlmiCafe. Nastrojowe wnętrza o kolonialnym klimacie uspokajają swymi przytulnymi kolorami, a zapach kadzideł przyjemnie usypia. Co się tyczy jedzenia to nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Ostatnio skusiłem się na gazpacho i było miłe orzeźwiające, trochę pomidorowe, trochę paprykowe. Na drugie danie pierogi z autentycznie świeżych truskawek (ciasto może ciutkę za grube, ale truskawki naprawdę świeże), do tego soczek ze świeżych grejpfrutów i mogłem z odwagą wrócić do walki ze złototarasowym potworem.

    Obsługa adekwatnie do wystroju spokojna i wyciszona, muzyka też. Idealne na uspokajającą przekąskę (porcję zbyt małe, by wg moich standardów nazwać je pełnym posiłkiem :).

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Tawerna Orłowska

    miejscowość: Gdynia, dodana 18.07.2008, 12:47
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Piękne widoki, mila obsluga, ale kuchnia ewidentnie rozpuszczona masową turystyką

    Wiem, wiem, będąc nad morzem powinienem jeść ryby, ale co mam zrobić jeśli naprawdę nie jestem wielkim fanem tych ościstych stworzeń. No więc będąc na weekend nad morzem zgłodniałem, a że był piękny lipcowy wieczór zdecydowaliśmy się na Tawernę Orlowską. Pięknie położone miejsce z rozległym tarasem i widokiem na Zatokę Pucką oferuje to co lubię najbardziej, atmosferę dobrego jedzenia. W pocie czoła zaradne kelnerki przez cały czas obsługują urlopowiczów, ale gdy masa krytyczna przestaje walczyć o opaleniznę i wraca do ośrodków robi się tam bardzo przytulnie. A jedzenie, no właśnie. Świadomie popełniając faux pas wybrałem stek wołowy, a nie halibuta, czy innego czorta morskiego. Zanim jednak złożyłem zamówienie spędziłem dobrych kilka minut (dosłownie) tłumacząc Pani jak powinien wyglądać mój stek, tak żeby kucharz miał całkowitą jasność. Miał być średnio-krwisty z przewagą krwistego, a jak zwykle w tym pogańskim kraju antystekowców dostałem wióry. Normalnie nie lubię zwracać jedzenia, ale pomyślałem, że nawet dla celów edukacyjnych powinienem to zrobić, a więc zrobiłem. Ku mojemu zaskoczeniu miła kelnerka nawet nie mrugnęła okiem tylko wzięła ode mnie talerz, by wrócić z zemstą kucharza, czyli krwistym stekiem, który wystygł jeszcze zanim trafił na stół - tym razem nie chciałem już nikogo wyprowadzać z równowagi i z kamienną miną zjadłem pół i udałem, że się najadłem :). Przydługa anegdota, ale jest nauczka... nad morzem brać halibuty i inne flądry i nie wymyślać nie wiadomo czego. Na przekór zwyczajom na pewno tam wrócę, chociażby dla widoku i miłej obsługi.

    Ceny turystyczne, ale adekwatne.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Goldwasser

    miejscowość: Gdańsk, dodana 17.07.2008, 21:14
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Gdański klimat z miłą obsługą i dobrą kuchnią

    W Goldwasser zatrzymałem się ostatnio jako gość hotelowy; nie najgorsze pokoje w niesamowitej lokalizacji przy samym Żurawiu, za które trzeba całkiem sporo zapłacić. Przez dwa dni żywiliśmy się w raczej niewyszukanych lokalach, by ostatniego dnia trafić do restauracji na dole. Na początek chłodnik z szyjkami raków - doskonała konsystencja, a do słodkokwaśniego płynu dorzucone raki, które dodają ciekawego posmaku. Jako drugie danie też wziąłem przystawkę - placki z ziaren z łososiem - może nie do końca bałtycka ryba, ale za to placuszki świeże i interesujące. Do całego zachwytu dodam jeszcze fakt, że zarówno wystrój jak i obsługa na wysokim poziomie. Żeby nie było zbyt różowo, to mogę tylko ponarzekać, że trochę zbyt dużo głośnych gości z zagranicy.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bambini di Praga

    miejscowość: Warszawa, dodana 17.07.2008, 17:35
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie do końca chyba zamierzona stołówka

    Czekając na spóźniający się pociąg na Dworcu Wschodnim zdecydowałem się wyskoczyć na późne śniadanie do Bambini di Praga. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zamiast dziecięcych rozmiarów knajpki zobaczyłem gigantyczną halę, przypominającą stołówkę. Wrażenie było tym bardziej przytłaczające, że sala była prawie całkiem pusta.

    Pierwsze zaskoczenie, to brak jakiejkolwiek oferty śniadaniowej, a drugie, to jak na rozmiar sali, rozmiar karty był raczej mizerny. Na szczęście jak przyszło co do czego to kucharz sie wykazał, bo zarówno sałatka z tuńczyka (właściwie stek z tuńczyka na sałacie) jak i naleśniki w sosie pomarańczowym były na poziomie dużo wyższym niż otoczenie. Ceny średnie wyższe, ale nie powalają z nóg.

    Wracać chyba nie muszę, chyba, że zmienią kartę i wystrój.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Dans le Noir

    miejscowość: Warszawa, dodana 17.07.2008, 15:41
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Egipskie ciemnosci, niekoniecznie francuska kuchnia, ale generalnie szał bodźców

    Trzymając rękę na ramieniu kelnera wkraczasz w absolutną ciemność, przepełnioną głosem ludzkim, niejako tłoczącym się w twojej głowie, która nie jest w stanie zorientować się, skąd dochodzą dźwięki. Już siedzisz, w ręku nerwowo trzymasz kieliszek, tak by go potem nie zgubić. Obok ciebie ludzie, z którymi normalnie trudno by wymienić dwa słowa, a jednak po 15 minutach dyskutujecie już o wszystkim. W międzyczasie jedzenie. Twoje zmysły są już rozbudzone, słuch wyostrzony, węch wyczuwa zapach z drugiego końca sali, a kubki smakowe tylko czekają na przyjęcie nieznajomego (a nieznajome pozostanie, aż do czasu wyjścia z sali, bo możesz tylko zgadnąć co ci serwują). A serwują niesamowite postaci, które po sali poruszają się niczym zjawy i niczym zjawy znikąd pojawiają się przy stoliku z kolejnymi daniami.

    Dania są niezłe, ale biorąc pod uwagę pobudzone zmysły, nie powodują zawrotu głowy. Na przystawkę sałatka ze ślimaków, sos bardzo dobry, ale ślimaki nie do końca soczyste. Na drugie danie sola, na puree z ziemniaków i cukinii, a na koniec pyszna krwista wołowina, pocięta już na kawałki, tak by przypadkiem nie skonsumować własnego palca :)

    Niesamowite wrażenia, może nie do końca kulinarne, ale to trzeba przeżyć.


    [Dania wymienione w powyższej recenzji serwowane były w ramach poprzedniego menu. Od 17 września 2008 r. obowiązuje nowe menu. - przyp. red.]

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Przegryź

    miejscowość: Warszawa, dodana 02.06.2008, 11:19
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Na razie tylko śniadanie, ale za to jak najbardziej na tak (ach te bułeczki!)

    W sobotnie wczesne przedpołudnie wybrałem się z kumplem do Przegryź na późne śniadanie i obaj wyszliśmy co najmniej zadowoleni. Jajecznica z pomidorami, jajecznica z bekonem, a także serek i tosty z syropem klonowym, wszystko w dogodnej cenie, jak najbardziej spełniły nasze oczekiwania. Do tego bardzo miła i sprawna obsługa sprawiła, że na pewno jeszcze kilka leniwych posiłków tam skonsumuję. Ach, no ale oprócz potraw, największym atutem menu śniadaniowego są malutkie pieczone bułeczki.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Jeff's

    miejscowość: Warszawa, dodana 02.06.2008, 11:09
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Tłoczno, głośno i przeciętnie

    W sobotnie popołudnie wybraliśmy się przypadkiem do Jeff'sa. Miały być kiełbaski i pieczone kartofle w Lolku, ale do knajpy nie wcisnąłby się nawet komar, więc z lenistwa przenieśliśmy się do Jeff'sa. A tam klasyczny amerykański kicz, zespół na żywo i setki ludzi. Obsługa średnich lotów nie do końca ogarniała ogrom lokalu, ogólny rozgardiasz wywołany głośnym śpiewem i rozmowami setki osób przypominał szkolną stołówkę. Jedzenie, no cóż, cudów się nie spodziewałem i cudów nie doświadczyłem. Caprese poprawna, ale dziwny sosik był trochę słony, a hamburger poniżej średniej z TGI Fridays. Świadomie raczej się tam nie wybiorę, ale lokalizacja sprzyja wizytom ad hoc. Czyli jak ktoś ma ochotę przechadzając się po Polach Mokotowskich zniszczyć się dobrym amerykańskim cholesterolem, to zawsze pozostaje właśnie Jeff's.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Lemongrass

    miejscowość: Warszawa, dodana 02.06.2008, 11:02
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Tajsko-europejskie specjaly w nowoczesnym wydaniu, okraszone kelnerkami w niebieskich sukieneczkach

    Lemongrass to dość elegancka restauracja w nowoczesnym wydaniu oferująca azjatyckie potrawy. Wybrałem się tam z kolegami na piątkowy posiłek. W drzwiach przywitała nas uśmiechnięta Pani w niebieskiej sukience, do której po chwili dołączył manager (zgadywałem po garniturze), a potem jeszcze kolejnych kilka mniej lub bardziej uśmiechniętych pań w takich samych niebieskich sukienkach. Po zaprowadzeniu do stolika, rzeczony manager zaproponował bardzo entuzjastycznie zestaw przystawek w formie dim-sum'ów, następnie przysłał nam sommeliera, który polecił butelkę drogiego argentyńskiego wina (naturalna sprzeczność). Dim-sumy były topowe, konsystencja, jak i smak świadczyły o kunszcie tajskiego kucharza, a świeżość krewetek podkreślała wysokie aspiracje tego lokalu. Na drugie danie zamówiliśmy chrupiącą kaczkę i łososia w sosie pieprzowym. Łosoś podobno nie należał do wybitnych, a jeśli chodzi o kaczkę to mieliśmy mieszane uczucia. Z jednej strony porcje były duże, a sosik i naleśniki idealne, z drugiej kaczka wydawała się trochę zbyt długo smażona na tłuszczu, a chrupiąca panierka raczej zabijała niż dodawała smaku. Niemniej jednak jako wielki miłośnik skonsumowałem całą, tak że byłbym hipokrytą, twierdząc, że mi nie smakowała. Generalnie jedzenie na 3+, ze wskazaniem na mało jeszcze popularnego w Warszawie dim-suma, drugie dania jak najbardziej poprawne, tym bardziej, że jest jeszcze kilka pozycji, które z przyjemnością sprawdzę w niedalekiej przyszłości.

    Ostatnia dyskusyjna sprawą w Lemongrass jest obsługa. Z jednej strony widać wielkie ambicje właścicieli, którzy przećwiczyli swoją obsługę, z drugiej strony, zbytni entuzjazm, nie do końca podparty doświadczeniem, sprawia wrażenie zbyt sztucznej elegancji.

    Generalnie polecam, ciekawe dania, spokojny wystrój i pomocna obsługa, wszystko w wysokiej, ale akceptowalnej cenie (oprócz wina).

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Presto Cafe

    miejscowość: Warszawa, dodana 19.05.2008, 11:08
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Trattoria z kwaśnym winem "na karafki". Wystarczy, by zaspokoic apetyt

    W piątkowy wieczór naszła mnie ochota na niezobowiązujący posiłek w centrum miasta. Wybór padł na Presto i w sumie zaspokoiłem swoje oczekiwania. Wystrój lokalu jest dość nieskomplikowany, także bardziej niż restauracja, prezentuje się raczej jak zwykła pizzeria, ale przez to nie mam w sobie nic z pretensjonalności włosko-warszawskich knajp. Obsługa aktywna, ale bez fajerwerków.

    Jeśli chodzi o jedzenie to też można spokojnie wystawić solidna trójkę. Na przystawkę jadłem nieśmiertelne Caprese i było zdecydowanie powyżej średniej. Z suszonymi pomidorami i dobrą oliwką, a do tego wspomagane ciepłymi bułeczkami zapewniło dobry początek posiłku. Dania główne jednak nie zachwyciły; sos z suszonych pomidorów i oliwek był zbyt słodko-pomidorowy i nie miał nic ze szlachetnej cierpkości, na którą liczyłem. Wino domowe raczej z niskiej półki, kwaśnością nadrabiało braki w sosie.

    Ogólnie wystawiam ocenę 3 z założeniem, że jeszcze wrócę spróbować pizzy i jakiegoś innego sosu. Ceny bardzo umiarkowane, odzwierciedlają jakość, ale też nie skreślają lokalu.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

Ładowanie wyników...