profil:

kobieta, 26 lat, w serwisie od 13 Marca, 2008

statystyki użytkownika:

liczba opinii: 86
w tym 19 jako pierwszy recenzent
obserwowany przez: 7   dodaj do obserwowanych

średnia wystawionych ocen:

3.0
  • jedzenie
    3.2
  • wystrój
    3.0
  • obsługa
    2.9
  • jakość / ceny
    3.1

ulubione kuchnie:

  • sushi
  • włoska
  • dziczyzna
  • tajska
  • żydowska

przyznane nagrody:

  • marzec 2008

ulubione dania:

tagiatelle z borowikami dziczyzna - przygotowana przez Mamę :) pierogi, byle nie na słodko a do tego dobre wino i jazz w tle... pokaż wszystkie listy

opinie LesFeuillesMortes (86)

pierwszą dodał: 23.03.2010
  • Restauracja Italia

    miejscowość: Konin, dodana 23.03.2010, 20:22
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jeśli takie są Włochy, to ja dziękuję...

    Pierwsze co przychodzi mi na myśl to bardzo dobra pizza z pieca, jaką zamawialiśmy na początku lat 90., kiedy to Italia była pierwszą "prawdziwą" restauracją w Koninie. Wtedy restauracja mieściła się w malutkim lokalu, parę lat temu przeniesiono ją kawałek dalej, w tym samym kompleksie budynków. Od czasu przenosin nie przepadam za Italią stacjonarną, mam wrażenie, że właściciel mentalnie nadal w ostatniej dekadzie XX wieku. Pizza się zepsuła, obsługa nic się nie rozwija, jakość potraw spada... Przy okazji jakichś uroczystości domowych korzystamy z cateringu - ale i z tym damy sobie chyba spokój. Pamiętam gdy ostatnim razem usiłowałam zwrócić platery, według informacji na drzwiach restauracja jeszcze powinna być czynna, ale najwyraźniej po wyjściu ostatnich gości lokal zamknięto, dłuższą chwilę dobijałam się do drzwi ignorowana przez siedzące w środku kelnerki. Chyba tylko moja determinacja sprawiła, że Panie jednak odebrały ode mnie naczynia.
    Ostatnia wizyta w Italii stacjonarnej skutecznie nas do lokalu zniechęciła. Pomimo zrobionej rezerwacji stolik nie był przygotowany, dłuższą chwilę czekaliśmy na to, by ktoś z obsługi się nami zajął. Kelnerka raczej wydawała rozkazy niż prowadziła rozmowę z klientami. Najpierw się dowiedzieliśmy, że zamówienie musi od razu pójść całe do kuchni, więc wskazanie najpierw przystawek i zastanowienie się nad daniem głównym nie wchodzi w grę. Zamówiliśmy carpaccio i panierowany smażony camembert na przystawkę, później łososia z grilla i polędwicę.
    Na przystawki czekaliśmy ponad godzinę, goście z sąsiednich stolików zdążyli przyjść, zjeść i pójść a my nic, tylko siedzieliśmy przy szklankach po już wypitej pepsi (za cytrynę do napoju trzeba dodatkowo płacić)... Zdążyliśmy dobrze przyjrzeć się sali, sporo stolików, wrażenie lekkiego ścisku, sprawę próbowano uratować niewielkimi przepierzeniami, ale raczej marnie to wyszło. Siedzieliśmy w sali w piwnicy, na górze sytuacja przedstawia się jeszcze mniej atrakcyjnie pod względem miejsca. W dodatku tuż przy wyjściu wieszaki na okrycia, zdarzają się zatory, gdy jedni goście się ubierają, inni usiłują opuścić restaurację a jeszcze inni wejść. Dekoracje rozmieszczone bez przemyślenia, w czasie naszej bytności obsługa i goście pięć razy wpadli na wazon z gałązkami przystrojonymi serduszkami... Poczytaliśmy też kartę - sporo błędów w druku.
    Kelnerka tylko co jakiś czas na nas spoglądała, ale ciężko było ją przywołać... W końcu Pani podeszła i oświadczyła, że idzie walczyć z kuchnią o nasze jedzenie (?). Jak sądzę walka była zacięta. Zaowocowała carpaccio podanym z plasterkami zwykłego żółtego sera, pokrojonymi na kwadraciki o boku 1,5 cm, pokrytym warstwa bardzo drobno zmielonego pieprzu i camembertem, który nie był dosmażony, w środku zimny i twardy. Zwróciliśmy ser do kuchni, po kwadransie dotarło danie już takie jak należy.
    Dania główne nieco poprawiły okropne pierwsze wrażenie - łosoś był smaczny, i była to solidna porcja. Polędwica również dobra, choć raczej mocno wysmażona niż średnio. Ale brak uchwycenia właściwego momentu zdjęcia mięsa z ognia zaobserwowałam już przy poprzedniej wizycie, kiedy zamiast 'średnio wysmażonej' dostałam 'twarda jak podeszwa'. Co ciekawe na dania główne też musieliśmy długo czekać po zabraniu przez kelnerkę talerzy po przystawkach... Czyżby druga runda walki?
    Na deser się nie zdecydowaliśmy, na kawę także nie, pamiętałam, że ostatnim razem espresso niemal wylewało się z filiżanki i wolałam nie ryzykować.
    Rachunek wyniósł około 140 zł, ale w ramach rekompensaty za oczekiwanie kelnerka (zapewne po konsultacji z szefową) zaproponowała 100 zł. 140 zł jak na warunki konińskie jest raczej dużo, jakość raczej marna. Chyba na długo sobie Italię odpuścimy...

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Vespa Bar

    miejscowość: Wrocław, dodana 23.11.2009, 17:09
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Mało wyraziście...

    Vespę oceniam jako lokal raczej na posiedzenie przy drinku, ewentualnie czymś słodkim, a nie do zachwytów nad sztuką kulinarną. V. mijałam przy poprzedniej bytności we Wrocławiu i zanotowałam w pamięci, że trzeba odwiedzić, bo miejsce wygląda na ciekawe. Zamiar zrealizowałam w ostatni czwartek wieczorem. Zajęty był tylko jeden stolik, później doszli jeszcze jedni goście, ale było raczej pusto.
    Karta nie jest długa, ot, kilka sałatek, z siedem dań głównych, oddzielnie makarony. Wszystko opatrzone fotografiami. Dwa rodzaje piwa z beczki i dużo drinków. Zdecydowałam się smażoną solę - zarówno ryba, jak i panierka bardzo nasiąknięta tłuszczem, za to pyszne zielone szparagi i jędrne warzywa gotowane na parze jako dodatek. Wszystko podane z sosem, o dziwnej konsystencji i podejrzanym smaku – dobrze, że kelnerka zostawiła mi kartę i mogłam się nią poratować, bo za nic bym nie powiedziała, że sos był śmietanowy. Zamówionego piwa nie było, musiałam wybrać zamiennik. A zatem jeśli chodzi o jedzenie to mam mieszane uczucia – ogólnie nie wyszłam niezadowolona, ale zadowolona też nie. Zapłaciłam 36 złotych, relacja j/c raczej w stronę 'za dużo" niż "w sam raz". Obsługa sprawna, uprzejma, ale bez fajerwerków.

    Wystrój zrekompensował niedostatki smaku. Lubię lata 60. a Vespa jest bardzo udaną wariacją na ich temat. Klimatyczne fotele/krzesła - każdy obity inaczej, fotosy na ścianach, no i nawiązania do słynnych skuterów. Trochę klimaty z włoskich filmów, trochę skojarzenia z "Grease", a w tle przez całą bytność w V. po głowie chodził mi kawałek ska 'skuterowy gang', szczecińskiej Vespy...

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Siesta Cafe

    miejscowość: Konin, dodana 02.11.2009, 21:06
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Pora na siestę!

    Nie zawsze jak coś co jest do wszystkiego to jest do niczego. Przykładem może być Siesta. Lokal trzypoziomowy - na parterze sala kawiarniano-lunchowa dla niepalących, góra jest przeznaczona dla palących a w piwnicy pub. Parter i piętro urządzone są w stylu prowansalskim - naprawdę miłe wnętrza, dużo bieli, jasnych kolorów, lawenda... Na dole tylko tradycyjne stoliki z krzesłami, na piętrze także kanapy. Latem działa do tego ogródek. Za to w piwnicy sale o charakterze pubowo-klubowym. Fajnie. Można się też załapać na koncert czy animacje dla dzieci. Lokal czysty, zadbany. Łazienki sprzątane na bieżąco, przyjazne dla mam z małymi dziećmi (przewijak). W tle sączy się mila dla ucha muzyka, często można posłuchać smooth jazzu.

    Obsługa to same panie. Jestem częstym gościem w S. i raz tylko zdarzyło się, że kelnerka nawaliła - pani po prostu zapomniał o moim zamówieniu i bardzo długo czekałam. Zasadą jest szybka i sprawna obsługa. Płatność przy kasie. Co też jest plusem w sytuacji gdy gość się spieszy.

    S. to lokal oferujący nie tylko kawy/herbaty i desery, ale także alkohol, kanapki na ciepło, sałatki, lunche... A zatem dość szeroki zakres. Każdego dnia w godzinach popołudniowych (chyba od południa do 17:30, ale głowy nie dam) można zamówić zestaw lunchowy za 15 złotych - zupa, drugie danie i deser. Każdy dzień ma przyporządkowane menu, co jest minusem, gdyż nie ma wyboru, może warto zastanowić się nad rozwiązaniem z jednym daniem serwowanym codziennie przez tydzień i daniami dnia jak dotychczas? Lunche smaczne, nie są to wyżyny sztuki kulinarnej, ale bardzo przyzwoite posiłki. Porcje są w sam raz, można się spokojnie najeść czwartkowymi plackami ziemniaczanymi z sosem grzybowym i świeżą sałatą jak i piątkowym łososiem z frytkami i sałatą. Choć prócz lunchów polecam sałatki - ogromnie porcje. Wszystko podawane jest na dużych talerzach/ w misach. Całkiem niezłe są też grillowane kanapki - panini albo tortille. Duże i sycące. Nawet przy kanapkach widać dużą dbałość o szczegóły, więc posiłek przemienia się także w przyjemność estetyczną.

    Relacja j/c bardzo dobra, zwłaszcza w porównaniu z cenami większych miast.

    Opinia dnia z 05.11.2009 r.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Kawiarnia Figaro

    miejscowość: Konin, dodana 29.10.2009, 22:09
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wesele się skończyło...

    W zasadzie to powinien być nekrolog, a nie recenzja, gdyż Figaro zostało zamknięte z początkiem października. Nie będę się zatem rozpisywać, ot, figarowe reminiscencje.

    Gdy wybrałam się tam po raz pierwszy to trafiłam na dzień z dużym ruchem w kawiarni i niemal od razu chciałam wychodzić, tak mi się miejsce nie spodobało. Lokal był nieduży, zdecydowanie próbowano zmieścić za dużo stolików, skutkowało to absolutnym brak intymności, mimo prób rozdzielenia miejsc kotarkami. Gdy było więcej gości to gwar był wręcz uciążliwy, zdarzało się, że trzeba było przekrzykiwać się z sąsiednim stolikiem. Latem ratowano sytuację wystawiając stoliczki na zewnątrz. Później do F. wpadałam, ale już w spokojniejsze dni i miejsce okazało się całkiem przyjemne, zwłaszcza w czasach posuchy kawiarnianej w Koninie. Najmilej było gdy grała muzyka na żywo, ale łączyło się to z zajętymi wszystkimi miejscami.
    Obsługę, choć bardzo uprzejmą, zapamiętałam jako nierówną - czasami trzeba było bardzo długo czekać na najzwyklejszą kawę, czasami panie wręcz uprzedzały myśli gości.
    Jeśli chodzi o jedzenie skupiałam się zawsze na ofercie kaw/herbat i ciast. Średniej jakości słodkości, niezłe lody, bardzo dobre espresso a pozostałe kawy przeciętne.
    Za mniej niż 15 złotych można było wypić kawę i zjeść ciasto. Więc bardzo przyzwoicie.

    Teraz właściciele zainwestowali w całkiem nowy lokal, oddalony od F. o jakieś dwie minuty spaceru - Siestę.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Osteria

    miejscowość: Warszawa, dodana 27.10.2009, 23:12
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jakby obsługa chciała powiedzieć gościom "spływajcie"...

    Koszykowa 54 to nowa lokalizacja Osterii z Kruczej. Sadząc po wpisach dotyczących poprzedniej lokalizacji prócz adresu niewiele się zmieniło. Nie znałam Osterii wcześniej, wybraliśmy się tam skuszeni recenzją z "Polityki". Chyba nie ma co "Polityce" do końca ufać…
    Pomimo zrobionej uprzednio rezerwacji zastaliśmy nieprzygotowany stolik i średnio zorientowanego kelnera. Restauracja ma przynajmniej dwie sale - w jednej widzieliśmy gości, druga całkiem pusta, i tam zostaliśmy usadzeni – tuż przy toalecie… Cóż, najlepszy stolik to nie był. Plusem jest stały podgląd na ladę z rybami i kucharza przygotowującego zamówione dania. Minusem – widok na ciągle otwarte drzwi na zaplecze. Zgrzyt. Stoliki są rozmieszczone w odległości pozwalającej na swobodną konwersację bez ryzyka przymusowego uczestnictwa w rozmowie sąsiadów. Toaleta czysta, urządzona ze smakiem, świetnym nawiązaniem do charakteru lokalu są ogromne muszle zaadaptowane na umywalki. Trzy gwiazdki.
    Obsługa absolutnie niezainteresowana gośćmi - chyba dlatego, że w karcie jest informacja, że do każdego zamówienia doliczane jest 10% napiwku. Jak wspomniałam – pomimo rezerwacji stolik nie był gotowy. Później nie było lepiej - kelner nie potrafił doradzić w kwestii win („mamy białe i czerwone”) ani późniejszego zamówienia – nie mogliśmy liczyć na jakiekolwiek sugestie dotyczące wyboru potraw. Jedyny plus to fakt, że wszystko było przygotowane i podane prędko. Ale nie wiem na ile by się to powtórzyło gdyby na sali byli inni goście. W trakcie posiłku musieliśmy się dopominać o sztućce. W kwestii obsługi chyba więcej powiedzieć się nie da - panowie byli znudzeni, nastawieni raczej na ignorowanie gości i nieprofesjonalni. Dwie gwiazdki.
    Zaczęliśmy od smażonych kalmarów, krewetek czosnkowo-imbirowych i rozmaitości morskich na oliwie i czosnku. Najlepsze były krewetki z racji na smaczny sos, reszta dobra, ale bez rewelacji. Dania główne to diabeł morski po burgundzku - znów godny polecenia był sos, tortellini z mięsem homara i langusty z krewetkami - sześć-siedem pierożków, które nie powalały wyglądem, ilością ani smakiem, owoce morza z lawy z sosem kreolskim – to nimi się recenzenci "Polityki" zachwycali, stwierdzam, że albo mamy całkiem inne gusta kulinarne albo kucharz miał gorszy dzień, oraz bouillabaisse – średnia. Podsumowując - jedynie przeciętnie.
    Za to wszystko (razem z doliczonym automatycznie napiwkiem) zapłaciliśmy ponad 630 złotych. Dużo, zwłaszcza, że prawie bez alkoholu – tylko 0,3 l wina. Niestety relacja jakość/cena wypada blado w tej sytuacji. Najchętniej dałabym półtorej gwiazdki.

    4 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Sankt Petersburg

    miejscowość: Wrocław, dodana 01.09.2009, 23:23
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Hеплохо...

    Jadłyśmy tam z przyjaciółką wiosennym wieczorem, ogródek jeszcze nie był czynny. Wtedy żałowałyśmy nieco, ale w ostatecznym rozrachunku okazało się, że wnętrze to wizytówka lokalu. Po przekroczeniu progu zobaczyłyśmy pustą szatnię oraz schody prowadzące w dół. Już od samego wejścia spodobał mi się wystrój – ładne, drewniane schody ozdobione szyszkami, dalej stylowe wnętrze. Na fotografiach z folderu restauracji wygląda ono na bardziej przestronne. Stoliki zarówno dla pary jak i dla większej grupy, a także loża sprawiająca bardzo przytulne wrażenie. Klimatu dopełniają samowary i stary żyrandol. Łazienka także nawiązuje do koncepcji urządzenia wnętrza, warto tam zajrzeć. Na plus zaliczyć należy także muzykę graną na żywo – mogłyśmy posłuchać rosyjskich romansów a także pieśni Wysockiego.
    A zatem -wystrój i atmosfera to duży plus Sankt Petersburga. Niestety obsługa to już raczej Leningrad. Długo musiałyśmy czekać po ściągnięciu okryć, nim kelner nas zauważył. Choć doskonale nas widział. Później oczekiwanie na złożenie zamówienia oraz na samo zamówienie trwały także sporo czasu. W trakcie kolacji zaobserwowałyśmy, że inni goście byli obsługiwani szybciej, pomimo (a może dlatego?), że byli większą grupą. Czyżby przemawiał na ich korzyść fakt, że byli obcokrajowcami? Moje ogólne wrażenie dotyczące obsługi to "nieźle, ale czegoś brakuje".
    Podobne spostrzeżenia dotyczą zamówionych potraw. Przyjaciółka jadła barszcz ukraiński (15 zł, przygotowując opinię spojrzałam na www SP, aktualnie to 20 zł) – niestety chłodny, przez co stracił wiele. Ja zamówiłam bardzo dobrą i gorącą zupę grzybową, a w niej pierożki nadziewane borowikami (17 zł, aktualnie 24 zł). Zupa zbyt esencjonalna, pierożki pyszne. A w ramach dań głównych – sandacz duszony w grzybach (20 zł) i kulebiak z kapustą (22 zł, teraz 32 zł!). Zarówno sandacz, jak i kulebiak (3 plastry) były podane z takim samym sosem kurkowym. Sandacz delikatny, kulebiak z kolei przeciętny. Ogólnie można ocenić to jako "nieźle", nic więcej. Cena adekwatna do jakości – kolacja dla dwóch osób, z herbatą parzoną po rosyjsku to 82 zł. Choć, gdyby przyszło mi regulować rachunek według nowego cennika, to uznałabym, że przesadzone. A zatem raz jeszcze "nieźle".
    Lokal szczyci się tym, że był nagrodzony przez redakcję "Newsweeka" w kategoriach najlepszy lokal, najlepszy wystrój i najlepszy serwis. Ja przychylam się jedynie po bardzo pochlebnej opinii dotyczącej wystroju. Reszta od czasu przyznania ww. nagród się pogorszyła. Chyba do SP nie wrócę.

    Opinia dnia z 06.09.2009 r.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Di Vino

    miejscowość: Warszawa, dodana 23.08.2009, 21:07
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    In vino veritas!

    Lokalu na piątkową, wakacyjną, przed teatralną kolację szukałam jeszcze przed przyjazdem do Warszawy. Trafiłam na nieznaną mi restaurację Di Vino i po przeczytaniu zachęcających w recenzji i odkryciu, że to lokal ten z samej stajni co A Modo Mio już wiedziałam gdzie ruszymy.

    Nie robiłam rezerwacji, na miejscu zajętych było około połowy stolików. Niestety, wszędzie w lokalu można palić, więc wybór miejsca był utrudniony o tyle, że chcieliśmy siedzieć w lokalu i z daleka od papierosów. Wybraliśmy rozwiązanie kompromisowe – stolik w otwartych drzwiach, jeszcze w lokalu, a tak jakby w ogródku. Wystrój estetyczny, spore stoliki, długi bar. Toaleta czysta, zajmująca niewielkie pomieszczenie, ale widać, że dobrze wszystko przemyślano.

    Szybko zajęły się nami dwie panie – kelnerka i menedżerka (?). Obie sympatyczne, miłe, zorientowane w składnikach poszczególnych dań i sposobie przygotowywania. Miałam ochotę na jakieś lekkie różowe wino, jednak zostaliśmy namówieni na specyficzne białe - nie białe, bo w pięknym miedzianym kolorze. Wino rzeczywiście godne polecenia, w sam raz na gorący wieczór, cudowny kolor, interesujący bukiet. To był strzał w dziesiątkę. Na koniec poprosiłam o dokładną nazwę, bo warto zaopatrzyć piwniczkę w to cudo.

    Z przystawek skusiły nas capraccio z wędzonego łososia (30 zł) i kuleczki mielonego mięsa z oliwkami w środku (15 zł). Obie potrawy podane na środek stołu, a dla nas małe talerzyki. Łosoś smaczny, podany na krojonych w kostkę pomidorach, polany sosem na bazie octu balsamicznego. Oliwki w mięsnej skorupce przepyszne - choć smażone na głębokim tłuszczu nie były nim opite, bardzo dobrze doprawione – jak tylko sobie je przypomnę to mi ślinka cieknie, a do Warszawy daleko… A w ramach konkretów – dla TŻ papardelle peposo (24zł, pikantny sos, duszona wołowina, warzywa – na bazie czerwonego wina), a dla mnie spaghetti frutti di mare (28 zł), o którym wspomniała qqina. Najsłabszym elementem wieczoru był makaron TŻta – dobry, ale nic więcej, twarde mięso odebrało kilka punktów w ocenie. Za to moje spaghetti z owocami morza było fenomenalne. Duże krewetki, małże, krążki kalmarów. Bardzo, ale to bardzo obfite – miałam problemy ze zjedzeniem całej porcji. A potem z wrodzonego łakomstwa zamówiłam jeszcze tiramisu na deser (7 zł, bo to malutka porcja była), TŻ za to lody mandarynkowe podawane w wydrążonym owocu (16 zł). W międzyczasie po sali krążyła kelnerka częstując fritattą (?) - gdyż właściciele wieczór zaplanowali jako wieczór tematyczny – fritatta i wino.

    Jedzenie jedzeniem, ale to co nas w tym miejscu urzekło to atmosfera. Wspaniała – rozwibrowana głosami i śmiechem gości, zarówno Polaków jak i Włochów. Odpowiedni nastrój i pozytywne wibracje znaczą naprawdę wiele! Rachunek wyniósł 175 zł. Z czego 55 to alkohol. Ceny zatem pozytywne.

    Dobra obsługa, bardzo dobre jedzenie i wspaniała atmosfera sprawiają, że na pewno wpiszę DiVino na listę moich ulubionych warszawskich knajpek. Pierwszy raz w życiu żałowaliśmy, że „musimy” iść do teatru, tak nam się tam miło siedziało!

    Opinia dnia z 24.08.2009 r.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Ewa Zaprasza

    miejscowość: Sasino, dodana 07.08.2009, 22:07
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nadmorski numer jeden

    W Sasinie pierwszy raz byłam chyba z 12 lat temu. To tam pierwszy raz jadłam smażony camembert - niebo w gębie. Co tu dużo pisać – z tym miejscem łączą mnie bardzo miłe wspomnienia. I podczas tegorocznego wypadu nad morze nie mogłam sobie Sasina odpuścić. Na miejscu ucieszyłam się, że zrobiłam wcześniej rezerwację. Jednak okazało się, że rezerwacje dotyczą tylko stolików wewnątrz, gdzie było duszno, i musieliśmy zapolować na stolik na dworze. Byliśmy na miejscu tuż przed 16 i to chyba był ostatni w miarę spokojny moment, gdyż później ustawiała się spora kolejka oczekujących.
    Poczekajka to standardowo śledziki – i pierwsze wrażenie „kiedyś smakowały lepiej”… Mam wrażenie, że wtedy były to śledziki w śmietanie, a nie w majonezie, ale głowy nie dam sobie uciąć. Niestety, śledzie podane były ciepłe i to główny minus. TŻ zamówił zupę rybną, a ja camembert – aby sprawdzić czy nadal jest taki smaczny. Jest. Pyszny. Fenomenalny. I do tego bardzo dobre, smakujące jak domowej roboty, borówki. Zupa TŻ została skwitowana stwierdzeniem „taka powinna być zupa rybna”. To chyba wszystko na ten temat. W ramach konkretów TŻ zamówił golonkę, a ja polędwiczki wieprzowe w sosie, chyba na bazie sera roquefort. Golonka olbrzymia – 700 gram, podano do niej aż 6 równych sosów. Męczył się z nią ponad 40 minut, ale zjadł. Moje polędwiczki były zapiekane niestety, nieco zbyt długo przetrzymane w piecu i już lekko przypalone. Pewnie czekały na golonkę. Pomimo okrycia sosem były bardzo suche – prędzej powiedziałabym, że był to indyk, a nie wieprzowina. Nieco się rozczarowałam. Zamówiłam dodatkowo marchewki gotowane (z gotowanych warzyw były do wyboru tylko one i fasolka, można było też wybrać sałatkę, lecz w najmniejszym stopniu jej nie polecam - miseczka lekko już zmęczonych warzyw zalanych nieciekawym sosem), lecz musiałam na nie dość długo czekać. Na deser już nie mieliśmy miejsca, wypiłam tylko espresso w czasie gdy TŻ dzielnie walczył z golonką.
    Jak wspomniałam siedzieliśmy na dworze, stoliczki były ustawione dość blisko siebie, jednak nie odniosłam wrażenia że „siedzę komuś na głowie”. Miejsce jest przyjazne dzieciom i psom – dla pierwszych jest sporo miejsca do zabawy i zabawki, dla drugich miski z wodą. W środku duszno, pomimo klimatyzacji. Toaleta czysta. Obsługa szybka, jeden pan zajmuje się przyjmowaniem gości i zamówienia, kolejni panowie donoszą potrawy. Czasami był kłopoty z przywołaniem kelnera. Gdy przyszliśmy i czekaliśmy w środku nikt się nami przez dłuższą chwilę nie zainteresował. Za obiad dla dwóch osób, bez alkoholu, zapłaciliśmy 125 zł. Bardzo przyzwoicie. A w porównaniu z cenami łebskimi - więcej niż przyzwoicie!

    Opinia dnia z 08.08.2009 r.

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Fat Angelo's

    miejscowość: Łeba, dodana 05.08.2009, 22:41
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie warto

    Włoska knajpka w Łebie – brzmi ciekawie. Niestety tylko brzmi.
    Chcieliśmy zajrzeć tam na kolację. W środku zajęty tylko jeden stolik, ale duszno i nadymione niemiłosiernie. Na zewnątrz nie ma wolnych miejsc, w dodatku ogródek dzielony jest z sąsiednim kebabem i doskonale słychać hity disco polo śpiewane na żywo w ogródku obok. Ot, urok kurortu. TŻ średnio ma ochotę na jedzenie tutaj, ale ja jestem zdeterminowana. Miało być włoskie, to będzie włoskie. Po około 10 minutach zwalnia się stoliczek i siadamy na dworze. Szybko podchodzi kelnerka, w zasadzie nie daje czasu na zapoznanie się z kartą, chociażby spojrzeniem na napoje. Wybieramy w ciemno piwo, i to chyba najlepsza rzecz danego wieczoru.
    TŻ zamówił zupę rybną i eskalopki cielęce w sosie limonowym z kaparami, ja polędwiczki wieprzowe nadziewane szpinakiem w sosie kurkowym. Zupa bardzo esencjonalna, jakby zrobiona z koncentratu albo z pomidorów z puszki. Ciężko było wyczuć ryby, pomidory dominowały. W połowie zupy kelnerka przyniosła drugie danie. Bardzo nie lubię takiego wymuszania jedzenia na wyścigi. Talerz po zupie stał na stole póki nie zjadłam polędwiczek, choć kelnerka stała obok i powinna była go zabrać równie szybko jak przynosiła dania główne. Eskalopki niezjadliwe - twarde jak podeszwa. Polędwiczka ze szpinakiem niewielka, myślę że z jednej regularnej polędwicy robią minimum 2 porcje, także twarda. Sos – raczej solony niż kurkowy, podobnie w warzywach blanszowanych czuć było głównie sól.
    Za wszystko zapłaciliśmy 86 zł, za dużo jak na jakość potraw i warunki w jakich je spożywaliśmy. Nie wrócimy tutaj.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja i Klub Mandala

    miejscowość: Warszawa, dodana 27.07.2009, 23:19
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Mandala? Trzymam się z dala!

    Dość długo zbierałam się, by wybrać się do Mandali. Apetyt rósł, oczekiwania również. I, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, spotkało mnie ogromne rozczarowanie... Zaczynamy od obsługi - pomimo że robiłam rezerwację, stolik nie był przygotowany, co więcej wskazano mi stolik całkowicie odbiegający od tego, na co wskazałam podczas rozmowy. Oczekiwanie na kartę długie, na zamówione wino jeszcze dłuższe, pierwsza część zamówienia pojawiła się po pół godzinie. Domówiłam kieliszek wina - 10 minut oczekiwania, kelner w tym czasie wdał się w radosną pogawędkę z resztą obsługi. Ogólnie obsługa jest bardzo słaba, absolutnie nieprofesjonalna, rozlewająca sosy i zupę. Wina pan nie rozlał, ale widok chwiejącego się kieliszka niesionego nie na tacy, a trzymanego za nóżkę nie był zbyt ciekawy. Można było zaobserwować jak kelnerka - otrzymawszy zbyt mały napiwek wykrzywia się i robi pogardliwą minę. Na jakąkolwiek radę w kwestii wybieranych dań liczyć nie można, wyduszenie informacji na temat napojów graniczy z cudem.
    Jedliśmy na ogródku, widok na obdrapane mury konkurował z podglądem na rozbawioną obsługę, wyraźnie niezadowoloną z faktu, że trzeba obsłużyć gości i przeszkadza to w pogawędce. Toaleta brudna i - próbowałam znaleźć delikatne słowo, ale się nie da - śmierdząca. Jestem zdegustowana.
    Zamówiliśmy panierowany ser, zupę tajską z kurczakiem, mix mięs z pieca tandoori. Z tego wszystkiego jedynie ser był godny polecenia. I dlatego daję dwie gwiazdki za jedzenie. Zupa rozczarowała płytkim smakiem, jedyną jej zaletą była odpowiednia temperatura podania. Natomiast mix tandoori plater okazał się całkowitą porażką. Po pierwsze - skład różnił się znacznie od podanego w menu, po drugie - niezależnie czy trafił się nieokreślony kawałek kurczaka, łosoś czy krewetka wszystko smakowało tak samo. Nie było możliwości rozpoznać mięsa inaczej jak wzrokiem. 59 zł to chyba żart.
    Ogólnie stosunek cen do jakości kiepściutki, nawet roti nie był wart swojej ceny - placek był na wpół surowy. Wielkość porcji nie nadrabia oceny.
    Po raz pierwszy chyba wystawiam recenzję z tak niskimi ocenami, ale zarówno obsługa, jak i wystrój odstraszają zamiast zachęcać. W zestawieniu z jakością serwowanych potraw ceny wydają się być mocno zawyżone.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Spaghetteria Capri

    miejscowość: Wrocław, dodana 22.03.2009, 22:27
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie warto...

    Capri poleciła mi znajoma wrocławianka, później przejrzałam opinie w serwisie i stwierdziłam, że warto tu zajrzeć. Chyba jednak nie warto...
    Lokal spory, składa się z dwóch sal - do jednej dostajemy się bezpośrednio z Więziennej, do drugiej musimy przejść przez pierwszą salę i pasaż. Pierwsza sala dla palących, sprawia wrażenie przyjemniejszej. Siedziałyśmy w drugiej - było bardzo głośno, momentami trudno było rozmawiać, wystrój skromny i jakby "bez duszy". W drugiej sali znajduje się magazynek kuchni, więc w czasie kolacji kilkukrotnie mijali nas pracownicy obsługi z pojemnikami z półproduktami, wyglądało to średnio atrakcyjnie.
    Obsługa początkowo sztywna. Musiałyśmy bardzo długo czekać na główne dania - okazało się, że za długo były trzymane w piecu i "się spaliły". Niestety nikt nam o tym nie powiedział w momencie, gdy ta sytuacja zaistniała, a dopiero gdy zaczęłyśmy się poważnie zastanawiać, czy nie zapłacić za napoje i wyjść zjeść gdzie indziej. I chyba to byłoby najlepsze rozwiązanie, bo w okazało się, że nie było zbyt na co czekać. Bruschetta, jaką zamówiłam na przystawkę była najlepszą pozycją wieczoru, choć i tak jej sporo brakowało. Spora porcja, gdy uporałam się z pierwszym kawałkiem, to drugi był już niemiło rozmiękły. Lasagna ze szpinakiem była niewielka, lecz w miarę smaczna. Natomiast tortellini z szynką i parmezanem poniżej średniej. Pierożki były zalane sosem mięsnym, całość posypana serem i zapieczona. Zdecydowanie zbyt dużo sera, sos bez wyraźnego smaku, ciasto w pierogach niedogotowane a w nadzieniu raczej nie dało się wyczuć składników. Miałam wrażenie, że jem sklepowe, suszone tortellini zalane sosem ze słoika.
    Może pizza w tym lokalu jest lepsza, ale raczej nie zaryzykuję i nie sprawdzę.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Trattoria Włoska Chianti

    miejscowość: Warszawa, dodana 16.03.2009, 21:35
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Kawałek dobrej kuchni

    Chianti nie powala na kolana, ale jest to miejsce, gdzie można dobrze zjeść i miło się tam wraca. Ostatnim razem zamówiliśmy rosół z kluseczkami parmezanowymi, wybór przystawek szefa kuchni oraz grzyby smażone z czosnkiem i pietruszką. Rosół przepyszny, spora porcja, lecz nie ma ryzyka, że po zupie już niewiele co da się zmieścić, degustacja przystawek smaczna, bardzo dobre grzyby (leśne i pieczarki). Dania główne to dorada, tagliatelle w sosie truflowym z szynką oraz polędwica z grilla. Mój rodzic nieco obawiał się dorady, a właściwie jej gabarytów, gdyż w Meltemi ostatnio dostaliśmy całą rybę, w Chianti był to filet. Delikatny, przygotowany zgodnie z prośbą bez soli. Jednak w ogólnym rozliczeniu była to chyba najsłabsza pozycja wieczoru. Moje tagliatelle - bardzo dobre, choć trufle były niewyczuwalne. Jednak gładkość sosu i delikatny smak szynki wynagrodziły ten brak. Polędwica z grilla również dobra.
    Obsługiwała nas bardzo sympatyczna kelnerka, potrafiła doradzić, opowiedzieć w jaki sposób potrawy są przygotowywane, z jakich składników. Pozytyw. Natomiast były pewne potknięcia - zapomniano o mojej cytrynie, pomylono jedno z dań z innym stolikiem, po podaniu karty celem wybrania deserów pani zniknęła na bardzo długo, jako że mieliśmy zaplanowane wyjście do teatru musieliśmy zrezygnować z deserów i kawy.
    Za kolację dla czterech osób, z alkoholem, zapłaciliśmy niecałe 400 zł - przyzwoicie.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Novocaina

    miejscowość: Wrocław, dodana 12.03.2009, 21:12
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Podoba mi się klimat lokalu...

    Do skosztowania czegoś w Novocainie robiłam kilka podejść. A to lokal był pełen, a to kuchnia już skończyła pracę, a to w ostatniej chwili zdecydowałam się na coś innego... Ale w końcu zrobiłam rezerwację (uwaga - w weekend i dni poprzedzające rezerwacja jest płatna, 50 zł/osoba) i w pewien czwartkowy wieczór zawitałyśmy z przyjaciółką do N. Po przeczytaniu recenzji i informacji o wielkości potraw zdecydowałyśmy się zjeść wspólnie carpaccio, następnie moja towarzyszka wybrała tortellini a ja krewetki z sosem na bazie brandy, do picia woda i mała butelka Pinot di Pinot. Przystawka spora, ale spokojnie do ogarnięcia przez jedną osobę, tortellini z borowikami przepyszne, ogromna porcja. Moje krewetki również smaczne, podane z makaronem i pieczarkami - uważam, że nieco zbyt wiele pieczarek w sosie. Rozmiar dania także słuszny. Załapałyśmy się na wieczór włoski firmowany przez Martini, więc poczęstowano nas jeszcze drinkiem. Możliwości drinkowe N. znałyśmy jeszcze z poprzedniej wizyty, kiedy to nie udało się nam załapać na godziny pracy kuchni. Zarówno jedzenie jak i drinki oceniam wysoko.
    Wystrój specyficzny, ale mi w pełni odpowiada. Obsługa uprzejma, zarówno na żywo jak i przez telefon. Rezerwacji dokonywałam niemal w ostatniej chwili, bez możliwości wpłacenia zaliczki, o której wspominam na początku - sympatyczne panie znalazły zadowalające obie strony rozwiązanie sytuacji. Były jednak pewne kłopoty z przywołaniem kelnerki, przy jednej z wcześniejszych wizyt musiałam długo czekać nim ktoś z obsługi się mną zainteresował.
    Za kolację zapłaciłyśmy 150 zł, wliczając w to alkohol. Przy wcześniejszej wizycie drinki kosztowały około 15-20 zł, czyli standardowo.
    W ogólnym rozliczeniu - chce się wrócić...

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Restauracja Maru

    miejscowość: Wrocław, dodana 10.03.2009, 20:03
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Chce się wracać...

    Do Maru zajrzałam w zasadzie przez przypadek - nie było miejsc w sąsiedniej Novocainie - jednak nie żałuję. W czwartkowy wieczór było tam pusto, zajęte dwa stoliki. Karta jest bogata, miałyśmy pewien problem z wyborem, zwłaszcza, że byłam piekielnie głodna po podróży i niemal na wszystko ochotę. W końcu wybrałam Ebi teriyaki, czyli grillowane krewetki z gorącymi warzywami, kelnerka zaproponowała ryż, jednak w końcu stanęło na nieco większej porcji warzyw. Moja towarzyszka wybrała zupę miso oraz sałatkę z rybą - Fish cutlet salad, nie pamiętam już jaka miała to być ryba, ważne, że jej zabrakło i kelnerka zaproponowała łososia. Zarówno krewetki jak i sałatka były bardzo smaczne. Porcje duże, a nawet powiedziałabym, że bardzo duże. Wspominałam, że byłam głodna, jednak nie dałam rady podołać całej porcji warzyw.
    Obsługa uprzejma, szybka, potrafiąca doradzić i precyzyjnie odpowiedzieć na pytania dotyczące poszczególnych potraw. Wnętrze dość duże, pozytywne wrażenie robi wysokość pomieszczenia. Stoliki ustawione w odpowiedniej odległości od siebie budują wrażenie odseparowania i prywatności. Dobre miejsce zarówno na spotkanie w interesach, jak i randkę czy po prostu posiłek z przyjaciółmi.
    Zapłaciłyśmy nieco ponad 80 zł, z czego moje krewetki kosztowały ponad 50 zł. W ogólnym rozliczeniu relacja jakości i ceny dobra.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Sketch

    miejscowość: Warszawa, dodana 27.02.2009, 20:55
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    A mi się podobało

    W Sketchu byłam w styczniu, po przeczytaniu recenzji lukasza i narobieniu sobie apetytu :). Jako że w Warszawie bywam ostatnio przelotem zależy mi niezmiernie na odwiedzaniu ciekawych gastronomicznie miejsc i Stetch za takie uznałam. Planowałam kolację w okolicach weekendu, więc zrobiłam rezerwację ze stosownym wyprzedzeniem. Obsługa via telefon bez zarzutu. Gdy przybyłam wraz z Towarzystwem na miejsce zaniepokoiła nas całkiem pusta szatnia, obsługa w części bistro jakby lekko zagubiona, jednak przyjęła płaszcze i pokierowała piętro wyżej do restauracji. Gdzie obsługa już jakby z innego świata - zorientowana, uprzejma... Sala była niemalże pusta, zajęty jeden stolik w części dla palących. Takie pustki w lokalu zazwyczaj są niepokojące i skłaniają do refleksji nad sensem jedzenia w miejscu, gdzie mało kto bywa. Zostałyśmy. I dobrze.
    Kelner dyskretny, lekko zdystansowany, wyłapujący niuanse, potrafiący polecić konkretne potrawy z karty oraz opisać składniki i metodę przygotowania. Trzeba przy okazji przyznać, że menu nie jest zbyt rozbudowane, ale całkiem kuszące.
    Wnętrze robi wrażenie, coś w stylu skrzyżowania Pędzącego Królika z monumentalnymi pokojami starych kamienic. Wysokie ozdobne sufity wyglądają ciekawie. Jadłyśmy sałatki (z kurczakiem i z karczochami) podane z pieczywem (doniesione w chwilę po sałatach, podane w ciekawy sposób - w torebkach papierowych) oraz desery - tiramisu, panna cotta z sosem malinowym oraz creme brulee. Sałatki smaczne, ale nie wykraczały poza stwierdzenie "dobre", ot kawał dobrej, kuchennej roboty. Natomiast desery to niebo w gębie. Fantastyczne.
    Zapłaciłyśmy 170 zł - za sałatki, deser oraz alkohol - w sam raz.

    3 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Tawerna Espanola

    miejscowość: Wrocław, dodana 25.02.2009, 20:23
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Sugeruję omijać

    Zima, duże płatki śniegu w powietrzu, wieczór, po rynku przemykają zmarznięci przechodnie. A z Espanoli bucha gorąca muzyka. Notuję w pamięci, że trzeba tu wpaść. Dopiero po chwili kojarzę, że już ten lokal odwiedziłam i że muzyka była najlepszym elementem wizyty.
    W założeniu miał to być szybki lunch, rzeczywiście zmieściłyśmy się w godzinie, udało się nam, gdyż po naszym przyjściu zapełniło się jeszcze kilka stolików i kuchnia zwolniła tempo pracy. Kiedy lokal jest pełen jest mało miejsca, praktycznie siedzi się krzesłami plecy w plecy. Wystrój byłby ok, gdyby nie opisywany fakt stłoczenia gości, nie ma zbyt wiele możliwości popatrzeć dookoła.
    Zamówiłam piersi kurczaka z grilla - słone i żółte jakby wysmarowane vegetą, do tego niedopieczone frytki (podobnie jak w Sphinxie do dania można wybrać frytki, ryż lub pieczywo). W menu była podoba pozycja z warzywami, ale kelnerka miała duże problemy z określeniem jakie to warzywa i w jaki sposób przygotowane, dopiero po serii pytań pomocniczych udało się z niej coś wydusić. Ale prawdziwą rewelacją była odpowiedź na pytanie dotyczące tego, z czego dokładnie jest sos blue cheese podawany do polędwicy - "to sos serowy". Fakt, nikt by się nie domyślił. ;) Smaczne tortille - rzeczywiście duże porcje, koleżankom trudno było je zjeść. Obiad dla czterech osób z napojami bezalkoholowymi zamknął się w 100 zł, więc ceny umiarkowane, podobnie jak jakość serwowanych dań.
    Nie dotarłam do toalety w Espanoli - koleżanka wróciła z niej z raczej niewyraźną miną i odradziła, mówiąc, że jest tam brudno. Wierzę jej na słowo.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Bar Bazylia

    miejscowość: Wrocław, dodana 24.02.2009, 19:27
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    "Restauracja" IKEA skrzyżowana z barem mlecznym

    Kiedy pierwszy raz weszłam do Bazylii przypomniały mi się szwedzkie stołówki. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wystrój. Jedzenie smaczne, nieskomplikowane, duży wybór, ale nic nadzwyczajnego nie można oczekiwać. Zamawiamy przy kasie i od razu płacimy, a potem podajemy pani z obsługi paragon. Można wybrać jeden z proponowanych zestawów w stylu "zupa, schabowy, ziemniaki, surówka" bądź skomponować coś swojego za około 15-20 zł. Mi smakują zwłaszcza surówki, ponieważ nie są przesolone, podobnie jak mięsa. Makarony wyglądają niezbyt apetycznie, lasagne jest raczej sucha, ale zjadliwa, marny wybór ryb - ostatnio była wyłącznie panga. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o to, co próbowałam.
    Obsługa w miarę szybka, uprzejma, choć zdarza się, że usłyszymy wywarczane przez zęby "proszę". Mimo że jest sporo stolików jest czysto - niby obowiązuje samoobsługa, ale po leniuchach szybko ktoś sprzątnie.
    Podsumowując - dobrze jest.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • coffeeheaven

    miejscowość: Warszawa, dodana 23.02.2009, 20:10
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wygrywa opcja na wynos

    Popieram zdanie tentimenti - można usiąść, ale po co? Jako że punkt, bo lokal to nie jest najwłaściwsze słowo, znajduje się w szatni BUW kręci się sporo ludzi to na spokojną rozmowę nie ma szans lepiej, gdy jest ciepło, wyjść na zewnątrz i posiedzieć w ogrodach biblioteki. A gdy zimno chwycić kawę i pędzić na zajęcia. W środku usiąść można na wysokich krzesłach przy kilku stolikach i przy ladzie za barem - tyle, że lada jest w sąsiedztwie toalet, więc przyjemność jest wątpliwa.
    Obsługa dość często się zmienia, jak to w sieciówkach, jest przeciętna. Zdarza się, że trzeba długo czekać, a cenne minuty przerwy mijają. Jakość podawanych kaw jest nierówna, po kilku eksperymentach w CH piję w zasadzie wyłącznie latte i narzekać nie mogę, bo podają ją dobrą.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Tukan Salad Bar

    miejscowość: Warszawa, dodana 22.02.2009, 21:16
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Alternatywa dla fast food'ów w centrach handlowych

    W sytuacji gdy trzeba zjeść smacznie i w miarę zdrowo Tukan jest dobrym rozwiązaniem. Mają duży wybór sałatek, które inspirują do przeniesienia niektórych pomysłów na grunt domowy. Zestawienia smaków przeróżne, zadowoleni będą amatorzy sałatek z majonezem, jak i ci, którzy preferują sosy oparte o olej z octem czy też wolą wariacje bazujące na makaronach. Jako że uwielbiam grzyby, to zawsze chętnie wybieram którąś z sałatek z tymi skarbami lasu - zawsze są dwie lub trzy w menu.
    Jak na bar sałatkowy przystało wybór jest rzeczywiście spory - moim zdaniem naczynia proponowane przez Tukana mogłyby być większe, cztery porcje sałatki z trudem się mieszczą na talerzu, a dla mnie cztery rodzaje to zdecydowanie za mało. Prócz sałatek są także i konkrety - polecam zwłaszcza zapiekane bakłażany i cukinie.
    Lokal mieszczący się w ciągu gastronomicznym centrum handlowego wystroju zbyt ciekawego mieć nie może, tak jest i w tym przypadku. Samoobsługa przy wyborze sałatek, napoje i ciepłe dania szykowane przez obsługę, do stolika wszystko donosimy sami. Panie za ladą niezbyt uprzejme, często znudzone, rozmawiające między sobą. Standard, jeśli chodzi o centra handlowe.
    Ceny są dość wysokie, aby się najeść trzeba wydać minimum 30 zł. Jednak jedzenie jest warte swojej ceny, więc nie ma co marudzić.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Akropolis

    miejscowość: Wrocław, dodana 19.01.2009, 20:54
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Obsługa na sześć gwiazdek!

    Lokal przeniósł się na Rynek, jest na tej samej ścianie co Novocaina i Cesarsko-Królewska (wnioskuję o przenosinach, a nie uruchomieniu filii, z podanego przez kelnerkę numeru telefonu do lokalu pokrywającego się z numerem podanym powyżej). Jeszcze się urządzają, ale wystrój bardzo sympatyczny, jest elegancko lecz bez zadęcia, lokal przeznaczony całkowicie dla niepalących, pomimo sporej ilości stolików architektowi wnętrz udało się uniknąć wrażenia stłoczenia.
    Byłam w tej restauracji z towarzystwem, z którym często jemy w stołecznym Meltemi, więc staraliśmy się zamówić odpowiedniki dań, aby można było porównać. Poczekajka to fantastyczne zielone oliwki. Dawno tak smacznych nie jadłam. Dania konkretne wypadły nieco gorzej niż te, które znamy z Meltemi, jednak nadal były dobre. Zamówiliśmy tzatziki, bakłażany i zapiekaną fetę - z tego zestawu przystawek najsłabiej wypadła feta, przepyszne bakłażany! A później wybór owoców morza i ryb dla dwojga, porcja wystarczyła dla trzech osób i jeszcze zostało - wspaniale przygotowane krewetki, dobre mule i ryby, przeciętne kalmary. Do tego deser - nie pamiętam już nazwy ciasta, na bazie ciasta filo, z bakaliami - pyszne. Ogólna ocena jedzenia - dobre. Ceny porównywalne z Meltemi, dość drogie wino stołowe, nie pomnę w tej chwili ceny, a rachunku odnaleźć nie mogę, ale porównywaliśmy jego cenę z winem stołowym w Absyncie i była ona mniej korzystna.
    Zachwyciła mnie w pełni profesjonalna obsługa - kelnerka bardzo sympatyczna, życzliwa, z poczuciem humoru, wykazująca się sporą wiedzą dotyczącą potraw i dostawców produktów, także i w innych lokalach. Potrafiła szczerze odradzić jakieś danie, wskazując, że w danym dniu to nie byłby najlepszy wybór. Wyszła także z inicjatywą zapakowania niezjedzonej części w pojemniczek celem zabrania do domu.
    Do Akropolis wchodziłam z pewną rezerwą, gdyż nie miałam ochoty na kuchnię grecką, wyszłam bardzo zadowolona i z czystym sercem mogę ten lokal polecić.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

Ładowanie wyników...