Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

profil:

kobieta, Poznań, wielkopolskie, w serwisie od 5 Stycznia, 2011

statystyki użytkownika:

liczba opinii: 17
pierwszą dodał:
obserwowany przez: 0 dodaj do obserwowanych

średnia wystawionych ocen:

3.4
  • jedzenie
    3.5
  • wystrój
    3.8
  • obsługa
    3.4
  • jakość / ceny
    2.8

ulubione kuchnie:

  • meksykańska
  • tajska
  • włoska
  • pierogi
  • fusion

ulubione dania:

brak pokaż wszystkie listy

przyznane nagrody:

brak

opinie aenema (17)

pierwszą dodał: 07.06.2012
  • Trattoria Termini

    miejscowość: Poznań, dodana 07.06.2012, 18:53
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre miejsce na randkę

    Ciekawe wnętrze restauracji i włoska muzyka instrumentalna kreują w tym małym, kameralnym miejscu miły i romantyczny nastrój. Plus za poduszki pod plecy na "kanapach" (a raczej obitych materią ławkach) o mocno pionowym oparciu. Na stolikach ładne obrusy w biało-czerwoną kratkę.

    Chcieliśmy zamówić zupę cebulową, ale o godzinie 16:00 już się skończyła. Wybraliśmy więc zupę pomidorową i brokułową. Pomidorowa miała ładny, jasnopomarańczowy kolor, lekko słodki posmak i przyjemną kremową konsystencję - widać, że zrobiona z pomidorów, bo można było gdzieniegdzie trafić na pesteczki pomidora. Brokułowa delikatna i również smaczna, choć mogłaby być trochę mocniej doprawiona. Na szczęście kelnerka podała wcześniej zestaw przypraw: sól, pieprz, ocet i oliwa z oliwek w ładnym koszyczku.

    Na drugie danie mąż zamówił pierś kurczaka w sosie serowo-śmietanowym podawaną z pieczonymi ziemniakami i sałatą. Najpierw na plus: sos był naprawdę bardzo smaczny, a sałata podana z dressingiem. Minus: pierś jest mikroskopijnej wielkości, chyba odmierzane z aptekarską dokładnością (i zgodnie z kartą) 150 g, przed usmażeniem; ziemniaki nie są pieczone, tylko odsmażone (chyba że ktoś piecze je z tłuszczem) i raczej powinno się użyć w odniesieniu do nich liczby pojedynczej niż mnogiej, bo porcja była naprawdę symboliczna, co bardzo zasmuciło mojego męża. Całość smakowała naprawdę dobrze, szkoda tylko, że tak mało :).

    Ja zamówiłam schab w sosie grzybowym, również z pieczonymi ziemniaczkami i sałatą. Schab wydawał się trochę większy niż pierś kurczaka na talerzu męża, smażony, dobrze doprawiony i smaczny. Do tego również genialny śmietanowy sos grzybowy, może grzybków za wiele nie było, ale te, które były, to prawdziwe leśne, a nie zwykłe pieczarki.

    Ogólnie polecam tę restaurację ze względu na smaczne jedzenie, ale podkreślam, że porcje są raczej na mniejszy apetyt (za to odejmuję jedną gwiazdkę przy kryterium jakość/cena, bo brak kategorii ilość/cena :). Mąż powiedział, że następnym razem po prostu zamówi pizzę.

    Obsługa bardzo miła i sprawna. Pani pamiętała, kto z nas zamawiał które danie i podawała je w odpowiedniej kolejności, czyli najpierw mi, a dopiero później mężowi. Mimo iż prawie wszystkie stoliki były zajęte, nie trzeba było długo czekać na kartę, podanie potraw, a później rachunek. Co prawda, byliśmy świadkami, jak kelnerka akurat coś niedokładnie zrozumiała w zamówieniu przy stoliku obok, ale z uśmiechem wymieniła nietrafioną pizzę na zgodną z zamówieniem klienta.

    Opinia dnia z 09.06.2012 r.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Bazylia & Oregano

    miejscowość: Poznań, dodana 04.06.2012, 17:07
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Gdy pytają mnie, czy ta restauracja się rozkręci...

    Odpowiadam: nie wiem. Bazylia & Oregano działa od zaledwie 2 miesięcy, przy czym kuchnię włoską serwują dopiero od 3 tygodni, jak poinformował nas kelner. Nie pytałam, co podawali wcześniej, ale daje to podejrzenie po prostu braku pomysłu na restaurację...

    Wnętrze ciepłe i przyjemne: jakieś malunki na ścianach, kwieciste obrusy na stołach, w doniczkach na każdym stoliku - świeża bazylia.

    Obsługa kelnerska - w tej restauracji mężczyznom podaje się danie przed kobietami :). Co jest dosyć dziwne, bo byliśmy tego dnia chyba pierwszymi klientami (po wejściu do restauracji nie było czuć jedzenia, natomiast w trakcie przygotowywania naszych dań wyraźnie zapachy z kuchni przenosiły się na salę) i klient poczułby się znacznie lepiej, gdyby zapamiętano, co która z czterech osób zamówiła... Szczególnie, że kelner wszystko notował.

    Teraz najważniejsze: jedzenie. Tu Bazylia & Oregano wychodzi poza poznański standard typu rosół, żurek, gulaszowa, pomidorowa, cebulowa. Możemy tu dostać także zupę brokułową i serową. My skusiliśmy się na tą drugą. Wrażenia: była dość smaczna, ale bez pazura. Nie wiem czy to kwestia odpowiedniego doprawienia, czy użycia innego sera. Tu pływały takie mini-kłaczki sera, który się nie rozpuścił, na dnie był kawałek mocno roztopionej mozzarelli, która rozciągała się w długie nitki przy próbie nałożenia jej na łyżkę, a potem do buzi, a na wierzchu pływały rozmoczone grzanki z chleba...

    Koleżanka zamówiła bruschettę (3 kawałki), która była smaczna, choć zrobiono ją z takich bladych, mniej dojrzałych pomidorów.

    Na główne danie koleżanka zamówiła spaghetti neapolitana, które bardzo zachwalała ze względu na dużą ilość dodanego czosnku i kawałki pomidorów. Szwagier zamówił spaghetti bolognese i też mu smakowało. Mąż zamówił filet z kurczaka z pomidorami i bazylią zapiekany z serem i podawany z pieczonymi ziemniaczkami i surówką. Danie to było dobre, ale nic ponadto - po prostu poprawne, nic nadzwyczajnego. Ja natomiast zamówiłam polędwiczki w sosie pieczarkowym podawane z pieczonymi ziemniaczkami i surówką. Sos najprawdopodobniej zaciągany mąką, mało doprawiony, bez wyrazu. Najlepsze były ziemniaczki: naprawdę pieczone, a nie odsmażane. Surówka typu "zrób to sam", bez dressingu: parę liści salaty, ogórek, pomidor, oliwki i cząstka cytryny do skropienia tejże surówki. Szkoda, że nie podano dodatkowo oliwy z oliwek do skropienia tej surówki.

    Zobaczymy, czy ta restauracja ma szansę przetrwać na poznańskim rynku restauratorskim. W dzisiejszych czasach klienta trzeba umieć czymś zaskoczyć, w Bazylii & Oregano to nam jednak nie grozi...

    1 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • A Nóż Widelec

    miejscowość: Poznań, dodana 29.05.2012, 18:27
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Najsmaczniej w Poznaniu

    W "A Nóż Widelcu" byliśmy już wielokrotnie i chętnie tam wracamy, a to dlatego, że menu często się zmienia - sezonowo - i zawsze można trafić na coś nowego i naprawdę smacznego.

    Nasza pierwsza wizyta wypadła zimą, tuż przed świętami. Barszcz z uszkami był wyborny, a mąż delektował się kremem z borowików. Innym razem zamówiłam żurek podawany z jajkiem w koszulce w emaliowym garnku, z którego można sobie nałożyć zupę chochelką - ma dużo dodatków, kiełbasy, boczku, a do tego kromka pełnoziarnistego chlebka pieczonego na miejscu, w restauracji. Nie zawiodła nas też zupka o wdzięcznej wielkopolskiej nazwie "Ślepe ryby" :). Zupy kremy w tej restauracji zazwyczaj są podawane z dodatkiem oliwy o ciekawym smaku, np. o smaku sosny, truflowym, bądź z oliwą z pestek dyni.

    Na drugie danie najczęściej zamawiam pierogi ruskie, bo są idealnie delikatne, posypane zieleniną (koperkiem, pietruszką) i polane pysznym maślano-śmietankowym sosem, który jest naprawdę genialny! Polecam też pstrąga, szczególnie ze względu na surówkę z selera i suszonych śliwek - niby nic, a jednak cieszy podniebienie :). Pstrąg podawany jest z domowymi frytkami, które są złociste, raczej miękkie niż superchrupiące - takie, jak w domu, z ziemniaków, a nie à la McDonald.

    Ulubione danie męża w tej restauracji to polędwiczki zawinięte w boczek z karmelizowaną cebulą i puree chrzanowym. Delikatne, soczyste mięsko, aksamitne ziemniaczki o smaku chrzanowym i do tego ta pyszna, słodziutka cebulka! Niebo w gębie :). Drugim ulubionym daniem jest kotlet schabowy - najlepszy w mieście, jak mawia mąż. Nawet to zwykłe polskie danie szef kuchni potrafi zaczarować. Godna polecanie jest też kaczka i łosoś.

    Z deserów, moim faworytem jest murzynek z duszą, czyli czekoladowy fondant. Porcyjka nie jest może wielkich rozmiarów, jest - powiedzmy to szczerze - mała, ale po sytym posiłku w sam raz i warto spróbować! Maksymalnie czekoladowa, do tego gałka domowych lodów i kleks musu malinowego - dla mnie połączenie idealne! Mąż natomiast zakochał się w kremie brulee, szczególnie w obecnym, nietradycyjnym, wiosennym wydaniu: podawanym w pucharku z sezonowymi owocami i ptasim mleczkiem własnej produkcji :).

    Do picia można zamówić sok świeżo wyciskany z pomarańczy (robiony na zamówienie) oraz napój z hyćki, czyli z kwiatów czarnego bzu.

    Według mnie, porcje w restauracji są w idealnych proporcjach - tak, aby zjeść zupę/przystawkę, główne danie i deser. Zawsze wychodziliśmy syci i nie narzekał nawet mój mąż, który ma spore możliwości przepustowe. Ceny tych dań faktycznie ostatnio dość wzrosły (a gramatura pozostała niezmieniona), ale oboje z mężem uważamy, że to godna cena za tak wybornie smaczne dania.

    Byliśmy tam dwa razy z rodzicami moimi i męża i oni też - mimo że bywają wybredni, zachwycali się smakami kuchni Pana Michała. Polecaliśmy tę restaurację znajomym i oni też wrócili zachwyceni - dlatego trudno mi zrozumieć niektóre negatywne opinie na temat tej restauracji.

    Na koniec jeszcze jedna ważna informacja: w weekendy nadal trzeba zrobić wcześniej rezerwację stolika, bo tak "z ulicy" można się po prostu nie dostać: ). W tygodniu można trafić na danie szefa kuchni (bodajże do godziny 17:00) w atrakcyjnej cenie (ok. 20 zł) - zupa i danie główne. W środy (nie wiem, czy nadal tak jest) można trafić na deser dnia - spoza karty.

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Umberto Pizzeria & Ristorante

    miejscowość: Poznań, dodana 28.05.2012, 11:02
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie jest aż tak źle, jak piszą

    Wybraliśmy się do Umberto w Dzień Matki i okazało się, że było bardzo dużo gości, co - jak na pizzerię o tak małej liczbie gwiazdek na Gastronautach - było dość zaskakujące...

    Faktycznie, menu nie zaskakuje. Zupy to standard "zimowy": gulaszowa, żurek, barszcz i nic sezonowego, a szkoda... Zrezygnowaliśmy zatem z pierwszego dania.

    Ja zamówiłam pizzę z sardynkami, ale okazało się, że tego kluczowego składnika akurat nie ma :). Pani kelnerka zapytała, czym w takim razie chciałabym zamienić ten brak - na co, bez zastanowienia, odpowiedziałam, że wędzonym łososiem. Na twarzy kelnerki pojawiło się najpierw zdziwienie, a potem pozytywne zaskoczenie. Pod nosem powiedziała zaintrygowana: "O! Coś nowego...". Ciasto na pizzę było dość cienkie, ale smaczne. Jak dla mnie, trochę za dużo sosu pomidorowego, przez co środek pizzy lekko rozmiękł. Dużo oliwek, kaparów i wędzonego łososia w dużych kawałkach - to lubię, bo nie trzeba "polować" na dodatki na pizzy :).

    Mąż zamówił filet z kurczaka z pieczarkami, który smakował dość standardowo, ale w sumie smaczny. Mąż, w każdym razie, nie narzekał.

    Na podanie dania czekaliśmy prawie godzinę, za co kelnerka serdecznie przepraszała kilkakrotnie i przy każdym prawie stoliku. Na prawo i lewo rozdawała "rabaty" za tę niedogodność, co trzeba uznać za miły gest, bo wiadomo: jak Polak głodny, to zły - a taki rabacik zawsze ukołysze stargane nerwy.

    Plusem restauracji jest jej dostosowanie do obiadów rodzinnych: przewijak w toalecie, kącik z zabawkami, foteliki do karmienia.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Restauracja Fajansownia

    miejscowość: Poznań, dodana 25.04.2012, 21:53
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre miejsce na lunch biznesowy

    Fajansowania to bardzo elegancki lokal, o czym dowiedzieliśmy się dopiero, gdy weszliśmy do środka: moje trampki w kratkę i bluza z kapturem mojego męża trochę średnio komponowały się ze stylowymi retro wnętrzami i białymi obrusami.

    Widać też, że pani kelnerka zna się na swoim fachu. Każdorazowo dostawałam potrawę jako pierwsza, a dopiero po mnie mąż (mimo że on był bliżej, "pod ręką":). Zmieniono nam sztućce na specjalne do steków po złożeniu zamówienia. Uprzątnięto kieliszki do wina i trzecie nakrycie, z których nie korzystaliśmy. Na kartę, złożenie zamówienia, gotowe potrawy, ani na kolejne zamówienia nie musieliśmy długo czekać, bo pani kelnerka bardzo sprawnie reagowała. Piszę o tym, bo wbrew pozorom, nie we wszystkich restauracjach jest to takie oczywiste.

    Jeżeli chodzi o jedzenie... Kremowa zupa cebulowa troszkę za mało wyrazista, za to podawana ze świeżo opieczoną bułeczką z serem. Puszysty krem pomidorowy z dodatkiem suszonych moreli - dość słodka, może przez dodatek moreli, zwyczajny krem pomidorowy. Mieliśmy wrażenie, że obydwie zupy można by dodatkowo doprawić czymkolwiek, choćby solą i pieprzem, na szczęście przyprawy te stały na naszym stoliku.

    Zamówiłam "Polędwiczki wieprzowe oplecione boczkiem i grzybami, pieczone w cieście francuskim, podawane na młodych smażonych ziemniakach i purée z zielonego groszku". Polędwiczki, owszem, smaczne, delikatne, ale nie znalazłam w potrawie grzybów... Purée z groszku dobrze doprawione, o ile się nie mylę, z odrobiną czosnku i w pięknym zielonym kolorze. Mąż zamówił "Polędwicę wołową podaną na karmelizowanej cebuli i maślanych ziemniakach z dodatkiem sosu winnego". Kolejny punkt dla pani kelnerki to zapytanie, jak dobrze ma być wysmażona polędwica. Najsłabszym punktem tego dania były maślane ziemniaki, mało wyraziste. Lekkim zawodem była też karmelizowana cebula, bo była to po prostu pokrojona w duże ćwiartki czerwona cebula, lekko słodkawa i po prostu podsmażona. Za to polędwica, średnio wysmażona (zgodnie z zamówieniem) delikatna i bardzo smaczna w smaku - naprawdę bardzo dobra.

    Na deser mąż zamówił sernik mascarpone z czekoladą i lodami, który był bardzo smaczny. Sernik podawany jest w miseczce i na zimno, z czekoladą startą na tarce (a nie płynną), do tego gałka lodów waniliowych.

    Eleganckie i nieco sztywne wnętrza tej restauracji sprawiają wrażenie, że jest to miejsce na business lunch lub dziesiątą rocznicę ślubu raczej, niż na zwykłą kolację we dwoje.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Restauracja i Kawiarnia Patio

    miejscowość: Poznań, dodana 29.03.2012, 11:00
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miłe spotkanie z kuchnią bretońską

    Pierwsze dobre wrażenie w Restauracji Patio robi wystrój tego miejsca: ładnie, ze smakiem i czuje się "nadmorski" klimat (obrusy w biało-niebieskie pasy, muszelki na parapecie). Drugie pozytywne wrażenie wywarło na nas jedzenie.

    Francuska zupa cebulowa taka jak należy: dużo cebuli i tymianku, odpowiednio kwaskowa. Szkoda tylko, że grzaneczki podawane są w zupie, a nie osobno, bo ja np. nie przepadam za rozmoczonym chlebem.

    Grillowana polędwica wieprzowa na konfiturze z czerwonej cebuli z pietruszkowymi kopytkami była równie dobra. Mięso (niewysuszone) z dodatkiem jogurtowego zimnego sosu-dipu, konfitura z cebuli to karmelizowana cebula z dodatkiem wina, słodko-kwaśna z ziołami i do tego bardzo dobre i delikatne zielone kopytka.

    Pierś kurczaka przekładana grillowaną cukinią i papryką w sosie serowo–orzechowym z pieczonymi krokietami - mojego partnera szczególnie zachwycił sos orzechowy do mięsa, choć jego porcja była mniejsza od mojej, więc musiałam się z nim trochę podzielić :). Pieczone krokiety to nic innego jak smażone kulki z ziemniaków, jeśli ktoś by się zastanawiał.

    Koleżanka zamówiła galettes normandie z łososiem i szpinakiem. Jest to zdecydowanie danie na mniejszy apetyt, aby dobrze się najeść raczej trzeba do tego zamówić zupę i deser :).

    Na deser zamówiliśmy maliny z lodami i bitą śmietaną (dobre, ale to chyba trudno zepsuć:) oraz suflet czekoladowy - mocno czekoladowy trzeba dodać, delikatny i puszysty.

    Fajnie, że do każdej herbaty i kawy podawane jest tradycyjnie bretońskie kruche ciasteczko. Herbata podawana jest w dużym przezroczystym kubku (a nie w imbryczku) z ładną pokrywką, aby herbata mogła się dobrze zaparzyć. Na plus restauracji jest także miejsce zabaw dla dzieci (mały stolik i regał z zabawkami), dostępne są też foteliki do karmienia małych dzieci.

    Obsługa kelnerska bardzo przyjazna i zorientowana w menu (potrafi doradzić). Nie wiem czy jest to zasadą w tym lokalu, ale dość długo czekaliśmy na zamówione dania. Może zależy to od liczby gości, tego dnia zajęte było 4-5 stolików. Cała nasza biesiada (4 osoby) zajęła w sumie 2 godziny, przy czym dużo czasu spędziliśmy na oczekiwaniu na kolejne danie:) Dania były podawane "nie równo", np. 2 osoby już dostały danie główne, a dopiero po dobrych 5-7 minutach (które dłużyły się niemiłosiernie) doszły kolejne dwa dania.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Restauracja Papaya

    miejscowość: Poznań, dodana 11.05.2011, 15:58
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal pusty - a jedzenie smaczne

    Nasze pierwsze wrażenie związane z tą restauracją: totalny brak klientów. Pomyśleliśmy jednak: ale to jest poniedziałek... Zapewne dużo też zależy od lokalizacji restauracji - koniec Poznania, Strzeszyńska, na tyłach Galerii Podolany, w centrum fitnessu. Odważyliśmy się i weszliśmy do środka.

    Wystrój restauracji robi wrażenie: nowoczesny, szare ściany, ładne fioletowo-zielone dodatki, ale trudno wybrać stolik dla dwóch osób. Stół wydaje się za szeroki, przez co dwoje zakochanych nie może sobie szeptać, tylko musi mówić głośno, bo odległość między nimi jest naprawdę spora. A niektóre stoliki są złączone ze sobą, co jeszcze bardziej oddala ludzi od siebie.

    Na kartę nie musieliśmy długo czekać, ale reakcja kelnerki nie należała też do błyskawicznych. Od razu zapytała, czy chcemy coś do picia. Mąż był zdecydowany na colę, a ja musiałam w pośpiechu zerknąć na listę dostępnych browarów. Zamówiłam Pilsnera, po paru minutach okazało się jednak, że tego piwa nie ma. No to dużego Lecha - ale dużego piwa też nie ma - więc widocznie jest to standard w tym lokalu (wnioskując z recenzji poniżej, rok temu też nie było).

    Zamówiliśmy zupę: rosół z imbirem i krewetkami oraz pstrąga prosto z pieca ze świeżymi ziołami i zapiekanymi warzywami. Mąż chciał zamówić warkocz wołowo-wieprzowy w sosie z papai z maślanymi warzywami, ale kelnerka odradzała ze względu na długi czas oczekiwania na danie (dobre 20 minut). Skoro tak odradzała, to zapytaliśmy, co poleca i zasugerowała danie, którego nie ma w karcie: polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym z gotowanymi warzywami. Rosół był smaczny, ale dodany imbir był w proszku (suszony), a nie świeży, co nieco rozczarowuje. Mąż chwalił polędwiczki, które faktycznie były smaczne, ale frytek (z puree ziemniaczanego w kształcie rozetek) było dość mało - więc generalnie swoją porcję ocenił jako za małą. Pstrąg był bardzo smaczny, niestety kelnerka nie ostrzegła mnie, że miseczka z warzywami jest piekielnie gorąca i boleśnie się oparzyłam w rękę. Warzywa to chyba najsłabszy punkt tych dań, bez ciekawych przypraw (wliczając w to sól), raczej mrożone (mimo że jest wiosna i pełno nowalijek).

    Chcieliśmy jeszcze zamówić deser, ale po 10 minutach od zakończenia przeze mnie posiłku (a wiadomo, że wolno to trwa - ryba i ości... :)) kelnerka nie pojawiła się przy naszym stoliku (nadal byliśmy jedynymi klientami). Nie było też szans na kontakt wzrokowy, bo bar znajduje się w "ogórku", a my wybraliśmy stolik wewnątrz sali restauracyjnej, a nie rzeczonym "ogródku" urządzonym przed ta salą, z widokiem na zmęczonych squashem sportowców. Wstaliśmy od stolika i poszliśmy sami zapłacić - napiwku zatem nie było.

    Ceny dań głównych są raczej w granicach 30-40 zł (nieliczne dania 25, chyba że ktoś zamawia sałatkę czy makaron).

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Indian Ocean

    miejscowość: Poznań, dodana 09.03.2011, 13:43
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Hinduskie potrawy niekoniecznie o smaku curry :)

    Do restauracji Indian Ocean poszliśmy zainspirowani blogiem Zjeść Poznań, z którego dowiedzieliśmy się o kuchennych rewolucjach Marty Gessler. Co by nie mówić o tym programie: przynajmniej masz pewność, że po jej wizycie wszystko, co stare, brudne i sztuczne zostanie wyrzucone do śmieci :),

    Wystrój jest ciekawy - szczególnie urzekły mnie intensywnie różowe ściany, do tego klimatyczne lampiony na półce przy ścianie i zdjęcia z podróży do Indii na ścianie. Generalnie jednak jest tam dość ciasno, co przy większej liczbie klientów może stanowić problem (oprócz mnie i męża przy jednym stoliku, jeszcze 2 inne były zajęte i wygląda to na maksymalne możliwości lokalu).

    Kelner, który nas obsługiwał, był bardzo pomocny. Potrafił doradzić mojemu niezdecydowanemu mężowi, spytał jaki poziom ostrości potrawy nam odpowiada, a po posiłku - czy nie było zbyt pikantne, na pytanie o sposób przyrządzenia pierożków - nie potrafił odpowiedzieć, ale to ze względu na sekret kucharza, a nie ignorancję: nie zbył nas zwykłym "nie wiem", tylko zaintrygował odpowiedzią: "sam próbowałem to przyrządzić w domu, ale nasz kucharz dodaje składnik, którego nie potrafię odgadnąć".

    Jako pierwsze danie zamówiliśmy "Indyjską zupę krem z kurczaka" o ciekawej konsystencji i dobrze przyprawionej (dodatkowo kelner podał sól i pieprz, zarówno mi, jak i mężowi - zupy nie trzeba było jednak doprawiać). Na drugie danie zamówiłam "Bardzo łagodnego kurczaka w szpinaku z imbirem i czosnkiem", a mąż "Lekko pikantnego kurczaka w sosie o smaku curry, cebuli i czosnku" (który był pikantny, "lekko" oznacza w tym wypadku odniesienie do hinduskich kryteriów ostrości, wyższych od naszych). Do tego osobno zamawia się ryż i sałatkę (wzięliśmy jedną porcję ryżu i jedną porcję sałatki na 2 osoby).

    Porcje w restauracji są dość małe (nie licząc ryżu, którego akurat jest aż za dużo, jeśli starcza na 2 osoby), co szczególnie było widać po deserze. Mąż zamówił "Chrupiące pierożki nadziewane owocami tropikalnymi podawane na gorąco" - sztuk 2 (liczył na co najmniej 3, bo były przepyszne), a ja sorbet z mango - bodajże 2 kulki, podane w tak małym pucharku, że robiły wrażenie jednej.

    Generalnie jedzenie nam smakowało, jako lekki posmak egzotyki - polecam, ale generalnie nie powaliło mnie na kolana. Było zdecydowanie lepiej niż w Budda Barze, jednak liczyłam na coś więcej. Może po prostu nie jestem aż taką fanką hinduskiego jedzonka :). Cieszę się tylko, że żadna z zamówionych przez nas potraw nie smakowała curry, z którym stereotypowo kojarzy się ta kuchnia.

    (Ważna informacja: w restauracji nie podaje się alkoholu, być może ze względu na bliskie sąsiedztwo szkoły i problemy z licencją.)

    Data wizyty w lokalu: 03 marca 2011
    Opinia dnia z 10.03.2011 r.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Amarena

    miejscowość: Poznań, dodana 16.01.2011, 12:42
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre miejsce na randkę :)

    Do Amareny wybraliśmy się z mężem z okazji naszej rocznicy bycia razem zachęceni komentarzami na gastronautach.pl :) I przekonaliśmy się, że te recenzje nie kłamią! Pan, który nas obsługiwał (szef restauracji) naprawdę miły i pomocny, był trochę zabiegany, bo w osobnym pomieszczeniu była jakaś zamknięta impreza (restauracja organizuje wesela i imprezy okolicznościowe, ale raczej na małą ilość gości).

    Na przystawkę zamówiliśmy carpaccio (bardzo smaczne) i ośmiorniczki Baby smażone na masełku czosnkowym oraz podlewane białym winem z kolendrą (ośmiorniczki w całości, mąż mówi że troszkę gumowate, ale w sumie dobre) - do tego podano nam mini-bułeczki z masłem czosnkowym.

    Jako danie główne mąż zamówił leśną pieczeń z szynki z kopytkami oraz kapustą modrą zasmażaną i bardzo mu smakowało, powiedział, że smakuje jak domowe - co w jego ustach jest naprawdę dużym komplementem:). Ja zamówiłam pierś kurczaka nadziewaną szpinakiem i szynką wędzoną z krokietami zestawem surówek i sosem lazurowym. Wyśmienite danie: szynka naprawdę wędzona, super sos, krokiety w postaci małych pałeczek (walców) - delikatne, niegumowate i bez posmaku mąki jak to czasami bywa. Najsłabszym punktem były surówki - smakowała mi tylko jedna, ale danie było tak duże i sycące, że tych dwóch pozostałych surówek i tak nie miałam siły zjeść - mając w perspektywie deser:). Mąż zamówił tiramisu, a ja flambirowanego banana ze skórką pomarańczową, który okazał się istna pieszczotą podniebienia.

    Ceny nie są zbyt wygórowane, jak na tak smaczne i duże dania. Wystrój przyjemny, romantyczny kominek - dobre miejsce na randkę!

    Na koniec z ciekawości zapytałam właściciela, czy wie, że jego restauracja jest na pierwszym miejscu na portalu gastronauci.pl. Powiedział, że mówiła mu o tym córka, bardzo się z tego cieszy i zaprasza do kolejnych wizyt w Amarenie. Na pewno skorzystamy z tego zaproszenia.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Buddha Club

    miejscowość: Poznań, dodana 10.01.2011, 15:45
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Niedobre jedzenie i w dodatku takie małe porcje

    Jest taki cytat z Woodego Allena: "Dwie kobiety spędzają wczasy w pensjonacie. Jedna mówi: jakie tu mają niedobre jedzenie, a druga dodaje: no i w dodatku takie małe porcje. To samo myślę o życiu. Jest pełne bólu, cierpienia i nieszczęść, a na dodatek tak szybko przemija." Pierwsza część tej historyjki idealnie pasuje do Buddha Baru. Porcje małe, jedzenie niesmaczne (mdłe i niedoprawione), za każdą część posiłku oddzielna cena (sos mięsny oddzielnie, ryż oddzielnie) i to bardzo wysoka jak na tak niedobre jedzenie. Obsługa kelnerska też pozostawia wiele do życzenia. Pani nie bardzo potrafiła doradzić, co zamówić i w dodatku namówiła nas na coś - już nie pamiętam co to było, co okazało się zostało doliczone na koniec do rachunku z inną ceną niż sądziliśmy. Byliśmy tak niezadowoleni, że nawet nie chciało nam się wyjaśniać sprawy. Ostatecznie wyszliśmy głodni i niezadowoleni, że tak dużo to wszystko kosztowało.

    Jedyne co jest plusem tej restauracji, to wystrój - wizualnie wszystko prezentuje się idealnie. Nie należny jednak oceniać książki po okładce.

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Pieprz & Wanilia

    miejscowość: Poznań, dodana 10.01.2011, 13:58
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miło i cicho

    Do tej restauracji trafiliśmy z mężem trochę przypadkiem. W Zielonej Werandzie była awaria terminali płatniczych, a w okolicy nie było naszego bankomatu. Pieprz&Wanilia był tuż za rogiem, a my mieliśmy chęć na coś lekkiego, bo było już dość późno wieczorem.

    Ja zamówiłam zupę cebulową, która była nawet smaczna, ale grzanka serowa była zatopiona (i rozmoczona) w zupie, czego nie lubię. Gdy pani, która nas obsługiwała (bardzo miła), zapytała, czy nam smakowało, to powiedziałam jej o tym, ona podziękowała za sugestię i odpowiedziała mi, że w takim razie, gdy będę następnym razem, mam powiedzieć o tym podczas składania zamówienia, a na pewno dostanę grzankę oddzielnie. Bardzo mi się spodobała jej otwartość.

    Później zamówiliśmy sałatki, które były po prostu zwyczajne. Takie, jakie można dostać w sieciówkach typu Sphinx. Dość drogie w stosunku do niedużej porcji.

    Pora naszej wizyty była dość późna i nie było zbyt wielu gości, ale ci, którzy akurat wychodzili, wypowiadali się jak "starzy bywalcy". Komentowali zmianę wystroju bodajże. W restauracji miła, spokojna atmosfera. Dobre miejsce na randkę czy obiad rodzinny.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Restauracja Warung Bali

    miejscowość: Poznań, dodana 10.01.2011, 13:00
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Symfonia smaków

    Gdy tylko przekroczymy próg Warung Bali, dociera do nas zapach jaśminowej herbaty. Słychać orientalna muzykę. Wystrój może trochę kiczowaty, ale ujdzie. Można wybrać normalny stolik lub niski (przy którym siedzi się na podłodze i poduchach). Jedzenie w tej restauracji to po prostu marzenie, szczególnie jeśli ktoś lubi odkrywać nowe smaki. Polecam szczególnie zupę kokosową podawaną z ryżem. Zupa ta jest bardzo sycąca, zatem trzeba potem dobrze oszacować, co zjeść na drugie danie. Mąż zamówił inną zupę - rodzaj rosołu z makaronem i smażonymi pierożkami, którą można doprawić pikantnym sosem. Kelnerki są bardzo kompetentne, wiedzą, co serwują i chętnie doradzają. Warto zapytać o pikantność potrawy, bo niektóre dania ponoć są bardzo ostre. Zupy są stosunkowo drogie (kosztują około 20 zł), ale warto spróbować, bo są pyszne. Jako główne danie zamówiłam Nasi Campur Bali, czyli ryż z pikantnym kurczakiem, a do tego szaszłyki rybne o cudownym limonkowym posmaku. Całość jest bardzo ładnie podana :). Gorąco polecam, to moja ulubiona restauracja w Poznaniu :).

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Republika Róż

    miejscowość: Poznań, dodana 10.01.2011, 11:47
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Klimatycznie i smacznie

    W Republice Róż spędziłam kiedyś wraz z koleżankami końcówkę babskiego wieczoru, bo miałyśmy ochotę na jakąś lekką, wieczorną przekąskę. Republika zaspokoiła nasze potrzeby. Ja zamówiłam Placuszki z cukinii z wędzonym łososiem i kwaśną śmietaną. To było po prostu pyszne. Jedna koleżanka zamówiła sałatkę i też była zadowolona. Jeszcze inna zamówiła jakiś deser (niestety nie pamiętam jaki, chyba jakieś ciasto) i rozczarowała ją mała porcja (w stosunku do ceny deseru). Generalnie bardzo nam się podobało, ale czułyśmy, że jesteśmy trochę za głośno - śmiałyśmy się cały czas i głośno rozmawiałyśmy i w porównaniu ze spokojną, nastrojową atmosferą panującą w lokalu trochę nie pasujemy do otoczenia...

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Pierogarnia Stary Młyn

    miejscowość: Poznań, dodana 08.01.2011, 19:23
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Genialne pierogi

    Szczególnie polecam piecuchy: pierogi chyba z ciasta drożdżowego zapiekane w piecu. Mi najbardziej smakowały ruskie. Raz wzięłam mix pierogów wegetariańskich, żeby przetestować różne smaki i nie polecam ze szpinakiem, bo szpinak jest przyrządzony jakoś tak kwaskowato (ja wolę z czosnkiem) i nie polecam z oscypkiem, bo smakują po prostu intensywnie wędzonym serem. Z mięsnych pierogów, według mojego męża, wszystkie były smaczne - może poza tymi z mięsem i kapustą. Do pierogów podawana jest darmowa przystawka: chleb ze smalcem i kiszonymi ogórkami. Pierogi są podawane na ładnych brązowych (stylizowanych na stare) talerzach, maślanka podawana jest w ładnym brązowym kubku. Wystrój restauracji - również stylizacja na starą, wiejską gospodę (bardzo ładna łazienka/WC :). Co do obsługi: zależy od ilości gości. Raz gdy tam było - gości było mnóstwo - i panie trochę nie ogarniały sali, ale to zrozumiałe. Trochę mniej zrozumiałe jest jednak to, że pomimo wykonanej wcześniej rezerwacji stolika na ponad 10 osób, musieliśmy czekać ponad 15 minut, aż stolik się zwolni...

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Zielona Weranda Cafe

    miejscowość: Poznań, dodana 05.01.2011, 20:56
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jedzenie dobre, ale obsługa pozostawia wiele do życzenia

    Byłam w tej restauracji 3 razy.
    Pierwszy raz pamiętam tylko, że kelner się na nas mocno zdenerwował za złączenie stolików (a było nas ponad 10 osób = dobry interes przy ich cenach, ale nikt nie kwapił się, aby nas wygodnie usadzić). Później długo, długo czekaliśmy na przygotowanie deserów...
    Za drugim razem: poszliśmy z mężem z okazji walentynek. Mąż był trochę zawiedziony, że są tylko sałatki i nie ma frytek i chciał wyjść, ale ja nalegałam, aby zostać. I dobrze. Sałatka była bardzo sycącym daniem, o czym mąż przekonał się na własnej skórze :). W dodatku vinaigrette był doskonały! Mam dobry smak i wyczułam części składowe: miód, musztarda francuska, ocet, olej, przyprawy - pycha! - teraz robimy tak w domu do sałatek :). Najlepszy był jednak deser firmowy "Zielona Weranda" z dżemem z płatków róż i syropem fiołkowym :) - pycha!
    Za trzecim razem zastała nas awaria terminali płatniczych, więc wyszliśmy, bo ceny są dość wysokie w tej restauracji i tyle gotówki akurat nie mieliśmy przy sobie :).

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Dark Restaurant

    miejscowość: Poznań, dodana 05.01.2011, 20:40
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Tam jest naprawdę ciemno, smacznie, ale jak na tę cenę - mało :)

    Byliśmy z mężem w tej restauracji jakiś czas temu. Ruch był spory i pomimo rezerwacji nie starczyło dla nas miejsca w głównej ciemnej sali i zorganizowano zapasową, ale równie ciemną :). To był eksperyment. Ciekawe doświadczenie. Tam jest naprawdę ciemno! Do tego stopnia, że w pewnym momencie przestałam wytrzeszczać wzrok w poszukiwania kształtów i nieświadomie zamknęłam oczy i... nie było różnicy :). Mąż powiedział na wstępie, że nie lubi zestawienia ryby ze szpinakiem, więc kelner poinformował go, że w takim razie jeden zestaw odpada :).
    Jak się okazało na końcu, prawie wszystkie potrawy odgadłam. Krem śródziemnomorski z grissini trafnie odszyfrowałam jako krem pomidorowy (bo to był dominujący smak) :). Na drugie danie miałam kaczkę z jabłkami polanymi serkiem mascarpone - niestety - jak się okazało - nie lubię kaczki, więc mięso mi nie smakowało. Na deser miałam mus czekoladowy, na dole miseczki była zmiksowana śliwka węgierka i odrobina cynamonu.
    Pomimo tego iż zamówiliśmy zestaw z przystawkami, zupą, daniem głównym i deserem, wyszliśmy z restauracji głodni. Przerwy miedzy daniami były zbyt długie. Ale dla mnie najważniejsze było "rozkminianie" smaków, taki mały test i oprócz kaczki (którą podejrzewałam o bycie baraniną, której też nie lubię) zgadłam wszystko :).
    Jako eksperyment - polecam, jako miejsce stałego stołowania się - nie bardzo, chyba że ktoś jest na diecie MJ (czyt. "mniej jeść").

    2 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Brovaria

    miejscowość: Poznań, dodana 05.01.2011, 20:15
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Piwo dobre, reszta zjadliwa...

    Brovaria stała się ostatnimi czasy wizytówką Poznania. Jak ktoś przyjeżdża do nas z innego miasta, to zazwyczaj najpierw chce iść właśnie tam. I faktycznie: na piwo, warzone na miejscu, warto iść (wolę pszeniczne, bo miodowe jest za słodkie jak na mój gust). Co do dań, to faktycznie - lekkie rozczarowanie. W ciągu 2 ostatnich lat byłam na 3 czy 4 firmowych kolacjach w Brovarii. Ostatnio byłam na kolacji wigilijnej i po zjedzeniu kremu z borowików, który zapowiadał się bardzo apetycznie, okazało się, że nie mogę zjeść już niczego więcej. Zupa była bardzo ciężka, leżała na żołądku i długo się trawiła. Przystawki były proste: deska serów, tatar (niestety w zasięgu wzroku nie było maggi, za to był ciemny ocet balsamiczny, który parę osób pomyliło z maggi). Na innej imprezie była zupa czerwono-zielona (pomidorowo-ogórkowa bodajże) - estetycznie: piątka, ale smakowo trudno znaleźć odpowiednią ocenę. Dania były podawane w bardzo dużych odstępach czasowych, więc ostatecznie z imprezy wyszłam... głodna. Desery... najbardziej podobały mi się rolki z białej czekolady nadziane kremem i ozdobione z wierzchu czerwonymi porzeczkami, trochę nieporęczne w trakcie jedzenia, ale smaczne :).

    Data wizyty w lokalu: 16 grudnia 2010, godz. 19:30

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Ładowanie wyników...