Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Restauracja Samotnia

gdzie jesteś? województwo: kujawsko-pomorskie miejscowość: Tleń
3.7
liczba opinii: 12 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 0 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 1 gastronauta

ul. Bydgoska 2 86-150 Tleń
tel: (52) 333-96-00, 795-542-053
typ lokalu: restauracja typ kuchni: polska, regionalna cena dania głównego: 20 - 40 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (12)

  • anna_dziewanna 84 recenzje

    20.08.2014, 17:13 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Co za wizyta!

    Nie spodziewaliśmy się czegoś takiego w małej, jakby nie patrzeć, miejscowości w Borach Tucholskich.

    Napisze krótko: jakość premium!

    Jedliśmy doskonałe zupy: rosół i chłodnik, a do tego gęsie żołądki, pierś panierowaną, pierogi z jagodami (prawdziwymi, świeżymi jagodami, a nie dżemem!). Wszystko pięknie podane, bardzo smaczne. Cena dania? Równowartość dwóch zestawów w fast foodzie. Czapki z głów!

    Lokal jest elegancki i ciepły. Bardzo sympatyczna i profesjonalna obsługa.
    Wrócimy na pewno.

    Data wizyty w lokalu: 20 czerwca 2014

    4 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • blacknexuss 2 recenzje

    30.10.2014, 13:38 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie to co dawniej... :)

    Po raz pierwszy trafiłam do Tlenia 7 lat temu...
    Było wspaniale... Wprawdzie sezon był w pełni, a w lokalu było pełno ludzi, ale mam bardzo miłe wspomnienia z tego dnia... Żurek był wybitny, w karcie wszystko, co lubię, wyszliśmy zadowoleni i najedzeni.
    Mieszkamy w odległości 150 km od tego uroczego miejsca- Pensjonat położony jest nad rozlewiskiem Wdy, widok z okien cudowny, wnętrze bardzo przyjazne, a Obsługa uwijała się, jak w ukropie.. Po kilku latach byliśmy w tej okolicy- niestety, Tleń położony jest z dala od głównych arterii i trzeba do niego dojechać przez piękną, zabytkową aleję lipową, która ma kilkanaście kilometrów, ale stwierdziliśmy, że warto- niestety, lokal był akurat zarezerwowany, więc zamknięty. W tym roku spróbowaliśmy ponownie... i... spore rozczarowanie :(.
    Podjechaliśmy o godzinie 11.30 przed południem, lokal był otwarty, przed drzwiami stała tablica z proponowanym Menu- postanowiłam z góry, że na deser biorę tiramisu i... weszliśmy do środka. Wystrój nie zmienił się przez te 7 lat, nadal przyjemnie (bez fajerwerków), zapytałam, czy można wejść- Kelnerka zaprosiła nas do środka, ale uprzedziła, że obiady dopiero od 12-tej... Na wprost wejścia ustawione są regały z miodami, konfiturami i innymi regionalnymi przetworami, które można zakupić- ceny przyzwoite :). Otrzymaliśmy 3 karty- menu, kartę win i kartę piw i zabraliśmy się do studiowania.. Ponieważ nie jadłam tego dnia śniadania, zapytałam Kelnerkę, czy można prosić o przystawkę w postaci tatara (według karty z polędwicy, plus pieczywo i masełko za 22,00 zł ), otrzymałam odpowiedź, że zapyta, a po chwili, że "zaraz przyjdzie Kucharz, to zrobi". Zamówiliśmy więc aperitif- ja, z win proponowanych przez Lokal byłam w stanie wybrać dla siebie jedynie chardonnay, a Małż zamówił piwko. Kieliszek wina cudownie napełnił się poza zasięgiem moich cudnych oczu i wylądował na stole w towarzystwie pokala piwa- niestety, nie dosyć, że daleko było mu do chardonnay, to jeszcze wino było ciepłe! Piwo było prawie O.K. jeśli chodzi o temperaturę, a jeśli chodzi o smak- wybitne! Kormoran
    Olsztyński - 8 zł butelka.
    O 11.50 wjechał tatar, w towarzystwie marynowanego, zielonego pieprzu, ogóreczków i cebuli, którą szatkowali chyba mieczem, bo kawały były tak grube, że najpierw biedziłam się, by pokroić je nożem, który bardziej nadawał się do smarowania, niż krojenia, o masełko musiałam się upomnieć! Mięso było ciągnące, bez smaku, grubo siekane i w niczym nie przypominało polędwicy po 99,00 za kg, a z
    przypraw otrzymałam pieprz, sól i oliwkę. Chleb był pyszny... :)
    Po obejrzeniu tatara i zbadaniu temperatury drinków postanowiliśmy działać zachowawczo i zamówić standardowego schabowego z kością, ziemniaki tłuczone i kapustę (tak było w zestawie za 22 zł), mimo, że uwielbiamy kaczki, baliśmy się takowej za 52 zł, w menu są ryby, ale to zawód Małża, więc mamy je na co dzień, pierogów ogólnie się boję, bo ja robię cieniutkie ciasto, a w Lokalach dostaję przeważnie grubą kluchę z bliżej nieokreślonym wnętrzem... dziczyznę mamy w domu 2 razy w tygodniu, więc... SCHABOSZCZAK! Domówiliśmy drinki- Małż jeszcze piwko, a ja poprosiłam o podwójne działka to 40 ml) campari, oraz sok pomarańczowy... i... ponownie.. stał się cud i Pani Kelnerka zamiast przynieść pokal, piwo w butelce (schłodzone), oraz 2 miarki campari w szklaneczce i sok pomarańczowy w tym, w czym podają... przyniosła: ciepłe piwo w szklance i szklankę czegoś czerwonego (nie pomarańczowego, a nic nie było w menu, że sok jest z czerwonych pomarańczy), z komentarzem, że wlała do środka 40 ml campari i nie wie, czy ma wlać drugą działkę, bo soku jest 200 ml- osłupiałam.. poprosiłam
    o wlanie drugiej czterdziestki (kto Ich tam wie, ile tego wlali?- znów zniknęła mi z oczu), a gdy po chwili wróciła, to zamiast kwaśno- słodkiego drinka z potężną goryczką, miałam na stole ciepły, słodki syrop.. Poprosiłam o lód- Pani odpowiedziała, że nie wie, czy ma, ale po chwili doniosła 3 kosteczki w
    szklance.. Pomimo, że Kucharz był w Lokalu co najmniej od tej 11.45, Pani Kelnerka zapytała nas o zamówienie jakiś kwadrans po 12-tej- poprosiliśmy o schabowe i po jakimś czasie dostaliśmy swoje dania.. Schabowy nie najgorszy, mało doprawiony, dobrze dosmażony, niestety, ociekający tłuszczem, poza tym, ja miałam maluteńką kosteczkę, a Małż wielką kość (ponad 20% kotleta), kapustka smaczna, niestety... dostaliśmy po 3 łyżki ziemniaków, które były niejadalne- na pewno nie były „tłuczone”, ponieważ miały fakturę sitka, smakowały, jak wczorajsze, odgrzewane i przeciśnięte przez praskę, a w końcu zmiana obiadowa dopiero się zaczęła...?!
    Na deser poprosiłam o to reklamowane przed wejściem tiramisu, ale dowiedziałam się, że Pani nie zdążyła zmazać, więc poprosiłam o szarlotkę z sosem waniliowym- dostałam: maluteńką tarteletkę z podpiekanymi jabłkami, ciasto kruche dobre, ale w ogóle nie słodkie, jabłka nie posłodzone, a sos waniliowy, który pewnie miał osłodzić to danie prezentował się koszmarnie.. widać było grudy, jakby nie rozrobionego proszku, cukru w sobie praktycznie nie miał - świetne na odchudzanie, ale po co więc ta ilość nie odsączonego tłuszczu w schabowym? Ogólnie, zapłaciliśmy 149,00 zł, zostawiliśmy 11 zł napiwku, byliśmy najedzeni, ale nie bardzo zadowoleni - kupiliśmy 2 piwa marki Kormoran na wynos, które tak na prawdę były jedynym mocnym
    punktem tej wizyty... Nie wiem, czy tam tak teraz zawsze, czy tylko poza sezonem, ale ja, w tych "pustych" porach roku. Wam nie polecam, spróbujcie w czasie wakacji, może będzie lepiej :). Tyle lat czekałam na powrót do Samotni, a teraz wykreślam ją z moich planów do czasu, aż ktoś z Was, Moi Drodzy, opisze co innego, niż to, co ja tam zastałam :).

    Data wizyty w lokalu: 28 października 2014

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Sushimaniak 57 recenzji

    30.09.2013, 22:07 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Piękna okolica, gorzej z jedzeniem...

    Jakoś chyba mam pecha do Samotni, w Tleniu bywam dosyć regularnie ze względu na sentyment do tej miejscowości i Samotni daję szansę co jakiś czas, niestety od co najmniej 3 lat bezskutecznie próbuję się do niej przekonać. Nie piszę o wcześniejszych wizytach, bo przedostatnia miała miejsce jakieś pół roku temu, a wcześniejsza rok temu, napiszę o ostatnim posiłku, który niestety na jakiś czas uśpił mój apetyt do stołowania się w Samotni.
    Wybraliśmy się do Samotni na niedzielny obiad połączony ze spacerem po okolicy, karta obfituje raczej w dania proste i wydawałoby się trudne do "zepsucia", niestety nie tutaj. Na początek zamówiliśmy wychwalany w karcie rosół z kury domowej (serwowany tylko w niedziele) - mimo apetycznego wyglądu, w tym dużych kawałków gotowanej piersi kurczaka pływających w zupie, ta po kilku łykach okazała się wręcz niejadalna, a to ze względu na duży nadmiar soli, która wręcz zabijała wszelkie inne smaki. Dalej na stół wjechały pierogi, czyli jak twierdzi obsługa "danie flagowe". Zamówiliśmy ruskie, z mięsem i z jagodami. Niestety żadne nie spełniły naszych oczekiwań - najgorzej wypadły ruskie - nadzienie bardzo nijakie, wręcz trudno było stwierdzić czy znajduje się w nim jakiś ser czy ziemniaki - znowu zbyt dużo soli i tym razem również pieprzu, które skutecznie uniemożliwiały jedzenie, nadzienie mięsnych było nieco lepsze, jednak w tym przypadku jak również jagodowych problem stanowiło ciasto zbyt grube i gliniaste. Jedna z osób zamówiła schabowy z kością - tutaj nie można się raczej przyczepić oprócz, a jakby nadmiaru soli... Generalnie oczywiście Samotnia wyróżnia się na tle innych miejsc w Tleniu w myśl powiedzenia o bezrybiu i raku, ale moim zdaniem sporo pracy przed szefem kuchni.

    4 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • krzysiogd 1 recenzja

    09.08.2014, 18:58 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Brawo dla szefa kuchni!

    Wraz z rodziną w sierpniu 2014 roku mieliśmy okazję przebywać w Tleniu. W ośrodku, w którym mieszkaliśmy kuchnia była delikatnie mówiąc fatalna, co zmusiło nas do poszukiwania miejsca stołowania. Znaleźliśmy się w Samotni nad Wdą. Lokal przytulny, ciepły. Od wejścia czuliśmy się jak goście przywitani przez miłą i sympatyczną obsługę. Karta treściwa. Kuchnia regionalna. Degustowaliśmy większość dań z karty. Obiektywnie możemy stwierdzić, że dania zamawiane były bardzo smaczne, dobrze przyprawione naturalnymi ziołami, przygotowywane ze świeżych produktów np. chłodnik z botwiny, zupa grzybowa, pierogi z jagodami. Najbardziej przypadły nam do gustu żeberka w miodzie podawane z puree z grochu oraz czerwoną kapustą na słodko z figami. COŚ PYSZNEGO. Wszystko można popić pyszną domową lemoniadą podaną w butelce ze słomką. A... na deser tarta z białą czekoladą, niebo w gębie. Brawo dla szefa kuchni i właścicieli.

    Data wizyty w lokalu: 09 sierpnia 2014

    5 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • bywalecpom 77 recenzji

    29.01.2013, 14:13 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zwrot o 180, a nawet 360 stopni - jestem pod wrażeniem!

    Z uwagi na to, iż lokal znam z młodych lat, beztroskich wakacji spędzanych w Borach Tucholskich i Tleniu i restauracji Samotnia, która kiedyś była znaną "mordownią" (to już tylko wiem od dziadków), a potem przez naście lat stała, chyba bezpańska i niszczała. Zawsze przyglądałem się ciekawej bryle budynku z perspektywy kajaków, czy rowerów wodnych na jeziorze, po którym często pływałem. Ponoć mówiłem jako dziecko, że jak dorosnę, zrobię tu porządek ;).
    Niestety, ktoś mnie ubiegł. I to bardzo ubiegł nawet.
    Lokal zmienił się diametralnie, jest piękna, ciepła w każdego tego słowa znaczeniu restauracja. Wnętrze nie jest przytłaczająca i uwaga... stoły nie są ustawione gęsto, co często mi się nie podoba. Można tu poczuć się jak w domu i nawet... nabyć przetwory - specjały tego domu, przy okazji dowiedzieć się czegoś o nich. Nawet... można się u nich przespać - co prawda nie korzystałem, ale na pewno skorzystam w przyszłości ;).
    Obsługa, jak obsługa - raz była super, raz zupełnie odwrotnie - ja nie będę się nad tym rozwodzić, bo akurat w tego typu miejscach wszyscy dobrze wiemy, że często znika ona wraz z końcem sezonu, a pracę traktuje tylko jako wyłącznie czysty zarobek, nie dając nic od siebie.
    O kuchni nie będę się długo rozpisywać, bo w zasadzie nie mam o czym pisać, ponieważ:
    - zupa grzybowa jest moim hitem - esencjonalna, o dziwo z kawałkami grzybów w środku (wszyscy wiemy, jak większość restauratorów od nich stroni...),
    - gęś, trochę dla mnie za bardzo sucha, ale okrasa wybitna.... zdecydowany faworyt w północnej Polsce!!
    - szarlotka, jak w sieni u babci,
    Wszystko w temacie, wystarczy ekscytacji...
    ... dalej jestem pod wrażeniem i wrócę... na dłużej - jak za starych dobrych czasów!!

    4 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • DawidR 1 recenzja

    25.11.2013, 12:46 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rewelacyjna kuchnia Borów Tucholskich!

    Przyjechaliśmy do Samotni specjalnie po to, żeby spróbować menu degustacyjne. Samo miejsce odwiedzamy od ponad trzech lat.
    Ale sama kolacja przeszła nasze najśmielsze oczekiwania.
    Na pierwszą przystawkę podano wędzoną gęsinę ze śliwką i z pasternakiem
    (sam pasternak był przygotowany dość ciekawie, gotowany w mleku kokosowym i wanilii -udane połączenie).
    Druga przystawka należy do moich ulubionych! Grasica cielęca z borowikami i z konfiturą z jarzębiny - pyszna, obsmażona na masełku, delikatna! Na długo będę pamiętał jej smak.
    Zupa w postaci kremu z buraka z serem kozim - niestandardowo doprawiony indyjskimi ziołami.
    Danie główne również moje ulubione: policzki cielęce z kwiatem anyżu oraz chutney z mirabelek - mięsko rozpływało się w ustach - idealne proporcje dodatków, które nie zabiły smaku samego mięsa.
    Do każdego dania było dobrane inne wino, które dodatkowo świetnie grało z potrawą.
    Na deser baba nasączona nalewką z gruszki podana na sosie lawendowym z sorbetem z aronii.

    Poziom całej kolacji na poziomie bardzo dobrej europejskiej restauracji.
    Kolacja była podana dla ok. 30 osób w tym samym czasie, plus dla sprawnej obsługi! Nad samymi daniami nie będę się już rozwodził, ale było to niezapomniane przeżycie. Widać, że właściciele Samotni bardzo wysoko postawili sobie poprzeczkę, ku uciesze gości, dla których takie miejsca są jedyną możliwością, aby odpocząć od pędu i hałasu dużego miasta.

    Data wizyty w lokalu: 22 listopada 2013, godz. 18:00

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • danek50 13 recenzji

    16.04.2012, 21:32 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie tylko lokal, ale i pensjonat

    Kuchnia polska w wydaniu lokalnym z finezją, ale bez zbytniego wymyślania. Obsługa, świetna, nienachalna acz profesjonalna. Doskonale wpasowana w to miejsce, zawieszone jakby w czasie. Sam lokal przestronny, duża sala z wystrojem stonowanym – na ścianach stare zdjęcia pensjonatu – przedwojenne. Wiele drobiazgów stojących w oknach, półkach rozlokowany w lokalu
    Zamówiliśmy „Przysmak Stasia” i eskalopki wieprzowe, potrawy dobrze przygotowane. Mięsko rozpływało się – zjedliśmy wszystko z dużym apetytem, tym bardzie, że żołądek „ssał” po długim spacerze wokół Tlenia. Na zakończeni zamówiliśmy słodkości…
    To miejsce dla tych, którzy lubią rozkoszować się małymi przyjemnościami, jak choćby rozkosz ciepłej szarlotki z domowym sosem waniliowym, czy ciastem czekoladowy…
    Na górze pensjonat z pięknymi pokojami - tematycznym - np. Pod węgorzem itp. dobrze wyposażone, osobne łazienki, piękny widok na rzekę Wdę...
    Jeszcze wrócimy do Samotni nad Wdą.

    Data wizyty w lokalu: 24 marca 2012, godz. 15:00

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • pawpawla 34 recenzje

    01.09.2011, 07:37 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Oaza na pustyni (kulinarnej)

    Długa droga poprowadziła mnie przez Bory Tucholskie. W brzuchu burczało coraz bardziej, a wąska asfaltowa szosa prowadziła wciąż głębiej w lasy. Prawdę mówiąc, znając polską rzeczywistość, nie liczyłem na wiele. Ale oto Tleń, Wda, most, lustro wody Zalewu Żurskiego i... restauracja przy moście, która już samym zewnętrznym wyglądem zapraszała do środka. Już to, że w ogóle tu jest, było miłym zaskoczeniem.
    Miłe, nastrojowe wnętrze, nie przeładowane szczegółami - ale z dodającymi uroku drobiazgami, elementami starej okiennicy, starymi regionalnymi fotografiami, kominkiem. Galeria lokalnych miodów, przetworów grzybowych i owocowych - wszystko tu do nabycia. A do poczytania książki o regionalnej kociewskiej kuchni, czy... kociewsko-polski słowniczek. To pierwsze wrażenie...
    Smak potraw wpisuje się w ten nastrój. "Borowiacka grzybowa" aż bucha prawdziwym aromatem leśnych grzybów, a smak - niebo w gębie. Smażony sandacz z lekko chrupiąca skórką i mięsem rozpływającym się w ustach, z delikatnym aromatem czosnkowego masła. Doskonała jest zasmażana kapusta, doskonale doprawiona, także w kilkoma grzybkami.
    To nie tylko restauracja ale i pensjonat, myśl po obiedzie - "a może by przyjechać tu na kilka dni"? Na pewno kiedyś tu wrócę.

    Data wizyty w lokalu: 31 sierpnia 2011, godz. 15:00

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • mdawidowski 5 recenzji

    28.08.2011, 18:50 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Ze starego rejsu zawróciłem z powrotem :)

    Restauracja Samotnia, a właściwie jak kiedyś "Samotnia nad Wdą" kojarzy mi się z odległą krainą i zamierzchłymi czasami, kiedy to jeździłem z moimi rodzicami do Borów Tucholskich na wakacje. Kiedyś było to miejsce niezbyt klimatyczne. Po kilku latach przejeżdżając przez tą urokliwą miejscowość zobaczyłem, że w tym miejscu pojawił się zupelnie nowy i miły obiekt. Zatrzymałem się na chwilę. Widać, że nowy właściciel włożył wiele wysiłku, aby to miejsce nabrało zupełnie nowego kolorytu. Spróbowałem kuchni i naprawdę kucharz imponująco się spisuje. Spróbowałem gęsi, która kojarzy mi się właśnie z dzieciństwem. Była rewelacyjna, a jej postać jeszcze bardziej apetyczna. Przesympatyczna obsługa, piękny widok i wystrój sprawiała, że to miejsce zaliczam do tych, do których z pewnością wrócę. Mało tego, postaram się, aby zatrzymać się tam na kilka dni w ich hotelu. Do zobaczenia!

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Wojtek79 29 recenzji

    17.06.2010, 11:55 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Przyzwoite jedzenie w sympatycznej lokalizacji

    Całkiem sympatyczne miejsce. Na pewno dużym atutem jest samo położenie – odrestaurowana, dziewiętnastowieczna gospoda nad brzegiem Wdy.

    Jeśli chodzi o menu, to generalnie reprezentuje ono polski, kulinarny "mainstream” (żurki, barszcze, schaby, de volaille etc.), ale jak na miejsce oddalone od wielkich miast jest dość przyzwoite. Mama z siostrą były bardzo ukontentowane zupą grzybową – faktycznie, czuć było, że gotowana jest na prawdziwym wywarze z grzybów, a nie na jakimś fabrycznym proszku. Ja jadłem na przystawkę okrasę z gęsiny – coś między smalcem ze skrawkami a francuskimi "rillettes”, całkiem smaczne, ale chyba nie domowej roboty.

    Jako danie główne zamówiłem pierś kurczaka faszerowaną suszonymi pomidorami i kozim serem – bardzo w porządku, siostra jadła placek ziemniaczany z warzywną "ratatouille” (potrawką), a rodzice kotlety schabowe. Podobno schabowe były przyzwoite, natomiast placek ziemniaczany siostry był przesolony. Tę wpadkę rekompensowały jednak bardzo dobre duszone warzywa, którymi placek był okraszony.

    Ogólnie wrażenia były pozytywne.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Tleń

Ładowanie wyników...