Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Zajazd Pod Kłobukiem

gdzie jesteś? województwo: warmińsko-mazurskie miejscowość: Małdyty
3.7
liczba opinii: 21 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 1 gastronauty

do tego lokalu wybiera się 8 gastronautów

ul. Zamkowa 1 14-330 Małdyty
tel: (89) 758-61-25
typ lokalu: restauracja, restauracja hotelowa typ kuchni: polska cena dania głównego: 20 - 40 zł

opinie gastronautów (21)

  • Karpov 119 recenzji

    08.04.2014, 16:51 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Spokojna przystań na trasie

    Zajazd Pod Kłobukiem to takie dziwne miejsce, że jak się z niego wychodzi, to aż chce się napisać kilka słów. Lokal znajduje się przy starej siódemce, rzut beretem od zjazdu z ekspresówki. Stara oficyna pałacowa, wiekowy budynek z czerwonej cegły, tworzy niesamowity klimat jeszcze przed wejściem do środka. Trochę tajemniczy, trochę straszny, trochę intrygujący.

    Niedzielne późne popołudnie i w restauracji niemal komplet. Z rejestracji aut na parkingu można wydedukować, że gości tu głównie "ludność tubylcza", co w sumie napawa optymizmem. Musimy chwilkę poczekać na uprzątnięcie stolika dla czwórki, więc mamy okazję pokontemplować wystrój. A jest co. Lokal dzieli się na kilka mniejszych sal. Ściany wyglądają jakby malował je Jednorożec Charlie z Magicznej Krainy Landrynek. Na różach, fioletach, jasnych zieleniach wiszą obrazy w zdobionych ramach, a w korytarzu łowieckie trofea. Z początku nie wiedziałem co myśleć o takim wystroju i zastanawiałem się, czy nie uciekać... Po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że taki cukierkowy, kontrolowany kicz sprawił, że restauracja nie jest taka "bułkę przez bibułkę" (akcentować oksytonicznie). Choć białe obrusy na stołach, to człowiek nie siedzi sztucznie wyprostowany, czuje się swobodnie i może odetchnąć po długiej jeździe.

    Zamawiamy. Jestem w stanie wybaczyć, że w niedzielę przed 18 zabrakło już jednego dania z weekendowego menu na które miałem chętkę, więc biorę coś ze stałej karty. W sumie na naszym stole lądują następujące frykasy:

    1). Zupa dyniowa - z dyniową jest takie ryzyko, że może się trafić nudna. Ta nie jest. Bardzo smaczna, nieco pikantna zupka, zabielana dużą ilością śmietany.
    2). Pulpety z dzika z kaszą - mając na względzie, że za pulpetami nie przepadam, to te były całkiem smaczne. Do tego przyzwoita surówka z czerwonej kapusty.
    3). Fraszynki w sosie kurkowym - regionalna ciekawostka, którą warto tu spróbować. Bardzo niepozorne danie - dwa kotleciki ziemniaczane nadziewane mielonym mięsem. Według mnie rewelacja, choć nie jestem do końca pewien, czy nie jest to efekt "nigdy czegoś takiego nie jadłem, więc pyszne".
    4). Pieczeń z dzika ze skorupkami ziemniaczanymi nadziewanymi buraczkami - zacząć należy od tego, że do dania dodawany jest kielonek bardzo smakowitej gorzałki - okowity miodowej. Tak mi przynajmniej powiedziała Małża, bo jako kierowca mogłem ten zacny trunek jedynie powąchać. Skorupki, czyli nic innego jak łupiny ziemniaków, na których położono drobno zmielone i fajnie doprawione buraczki (nie nazwałbym tego "nadziewaniem") dobrze komponowały się z mięsem. A dziczyzna? Cóż... Traf chciał, że pierwszy raz jadłem dzika... w restauracji. Jako syn myśliwego, na dziczyźnie "zjadłem zęby", więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć: Kobłukowy dzik jak najbardziej daje radę! Mięso dobrze zamarynowane i upieczone, nie jest ani trochę wysuszone, o co w dziczyźnie nie trudno. Polane bardzo smacznym sosem grzybowym, ze sporymi kawałkami świeżych (to znaczy jakby mrożonych, ale nie suszonych; koniec końców kwiecień mamy) grzybów.

    Ci co mogli, popili wszystko piwem Starogdańskim z kija (browar Godziszewo), mnie zaś pozostał bardzo przyzwoity podpiwek z olsztyńskiego Kormorana. Za wszystko dla czworga wyszło circa about 150 zł

    Co do wad. Czas oczekiwania może i nieco przydługi, ale gdy sala pełna, a jakość dań niczego sobie, to jestem pełen zrozumienia. No i te nieszczęsne toalety. Ech... To znaczy czysto jest, ale...

    Jeżeli znów zgłodnieję na siódemce i będę miał trochę wolnego czasu, to Zajazd Pod Kłobukiem będzie wyśmienitym miejscem by naładować baterie.

    Data wizyty w lokalu: 06 kwietnia 2014
    Opinia dnia z 09.04.2014 r.

    65 z 68 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • bywalecpom 78 recenzji

    07.02.2014, 19:42 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Warto zjechać jakiś kilometr i poszukać Kłobuka, może i Wam się poszczęści?

    Wracając z południa Polski, nie mogłem sobie odmówić zajrzenia do Kłobuka, którego znam przed i po KR. Dodam, że od kilku lat jadałem w ich niedalekiej konkurencji (dla spragnionych informacji... w moich recenzjach można poczytać gdzie).
    Przede wszystkim podoba mi się bryła budynku, lubię takie miejsca z duszą, otoczenie w zimowej scenerii zupełnie fajnie komponuje się z rzeczywistością. Oczywiście lokal prawie pełny, pomimo piątku.
    Błyskawicznie Pani kelnerka zaproponowała stolik w jednej z mniejszych salek. W menu znajdziemy dużo regionalnych potraw + dodatkowo weekendowe wkładki specjalne (obserwuję ich też na fb), teraz króluje gęś. Zamówienie: zupa dyniowa z serem gruyere - 10 zł, zupa cytrynowa z grzanką (to z weekendowej wkładki) - 10 zł, skórki ziemniaczane z boczkiem w sosie czosnkowym - 12 zł i fraszynki - delikatne ziemniaczane kotlety z mięsem wieprzowym w środku, polane sosem kurkowym - 22 zł, do tego na wynos... z pobliskiego stolika, z eksponowanymi deserami... Faworki, na później, do auta.

    Co do zup, to dyniowa bardzo dobrze, nie zgodzę się, że ostra, trochę specyficzny posmak daje ser, który do najłagodniejszych nie należy (można więc uważać, czytając opis) i podejrzewam, że pewnie imbir, który nadaje zupie wyrazistości, co do zupy cytrynowej na gęsim rosole... ta zupa, raczej wodnista, bardziej przypomina czosnkową, bo nuta cytryny jest mało wyczuwalna, a w środku kawał chleba wchłonięty przez wodę (żadna grzanka - w dodatku z kawałkiem etykietki od chleba...), skórki ziemniaczane bardzo dobre, wydrążone połówki ziemniaków z farszem w środku (tylko ten sos... mógłby być swój ;)), zarówno ta przystawka, jak i kolejne danie to niemała bombka kaloryczna i cholesterolowa, ale przecież nie jeździmy tu codziennie ;). Hitem były oczywiście fraszynki, ale z zamiarem zamówienia tego dania już jechałem. Przede wszystkim bardzo podoba mi się z jednej strony 'lekkość' tego ciasta, w którym schowane jest mięso. Dodam, że nie lubię wszelkich krokietów, naleśników, czy pyz... robionych z ziemniaków, a to danie naprawdę zasługuje na pochwałę, dużo sosu, dużo kurek. Polecam.

    Po złożeniu zamówienia otrzymujemy czekadełko w postaci chleba orkiszowego z własnej roboty smalcem (taki swego rodzaju standardzik, w tego typu miejscach).

    Wnętrze bardzo fajnie urządzone, dużo robią lustra i ta tapeta, znacznie ociepla wnętrze.
    Obsługa bez zarzutu, pomocna i uśmiechnięta, aczkolwiek nie w moim stylu - nie cierpię ciągłych pytań - jak ja to mówię - z góry narzuconą odpowiedzią typu: 'smakowało', 'podobało się danie', 'i jak'... itd...

    Jedyne, co mi się nie podobało, to te odgłosy z kuchni tłuczonych kotletów, które były słyszalne na sali.

    Ogółem daję temu miejscu pozytywną ocenę, podoba mi się to miejsce, dania są w większości bardzo dobre, do tego polecam zakupy w sklepiku na wynos, do domu... wyszedłem, jak od babci, nie z pustymi rękoma.

    Warto zjechać jakiś kilometr i poszukać Kłobuka, może i Wam się poszczęści?

    Mała uwaga, a w sumie dwie: zgodzę się z poprzednikami, że przechadzając się i przebywając dłużej w takim stylowym wnętrzu, a na końcu udając się do łazienki... pozostaje pewien niesmak... (Sami sprawdźcie dlaczego) i druga... Zrobiłbym coś z tymi deserami 'na widoku' - co prawda fajnie to wygląda, zachęca oczywiście do skosztowania - jemy przecież oczami - ale stojący stolik, w głównym ciągu komunikacyjnym relacji kuchnia-korytarz-sala chłonie wszystkie zapachy i dymy dochodzące dookoła... Jedząc w drodze powrotnej faworki, nie czułem ich smaku, tylko po kolei smakowały, jak wszystkie dania z karty Kłobuka.

    P.S. Nie wiem, co jest takiego magicznego w tym miejscu, ale... po wyjściu człowiek jest jakiś rozluźniony i w zupełnie świetnym humorze... Może aura opiekuńczego kłobuka tak działa?

    Data wizyty w lokalu: 07 lutego 2014

    21 z 25 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Mila.N 27 recenzji

    02.06.2014, 20:57 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Inaczej niż wszędzie

    Do Zajazdu udaliśmy się nieprzypadkowo. Specjalnie w tym celu nadłożyliśmy drogi na trasie z Warszawy do Gdańska, jadąc "siódemką", zamiast autostradą.
    Trzeba przyznać, że było warto, mimo że nie wszystkie potrawy jednakowo wszystkim odpowiadały. Najpierw dostaliśmy czekadełko w postaci chleba własnego wypieku z domową okrasą (coś w rodzaju smalcu). Jedno i drugie najwyższej klasy, samym chlebem można by się "zajeść" na śmierć, taki dobry.
    Obsługa przemiła, dbająca o gościa.
    Na trzy osoby zamówiliśmy po porcji pieczeni z dzika i do tego jedną porcję miejscowego specjału pod nazwą "fraszynki". Fraszynki, które stanowią coś pomiędzy plackiem, a kotletem ziemniaczanym, nadziewanym odrobiną mielonego mięsa, byłyby wyśmienite, gdyby nie usmażono ich w zbyt chłodnym tłuszczu, którym niestety nasiąknęły. Tę niedogodność wynagrodził sos kurkowy – absolutnie przepyszny. Pieczeń z dzika wystarczająco, a nawet nieco za bardzo, pikantna (doradzałabym kucharzowi zamianę pieprzu czarnego na zielony), naszpikowana słoninką, dobrze zamarynowana. Buraczki podane na pieczonych łupinach ziemniaków doskonałe. Niestety łupinki jako dodatek tak sobie się sprawdzały, więc dziękowaliśmy sobie w duchu, że uzupełniliśmy to danie podzieloną na troje porcją fraszynek. Warto wspomnieć o gratisowym kieliszku nalewki, podanej wraz z zatopioną w niej odrobiną konfitury porzeczkowej – wyśmienity dodatek i tym przyjemniejszy, że w prezencie.
    Podane porcje – średni duże, co jest zdecydowanym atutem, ponieważ gość ma szansę poza daniem głównym jeszcze czegokolwiek spróbować, na co przy niewysokich stosunkowo cenach, zapewne będzie miał ochotę. Wyłącznie ograniczenia czasowe spowodowały, że nie mogliśmy skorzystać z tej możliwości, ale to się da nadrobić przy innej okazji.

    Data wizyty w lokalu: 29 maja 2014

    2 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • wiktorek11 10 recenzji

    12.08.2014, 13:10 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Było lepiej

    W zajeździe byłem z żoną na obiedzie dwukrotnie: w ubiegłym roku w lipcu - przed "Kuchennymi rewolucjami" i kilka dni temu.

    W ubiegłym roku:
    Zamówiłem kotleta schabowego z ziemniakami i surówką (17 zł), żona pierogi ruskie z zestawem surówek (12 zł +4 zł). Na zamówione dania nie trzeba było długo czekać, porcje były duże, jedzenie smaczne.

    W tym roku:
    Zamówiłem pulpety z dzika z kaszą gryczana i fasolką szparagową (27 zł), żona - dla porównania - pierogi ruskie z zestawem surówek (14 zł +7 zł). Na złożone zamówienie czekaliśmy blisko godzinę. Dania były smaczne, ale porcje małe, znacznie mniejsze niż przed "rewolucjami".
    Różnice w cenie widać najlepiej na przykładzie pierogów ruskich i surówek, a także w zmniejszonych porcjach. No cóż wg mnie "Kuchenne rewolucje " wcale nie zmieniły korzystnie restauracji. Jedynym plusem jest otwarty przy wejściu do lokalu sklep z domowymi wędlinami (np. kaszanka z dzika) i innymi specjałami regionu.

    Data wizyty w lokalu: 11 sierpnia 2014

    2 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • anjamar17 10 recenzji

    01.08.2014, 16:52 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Poprawnie, szału nie ma

    Dziś zaliczyliśmy kolejną restaurację na trasie dziedzictwa kulinarnego Warmii. Dodatkowo interesowało nas to miejsce oo obejrzeniu kuchennych rewolucji.
    Budynek urokliwy, z czerwonej cegły, stary, otoczeniu dość zadbanego ogrodu. Ale już w otoczeniu pierwszy minus. Przy wjeździe na parking przy zajeździe ogromne, przeładowane kosze ze śmieciami. Wystarczyłoby je obudować żeby nie psuć wrażeń wzrokowych klienta już na wejściu. Kolejny minus to toalety, przy dużej liczbie odwiedzających wskazane jest aby obsługa sprawdzała czy jest tam czysto, czy jest mydło, papier toaletowy. Niestety podczas naszej tam wizyty tego zabrakło, a byliśmy ok. 14.00. Sam lokal wewnątrz ciekawy, przytulny, z ciekawym wystrojem.
    Obsługa dalece nieprofesjonalna, kelnerki nie ogarniają znacznej liczby gości, trzeba prosić aby ktoś podszedł do stolika po zamówienie. Potem już w miarę sprawnie.
    Co do jedzenia, no cóż, szału nie było.
    Zamówiliśmy żurek w chlebie i zupę dyniową z serem gruyere i bitą śmietaną oraz orzechami. Żurek poprawny, typowy, smaczny żurek jakich wiele. Dyniowa specyficzna, słodko pikantna. Z dodatkiem chleba po żurku o smaku lekko słonawym było ok. Brakowało (nie tylko nam) przyprawników na stołach.
    Drugie danie słabsze. Pieczeń z dzika w mocnej zalewie czosnkowej. Smak ten dominował w potrawie. Brakowało ziemniaków aby złagodzić smak
    pieprzno czosnkowy mięsa i słodki buraczków. Do tego miał być sos borowikowy, ale okazał się nie mieć w sobie grzybów. Warmińskie farszynki trochę w mojej ocenie oszukane. Kotleciki ziemniaczane w liczbie 2, każdy o średnicy 5 cm, delikatne, z minimalną ilością nadzienia mięsnego, tak małą że praktycznie nie było czuć tego mięsa, pozostał sam bardzo słaby smak placuszków. Do tego dobry sos kurkowy. Deser bardzo rozczarował smakowo i wizualnie. Sernik, jako ciasto dnia suchy i zakalcowaty, oryginalne śliwki w czerwonym pieprzu z lodami i imbirem, smakowo nawet niezłe, ale w środku były całe ziarna czarnego pieprzu, co dość ryzykowne, trzeba było cedzić przez zęby. Niestety śliwki poddane zbyt długiej lub może zbyt wielokrotnej obróbce cieplnej. W efekcie na talerzu wylądowała śliwkowa breja, widok całkiem zniechęcający do jedzenia. Mocny wyczuwalny imbir. Całość nawet smakowo niezła, pod warunkiem że człowiek nie patrzy co je i uważa co je. A skupia się w ostateczności na smaku.
    Do całości dzbanek 1,5 l wody mineralnej. W plastikowym dzbanku, który czasy świetności ma za sobą. Woda ciepła, na szczęście nie było upału, więc jakoś się wypiło.
    Za wszystko dla 2 osób równo 100 zł.
    Podsumowując, jedna wizyta w tym lokalu w zupełności wystarczy. Nie widzę powodu tam wracać.

    Data wizyty w lokalu: 31 lipca 2014

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • smakoszkowa 48 recenzji

    29.12.2013, 13:41 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Mniam Mniam :)

    Tak więc Kuchenne Rewolucje oglądam już od kilku sezonów. Odcinek z Zajazdem szczególnie utkwił mi w pamięci, gdyż wielokrotnie mijałam te miejsce i bohaterowie oraz cała rewolucja zostali przedstawieni w bardzo pozytywnym świetle.

    Jakie były więc moje odczucia? Miejsce jest urocze - zarówno budynek, jak i całe jego otoczenie. Wystrój - kolorowe tapety, piękne obrazy na ścianach, kolorowe obrusy - wszystko teoretycznie powinno się gryźć, ale połączone w całość miało swój klimat.

    Zamówiliśmy - zupę z dyni, skórki ziemniaczane z sosem czosnkowym, gulasz z dzika z plackami ziemniaczanymi oraz warmińskie fraszynki - do tego po kawie. Zupa z dyni smaczna (może trochę za dużo tłustej śmietany). Skórki ziemniaczane - rewelacyjne (szkoda, że to tylko przystawka). Gulasz i fraszynki pyszne. Wszystko jest podawane estetyczne i w małych porcjach, ale proszę mi wierzyć - dwoma małymi fraszynkami jak najbardziej można się najeść. Za całość zapłaciliśmy 88 zł.

    Co mnie zaskoczyło pozytywnie - stojąc przy barze można podejrzeć pracę kuchni. Wszyscy są ubrani schludnie i człowiek nie ma obaw przed spożyciem przyrządzonych przez nich posiłków. Kolejna rzecz - obecność właścicieli - mimo świątecznego długiego weekendu - doglądali restauracji.

    Teraz minusy - łazienki są czyste, ale... moim zdaniem, aby komponować się z całością wymagają remontu. Kolejnym minusem jest czas oczekiwania (przy nas jeden pan chciał anulować zamówienie, bo za długo czekał - jednak warto zwrócić uwagę, że w restauracji był komplet gości) i synchronizacja podawania potraw - moje drugie danie wjechało na stół, a danie współtowarzysza dopiero po 5 minutach. Jednak są to rzeczy, które łatwo można zmienić.

    Osobiście polecam i na pewno odwiedzę ten lokal za jakiś czas zbadać nowe pozycje z menu.

    Opinia dnia z 30.12.2013 r.

    12 z 14 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • pawel86 9 recenzji

    24.06.2014, 10:39 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Pozytywnie :)

    Do "Zajazdu" zawitaliśmy zaciekawieni Kuchennymi Rewolucjami, podczas podróży nad morze.

    Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Zameczek jest bardzo urokliwy, dookoła kwiaty i wszędobylski zapach jedzenia...

    Wnętrze jest interesujące, choć akurat dobór kolorów jest dyskusyjny. Na pewno jest "jakieś" :).

    Co jedliśmy? Na pierwsze danie zupy - chłodnik oraz szczawiowa. Obie zupy przyrządzone domowo, smaczne aczkolwiek nie jakoś wyjątkowo smaczne. Drugie danie to plińce i pulpety z dzika. Wrażenia podobne jak przy zupach. Domowe, smaczne, ale bez efektu "wow". Do picia wzięliśmy kompot, który był bardzo smaczny.

    Uwaga na plus. Pomimo iż lokal był prawie pełny, zostaliśmy obsłużeni naprawdę szybko a na zamówienie czekaliśmy ok. 20 minut.

    Uwaga na minus. Ceny w menu wydają się być atrakcyjne, ale relacja cena-ilość jest niestety niekorzystna. Przykładowo pulpety z dzika za ok. 20 zł to tak naprawdę dwie smutne kulki okraszone kaszą. W sumie zapłaciliśmy 80 zł i pomimo iż było smacznie, nie najedliśmy się do syta.

    Na koniec trzeba pochwalić pomysł sklepiku, w którym można znaleźć naprawdę sporo niepowtarzalnych i dobrej jakości produktów :).

    Data wizyty w lokalu: 18 czerwca 2014

    6 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kabartni 6 recenzji

    22.06.2014, 19:59 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Warto zjechać z trasy...

    Zjechać z nowej dwupasmówki Gdańsk-Warszawa nie jest łatwo, trzeba uważać na tablice informacyjne, którędy to do Kłobuka, który sąsiaduje ze starym odcinkiem dawnej „siódemki”.
    Pierwsze wrażenie jest dobre: ładny, zadbany ogród, ze stolikami i parasolami. W środku mieszane odczucia budzi bogata kolekcja wypchanych zwierząt… Już wiem, co będę jadł. Albo czego nie.
    Wnętrze w starym stylu jest konsekwentne i ani trochę eklektyczne: obrazy w grubych ramach sąsiadują z wiszącymi zegarami z wahadłem. Karta dań, nieco pretensjonalnie zaróżowiona, ma ten sam wzór, co tapety na ścianach. Dobre wrażenie sprawia wykrochmalona serweta na stole, z obrzeżem dzierganym szydełkiem. Obsługa jest szybka i chętna, by wyjaśnić, opisać i doradzić.
    Pojawia się pierwsza rysa: polecany kwas chlebowy o smaku śliwkowym jest ciepły. A stanowczo powinien być z lodówki. Estetycznie podane sztućce są tak sprytnie zawinięte w sztywną serwetkę, że można je wyjąć tylko chwytając palcami za część do kłucia i krojenia. Mało smacznie.
    Chłodnik litewski poprawia nam nieco humor, choć nie do końca: wydaje się mało wyrazisty, ale z chłodnikami jest jak z bigosem: w każdym domu jest inny. Znakomicie prezentuje się i nie gorzej smakuje pieczeń z dzika, w smacznym, dobrze doprawionym sosie z prawdziwkami. Jest krucha, a powtykane w mięso kawałki słoninki skutecznie walczą z organiczną suchością dziczyzny. Gotowane buraczki pasują do dzika znakomicie, ale nie bardzo rozumiem pomysł pakowania ich w wydrążonego ziemniaka, z którego została tylko skórka. Zjeść to, czy nie? Przez chwilę czuję się jak gość, który dostał miseczkę ciepłej wody z plasterkiem cytryny i nie bardzo wie, czy umyć w tym palce, czy wypić…
    Farszynki, na które dała się namówić moja żona, to delikatny i miękki rodzaj kartaczy z mięsnym nadzieniem. Miękkie, bo z gotowanych ziemniaków. Całość wzbogacona nader udatnie sosem z kurkami.
    Porcje były na tyle przyzwoite, że nie starczyło nam sił na smakowicie prezentujące się desery. Ceny zaś okazały się zaskakująco przystępne, co każe dać 10/10 punktów w kategorii stosunku jakości do ceny. Przy wyjściu warto zajrzeć do niewielkiego sklepiku z mazurskimi specjałami i spróbować koziego sera. Znakomity! Wrócimy tam w najbliższym czasie, by zapoznać się bliżej z resztą pozycji w karcie dań.

    Data wizyty w lokalu: 16 czerwca 2014

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • profit 5 recenzji

    29.05.2014, 16:49 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie powala na kolana

    Zamówiłem lokalny przysmak, tj. fraszynki, czyli coś na kształt pączków, ale z ciasta ziemniaczanego z nadzieniem z mięsa. Podobieństwo do pączków idealne... nadzienia mięsnego tyle co w pączku dżemu! Sto pięćdziesiąt gram tego "specjału" czyli dwie sztuki kosztuje 22 zł. Przesada. Nie można się tym najeść. Żur w chlebie też nie należy do tych dań, które można polecić. Za to z całą pewnością można zjeść deser- śliwki z pieprzem na gorąco i lodem.
    Obsługa miła. Wystrój sali OK. Według mnie restauracja przereklamowana.

    Data wizyty w lokalu: maj 2014

    3 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Martama 10 recenzji

    26.01.2014, 20:49 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Smak regionu

    Kuchnia regionalna w smacznych, prostym wydaniu. Zamówione pieczeń z dzika godna polecenia, natomiast żurek był lekko przesolony. Próbowałam również zupy dyniowej, która jest smaczna i była by jeszcze lepsza, gdyby sera nie było by w niej taka ilość. Z zup polecam krupnik i to niestety z zup koniec, a szkoda bo warmińska kuchnia ma ich o wiele więcej. Na pochwały zasługują wyborny sernik i szarlotka. Wszystko jest ok, ale zbyt długie oczekiwanie, ponad 40 min. nie zachęca do powrotu, a szkoda, bo choć małe czekadełko mogłoby to zmienić.

    3 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Małdyty

Ładowanie wyników...