Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Restauracja U Fukiera

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie miejscowość: Warszawa , dzielnica: Śródmieście
2.9
liczba opinii: 46 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 4 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 5 gastronautów

ul. Rynek Starego Miasta 27 00-272 Warszawa Stoliczku.pl
tel: (22) 831-10-13
typ lokalu: restauracja typ kuchni: polska cena dania głównego: 40 - 60 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (46)

  • ziazu 175 recenzji

    01.08.2013, 11:40 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Restauracja z wielką klasą

    Restauracja U Fukiera ujęła mnie pięknymi wnętrzami, wykwintną kuchnią i przyjazną atmosferą. Profesjonalizm i klasa, z jaką mnie obsługiwano i goszczono, jest niespotykana.

    Na przystawkę zamówiłam nereczkę cielęcą, przyprawioną lekko pikantnie, aromatyczną i mięciutką. Wspaniałe danie. Na drugi ogień poszedł pasztet z dziczyzny – najlepszy, jaki jadłam!

    Na drugie danie zamówiłam kotleciki jagnięce, które zostały zrobione zgodnie z najlepszą sztuką kulinarną – różowe, z wyczuciem zamarynowane i przyprawione. Aromat mięsa przenikał się z ziołami, konsystencja bez zarzutu: danie idealne. Próbowałam również sandacza na musie z porów i szpinaku. Ryba wspaniała, świeża, przygotowana ze znajomością rzeczy. Dodatki do dań ciekawe i również bardzo udane (konfitura z papryki do jagnięciny, ziemniaczki pieczone w całości do sandacza). Na deser ciasto dnia (tarta z owocami) – pycha. Wielkość porcji wszystkich dań zadowoli nawet wielkiego łakomczucha.

    Dojrzały kelner obsługiwał nas serdecznie i z wdziękiem. Sprawił, że każda chwila spędzona U Fukiera była nie tylko pyszna, ale i bardzo przyjemna. Wystrój restauracji bardzo mi odpowiada – mnóstwo starannie dobranych bibelotów, kwiatów, ozdób. Patio przemiłe. Jest elegancko, ale bez zadęcia. Toaleta restauracji jest czyściutka i przyjemna oraz, ważna rzecz, przystosowana do dyskretnej poprawy ubioru czy makijażu.

    Było wspaniale. Polecam serdecznie, ja wrócę na pewno.

    11 z 26 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • snowbrigade 6 recenzji

    03.01.2014, 17:45 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dla mnie rewelacja

    Po raz kolejny gościłem w Fukierze i po raz kolejny się nie zwiodłem. Barszcz czerwony z pasztecikiem - po prostu obłędny. Schabowy - tak pyszny, że można go jeść samego bez dodatków, kaczka - najwyższych lotów, podobnie jak ceny :). Warto jednak zapłacić nawet duże pieniądze za posiłek w tak wykwintnym miejscu.

    Data wizyty w lokalu: 07 grudnia 2013, godz. 17:00

    3 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • olodum 44 recenzje

    04.02.2013, 12:59 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Krótka bajka, o tym jak nie być królową hiszpanii zofią i co dostać można wówczas u fukiera...

    "U Fukiera" najsłynniejsza knajpa na Starym Mieście. Słynna z powodu barwnej - niekoniecznie pozytywnej - postaci właścicielki - Magdy Gessler. Na swojej www cały czas wyświetla się informacja, kto był goszczony w tym przybytku, chociaż nie ma informacji czy wyszedł zadowolony czy jak większość polskich Kowalskich niestety nie...

    Były zakąski i śledź pioruńsko słony, niewymoczony chyba, deska mięs i mięsiw, pierogi... Gulaszowa węgierska jako zupa została wzięta, lecz do końca nie pochłonięta, pobratymcom z Czech też za bardzo nie podeszła...
    Na główne danie - kaczkę podano, całą połówkę, porcja nie do zjedzenia, pod względem wielkości i nijakości...

    Bo U Fukiera - oprócz przepysznego wystroju, reszta już nie jest tak pyszna... jedzenie nijakie, bez rewelacji, przynajmniej dla osoby, która aspiruje - zresztą nie aspiruje, uważa się za królową polskiej kuchni. Obsługa nijaka, zatopiona w nijakości potraw.

    Hmmm - za to ceny nie są nijakie :). Rachunek każdego przyprawi o zawrót głowy!

    Drogi Kowalski, jeśli za towarzyszkę wieczoru, nie masz Królowej, albo chociaż Gorana Bregovica, omijaj Fukiera szerokim łukiem. W Warszawie naprawdę jest wiele lepszych lokali!

    Data wizyty w lokalu: 22 stycznia 2013, godz. 19:00

    28 z 34 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Zwierka 6 recenzji

    10.09.2013, 13:05 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Duży niesmak

    Słonecznego piątkowego popołudnia postanowiłam zabrać swojego zagranicznego gościa do polskiej restauracji. Wybrałam U Fukiera. Na wstępie zaskoczyło mnie to, że tylko jeden stolik był zajęty w letnim ogródku - ale pomyślałam, że klienci może jednak wybrali stoliki we wnętrzu. Dość szybko zjawił się kelner - młody chłopak, który był troszkę "zielony".

    Zamówienie otrzymaliśmy dość szybko. A to plus! Jednak smaki nie urzekły ani mnie ani mojego gościa. Chłodnik - zjadliwy, ale praktycznie bez wyrazu, bez smaku. Podobnie z drugim daniem. Pierogi - co ważne nie zostały ani osolone ani doprawione przyprawami. Były mdłe. Poza tym, nawet jak dla mnie - dość drobną kobietę - porcja była stanowczo mała! Czując niedosyt przyszedł czas na golonkę - mięsko bardzo ładnie odchodziło os kości - za to kolejny plus. Ale brakowało również smaku i aromatu. Jedzenie oceniam na przeciętne, ponieważ nie było stare czy źle podane, ale po osobie pani M. Gessler oczekiwałabym czegoś na wyższym poziomie.

    Ciekawa jestem czy kelnerzy wybierani są z przypadku. W czasie gdy my jedliśmy obiad, NA stoliku obok (NA STOLIKU a nie PRZY STOLIKU) siedziała sobie pani kelnerka z panem kelnerem i z czegoś usilnie się chichotali aż zanosili. Pierwszy raz spotkałam się z takim zachowaniem....

    Nie oceniam wystroju wewnątrz sali, ponieważ w niej nie byłam. Oceniam jedynie letni ogródek do którego nie mam zastrzeżeń. Czyste obrusy na stołach, wygodne fotele i estetyczne dekoracje mnie się podobały.

    Podsumowując: byłam, widziałam, próbowałam i zdecydowanie nie wrócę. Nie adekwatna jakość do ceny.

    Data wizyty w lokalu: 26 lipca 2013, godz. 15:00

    23 z 24 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • klina 17 recenzji

    03.09.2013, 21:57 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Piękna, dobra restauracja...

    Obsługa jest genialna, niewymuszone zainteresowanie konsumentem, "dbanie" o najmniejszy szczegół. Cenowo można się zniechęcić, ale warto choć raz przyjść tu na obiad. Rosół pyszny, klasyczny, jak u babci. Żeberka idealne. Wszystkie smaki komponowały się. Wystrój restauracji jest bardzo klimatyczny. Jedyny minus to kawa była średnio ciepła. Kolejne miejsce do odwiedzenia na mojej kulinarnej mapie Polski:).

    2 z 8 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Artgon1 25 recenzji

    13.03.2013, 09:06 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Trochę za dużo starych rupieci wokół ale... przecież to kultowe miejsce!

    Knajpa GIT. Wieczorami sporo ludzi. Żarcie jest bardzo ok. Ku mojemu zdziwieniu stek z polędwicy wołowej w trzech kawałach i to sporych! Nie był zbyt drogi a zjeść było trudno. Jak to u M.G. Klimat, smak i porządek! To jest! A i towrzystwo samej Szefowej? Zdarza się! To bezcenne....

    2 z 9 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • smakoszkowo 45 recenzji

    09.10.2012, 10:49 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Byle jak

    Jestem chyba największą fanką p. Magdy. Uwielbiam jej programy i ją samą. Zachwyciłam się kuchnią i atmosferą w krakowskim Wentzlu. W sobotę 06.10.2012 wyjechaliśmy z Rzeszowa aby odwiedzić podobno najlepszą restaurację w Warszawie "U Fukiera". Niemiły kelner zapytał czy mamy rezerwację. Nie, nie mieliśmy. Zeszliśmy z mężem do piwnicy. Wnętrze dla mnie ładne, dla Tomka nie. Bardzo mało miejsca, ale widocznie taki klimat. Dostaliśmy malutki stolik w przejściu. W restauracji były jeszcze dwie pary. Już byłam zła! Nie chciałam gnieść się przy tym stoliku. Nie lubię takich małych przestrzeni. Zamówiłam sarninę we własnym sosie śmietanowym z borowikami - porcja duża, cena 74 zł. I tak, mięso ok, bez szaleństw, ale tak się zdenerwowałam!!! Nie było ani śmietany, ani grzybów tylko coś jak sos myśliwski do tego genialne, ale to przepyszne buraczki na ciepło. Tomek zjadł polędwicę cielęcą w sosie leśnym za 92 zł. Do tego cola za 7 zł i małe piwo za 14 zł. Poprosiłam o lampkę wina i dostałam olbrzymią lampkę wybornego wina. Zachowałam rachunek, by móc kupić butelkę tego cuda po powrocie do domu. Aha, jeszcze zadziwiająca sprawa - wszystkie dania podawane były z podsmażanymi kopytkami. Sąsiedzi jedli pół kaczki - też z kopytkami albo z podsmażanymi kluskami śląskimi. O co z tym chodzi? Taka specyfika, czy lenistwo kucharza?
    Ogólnie to nie polecam. Obsługa niemiła, śmieją się siedząc tuż za ścianą. Jedzenie takie sobie. A colę i wino nalali mi gdzieś na zapleczu, a nie przy stoliku. Klimatyzator wiszący nad drzwiami na sali po lewej stronie był BARDZO brudny! Jeżeli jest to najlepsza restauracja w stolicy to bardzo wam współczuję, u nas w Rzeszowie mamy lepsze. A jeśli będziecie na Rynku w Krakowie idźcie do Wentzla - drogo, ale cudownie.

    Data wizyty w lokalu: 06 października 2012

    16 z 17 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • rodek 46 recenzji

    17.10.2012, 23:17 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Czy obsługa warta jest swojej ceny?

    Odwiedziłam tę restauracje po raz drugi.
    Ponieważ byliśmy we czwórkę, udało nam się spróbować wielu rzeczy, smacznych, mniej smacznych i nazwijmy je "jeszcze mniej smacznych".
    Na początek był śledź zagrycha - pyszny, grubomięsisty, świetnie doprawiony.
    Ja wzięłam flaki po warszawsku - i tu niespodzianka, bo teraz sprawdzam w ich menu, że one są z pulpetem-moje nie były. Smak dobry, ale bez szaleństwa.
    Sałata "Zielono mi" dobra, ale cena za talerz zielonych sałat, chyba o ile pamiętam 55 zł, oooo to naprawdę sporo.
    Dania główne to:
    - sandacz ze szpinakiem, jedna z porcji w porządku prawie bez ości, natomiast w drugiej superkumulacja, w sumie to ryba ma ości, ale ta została zjedzona tylko w połowie, bo był już totalny brak cierpliwości. Szpinak bardzo dobry, ryba w smaku poprawna.
    - łosoś na parze smakował bardzo, ale jadła to osoba nie lubiąca zbyt zdecydowanych smaków i przypraw, więc myślę, że nie każdy mialby takie zdanie.
    - ja wahałam sie między pstrągiem, a cielęcą wątróbką, kelner zasugerowal wątróbkę, ja się na nią zdecydowałam, ale to kurcze nie były moje smaki. Wątróbka na totalnie słodko, no tak nie lubię, musiałam trochę dosolić żeby zjeść, po prostu nie trafiłam w odpowiednie danie, ale nie mówię, że jest nie dobre, może ktoś tak lubi.
    Ktoś z moich poprzedników pisał, że wszyscy mieli w daniach głównych smażone kopytka, u mnie wszyscy mieli smażone malutkie ziemniaczki, to chyba taki trend, dzisiaj dla wszystkich kopytka, jutro kluski śląskie, pojutrze po prostu ziemniak.

    Za to desery mogę polecić w ciemno. Jedliśmy "Zupę nic z chmurkami i czerwonymi owocami" i "Parfe chałwowe z bezą pistacjową na soku z pomarańczy". Nektar i ambrozja w jednym, to było zdecydowanie coś wspaniałego.

    Ceny w lokalu naprawdę wysokie, dość powiedzieć, że za obsługę doliczono nam (10% rachunku) - 60 zł, a tak naprawdę obsługa nie była ani miła, ani pomocna, była za to znudzona i wyniosła.
    I ta pozycja na rachunku naprawdę nie była warta tych pieniędzy.

    Data wizyty w lokalu: 16 października 2012

    14 z 14 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Hryhoryj 4 recenzje

    23.06.2013, 09:58 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jedzenie OK

    Byliśmy tam wczoraj na obiedzie. Jedzenie było bardzo dobre. Sam jadłem pieczeń wieprzową - bardzo dobrej jakości mięso, pyszny aromatyczny sos, surówka, nawet ziemniaki wyróżniały się smakiem. Moi towarzysze chwalili również inne dania - jedynie stekowi trochę się dostało za tłuszcz, którego chyba nie powinno tam być. Porcje też całkiem przyzwoite jak na restaurację "wyższego sortu" - można się nawet było najeść ;). Obsługa też jak najbardziej OK.

    Wady:
    - Ceny. No, ale rozumiem - Rynek. W porównaniu do restauracji o podobnym profilu docelowym klientów i lokalizacji nie jest źle.
    - Brak wyboru piwa. Gdyby jeszcze dawali jakieś dobre... Carlsberg z beczki jest moim zdaniem ohydny. Moim zdaniem to już duży minus, tym bardziej, że karta zawiera głównie "ciężkie", mięsne dania obficie polane tłustych sosem - idealnym napojem do takich dań wydaje mi się właśnie piwo.
    - I na koniec największa wpadka - podano nam ciepłą colę!!! Cola MUSI Być zimna, inaczej smakuje okropnie! Czy naprawdę muszę to tłumaczyć?!? Za ciepłą colę duuuuży minus dostają u mnie nawet przydrożne bary z kotletem odgrzewanym w mikrofalówce, a w przypadku restauracji mierzącej w najwyższy poziom to jest w ogóle jakiś niedopuszczalny kosmos!!!

    Gdyby były oddzielne kategorie, "Jedzenie" dostałoby ode mnie 5 gwiazdek, a "picie" jedną. A tak muszę odjąć jedną gwiazdkę wyśmienitemu jedzeniu z powodu takich podstawowych bzdur, jak niedobre piwo i ciepła cola.

    Data wizyty w lokalu: 22 czerwca 2013

    5 z 9 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • illimitato 5 recenzji

    02.05.2013, 10:14 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rozczarowujące, zarówno ceny, jak i jedzenie

    Poszedłem kolejny raz, na szczęście tym razem nie ja płaciłem.
    Zupa (barszcz) wodnista i bez smaku. Nie szukając daleko, Krakus ze słoika bije ją na głowę. Do barszczu coś - ni to krokiet, ni to rogalik. Jedyny smak, jaki dało się wyczuć, to margaryna.
    Drugie danie - kaczka. Szału nie było, zrobione poprawnie (miało być krwiste), ale po 15 min od zjedzenia spokojnie można o nim zapomnieć. Nie zachwyca, nie zaskakuje, zjeść się da.

    Wina. Jak dla mnie to jedna z zalet lokalu. Duży wybór - do każdego dania spokojnie coś się wybierze. Półka średnia i średniowysoka. Ceny win, jak na restaurację, nie są powalające. W przypadku niektórych możliwość zamówienia mniejszej butelki, co ułatwia dwóm osobom wybór różnych trunków.

    Wystrój. Albo się komuś podoba albo nie, o gustach się nie dyskutuje. Dużo drobiazgów porozstawianych po kątach i wiszących na ścianach. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że nigdzie nie znalazłem ani śladu brudu czy pajęczyny na tych bibelotach. Miałem chwilę na uważne przyjrzenie się każdemu obrazkowi, lampce, ramce - czysto, a przy takiej ilości elementów to już sztuka (stąd zaskoczenie, bo nawet w ciemnym kącie wysprzątane, a nie w każdej droższej restauracji w Warszawie to standard).
    Mankamentem restauracji są niewygodne stoły i krzesła.
    Stoliki są małe i masywne. Kieliszki, sztućce, dekoracje, serwetki, talerze... niby wszystko się mieści, ale jakoś tak ciasno, miejsca na dłoń już mało, o teczce z dokumentami można zapomnieć - albo umaże się w jedzeniu albo przewróci kieliszek. Jeżeli ktoś planuje rozmawianie o interesach połączone z oglądaniem jakichś dokumentów, niech poprosi o większy stolik.
    Same stoliki też poupychane dość gęsto. Nogi niekoniecznie chcą się zmieścić pod stół i dla wyższych osób wygodnie siedzenie to wyzwanie (wtedy lepiej wybrać ławkę przy ścianie). Krzesła też sprawiają wrażenie niestabilnych. Mają swoje lata (albo przynajmniej na takie wyglądają). Komponuje się to z wystrojem, ale wygodne nie jest.

    Obsługa - jest. Kelnerzy czyści, mili, czasem nawet uśmiechnięci. Nie wiem, na ile potrafią doradzić w sprawie dań i win, poradziłem sobie bez ich pomocy. W obcych językach porozumiewają się dobrze, ani mój klient, ani stolik Brytyjczyków obok nie mieli problemu z uzyskaniem dodatkowych informacji, co w daniu jest i ustaleniu, jak ma być wykończone. Nie wiem, jak z innymi językami.
    Dwa razy podczas kolacji kelnerzy potłukli jakieś szkło. Za drugim nawet kilka osób zaklaskało im na szczęście - chyba pomogło, bo więcej upadków porcelany nie było ;).

    Lokal jest bardzo duży (co nie każdy wie, bo gości sadza się najczęściej w jednej sali na parterze). Trochę to zastanawiające, bo siedząc między grupką Brytyjczyków i rodziną z dziećmi trudno spokojnie rozmawiać. Hałas nieco mnie zmęczył, a obok pusta sala (widziałem przez otwarte drzwi, co tym bardziej irytowało). Rozumiem, że dla obsługi to wygodniej, mieć wszystkich gości w jednym miejscu, ale chyba nie o wygodę obsługi w tym interesie chodzi. Co mnie zaskoczyło, w środku tygodnia cała sala była w porze późnego obiadu zapełniona.
    Jeżeli ktoś chce zaimponować partnerce/partnerowi i planuje romantyczną randkę, niech poprosi o stolik w bardziej kameralnym miejscu (pewnie się da, powierzchni sporo). Inaczej o szeptaniu czułych słówek można zapomnieć.

    Ceny... jak na Warszawę i tak drogo. Szczególnie, że w jedzeniu nie odnajdzie się żadnej rewelacji. Ani wyszukanych potraw, ani oryginalnych połączeń smaków. Coś jak obiad u ciotki, która lubi gotować i potrafi zrobić trochę więcej niż rosół i schabowego.
    Czy warto tam pójść - moim zdaniem nie, chyba że chcemy opowiadać znajomym, że byliśmy w restauracji Magdy Gessler. Pójście tam na próbę we dwie osoby i zjedzenie dwudaniowego obiadu (albo jednodaniowego z deserem) z butelką wina to wydatek ok. 300-350 zł, ale można i drożej. Osobiście nie rozumiem, jak ta restauracja utrzymuje się na rynku (pewnie dlatego żadnej nie mam), bo nie jest to lokal, do którego chętnie się wraca, żeby sprawdzić dania, których się jeszcze nie jadło.
    Byłem drugi raz, bo zaprosił mnie klient. Poprzednio byłem z żoną i zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma po co tu przychodzić ponownie.
    Najkrótsze podsumowanie - byłem w tańszych i przyjaźniejszych lokalach formowanych nazwiskiem Pani Gessler. Jeżeli ktoś skusił się na jej lokal pod wpływem Kuchennych rewolucji, niech idzie do innego - ma ich w Warszawie kilka.

    13 z 13 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Warszawa

Ładowanie wyników...