Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Breadnia

gdzie jesteś? województwo: łódzkie miejscowość: Łódź , dzielnice: Śródmieście, Śródmieście
3.4
liczba opinii: 9 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 2 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 2 gastronautów

ul. Piotrkowska 86 90-102 Łódź
tel: 793-457-999
typ lokalu: bistro, piekarnia typ kuchni: desery, kanapki, sałatki, przekąski cena dania głównego: poniżej 20 zł
godziny otwarcia
menu

opinie gastronautów (9)

  • marysiak 167 recenzji

    11.12.2013, 13:55 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bajgle rządzą. Dobre.

    Wino i bajgle - to jest siła tego miejsca.
    Siedziałyśmy zafascynowane bombkami z poskładanych wstążek przy wielkim stole w centrum lokalu. Jest też parę mniejszych stolików, ale ta miejscówka daje najlepszy widok na menu zawieszone na wielkiej tablicy nad barem oraz na to co się dzieje za oknem. Całe wnętrze jest nad wyraz proste, coś między peerelem a Skandynawią. Uwielbiam te białe kafle, które mają na ścianach.
    Cały wieczór objadałyśmy się bajglami na ciepło pszenno-żytnimi, ale można też wybrać inny rodzaj pieczywa i wcale nie muszą ich grzać, tyle że podgrzane są rozkosznie chrupkie.
    Zjadłyśmy bajgla z łososiem i serkiem filadelfia, bardzo świeżego i lekkiego. Ale było nam mało. Wzięłyśmy też tego z camembertem, dobry był, intensywny. Ale było na mało. I wtedy przyszedł ten najlepszy, z karkówką i marmoladą. No pyszota.
    Zapiłyśmy to wszystko dwoma karafkami wina, po ok. 40 złotych każda. Bajgle po 11. Dobre. Dobre miejsce z dobrym jedzeniem i dobrym winem.

    Data wizyty w lokalu: 10 grudnia 2013, godz. 19:00

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Dubin 19 recenzji

    15.04.2014, 12:25 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zapach chleba

    W środku wypiekane jest pieczywo i w całym lokalu unosi się zapach ciepłego chleba :).
    W Breadni miałam okazje spróbować pizzy i tarty czekoladowej z gruszką. Piłam też bardzo dobry, świeżo wyciskany sok owocowy. Wszystko mi smakowało. Tarta genialna. Bardzo mi odpowiadało połączenie gorzkiej czekolady ze słodką gruszką i gęstym syropem czekoladowym. Pizza też smaczna. Cienkie i chrupiące ciasto, dobry sos pomidorowy, stosowna ilość dodatków.
    Pozycje w menu są niewyszukane i jest ich niewiele, ale postrzegam to jako zaletę.
    Świetne miejsce na lunch lub kolacje w towarzystwie znajomych i butelki wina.
    Ceny normalne. Świeży sok owocowy kosztuje 10 zł, a Margarita 16 zł.
    Jedynym mankamentem jest obsługa. Choć miła i uśmiechnięta to kompletnie chaotyczna. Kelnerzy się gubią, zapominają i obsługują kilka stolików jednocześnie.

    Data wizyty w lokalu: 11 kwietnia 2014

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Bazyllo 335 recenzji

    05.06.2013, 00:13 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal z potencjałem, nad którym trzeba jeszcze popracować

    Któregoś pięknego dnia, przechadzając się najsławniejszą łódzką ulicą, nieco podupadającą, ale z nadzieją na odzyskanie dawnej świetności, oczom moim ukazał się nowy lokal. Breadnia. Co za nazwa. Zwykle nie jestem fanem takiego słowotwórstwa, które sprawia, że lokal nazywa się po „angielskiemu”, ale tym razem wydaje mi się, że jest dobrze.
    Wchodzimy z żoną. O jak fajnie! Wystrój jest naprawdę ciekawy. Wysoki lokal, menu na tablicy, krótka lada, parę stolików. Podoba mi się! Lubię, gdy można usiąść zaraz przy oknie. Je sobie człowiek w spokoju, patrząc na pędzących gdzieś ludzi. Tylko oczywiście jeden minus. W restauracji za każdym razem było bardzo gorąco. Proszę o mocniejszą klimatyzację.
    Obsługa. No cóż, mam mieszane uczucia. Dziewczyny są miłe, ale powinny się trochę jeszcze podszkolić. Nie przeszkadza mi, że muszę je sam wołać. Nie denerwuje mnie aż tak bardzo fakt, że po posiłku nie mogę się doczekać aż ktoś podejdzie i sam muszę brać rachunek. Oprócz tego panie nie pamiętają kto co zamówił, ale co tam. Ale gdy po dość długim oczekiwaniu na pierwsze danie, dosłownie po chwili kelnerka przynosi drugie i z rozbrajającą szczerością pyta gdzie położyć, czekając chyba aż zupę wezmę na kolana (lub wchłonę ją jak żul tanie wino), to to mnie trochę denerwuje. I czeka. Aż coś poradzę. Na stole oczywiście się nie zmieści więcej niż dwa talerze. Musiałbym trzymać drugie danie na krześle obok. No cóż, zauważył to szef lokalu i kazał kelnerce poczekać aż zjemy. Oprócz tego muszę przyznać, że obsługa jest miła.
    Co do jedzenia? Codziennie zupy, sałatki, bajgle… Sami pieką pieczywo. To z pewnością plus. Zarówno wytrawne jak i słodkie. Są ciekawe muffiny z warzywami. Kisze i tarty. Na papierze to wygląda nieźle, ale jak to jest w praktyce? Różnie. Niestety. Naprawdę chciałbym, żeby było lepiej.
    Od początku. Muffiny na słono mogłyby być większe. Do tego przyklejają się do papierka i ciężko się je odkleja. W konsystencji jak ciasto do pizzy. Zupy. Moja żona wzięła raz zupę dnia. Całkiem smaczny krem, z selera o ile dobrze pamiętam. Ja zamówiłem cebulową. Jadałem już lepsze. Ta była bardzo mocno doprawiona. Czuć było bardzo tymianek. Wyglądała jakby do rosołu wrzucono sporo cebuli. W sumie nie była zła. Raz na drugie żona wzięła tartę z łososiem i brokułami. Mocno rozmarynowe danie. Ja wziąłem kisz również z rybą i warzywami. Tym razem z kolei nie mogłem znaleźć jakiegoś dominującego smaku. Danie było dosyć nijakie. Chętnie obdarowałbym je połową przypraw z zupy. Innym razem żona postanowiła zjeść bardzo zdrowo i zamówiła sałatkę owocową. Kosztowała chyba z dyszkę, więc niby tanio. Ale porcja pozostawiała trochę do życzenia. Pół jabłka i kiwi skrojone w cieniutkie paski, do tego trochę grejpfruta czerwonego. Polane sosem z miodu i soku cytrynowego chyba. Ludzie, dajcie jakiś kawałek mango czy ananasa. Zbyt dużo byście nie stracili, a klienci dla takiej sałatki chętniej by wracali. Zamówiłem wynalazek pod tytułem bajgiel z karkówką. Spodziewałem się czegoś na ciepło. Dostałem zimne pieczywo przekrojone na pół, a w środku cieniutki plasterek karkówki, również na zimno. Do tego troszkę dżemu z czerwonej cebuli, również na zimno, mocno doprawionego rozmarynem. Danie co najwyżej średnie. A przecież Breadnię właśnie bajgle mają rozsławić. Podgrzejcie to danie i będzie git. Z innych wersji warto się zastanowić na tą z łososiem. Na przystawkę warto wziąć talerz wędlin lub serów. A rano śniadanie. Przypomniał mi się jeden spory minus. Wino, które zamówiłem było strasznie ciepłe. Stanowczo zbyt ciepłe. Nie należę do osób, które z termometrem w ręku będą oczekiwały najlepszej temperatury spożycia, ale tutaj to trochę przesada. A szkoda.
    Co do cen. Jest tanio. Bajgle kosztują 9 złotych, zupy jeszcze mniej. Sałatki koło 15 (na przykład z kurczakiem lub wątróbką drobiową). Tarty obiadowe są wycenione na 12 złotych, a taka owocowa na 8. Warto się pytać o dania dnia i inne wypisane na tablicy. Jak widać drogo nie jest i tak naprawdę można coś przekąsić w cenie zwykłego fastfoodu. Zdrowiej wyjdzie, ale raczej się tak do końca nie najemy.
    A i jeszcze jedno. W Breadni można kupić chleb lub słodkie bułki do domu. Ja wziąłem razowca, którego smak uratował to miejsce.
    Podsumowując. Ciężki orzech do zgryzienia. Niby wszystko jest ok, ale jednak to miejsce nie ma tego czegoś. Byłem tu parę razy i nie potrafię wyrobić sobie jednoznacznej opinii. Niektóre dania są całkiem ok (zupa, którą zamówiła żona), a niektóre poniżej pewnego poziomu (bajgiel i sałatka). Ostatnio wyszedłem zawiedziony. Chciałbym następnym razem miło się zaskoczyć, ale nie wiem kiedy tam wpadnę. Znam fajniejsze miejsca. Życzę Breadni naprawdę jak najlepiej, bo to ciekawe miejsce, ale jeszcze trochę muszą nad sobą popracować.

    2 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • ninks 89 recenzji

    16.05.2013, 09:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Drukarnio - bez obaw ;)

    Czytałam o Breadni jako o młodszej siostrze Drukarni - chociaż z tego co wiem, powiązania między lokalami (poza oczywistymi typu "chleb i wino") są żadne. Wczoraj postanowiliśmy - a raczej ja postanowiłam, za co czułam się w obowiązku przeprosić, ale o tym później - przetestować nowe, ciekawie zapowiadające się miejsce na gastronomicznej mapie Łodzi. Pierwsze wrażenie miłe: wystrój ok, chociaż przestrzeń nieco klaustrofobiczna w porównaniu do dwa lub trzy razy większej Drukarni. Pani miła, po posprzątaniu (co prawda na moja prośbę) nie zapomniała o przetarciu stolika po poprzednich gościach - rzecz, być może oczywista, jednak o zgrozo, nie w każdej łódzkiej restauracji. Przyjęła nasze zamówienie ZAPISUJĄC je na kartce. Zamówiliśmy: ja bajgla z łososiem i serkiem Philadelphia (fajnie, że gdzieś w Łodzi można kupić bajgla, lubię to pieczywko i ze wzruszeniem wspominam to połączenie ciepłego obwarzanka i roztapiającego się serka jako moje śniadanko przez jakiś czas pobytu na obczyźnie) oraz wodę, On zupę marchewkową oraz bajgloburgera (czy jakoś tak, dokładniej zapytaliśmy panią jak to wygląda, co też nam uprzejmie wyjaśniła.) Po chwili oczekiwania dostaliśmy bajgla - zimnego, trochę szkoda ale trudno, nie było napisane, że będzie ciepły i zupkę. Zupka smakowała jak przecier warzywny, mało było czuć w niej słodkości marchewki, ale powiedzmy, że też ok. Co mnie zdziwiło, nie otrzymaliśmy drinków - pani okazało się zapomniała, dopiero po mojej interwencji przypomniała sobie, z tym, że nie było to jakąś gigantyczną skuchą, bo w międzyczasie zachciało mi się spróbować tamtejszego wina stołowego. Jak oceniać, to oceniać :). Zamieniłam więc swoją wodę na wino – nieźle, co nie ;). Niestety, poza piciem w zapomnienie poszedł też nasz bajgloburger. Ja osobiście nie byłam aż tak głodna poza tym nie był on dla mnie, powiem jednak tak: gdyby był, nie wyszlibyśmy bez, delikatnie mówiąc, zaznaczenia swojego niezadowolenia, tym bardziej że w lokalu znajdowali się managerowie lub właściciele - jeden z nich tłumaczył komuś z obsługi że "ludzie nauczyli się dobrze jeść". Owszem, proszę Pana, nauczyli się, nauczyli się też wymagać podstaw obsługi, którą jest taka figura jak na przykład realizowanie ZAPISANYCH na kartce zamówień. Nie będę drążyć sposobu podania coli zero przez drugą panią, która była bardzo miła, ale według mnie nie powinna pracować w gastronomii - nie będę okrutna i nie napiszę, dlaczego.
    Podsumowując, drodzy Państwo: jak się nie jest gotowym, nie otwiera się restauracji. Kropka.

    Data wizyty w lokalu: 15 maja 2013

    5 z 11 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • veelva 11 recenzji

    27.11.2013, 15:01 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zakochałam się...

    ... w sałacie z wątróbką! Nie potrafię zamówić innej pozycji z menu, bo wprost uzależniłam się od świeżo przysmażonej wątróbki na sałacie, z cząstkami jabłek i grejpfruta, w musztardowo-miodowym dressingu, jak tylko spróbowałam jej pierwszy raz w komplecie z chrupiącym chlebem. Do tego duże latte. To mój sposób na lunch w Breadni - nie zawiodłam się jeszcze ani razu i wracam regularnie.

    5 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Klosa 23 recenzje

    11.07.2013, 18:02 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre jedzonko, małe menu, kiepsko z obsługą

    Jak w tytule. A jeżeli chodzi o obsługę to są to bardzo sympatyczne dziewczyny, ale nie rozumiem sytuacji gdzie jest tylko parę osób w lokalu, a mimo to bardzo długo czeka się na obsługę. Poza tym, że podobnie jak w drukarni w piotrkowskiej OFF, nie wiesz czy funkcjonuje samoobsługa czy kelnerka w końcu podejdzie, bo przy kasie (w obydwu przypadkach), tworzą się długie kolejki.
    Trochę to jeszcze słabo zorganizowane, ale ma potencjał więc mam nadzieję, że się ogarną.
    Jeśli chodzi o jedzenie to skonsumowałam bajgla z łososiem, był smaczny i bardzo tani jak na porcję którą dostałam. Niestety nie było wytrawnych muffinów a tego jestem ciekawa.
    Smakowało mi bardzo ich danie festiwalowe i w tamtym wypadku obsługiwali i podawali danie w 3 minuty.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • adam123 12 recenzji

    23.08.2013, 09:05 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Cudownie bezpretensjonalne miejsce

    Przepis na udane przedpołudnie? Wspaniała, robiona na miejscu, lemoniada (6 zł) z grahamką z miodem i rodzynkami (2 zł). A tę można dostać tylko w "Breadni", w dodatku podawana jest nie w szklankach, a butelkach przywodzących na myśl smaki dzieciństwa. Można też kupić na wynos chleb z dodatkami (cena za bochenek około 8 zł).
    Wystrój bezpretensjonalny, obsługa kompetentna, nienachalna i szybka. Warto iść dla chwili wytchnienia i smaku prostego jedzenia.

    Data wizyty w lokalu: 22 sierpnia 2013

    3 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • italianiec 11 recenzji

    18.10.2013, 14:10 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Fajne miejsce na zupę

    Najbardziej lubię tutaj zupy i najczęściej na nie przychodzę, bo mają dobre zupy-kremy i nie tylko, do tego zawsze podawane z kromką ich chleba; tarty na słono trochę za drogie; pieczywo pyszne, zwłaszcza ciabatta z oliwkami i bułeczki kwiatuszki pomidorowe.

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • g-whistleblower 1 recenzja

    19.11.2013, 01:21 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Pierwsze wrażenie dobre

    W Łodzi jestem rzadko i nie mam w głowie listy knajpek, więc będąc tam ostatnio postanowiłem przejść się wzdłuż Piotrkowskiej i wejść w pierwsze miejsce, nowe, które czymś mnie zainteresuje. Zainteresowała Brednia, zarówno nazwą jak i wnętrzem (ostatnio popularny styl - duże menu na ścianie, proste, lekko surowe wnętrze, zestaw bagietek/bajgli/zapiekanek/tart, niepotrzebne skreślić, w niewygórowanych cenach, młoda ekipa, tak to określę, niektórzy określają czasem takie miejsca jako ulubione przez subkulturę preferującą styl vintage), więc wszedłem do środka. Niestety zostałem poinformowany, że miejsce jest zamykane. O 22:00. O tej porze wiele osób dopiero wychodzi "na miasto", ale okej, myślę, wpadnę kiedy indziej. Wpadłem 2 dni później przy ponownej krótkiej wizycie w Łodzi. Pierwsze wrażenie ok, wybór dań - pieczywo, tarty, itp i ceny w porządku, zamówiłem kawę i rzadkość - grahamkę ale na słodko, z rodzynkami, bardzo dobra i w bardzo dobrej cenie 2,5 zł! - cena jak w cukierniach na wynos... Ale że było to za mało, to postanowiłem domówić jeszcze tartę, miałem do wyboru puchatą cytrynowo-bezową i cieńszą, czekoladowo-śliwkową, wybrałem, na nieszczęście, tą drugą. Dostałem chudy placek z cienką warstwą musu czekoladowego i śliwek na suchym, twardym, niezjadliwym spodzie. Zamawiając ją widziałem jak ona wygląda i byłem świadomy, że biorę coś co jest cienkie, ale po odjęciu tego spodu, który zresztą zostawiłem na talerzu, wyszło że 10 złotych zapłaciłem za zeskrobanie z tego spodu łyżki musu czekoladowego i kilku cienkich śliwek. Super. Opisałem pani przy kasie, że coś było z tą tartą nie tak, ale pani całą winę zrzuciła na kuchnię, informując że przekaże moją uwagę, niby okej, ale tu nie chodzi o to, chodzi o to, by człowiek wyszedł zadowolony, żeby nie płacił za coś, co nie było w porządku, więc nawet jeśli kuchnia coś zepsuje, to te osoby, z którymi klienci mają kontakt - kelnerzy, zawsze mają jakiś manewr - albo zamiany dania na coś innego, albo nienabijania na rachunek albo lekkiego rabatu, czegokolwiek...Tartę mogłem może od razu zwrócić, ale nie mam zwyczaju cofać dań po jednym kęsie, zawsze jestem optymistą i np. w tym przypadku założyłem, że tarta będzie może twarda tylko lekko z zewnątrz... No nic, taki zgrzyt, miejsce ogólnie sprawia dobre wrażenie, myślę że tam wrócę. Oprócz zjedzenia/napicia się czegoś można tam pooglądać (nabyć?) wiszące na ścianach grafiki i foty, zresztą pełna nazwa miejsca to Brednia - Galeria Wino Chleb.

    Data wizyty w lokalu: 14 listopada 2013

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Łódź

Ładowanie wyników...