Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Big Betty Coctail Bar & Restaurant (zamknięte)

gdzie jesteś? województwo: łódzkie miejscowość: Łódź , dzielnice: Polesie, Bałuty
3.7
liczba opinii: 9 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 1 gastronauty

do tego lokalu wybiera się 4 gastronautów

ul. Drewnowska 58D 91-002 Łódź (Rynek Manufaktury - Centralne miejsce)
tel: (42) 633-03-42
typ lokalu: drink bar, restauracja typ kuchni: angielska, koktajle (bezalkoholowe), burgery cena dania głównego: 20 - 40 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (9)

  • Bazyllo 417 recenzji

    26.04.2013, 00:05 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bardzo ciekawe miejsce

    Parę dni temu żona powiedziała mi, że w Manufakturze się otworzyła nowa restauracja. Już sama nazwa mi się spodobała. Big Betty. Brzmi fajnie. Wcześniej była tam restauracja, do której delikatnie mówiąc miłością nie pałałem. No ale teraz to zupełnie nowy lokal, nowa jakość. Trzeba było sprawdzić.
    Sama restauracja jest dosyć mała. Sala jest bardzo wysoka, co bardzo ciekawie wykorzystano. Stworzono dwie małe antresole, takie na dwa stoliki. Można z nich oglądać prawie cały lokal. Podoba mi się wystrój wnętrz. Jest jasno, na dole stoliki są dość duże. Niestety raczej nie można powiedzieć tego o tych na górze, mogłyby być chociaż 10 centymetrów większe. Z drugiej strony specjalnie nie można narzekać. Z żoną się zmieściliśmy, ale tak na styk. Na pochwałę zasługują także bardzo czyste łazienki, również ładnie zrobione. W lokalu jest jasno. Na zewnątrz jest wystawionych kilkanaście stolików. Jak będzie cieplej, to pewnie będę z tego korzystał.
    Obsługa jest bardzo miła. Na mój gust aż trochę zbyt miła. Pan nam wszystko wytłumaczył, powiedział o potrawach, których jeszcze nie ma w menu. Polecił parę rzeczy, spytał o wysmażenie mięsa. Powiedział też kilka fajnych rzeczy o samym daniu, które zamówiła żona. Mówiliśmy do siebie per „pan”, co ostatnio w niektórych miejscach nie jest modne. Obsługujący nas wziął nawet ode mnie marynarkę i powiesił na wieszaku, którego sam nie zauważyłem.
    Menu jest wydrukowane na kartce. Takie coś w kształcie małej gazety. Nawet fajnie to wygląda. Zacznę od tego, że w tym lokalu możemy zamówić niesamowitą wręcz ilość różnorodnych alkoholi. Na pewno niektórzy skorzystają. Jeśli jednak przyszliście tutaj na smaczne jedzenie, to również dobrze trafiliście.
    Zamówiliśmy sobie półmisek z przystawkami dla dwojga. To był strzał w dziesiątkę. Po paru minutach na stoliku przed nami wylądowało sporo dobrych rzeczy. Szynka parmeńska (lub podobna), kawałek pasztetu (z wątróbek – przepyszny), anchovis, oliwki, kapary, kilka dipów, świetna marynowana cebula… Pyszności. Spokojnie wystarczą na początek. Cena – 22 złote. Z innych pozycji w menu można wybrać deskę serów, czy krewetki (25 zł). Za piętnastkę dostaniemy kawałek pasztetu, a złotówkę drożej brytyjski krokiet rybny.
    Na pierwszy ogień mogą iść zupy. Najtańsza jest zupa dnia – 12 złotych. Nieco droższa jest rybna z kolendrą i czili. Nie zauważyłem jej na początku, następnym razem na pewno zamówię. W tej samej części menu są sałatki, które można zamówić na szybki lunch. Są do wyboru trzy, a wśród nich klasyczna cezara, z wędzonym pstrągiem oraz awokado z krewetkami. Ceny od 22 do 25 złotych.
    Dania główne. Żona wzięła okonia morskiego na puree z groszku i mięty z warzywami i pesto. Proszę państwa, coś pysznego. Ryba przyjemnie wysmażona, dobrze przyprawiona, niezbyt mocno. Do tego to puree. Świetnie pasowało. Tak na pierwszy rzut oka pomyśleliśmy, że porcja jest dosyć mała, ale to tylko złudzenie. Spokojnie zaspokoiła głód na jakiś czas. Ryba kosztująca 25 złotych była w stu procentach wystarczająca. Ja zamówiłem Big Betty Burgera. Co ciekawe tradycyjną hamburgerową bułkę zastępuje ciabatta. Fajne połączenie. Mięso było bardzo dobre. Z zewnątrz dobrze zgrillowane, w środku czerwone, tak jak chciałem. A najlepsze było to, że pod mięsem był bardzo oryginalny dodatek pod postacią miękkiego sera z pleśnią! Bardzo fajny pomysł, który świetnie pasował. Do tego trochę warzyw. Ekstra. W zestawie jeszcze sałatka i dobre frytki (podane z keczupem i musztardą). Wszystko to za 22 złote. Miłośnicy steków niech zamówią steka rib eye z sosem z zielonego pieprzu i brandy (42 złote). Najdroższa jest gicz jagnięca za 52 złote. Tutaj duszona w czerwonym winie z warzywami z musztardowym puree i sosem rozmarynowym. Brzmi nieźle, prawda? Z brytyjskich klasyków jest gulasz z wołowiną, grzybami i Guinnesem pod ciastem. Jest też fish & chips, a dla wegetarian pieczone warzywa z fetą „otulone chrupiącym filo”.
    Jeśli znajdziemy miejsce na deser, to w tej części menu również znajdziemy coś angielskiego – na przykład sernik na zimno, taki o smaku whisky, orzechów i pomarańczy. Jest też tarta jabłkowa, ciasto daktylowe, panna cotta i fondant czekoladowy. Wszystkie desery kosztują 12 złotych, a zestaw lodów jest szóstkę droższy.
    W menu są również zestawy tortilli oraz dania z ziemniaków. A rano można wpaść na śniadanie, w tym takie angielskie z kiełbaskami, jajkiem, fasolą i dodatkami. Są też sandwiche, czyli po prostu kanapki, tutaj z ciekawymi wkładkami (na przykład stek z chrzanem). I jeszcze jedna bardzo fajna sprawa – menu dla dzieci. Duży plus.
    Podsumowując. Big Betty to bardzo ciekawe miejsce, zarówno jeśli chodzi o część restauracyjną, jak i drinkowo – trunkową. Ma udogodnienia dla niepełnosprawnych (mini winda dla wózków), menu dla dzieci, bogatą ofertę alkoholową i pyszne jedzenie. Można też w niej zorganizować imprezę zamkniętą. Łódź ma ostatnio przeważnie szczęście do nowych lokali, a Big Betty potwierdza tę tezę. Jest to dobra restauracja, która bardzo mi się spodobała. Na pewno będę do niej wracał. Dałbym 4,5 gwiazdki, ale jako, że nie ma takiej noty, to dam 5, bo ryba była naprawdę świetna, kucharz ma talent. Polecam.

    Opinia dnia z 27.04.2013 r.

    12 z 13 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • ninks 99 recenzji

    03.05.2013, 20:14 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Alright

    W Londynie spędziłam kilka lat, miałam więc okazję poznać i jacket potato i fish and chips. Wiem też, że kuchnia brytyjska to nie tylko "olej", jak przekonywał nas kelner z Big Betty (angielsko-ekscentrycznie chyba bez skarpetek, co było jednak po prostu niesmaczne). Ale nie o modzie tu chciałam. Zamówiłam z początku sałatkę z pstrągiem - od jakiegoś czasu staram się ograniczyć kaloryczność moich obiadów, z mniejszym lub większym skutkiem. Dziś z mniejszym, bo zamówienie zamieniłam szybko na tradycyjnego dorsza z frytkami, sałatą i robionym na miejscu sosem tatarskim - pycha! Mój ukochany na przystawkę wziął krem warzywny podany z grzanką, burgera z frytkami i sałatką coleslaw robiona na miejscu i "tradycyjny" sernik - który był raczej lekką serową pianką z galaretką. Burger OK, ryba OK, ale co mnie zdziwiło, trudno było znaleźć w menu cokolwiek poniżej 20 zł - co jak co, ale ceny prostej brytyjskiej kuchni w Łodzi 2013 nie powinny kojarzyć się z kursem funta szterlinga, gdy latał po 7 zł - za cały obiad dla dwóch osób bez alkoholu zapłaciliśmy 93 zł. Sporo, jak na obiad w markecie. Co tu dużo mówić, plus za próbowanie, plus za desery - sticky date pudding bez zarzutu, pani Marta nie spała na zajęciach :). Wystrój OK, trochę jak u babci na imieninach, dziwnie obcięta przestrzeń, której dalszą częścią zdaje się jest klub Elektrownia. Kelner przy zamówieniu co prawda uprzedził, że z karty nie ma obecnie okonia, ale nie uprzedził, że nie ma Guinnessa, a tak naprawdę to nie ma żadnego piwa nalewanego oprócz Kasztelana i Okocimia, a więc średnio brytyjsko. Sok żurawinowy zaserwował mi Tymbark a nie Ocean Spray, ale co tam. Knajpa otwarta jest dwa tygodnie. Niech się rozwijają, ja im kibicuję :).

    Data wizyty w lokalu: 03 maja 2013

    6 z 10 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • mirabelka76 5 recenzji

    14.10.2013, 21:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jedzenie na miarę mistrzów!

    Wybrałam się tam z mężem w ubiegłą sobotę. Zachęciła nas znajoma, która jadła tam już wcześniej.

    Jeśli chodzi o wystrój wnętrza- jest bardzo przyjemny, odprężający. Przede wszystkim JEST TAM CZYSTO - niejedna łódzka knajpa powinna brać przykład z Big Betty. Nosy gości nie są narażone na uciążliwy zapach oleju czy przypalonych potraw, co działa na korzyść tego lokalu. Fakt faktem, stoliki na górze mogłyby być odrobinę większe, ale to i tak nie psuje ogólnego uroku restauracji.

    Skusiliśmy się na gulasz angielski z wołowiną i Guinnesem. Porcje były bardzo duże, zadowalająco smaczne i - co najważniejsze - nie były drogie. Delikatny zapach grzybów świetnie komponował się ze smakiem francuskiego ciasta.
    Na deser zamówiliśmy sernik na zimno i fondant czekoladowy - przyznam szczerze, nigdy nie jadłam nic pyszniejszego! Nasze kubki smakowe zostały odpowiednio dopieszczone!

    Na koniec zdecydowaliśmy się jeszcze na drinka. Mąż był zachwycony ogromną różnorodnością alkoholi. Oczywiście jego wyborem był Johnnie Walker Red Label - jednak powiedział, że koniecznie musimy tu wrócić, aby mógł spróbować również innych alkoholi.

    Co do obsługi - naprawdę bardzo sympatyczni, uprzejmi ludzie - uśmiechnięci, pogodni, z poczuciem humoru - to duża zaleta dla lokalu. Barman świetnie przygotowuje drinki - miałam okazję być świadkiem jego popisów.

    Myślę, że każdy sam powinien przekonać się jak jest w Big Betty, jednak mimo to, od siebie dodam, że miejsce na pewno zasługuje na naszą uwagę. Ja na pewno nie raz tam wrócę.

    Będę tam często wracać.

    Data wizyty w lokalu: 12 października 2013

    3 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • jaion 22 recenzje

    29.04.2013, 14:46 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal warty powrotu

    Bardzo przyjemne miejsce i na śniadanie, i na wieczorną kolację. Wystrój nie jest przytłaczający, nawiązuje troszkę do angielskich pubów, ale jest zdecydowanie bardziej lekki. W pomieszczeniu jeszcze pachnie stolarką, ale z czasem powinno pachnieć jedzeniem :) Obsługa miła i kompetentna. Pozycje w menu nie mają wygórowanych cen, porcje są akuratne. Dania przepyszne, mięsa idealnie wysmażone, ale podwiędniętych warzyw (pomidor, biała rzodkiew, burak...) Wam panowie nie zapomnę, za to duuuży minus. Mam nadzieję, ze to tylko małe przeoczenie z Waszej strony. Za kolację dla dwóch osób dodatkowo z przystawką, deserem oraz drinkami zapłaciliśmy ok. 130 zł. I to jest nieco mniej niż zwykle płacimy w łódzkich lokalach. Podsumowując - jesteśmy zadowoleni i wracamy z całą familią na sunday roast!

    Data wizyty w lokalu: 26 kwietnia 2013, godz. 19:00

    6 z 8 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • diana666 6 recenzji

    25.10.2013, 10:18 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rozczarowanie

    Gdy kilka miesięcy temu odwiedziłam Big Betty, byłam wprost zachwycona serwowanym tam jedzeniem. Więc, gdy nadarzyła się okazja i moja przyjaciółka przyjechała z wizytą do Łodzi i chciała zjeść coś smacznego, odwiedziłam to miejsce ponownie. Wyszłam zawiedziona. Jedzenie było fatalne! Kiedy jadłam tam kilka miesięcy temu, wszystko było wspaniale doprawione i podane w prosty, ale elegancki sposób. Teraz podanie jedzenia było kuriozalne - jakieś dziwne mazańce z sosów na boku talerza, pojedyncze cebulki na rantach i inne pseudo-artystyczne zabiegi. Widać, że kucharz próbuje podążać za nowoczesnymi trendami, ale nie bardzo mu to wychodzi. Smak potraw rozczarował mnie równie bardzo. Risotto podane do kurczaka było ciapowate i przesolone, polane zbyt dużą ilością oleju truflowego. Sos do schabu, którym zachwycałam się ostatnim razem, sprawiał wrażenie mało doprawionego i wodnistego. Sernik także był dużo gorszy, nie mówiąc o fondancie czekoladowym, który w środku był prawie całkowicie ścięty i przypominał murzynek. Nie wiem co się stało, ale mam wrażenie, że całkowicie zmieniła się załoga pracująca w kuchni, bo nie chce mi się wierzyć, że te same osoby gotują w tak różny sposób. Całości goryczy dopełniło piwo Guinness, za które liczą sobie 15 zł, a które pochodzi nie z nalewaka, a z puszki. Na pewno więcej tam nie wrócę!

    4 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • smok052 2 recenzje

    14.10.2013, 17:19 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal skromny, lecz z duszą

    Szukaliśmy w Manufakturze ciekawej restauracji ,aby zjeść smacznie i bez przepłacania. Właśnie taka jest Big Betty. Karta dań rozsądna ilościowo, cenowo, a kelnerka, barman bardzo mili. Zupa dnia dyniowa pyszna. Zapiekane warzywa zamówione przez żonę, wyjątkowe. Na koniec najlepsze - zamówiony schabowy to po prostu poezja!!! Nie jadłem tak smacznego w życiu. Stek amerykański z dobrego lokalu zostaje w tyle za tym schabowym. Życzę wytrwałości i powodzenia.

    Data wizyty w lokalu: 14 października 2013

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • neurotictune 7 recenzji

    09.10.2013, 23:02 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wyszliśmy potwornie głodni i rozczarowani!

    Restaurację odwiedziłam zachęcona niektórymi opiniami oraz zdjęciami na stronie "Big Betty". Byłam umówiona z partnerem i spędziłam godzinę przyglądając się wnętrzu. Wysoki sufit, dwie antresolki ze stolikami dla par, gdzie niestety, okazało się być zbyć duszno. Na dole dało się jednak wytrzymać. Za barem imponująca ilość alkoholi, likierów, syropów. Jednak nie przyszłam się napić. Może wtedy moje odczucia nie byłyby tak negatywne.
    Na początek, zamówiłam Guiness'a za 15 zł. Chyba najdroższa z pozycji, ale warta swojej ceny. Miły kelner, zaskoczył mnie tzw. "czekadełkiem" w postaci 3 plasterków carpaccio z buraka w oliwie truflowej na pokruszonym kawałku pumpernikla z kozim serem. Było smaczne. Podobno wkrótce ma wejść do karty jako przystawka. Na tym koniec pozytywnych doświadczeń. Gdy przyszedł mój partner, oboje umieraliśmy z głodu. Byliśmy bez śniadania i liczyliśmy na to,że najemy się do syta. Na początek,zamówiliśmy zupę dnia. W poniedziałek był to krem z pomidorów. Kelner podał nam go po jakichś 10 minutach na olbrzymich talerzach, z których na samym środeczku, umieszczone było bardzo niewiele niedoprawionego kremiku, z rozmiękłymi grzankami. Poprosiliśmy o sól i pieprz. Kelner przyniósł groteskowo wielkie młynki do przypraw i zmielił je nam do talerzy. Dało się zjeść. Lekko kwaśny, niespecjalny. Porcja śmiesznie mała. Partner domówił przystawkę - krokiety rybne z sałatami- okropne! Przesolone, rozmrożone kawałki suchej ryby, mnóstwo salaty. Coś wstrętnego. Mikro porcja. Czas na danie główne. Oboje zamówiliśmy okonia morskiego na puree z groszku i mięty z warzywami i pesto. KPINA! Dostaliśmy maleńkie porcje plasterków przesmażonej na oleju ryby, na zwykłym groszku. Po bokach talerzy widniało coś zielonego, konsystencji sosu, co miało chyba imitować sos miętowy. Oburzeni zawołaliśmy kelnera. Zapytaliśmy gdzie jest nasze puree i czym my się mamy najeść? Kelner odpowiedział, że klienci często źle rozumieją nazwę w karcie i puree, którego tak poszukujemy, to te dwa kleksiki sosu na bokach talerzy. Ja oddałam swoją porcję. Poczułam się oszukana. W ramach "przeprosin" dostaliśmy po kawałeczku szarlotki odgrzewanej z bitą śmietaną. Pytanie tylko, za co nas przepraszano, skoro to my "źle zrozumieliśmy nazwę w karcie"?
    Wyszliśmy głodni, mimo wydania ok 150 zł.
    Ten lokal nadaje się do zamknięcia. Kucharze robią sobie żarty!

    6 z 10 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • diana666 6 recenzji

    24.04.2013, 09:36 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jest super, oby tak dalej!

    Wpadłam wraz ze znajomymi do tego lokalu przy okazji wypadu do kina w Manufakturze. Mieliśmy iść do innej knajpy, ale zobaczyliśmy Big Betty, którego wcześniej tam nie było i postanowiliśmy wypróbować nowy lokal. Od razu spodobał nam się wystrój i menu w formie gazety. Potem gdy usiedliśmy, krzesła okazały się mega wygodne. Zamówiliśmy kilka dań głównych i desery. Wszystkie były przepyszne i na każde jedno bym wróciła znowu. Z tego co jedliśmy najbardziej smakował mi schab z zapiekanką z ziemniaków i grilowanymi warzywami. Nigdy w życiu nie kosztowałam tak pysznego schabu. Porcje są ogromne i nawet faceci najedzą się takim wielkim kawałkiem mięsa. Wszystkie desery też były pyszne. Najbardziej przypadł mi do gustu kremowy cytrynowy serniczek z galaretką pomarańczową na wierzchu. Niebo w gębie. Na pewno wpadnę znowu i zjem więcej dań.

    9 z 11 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • shrecku23 1 recenzja

    28.05.2013, 22:41 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miejsce dla wszystkich!

    REWELACJA!!! Polecam gorąco, fantastyczna, nieduża przytulna restauracyjka. Wystrój nienarzucający się, przemiła obsługa, czyściutko, pachnąco:). Przystawki zachęcające-polecam półmisek wędlin i warzyw z dipami (świetny dodatek do kieliszka wina czy wódeczki). Z dań głównych szczególnie godne polecenia są okoń morski z purre z groszku oraz schab w sosie szalotkowym-najlepszy schab jaki w życiu jadłam. Z deserów oczywiście niepokonany fondant czekoladowy. Gratulacje dla tego, kto wymyślił menu i wyszkolił kucharzy. Będę wracać,często:).

    Data wizyty w lokalu: 28 maja 2013

    6 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Nowe w okolicy: Łódź

Ładowanie wyników...