Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Wielkie Żarcie

gdzie jesteś? województwo: wielkopolskie miejscowość: Poznań , dzielnica: Stare Miasto
3.3
liczba opinii: 6 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 0 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 2 gastronautów

ul. Zamkowa 7 61-768 Poznań
tel: (61) 853-04-89
typ lokalu: bar, restauracja typ kuchni: międzynarodowa, polska, przekąski cena dania głównego: poniżej 20 zł

opinie gastronautów (6)

  • olaseq 14 recenzji

    12.12.2013, 19:46 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Żarcie-niespodzianka

    Nie ukrywam, że zanim pójdę do jakiegoś lokalu, szczególnie gdy nie jest mi rekomendowany przez żadnego ze znajomych, sprawdzam, co piszą o nim gastronauci. Tak było z Wielkim Żarciem. Będąc w Poznaniu mieszkałem nieopodal rynku, więc knajpę widziałem niemal z okiem mojego pokoju. Po przeczytaniu opinii na temat Wielkiego Żarcia na gastronautach, długo walczyłem ze sobą, zanim wybrałem się do tego lokalu. Teraz mogę z czystym sumieniem napisać, że... można tam zjeść zarówno rzeczy pyszne, jak i niesmaczne.

    Pora kolacyjna w grudniowy czwartek. W Wielkim Żarciu dość pusto, bo jak na restaurację, która z łatwością pomieściłaby pięćdziesięcioro gości, zajęte są ledwie trzy stoliki. Zaraz po wejściu wita mnie "kelner". Napisałem w cudzysłowiu, bo w tej knajpie sami sobie jesteśmy kelnerami. Działa tu system szwedzkiego stołu. Jeśli ktoś planuje zjeść kilka dań, to radzę usiąść w miarę blisko bufetu, bo inaczej można się nieźle nabiegać. "Kelner" przedstawia dania, które poleca dzisiaj, jednocześnie je pokazując. Nadmienia też, że są dania wydawane przez kuchnię - schab w białym winie oraz śledź w tempurze. Zapytany o kartę, mówi, że w restauracji codziennie jest coś innego i menu sensu strice nie mają. Uważam to za fajny, łamiący konwencje pomysł. Plus za to. Mój wybór padł na marokańską zupę z kurczakiem, kukurydzą i fasolą, czeburaki wegetariańskie i z mięsem oraz hummus z chałką. Stwierdziłem też, że zaryzykuję i wziąłem... śledzia w tempurze.

    Zanim przejdę do opisu dań, wtrącę kilka słów o wystroju miejsca. Restauracja stylizowana na małe Włochy: mamy bar wyglądający jak gondola, napis "La Scala" na antresoli, obrazki przedstawiające widoki weneckie. Jak piszą poprzedni gastronauci, wystrój pozostał niezmieniony po poprzednim lokalu. Gdybym chciał być bardzo wredny, to uczepiłbym się spójności między nazwą lokalu, jego wyglądem i typem kuchni. Choć oczywiście można mieć wielkie żarcie w restauracji z kuchnią fusion w Wenecji ;). Niemniej jednak kwestią bezdyskusyjną jest to, że miejsce wymaga odświeżenia. Dywaniki na schodach prowadzących na antresolę są powycierane, zrolowane i nieco brudne. Przy stoliku na antresoli mamy oderwany od ściany kinkiet, dyndający smutno na kablu... Na szczęście mankiety od koszuli nie przykleiły mi się do obrusu, tak ja przydarzyło się to jednemu z gastronautów. Nakrycie stołu było czyste, choć niewyprasowane. Wystrój na minus.

    Jeśli chodzi o jedzenie, sedno wizyty w Wielkim Żarciu, to prawie wszystko mi smakowało. Marokańska zupa z kurczakiem, fasolą i kukurydzą gęsta, syta, dobrze doprawiona. Jednym słowem: konkretna. Porcja kosztuje 6 zł. Czebureki bardzo smaczne i to zarówno te w wersji wegetariańskiej, ze szpinakiem i czosnkiem, jak i te z mięsem mielonym. Ciasto odpowiedniej grubości, farsze o zdecydowanym smaku. Jedyny malutki minusik - mogłyby być nieco cieplejsze. Koszt - 3 zł za sztukę. Hummus z chałką - niebo w gębie. Zdecydowany smak - czosnkowy z nutą kolendry - w zestawieniu ze słodką chałką stworzył pyszny duet. Przyszedł czas na śledzia w tempurze. Tu niestety porażka na całej linii. Śledź makabrycznie słony, wręcz niejadalny. Ciasto, hucznie nazwane tempurą, beznadziejne - zero chrupkości. Całości klęski dopełniły warzywka pewnie z mrożonki - brokuły, kalafiory i karbowana marchewka. Okropność.

    Gdyby nie ostatnie danie, mógłbym ze spokojnym sumieniem przyznać Wielkiemu Żarciu cztery gwiazdki w kategorii jedzenie. Niestety trochę zepsuło to całą wizytę w lokalu. Szkoda. Restauracja jednak broni się ceną jedzenia - za całość zamówienia zapłaciłem 22 zł, co uważam za niezbyt wygórowaną kwotę. Na pewno odwiedzę to miejsce podczas następnej wizyty w Poznaniu.

    Data wizyty w lokalu: 12 grudnia 2013, godz. 17:30

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • olifanto 38 recenzji

    28.10.2013, 22:29 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wielka niewiadoma

    Każdy, kto kocha dobrą kuchnię ma na liście odwiedzonych przez siebie lokali takie, po których zawsze może się spodziewać, że tam zje dobrze. Ma też takie, gdzie nie łudzi się nawet, że dostanie na talerzu coś zjadliwego. Wielkiego Żarcia nie można zaklasyfikować do żadnej z dwóch kategorii. Wielkie Żarcie to przy każdej wizycie wielka niewiadoma.
    Wystrój lokalu pozostał praktycznie niezmieniony po mieszczącej się tam włoskiej restauracji "La Scala". Jest tam wszystko począwszy od ściennych malowideł, wielkiego akwarium, przez ociekające przepychem sofy i fotele, na szafie grającej kończąc. Być może ma to swój urok, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jest tam trochę, jak na zagraconym strychu w poniemieckiej kamienicy - intrygująco, a zarazem strasznie. Mogę się tylko domyślać, jak trudno utrzymać zorganizowane w ten sposób miejsce w należytej czystości.
    Zdarzały mi się dni, kiedy brud przyklejał mi mankiety do stołu, ale jedzenie było przepyszne. Miałem też okazję próbować okropnych, zimnych i zleżałych produktów przy miłej muzyce oraz przy perfekcyjnie sprzątniętym stoliku. Czasami byłem radośnie witany przez samego właściciela, a innym razem czułem się jak persona non grata. Zagadką pozostaje tak rozchwiany stan rzeczy, ale nie jest to niewiadoma nie do odgadnięcia.
    Osobiście cenię sobie szczerość, a od pierwszego spotkania nikt przede mną nie ukrywał, że są lepsze i gorsze momenty na wizytę. Wbrew pozorom najmniej rozsądnie jest pojawić się tam tuż po otwarciu. Masz wtedy wielką szansę, że trafisz na odgrzane produkty z dnia wczorajszego. Świeżą partię dokłada się przed porą obiadową. Nie jest to tajemnica poliszynela, można się tego dowiedzieć od obsługi.
    Trudno czepiać się smaku skrzydełek po 1 zł sztuka. A ciepłe i świeże smakują bardzo dobrze. Grillowana marchewka to mój faworyt i najchętniej wybieram ją jako warzywny dodatek do mięsa. Puree z fasoli trzyma swój poziom. Chcesz to masz świeżo wyciskany sok, piwo Kasztelan kosztuje tam 5 zł. Własna kompozycja, którą tworzysz przy bufecie, przy ważeniu, cenowo do zaakceptowania na tyle, żeby się nie rozczarować, a nawet z odrobiną szczęścia wyjść zadowolonym.
    Nikt kto ma choć trochę smaku nie powie, że przepis na którekolwiek z dań przygotowywał amator. Z pewnością na kuchni zarządza kucharz, który zna się na rzeczy.
    Nieszczęściem Wielkiego Żarcia jest jednak brak rozsądnego systemu, mogącego tak uporządkować lokal, aby jedzenie zawsze było ciepłe, świeże i na tym samym dobrym poziomie, jak chwilę po przygotowaniu. Czy da się to zrobić? Nie wiem, ale ceniąc sobie smaki tamtejszych dań bardzo bym chciał, aby tak było.

    5 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Lorrain 13 recenzji

    19.10.2013, 00:07 napisał:
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny
      nie oceniam

    Jak to już napisał poprzednik: lokal upadający, a nawet upadły

    Byłam w tej samej lokacji jeszcze za czasów "La Scali". Nowi właściciele pozostawili wszystko tak, jak było wtedy i zgadując po stopniu kleistości stolika, można podejrzewać nawet, że od czasów "La Scali" nie sprzątali.
    Obsługa zasadniczo niezainteresowana. W czasie mojego 40-minutowego pobytu w lokalu, co prawda, nie udało mi się zdobyć jedzenia, ale za to mogłam popatrzyć na kontakty interpersonalne między zatrudnionymi.
    Wobec brudu, braku jedzenia i nieapetycznego wyglądu tego, co na talerzach mieli inni goście, wyszłam. Obsługa się nie przejęła.

    7 z 13 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • joanna.q 20 recenzji

    14.05.2013, 23:17 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Świetne miejsce na szybki obiad

    Przechodziłam Zamkową kilka razy w ciągu dnia i za każdym razem myślałam żeby wpaść, bałam się niestety, że braknie mi czasu. Jak bardzo się myliłam! Dania są gotowe dla gości, ciągle ciepłe i w dosyć sporym wyborze. Wielkim plusem jest obsługa, od razu na wejściu witają wszystkich i doradzają co zjeść, jak nakładać i ogólnie jak to działa (niektóre potrawy są na sztuki, niektóre na wagę). Kolejnym miłym zaskoczeniem był fakt, że woda jest całkowicie darmowa - nawet z cytrynką :).
    Wystrój został jeszcze z czasów poprzedniej restauracji, bardzo elegancki, całkowicie odmienny od tego typu knajp. Zamiast byle jakich krzeseł i upchanych stolików możemy się poczuć jak na wykwintnym obiedzie.
    Mogłam przebierać wśród licznych zimnych przystawek- pieczarek marynowanych i w cieście, sałatek i warzyw.
    Z dań głównych wybrałam tym razem pierożka z mięsem, skrzydełka i gołąbka w sosie pomidorowym - nie mogłam się zdecydować na jedno... Potrawy są bardzo smaczne, przygotowywane na świeżo przez doświadczonego kucharza, z którym miałam przyjemność chwilę porozmawiać.
    Jedynym małym minusem były trochę za bardzo przypieczone skrzydełka, ale cóż... sama takie powybierałam ;).
    Polecam każdemu gołąbka, jest rewelacyjny! Wiele gołąbków przeszło przez moje ręce, ale dawno nie jadłam tak idealnie przyprawionego i wyrazistego. Na pewno na niego wrócę.
    Słyszałam, że jest też możliwość wysmażenia swojego własnego hamburgera z mięskiem, którego receptura była bardzo troskliwie sporządzana - mam nadzieję, że następnym razem zdążę :).

    6 z 13 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • MarciniKasia 4 recenzje

    18.10.2013, 12:29 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Smaczne jedzenie i soki

    Pierwszy raz wybraliśmy się z Grupona i bardzo pozytywne wrażenie wywarła na samym początku obsługa. Wybraliśmy się z naszym małym skarbem i wózkiem, jako iż mama karmi naturalnie nie było niczego, co wzbudziło by naszą wątpliwość co do świeżości jedzenia. Na pierwszy strzał poszły naturalne soki z arbuza i ananasa - po prostu przepyszne! Żeberka i czeburek oraz sałatki bardzo smaczne. Jako że bardzo nam zasmakowało jedzenie po około 2 tygodniach ponownie powróciliśmy do tej restauracji tuż przed zamknięciem, co nie było kłopotem dla obsługi. Zamówiłem pyszne pieczone ziemniaczki ponownie z żeberkami i pieczoną kiełbasą, do tego wspaniałą zupę pomidorową oraz naturalny sok z gruszki. Polecamy tę restaurację, ponieważ można bardzo smacznie zjeść za małe pieniądze w przyjemnym klimacie.

    2 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • warburg 2 recenzje

    08.10.2013, 17:46 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal upadający

    Pierwsze wrażenie nawet pozytywne - uśmiechnięta, młoda kelnerko/barmanka opowiada co i jak, pokazuje bufet - sielanka. I tyle dobrego. Z jedzenia były do wyboru białe kiełbasy, pieczone skrzydełka i pałki kurze, pierogi z mięsem bądź z warzywami, zupa dyniowa, bar sałatkowy i, mój osobisty faworyt, kurze serca z makaronem. Oprócz kiełbas i pierogów wegetariańskich nic nie było do przełknięcia - wygląd i zapach potraw zupełnie zniechęcał do konsumpcji. Hitem był bar sałatkowy, a w nim do wyboru obok miękkiej marchewki w ciemnym sosie, trzech rodzajach pomidorów z cebulą, był groszek w majonezie. Wszystko pachniało tanią garmażerką i w niemal każdej sałatce/potrawie był koperek. Do picia wzięliśmy świeży, wyciskany sok cytrynowy, który cytrynę widział chyba na obrazku.
    W knajpie byliśmy jedynymi gośćmi, mimo godzin popołudniowych w piątek. Nie daliśmy rady wytrącić z sjesty żadnego z chyba 5 pracowników - jeden pił piwo, drugi czytał gazetę, kucharz przechadzał się po knajpie rzucając gromy wzrokiem - ani dzień dobry, ani nic. Do tego na stoliku obok nas leżały niezbyt czyste naczynia - przypominam - jedyni klienci w lokalu to my.
    Podsumowując, nie polecam nikomu, gdybyśmy nie kupili grouponu, to odwrócilibyśmy się na pięcie i uciekli, gdzie pieprz rośnie - aż założyłem konto na Gastronautach, by przestrzec przed jedzeniem w tym przybytku.
    Lokal w świetnej lokalizacji, bardzo ciekawy układ wnętrz, ogromny, zmarnowany potencjał - różne meble, odrapana tapicerka, częścią wystroju są dwa duże akwaria z rybami - w jednym ciężko dostrzec biedne zwierzaki przez zawiesinę, która kiedyś mogła być wodą.

    Data wizyty w lokalu: 04 października 2013, godz. 17:20

    12 z 15 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Poznań

Ładowanie wyników...