Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Gaumarjos

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie miejscowość: Warszawa , dzielnice: Ursynów, Wilanów
2.9
liczba opinii: 77 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 4 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 21 gastronautów

al. Komisji Edukacji Narodowej 47 02-797 Warszawa (250 m od stacji metra Natolin, idąc w kierunku centrum po lewej stronie Al. KEN)
tel: (22) 414-44-41
typ lokalu: restauracja, winiarnia typ kuchni: gruzińska, przekąski cena dania głównego: poniżej 20 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (77)

  • Karpov 112 recenzji

    10.04.2014, 17:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Aromatyczny Kaukaz

    Gruzińska kuchnia śniła mi się od jakiegoś czasu za sprawą książki Anny i Marcina Mellerów. Choć książka jest momentami mocno przeciętna, to oni tam jedzą. Jedzą dużo. Jedzą smacznie. Jedzą tak, że aż się chce pakować manatki i lecieć do Gruzji by nie robić nic innego, tylko wysączać rosołek z khinkali.

    Do Gruzji daleko. Nad Jeziorak, gdzie ponoć podają khikali najbliżej od Trójmiasta, nie po drodze. Padło na Warszawę i restaurację o nazwie Gaumarjos (nomen omen, tytuł książki Mellerów). A że było nas trzech (znaczy troje), przed każdym z nas inna potrawa, można popróbować wiele.

    Pierwszy romans z kuchnią gruzińską, czy nawet ogólniej - kaukaską, więc dużego porównania nie mam. Ale to, czego spróbowałem, było smaczne. I tak:

    1). Charczo - zupka z mięska i pomidorów, z ryżem. Taka "gulaszowa", sporo gęstego, aromatyczna.
    2). Chaczapuri - czyli w końcu próbuję gruzińskiego klasyka. Sery lubię to i to musiało smakować. Ale ja to ja, pozostali biesiadnicy byli zachwyceni smakiem.
    3). Czaszuszuli - potrawka z mięsa podawana w kamiennej misce, w której się zapewne dopiekała. Na stole jeszcze wrzała od gorąca. W smaku nieco podobna do charczo, choć bardziej paprykowa.
    4). Khinkali - gruzińskie pierogi. Nie mogłem się oprzeć i musiałem wszamać to paluchami (przynajmniej pierwszy gryz), nadgryźć i wysiorbać to co w środku. Bardzo fajna potrawa, ze świetną, a zarazem zabawną celebrą jedzenia. I tak jak nie jestem wielkim fanem pierogów z mięsem, to khinkali chętnie jeszcze spróbuję.

    Wszystko, co łączyło te dania to aromat przypraw, kolendry przede wszystkim. A, że jestem osobą przyprawolubną, nie mogłem wyjść niezadowolony.

    Obiektywnie patrząc wystrój lokalu może nie zachwycać. Jednak mimo, że widać kilka niedoróbek (np. kable od instalacji elektrycznej na suficie), to czułem się tu bardzo swobodnie. Na ścianach wiszą dywany (wschodni klasyk), gdzieś tam fototapeta z widokiem, charakteru nadaje też wymalowana flaga Gruzji i gruzińskie napisy (jak dla mnie alfabet gruziński to totalny kosmos). Jedyne co mogę zarzucić to to, że było nieco za ciepło. Obsługa miła, podpowie co, jak, gdzie. W toalecie zaś bardzo czysto i pachnąco.

    Data wizyty w lokalu: 04 kwietnia 2014

    9 z 11 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • smakosz126 42 recenzje

    09.04.2014, 13:43 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Warto odwiedzić, ale szału nie ma

    Przez długi czas podejmowaliśmy próby zjedzenia w tym lokalu i w końcu się udało.
    W środku tygodnia sala była zapełniona, trafiliśmy jeden wolny stolik na antresoli.
    Pierwsze wrażenie całkiem sympatyczne, mały klimatyczny lokal wystrojem nawiązującym do Gruzji, jednak było trochę za ciepło.
    Karta dań jest niezwykle krótka, co może być atutem. Zdecydowaliśmy się na Chaczapuri, Chinkali oraz Tolmę paprykową do tego kelner polecił nam bardzo dobre gruzińskie czerwone wytrawne wino.
    Podanie wina wzorowe, kelner powąchał korek, nalał odrobinę do spróbowania - pełen profesjonalizm w tej kwestii.
    Chaczapuri bardzo dobre, minus za sos podany do niego wydał się nam "sztuczny".
    Następnie otrzymaliśmy dania i obydwa mogę podsumować w ten sam sposób kolendra i sól. Podejrzewam, że farsz do pierogów i papryki jest dokładnie ten sam. Tolma paprykowa podana jest w głębokim talerzu zalana czymś, nie wiem czym, płynem o rzadkiej konsystencji o lekkim posmaku i zabarwieniu pomidorowym.
    Obydwie potrawy bardzo mocno zdominowane smakiem kolendry i mocno dosolone, a to zabiło inne smaki tych dań.
    Porcje nie za duże, nie za małe i moim zdaniem ceny jak na taką jakość trochę wygórowane.
    Jeżeli chodzi o obsługę to jest ona nienachalna, sympatyczna, minus i to dosyć spory za stawianie na naszym stole brudnych talerzy zbieranych przez kelnera z sąsiedniego stolika.
    Nie polecam tego miejsca rodzinom z dziećmi, najmłodsi klienci mogą poza deserami nie znaleźć nic dla siebie. Dobre miejsce na spotkanie ze znajomymi czy randkę.

    Jest to miejsce które warto odwiedzić, ale czy wrócić po pierwszej wizycie? Wrócić, ale po wino do sklepu znajdującego się przy wejściu. Jest tam duży wybór win w przystępnych cenach.

    Data wizyty w lokalu: 08 kwietnia 2014

    4 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • magnolia 95 recenzji

    27.08.2013, 22:01 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Ambiwaletnie i raczej bez powrotu

    Do Gaumarjos bardzo chciałam trafić po obejrzeniu "Kuchennych rewolucji". Uwielbiam takie smaki, uwielbiam kuchnię węgierską, bałkańską, rosyjską...a gdzieś z nimi koresponduje także kuchnia gruzińska. No i jestem :) za sprawą mojego Anioła :)
    Wnętrze bardzo przyjemne. Malutka knajpka na dwa poziomy jest przytulna ze względu na lekki ścisk, gwar i ścienne bibeloty. Bardzo gruzińsko i bardzo miło. Obsługa również miła i kompetentna. Oczekiwania na dania lekko długaśne, ale że w restauracji jest komplet, możemy to wybaczyć.
    Jest jedzenie! Mamy zatem roladki z bakłażana z pastą orzechową. Małe zwitki bakłażanowe na jeden kęs... a w ustach... eksplozja smaku! Słodkawo-gorzki bakłażan kryje mocno orzechowe wnętrze, które po prostu rozkwita. Bomba smaku! Dalej chinkali. Pierożki jemy łapkami, jak zwyczaj przykazał. Delikatne i cienkie ciasto kryje mięsne wnętrze skąpane w bulionie. Dobre, bardzo dobre! Lekki minus za przesolenie farszu i zbyt dużą ilość kolendry. Smak z mniejszą ilością soli i zieleniny byłby bardziej harmonijny.
    Chanachi, czyli jagnięcina w warzywach: ziemniaki, papryka, bakłażan, cukinia, pomidory i przyprawy. Bardzo dobre, bardzo pikantne, bardzo wyraziste i sycące danie. Naprawdę pyszne!
    I na koniec chaczapuri z sosami. Dobre ciasto kryje smaczny, lekko pikantny ser. Danie dobre, ale dość ciężkie przez dużą ilość tłuszczu. Na szczęście sytuację ratuje gruzińskie czerwone pyszne wytrawne wino: bardzo wyraziste i harmonijne z podanymi daniami.
    Dodam jeszcze, że porcje są dość spore. Ceny nie należą do najniższych.
    Na dole sklep z winami kusi trunkami nie tylko z Gruzji... można tam kupić nawet wino z Chin. Decydujemy się na gruzińskie białe wytrawne i ponosimy konsekwencje tej decyzji: zdecydowana cierpkość charakterystyczna dla tego kraju, a której chyba jest za dużo...
    Niemniej jednak sklepik z winami przy wejściu jest strzałem w dziesiątkę i mocnym punktem tego miejsca.
    Podsumowując: klimat fajny, jedzenie nierówne i niestety dość ciężkie, ceny nie są najniższe. Nie wiem, czy tam wrócę, ale na pewno będę pamiętać tamto wyjątkowe popołudnie :).

    19 z 30 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • 87paulina 2 recenzje

    24.07.2014, 23:55 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Może...

    Przystawki - szpinakowa kulka całkiem całkiem, pieróg z mięsem smażony w głębokim tłuszczu też smaczny, natomiast później mieliśmy wrażenie, że mięso w gołąbkach z liści winogron i w pielminach to powtórka z rozrywki z przystawki, nie było źle, ale też nie na tyle zachwycająco żebyśmy chcieli tam wrócić. Może nie nasze smaki...

    Data wizyty w lokalu: lipiec 2014

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • okrutna 39 recenzji

    21.08.2013, 09:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    To chyba nie moje smaki

    W wizycie w Gaumarjos pokładałam spore nadzieje po usłyszeniu sporej ilości pozytywnych recenzji. Niestety rozczarowałam się. Po pierwsze karta - mikroskopijna. Nie jestem zwolenniczką kart z 1000 pozycji, ale tu było ich zbyt mało. Jedzenie najzwyczajniej w świecie mi nie smakowało. Trudno mi ocenić, czy po prostu kuchnia gruzińska, o której nie mam bladego pojęcia to nie moje smaki, czy jedzenie było słabo zrobione. Roladki z bakłażana i Chinkali - w ogóle mi nie smakowały. Chaczapuri - niezłe, ale bez szału. Najlepsze było ciasto orzechowe, które mogę śmiało polecić. Ceny umiarkowane. Obsługa - bardzo dobra. Wystrój - może być. Tragedii nie było, ale raczej nie wrócę.

    13 z 25 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • krzysztofburzynski 232 recenzje

    24.03.2013, 19:29 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bez zachwytu

    Tak wszyscy chwalą Gruzina na Ursynowie. Rzeczywiście. Knajpa pełna, co przy ilości miejsca i ciasnocie stolików sprawia wrażenie pracowniczej stołówki. Słychać wszystkie rozmowy sąsiadów.
    Czyli można zjeść, byle szybciej, bo pogadać intymnie się nie da.

    Coś co widać od razu to niestety obsługa "na odwal się". Jak masz szczęście dostaniesz szybko, ale nie wszyscy mają.

    Jedzenie? Karta krótka. Bierzemy roladki z bakłażana i dostajemy danie prosto z zamrażarki, co dla bakłażana jest smakowym samobójstwem.
    Duszona jagnięcina z papryką jako danie jednorazowe jest niedoprawiona i po prostu mdła.
    Nieco lepiej wypadły typowe gruzińskie mielone kotleciki z "typową" gruzińską marchewką na zimno i ryżem.

    Zastanawiamy się skąd takie tłumy? Odpowiedź wydaje się oczywista. Ceny są z fastfoodu i jako takowy broni się. Jako restauracja - nie.

    10 z 15 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • mirek1 12 recenzji

    31.12.2013, 09:26 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Z mieszanymi uczuciami...

    Najlepsze były... przystawki, smakował nam placek drożdżowy z serem (coś w rodzaju pizzy). Dobra była też zupka z pulpetami mięsnymi. Natomiast dania główne - porażka. Wszystko straaasznie przesolone i generalnie bez zachwytu. Deser całkiem dobry (miodownik), lemoniada gruzińska - bardzo słodka i z dodatkiem benzoesanu sodu :(.

    2 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • warszawskismakosz 177 recenzji

    28.04.2013, 11:34 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Porządna tylko kuchnia

    Mieszkając w tym samym bloku, w którym mieści się Gaumarjos, wiele razy wstępowałem tam do sklepu z mołdawskimi winami po zapas butelkowych trunków. Od emisji Kuchennych rewolucji minęło już sporo czasu, ale do tej pory do restauracji walą tłumy niezależnie od dnia i godziny. Pani sprzedająca wino informowała mnie nieraz, że w dni powszednie od 16:00 wzwyż nie ma co liczyć na stolik, a w weekendy rezerwacja potrzebna jest z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Niesamowite.

    Nie zniechęcając się, podjąłem kolejną próbę spontanicznej rezerwacji stolika na kilka godzin później. I udało się, jeden stolik w piątek o 20:30 akurat był wolny. Wnętrze jest kameralne, poza pojemną antresolą mieszczą się tylko 3 stoliki - jeden z widokiem na WC, drugi pod klimatyzatorem, którego nie sposób wyłączyć, by nie ugotować gości na półpiętrze. Pomysł usadzania gości właściciele powinni przemyśleć i zorganizować od nowa. Obecny nie zdaje egzaminu, ale nie dla wygodnych mebli tu przyszliśmy. Miła kelnerka w średnim wieku szybko podaje nam kartę i doradza przy wyborze wina. Cena 45 zł za butelkę wydaje się bardzo korzystna.
    Zwracam jednak uwagę, że nie wszystkie pozycje z karty były osiągalne.

    Na przystawkę wybieramy chaczapuri i trzy roladki z bakłażana. Czekamy dobre 20-25 minut, przydałby się jakiś starter od firmy. Czekać jednak warto, bo jedzenie jest przepyszne. Chaczapuri gorące, rozpływający się ser. Rewelacja. Roladki podawane są na zimno, ale także grzechu warte. Czuć świeżą oliwą, farsz fajnie łamie smaki.

    Widok otwierającej się raz po raz i nie zawsze domykanej toalety mocno mnie irytował, ale skoro udało się już nam wbić do środka, chcemy zjeść więcej. Tym bardziej, że w międzyczasie z 5 par próbuje załapać się na kolację bez rezerwacji i całują klamkę. Na drugie danie wybieramy jagnięcinę, którą kelnerka opisuje jako pewną formę gulaszu oraz osławione już chinkali. Czekamy na jedzenie krócej niż na przystawki, w smaku i wykonaniu dalej nie sposób się przyczepić. Wszystko gorąco, świeże, mięso obficie przyprawione świeżą kolendrą. Porcji nie określiłbym jako bawarskie, ale z mojej perspektywy są wystarczające. Po przystawce i daniu głównym byliśmy solidnie pojedzeni, bez miejsca na deser. Inna sprawa, że wybór słodkości zdecydowanie nie powala i nie będą one magnesem dla kolejnych gości. Jedzenie gruzińskie powinno wystarczyć.

    Punktualnie o 22:00 lokal pustoszeje, tych, którzy się zasiedzieli, nikt nie wygania, dzięki temu nie czuć atmosfery tymczasowości. Rachunek na ok. 130 zł przy obfitej kolacji dla dwóch osób z butelką wina uważam za uczciwą wycenę. Gdyby pani z naszym jedzeniem nie obskoczyła wcześniej 3 innych stolików, a perspektywa łazienki nie była podczas konsumpcji tak bliska, byłbym bardzo bliski zachwytu. Kucharka zdaje jednak egzamin i dla kuchni lub wina chętnie tam jeszcze wrócę.

    Data wizyty w lokalu: 26 kwietnia 2013, godz. 20:30

    14 z 15 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Boober 16 recenzji

    17.11.2013, 18:21 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nieporozumienie

    Gruzja to piękny kraj zamieszkały przez wspaniałych ludzi, dla których gościnność i wspólne biesiadowanie stanowią istotę życia i są równie ważne jak wielowiekowe tradycje i niepodległość. Niestety to co nam serwują w Gaumarjos to jakieś nieporozumienie. Przecież w reklamach dotyczących tego lokalu jest podane, że kuchnią zajmują się prawdziwi Gruzini. No i może faktycznie tak jest, ale dlaczego próbują nam sprzedać jakąś namiastkę tej wspaniałej kuchni z ich ojczyzny. Weźmy na przykład chaczapuri. Pomijając fakt, że serwowana wersja „imeretyńska” jest znacznie łatwiejsza do przygotowania niż chaczapuri „adżarskie” to co jest z serem? W jednej i drugiej wersji jest tak samo ważny jak ciasto. Czy kucharz z Gaumarjos słyszał o serze sulguni? Mam nadzieję, że tak - tylko tak jakoś postanowił Polakom wciskać danie chaczapuropodobne. Widać dowiedział się, że przez wiele lat mieliśmy do czynienia z substytutami typu czekoladopodobne wyroby, no i myśli, że nikt się nie połapie. O nie, tym razem to nie przejdzie. Nie będę opisywał całej mojej historii, ale zapewniam, że jadałem chaczapuri w tym pięknym kraju i to wielokrotnie. Dobrze, dajmy sobie spokój z serem sulguni niech w tej potrawie zagości jakiś inny ser bardziej dostępny, ale niech go będzie czuć. O sosie, który podaje się do tego dania, czyli adżika to już nie wspomnę, bo musiałbym użyć jakiegoś wulgaryzmu. Szanowny kucharzu, a co z czanachi? Za 38 zł serwowana jest miseczka z tłustą jagnięciną w warzywach. Porcja, pomijając jej smak, jest żałosnych rozmiarów. Wystrój lokalu pozostawia też wiele do życzenia. O co tu chodzi? Nie wiem jak długo znajdą się klienci dający się omamić tą namiastką Gruzji, ale nie wróżę dobrej przyszłości temu „lokalowi”. Jedno co serwują dobre, to wina - tak niedoceniane w Polsce. Tak, wina gruzińskie bez wątpienia zasługują na uwagę. Dobrze, że kucharz z Gaumarjos nie ma wpływu na ich smak. Niestety samo wino to za mało, żeby zachęcić mnie kiedykolwiek na powrót do tego… No właśnie do czego?… Restauracja to bez wątpienia nie jest.

    Data wizyty w lokalu: 11 listopada 2013

    4 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • 4stronysmaku 26 recenzji

    22.10.2013, 14:23 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Czy ja wiem...

    Do tej restauracji chciałem trafić od momentu, kiedy pojawiła się w kuchennych rewolucjach. Jestem wielkim fanem kuchni pd Europy. Pojawiłem się tam dopiero rok później.

    Lokal jest bardzo mały. Kilka miejsc na dole. Może 20 krzeseł na górze. Pierwszym zdziwieniem było to, że w tygodniu trzeba było mieć rezerwacje!! Na szczęście w środę wieczorem udało nam się zdobyć dwuosobowy stolik.
    Kelner nieco zabiegany - chyba sam obsługiwał sale. Po 20 min otrzymaliśmy napoje (przepyszna oranżada gruszkowa, polecam). Niewiele później jedzenie. Zupa gupta - pomidorowo-paprykowa z klopsikami z baraniny. Przyzwoita. Lekki posmak kolendry. Niewiele więcej pamiętam. Zdecydowanie zawiodły mnie Chinkali - duże pierożki mięsne, w których po rozgryzieniu powinien wypłynąć rosół. Ciasto było ok, mięso totalnie niedoprawione, a zamiast rosołu była woda.

    Z ciekawych informacji - w restauracji tej nie działają komórki. Brak tam jest zasięgu, a żeby zadzwonić lub zapłacić kartą trzeba stanąć przy szybie. Na dole restauracji znajduje się sklep z winami mołdawskimi, niestety sprzedawczyni nie znała się kompletnie na nich i niewiele mogła doradzić.

    Magda Gessler zrobiła reklamę gruzińskiej restauracji Guamarjos, niestety to co zastałem w środku różniło się od tego co było w telewizji. Brak rodzinnej atmosfery, tłok, ciasnota, zabiegany kelner, jedzenie przeciętne i słabo doprawione. Jedyne co polecam to oranżada. Ale ją można nabyć też w innych gruzińskich knajpach. Nie wrócę tam.

    Data wizyty w lokalu: 17 października 2013

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Warszawa

Ładowanie wyników...