Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Charlotte. Chleb i Wino

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie miejscowość: Warszawa , dzielnica: Śródmieście
2.7
liczba opinii: 84 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 9 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 13 gastronautów

al. Wyzwolenia 18 00-570 Warszawa (wejście od Placu Zbawiciela)
tel: (22) 628-44-59
typ lokalu: winiarnia, piekarnia typ kuchni: kanapki, przekąski cena dania głównego: poniżej 20 zł
godziny otwarcia
menu

opinie gastronautów (84)

  • kate.s 50 recenzji

    08.06.2014, 14:52 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Smacznie i tanio w tłumie pod tęczą

    Jakoś długo omijałam Charlotte. Bo nie lubię chodzić w miejsca, w które wszyscy chodzą. I faktycznie, kiedy już tam trafiłam – trochę przypadkiem – to przekonałam się, że są tam wszyscy!

    W ciepły, wczesny piątkowy wieczór tłumy wprost wylewały z lokalu na plac. I wszyscy byli bardzo na czasie. I było celebrycko, i były laptopy z jabłuszkiem, i były też wąsy i brody, i fryzury i usta, skrojone według aktualnie obowiązujących trendów. I już myślałam, że będziemy stamtąd uciekać, gdy wtem zobaczyłam te wszystkie uśmiechające się do nas ze szklanej lady tartinki, kanapki, bułeczki, sery i desery... Nie udało się nam im oprzeć, choć byliśmy już po wizycie w innym lokalu, bardzo najedzeni.
    Daliśmy się skusić "wątróbkom a la Charlotte", tartinkom "francuski przysmak wieprzowy", tartinkom z miękkim serem i figą, fondantowi czekoladowemu i karafce wina.
    Wątróbki, w postaci pasztetu, były świetne – miały zdecydowany, bardzo wytrawny smak, posypane były grubymi kryształkami soli. Francuski przysmak wieprzowy – czyli coś pomiędzy golonką a mielonką – także okazał się wyśmienity, podobnie, jak te tartinki z figą. Pieczywo w tym wszystkim świeżutkie, pachnące... I tylko trochę szkoda, że słabiej wypadł fondant – bo odrobinę za bardzo spieczony, nieco zbyt mleczny i trochę za mało gorzki. Dał się jednak zjeść bez przykrości. A winko – choć mierne, to tanie, więc także nie było powodów, by na nie narzekać.
    I aby zwieńczyć dzieła, na koniec za te przyjemności podano nam zaskakująco niski rachunek – grubo poniżej 100 zł.

    Uwiodła nas więc ta Charlotte. Uwiodła, mimo tego, że jest tak trendy, że tak oblegana i że ma ten dworcowy wystrój, przyprawiający o przygnębienie. Uwiodła nas pysznościami, zapachami, wyjątkową przystępnością ceny i tymi wszystkimi dzieciakami z obsługi, które jakimś cudem ogarniają ten kolorowy jarmark.

    Data wizyty w lokalu: maj 2014

    2 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • annbelleum 76 recenzji

    28.04.2014, 20:53 napisał:
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Porażka

    Przedziwne miejsce. Tłoczno, głośno, mnóstwo ludzi, kelnerzy biegają w tę i z powrotem, każdy gość totalnie nieobecny, żyjący w swoim świecie...

    Na plus na pewno są stoliki na zewnątrz, jednak trudno znaleźć jakiś wolny. W środku mało miejsca. Stoi niby wielki stół na środku, który pewnie w teorii ma zbliżać klientów, jednak siedząc i obserwując ludzi przy nim siedzących przekonałam się, że każdy i tak zajęty był swoją osobą.

    Co do jedzenia... Wszystko wygląda apetycznie, być może takie jest. Ja zamówiłam kawę i w życiu nie piłam gorszej. Plusem jest na pewno wypiekanie pieczywa na miejscu.

    Obsługa... Z pewnością otwarta na klienta, jednak nieco jakby "hipsterska".

    Myślę, że samo miejsce jest stworzone dla prawdziwych indywidualistów.

    Data wizyty w lokalu: kwiecień 2014

    3 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Marsa 162 recenzje

    03.01.2014, 21:31 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    W miejskim rytmie życia

    Zwykle trafiam tam na późne, leniwe śniadanie albo na popołudniowe wino z przyjaciółką. Charlotte zimą to cieplutkie od pieców i pachnącym pysznie wnętrze, latem przyjemny cień monumentalnych filarów w ogródku. Zawsze tłoczno, gwar, ruch, szum rozmów, brzdęk filiżanek, szmer ekspresów do kawy. Prawdziwie miejskie życie i nieustająca od kilku lat popularność tego miejsca świadczy jak bardzo lubiany jest taki właśnie klimat. Ze śniadań moim faworytem jest: Śniadanie Charlotte (15 PLN) koszyk świeżego chleba, prawdziwa, domowy dżem lub czekolada Charlotte, kawa lub herbata do wyboru. Konfitury z całymi, aromatycznymi kawałkami owoców są absolutnie bezkonkurencyjne, a można wybierać pomiędzy truskawkową, pomarańczową i malinową, z czekolad serwują klasykę jak i białą (ta z ugwai na to, że jest bardzo słodka, osobiście mniej przypadła mi do gustu). Również godne polecenia, choć bardziej wyrafinowane jest Śniadanie Charles (25PLN) to również koszyk świeżego chleba, konfitura lub czekolada oraz ciepły napój, a także jajko sadzone albo gotowane i…. kieliszek pysznego musującego wina. Jeśli chodzi o inne dania, bardzo lubię prostą sałatę Chèvre chaud (18PLN) z dodatkiem podpiekanych kromek pszennego pieczywa z kozim serem, orzeszkami pinii i miodowym vinaigrette oraz Assiette de charcuterie (11 PLN) czyli kompozycji wędlin i przysmaków francuskich z grillowanym chlebem Charlotte; wino domowe serwowane w karafkach stanowi niezłe dopełnienie całości. Z uwagi na nieustające tłumy gości niestety dość długo trzeba czekać na realizację zamówienia, ale obsługa jest miła, dwoi się i troi, aby sprostać sytuacji.

    2 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kornelia 312 recenzji

    15.10.2013, 17:47 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wzorcowa miejska knajpka

    Uwielbiam Charlotte. Czy teraz w modzie jest narzekanie na to miejsce?
    Rano zamawiam tam kawę z magdalenką albo francuski omlet z kozim serem, w ciągu dnia doskonałe kanapki z rozbefem, z serem plesniowym i miodem lub z szynką suszoną i karczochami. Wieczorem i w nocy zamawiam kir, karafke przyzwoitego wina, sałatkę nicejską albo z karczochami. Jestem absolutnie zachwycona ich chlebem i winem, nigdy nie miałam żadnych uwag do innych zamawianych potraw. Co więcej, podziwiam ich powtarzalność - jest wiele lokali, które po świetnym starcie z biegiem czasu spuszczają z tonu, w Charlotte nigdy nie miałam takiej myśli: kiedyś było lepsze. Na obsługę nie mam powodu narzekać (to mój sędziwy wiek?), lubię patrzeć jak sprawnie ogarniają te tłumy; a w ostatnich miesiącach widać, że menadzerki zmiany reagują natychmiast w razie jakiś problemów. Ceny w odniesienu do jakości są więcej niż dobre. Charlotte, trwaj!

    1 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Justine-Sonia 54 recenzje

    29.01.2014, 10:47 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie przepadam

    Charlotte to lokal bardzo modny, a ja preferuję zasadę, że często najlepsze jest to, co bywa w tzw. "podziemiu" - nie raz mało widoczne, trudno trafić, pokręcone, zakręcone, niewylansowane przez nikogo, a na końcu niespodzianka! Oto znajdujemy się w miejscu nadzwyczajnym, do którego wracamy wraz z grupą wtajemniczonych. Charlotte miejscem nadzwyczajnym nie jest, za to na pewno jest miejscem przereklamowanym. Nie znoszę tłumów, a tutaj roi się od głośnej publiki; jest lepko, ciasno, gwarno i przez to odstraszająco. Trudno dziwić się obsłudze, która średnio nadąża z realizacją zamówień - mam wrażenie, że święty nie wytrzymałby tej ciężkiej jak głaz atmosfery. Piliśmy tu z Mężem kawę, herbatę, jedliśmy kanapki na ciepło i raz wybraliśmy jeden z deserów. Nic szczególnego (i jeśli chodzi o smak, i gdy wziąć pod uwagę sposób podania), wolimy konkrety, a tychże jest w menu bardzo mało. Sam wystrój z ciasno usytuowanymi miejscówkami i wielkim stołem pośrodku nie zachęca do intymnych spotkań; nie da rady pogadać tak, by nie zostać usłyszanym przez sąsiada... Atmosfera jest tak duszna, że topór można powiesić. Do toalety prowadzą jakieś wysokie schody (wystarczą wysokie szpilki, by zniechęcić się do wyprawy na dół). Pora na plusy: fajnie, że ktoś zrealizował pomysł założenia knajpki, która przypadła do gustu wielu warszawiakom. Pomimo, że absolutnie nie jest to miejsce trafiające w moje gusta i potrzeby, zasługuje na jako takie uznanie ze względu na naturalne produkty, które można tu kupić. My wpadamy czasem do Charlotte po bochenek chleba, czy kilka bułek na domowe potrzeby. Pieczywo bez polepszaczy to jest to, choć dziś już można spotkać kilka piekarni, oferujących takowe (a nawet smaczniejsze niż w Charlotte). Chwalę założenie, żeby używać w gastronomii produktów naturalnych, bez zbędnej chemii (w dobie nawału tzw. "ludzkiej paszy" z wielką ilością konserwantów to naprawdę duża zaleta). Jako miłośniczka herbaty mam ochotę zakupić tutaj francuską w puszce, wejdę też kiedyś po konfitury, czy czekolady, bo lubię próbować takich ciekawostek. Ale wstąpię z pewnością tylko po to, by kupić co trzeba i szybko stąd wyjść. Zwyczajnie duszę się w takich miejscach.

    8 z 9 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • spiseg-kulinarny 5 recenzji

    16.06.2014, 17:51 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Walka na śmierć i życie

    Do Charlotte na Placu Zbawiciela wybrałam się dwa razy. Za pierwszym jadłam kanapkę i piłam wino, w porządku było. Tłum niemiłosierny, pan kelner jak dziecko we mgle, połowę rzeczy do rachunku zapomniał dopisać (co właściwie powinno iść na plus tego miejsca, ale jakoś tak głupio wychodzić chyłkiem, za darmo się najeść - więc mimo, że z Krakowa, to jednak zgłosiłam). Palcem więc wskazałam najpierw na talerz swój, na którym kanapka, potem na rachunek, na którym kanapki nie było. "Hoho" odparł kelner do głębi wstrząśnięty, "nie wiem, jak to możliwe". Sama należę do osób, które zapominają spodni założyć, kiedy wychodzą z przymierzalni, więc wybaczyłam. Wróciłam po raz drugi i trzeciego razu nie będzie. Poniedziałek, godzina 11, tłumu nie było, a mimo wszystko huk taki, że aby złożyć zamówienie kelnerkę musiałam chwytać za ramię, jak w tych knajpach francuskich odwiedzanych przez niemieckich żołnierzy w trakcie II wojny światowej (tyle do do tamtych się wchodziło po schodach i kelnerki nie za ramię, a za tyłek chwytało, będąc przy tym wąsatym i ospałym). Udało mi się zamówić to, co zawsze zamawiałam w Krakowie - śniadanie Charlotte. W Krakowie była to rzecz wspaniała: koszyczek pysznego, ciepłego jeszcze pieczywa różnego typu i rozmiaru, do tego kawa i według uznania: dżemy, konfitury lub czekolada. Czekałam na zamówienie i się rozglądałam: do stolika obok dosiadła się większa ekipa, starsza kobieta wyciągnęła aparat fotograficzny i ryknęła wszem i wobec: zdjęcie z przodka zrobię, to w końcu Charlotte - i faktycznie, wyleciała na ten przodek i obfotografowała wejście i szyld nad wejściem. Było to bardzo miłe i pozwalało delektować się świadomością, że człowiek, który spożywa w takim lokalu, lepszy jest niż inni - świadomość taka zawsze przecież cieszy, zwłaszcza jeśli ktoś jest bufonem, a ja jestem. No, ale dostałam w końcu swoje zamówienie i mina mi zrzedła. Pieczywo czerstwe, paskudne, nie takie. Kawa dostarczana 15 minut po całym śniadaniu, gardło nią sobie można co najwyżej przepłukać. Najgorsze jednak dopiero miało nadejść - posmarowałam sobie właśnie dżemem ostatnią kromkę chleba i kierowałam nią do ust, kiedy nagle, jak spod ziemi, wyrósł kelner i słoik zabrał. Po prostu. Bez słowa wyjaśnienia, widać - przy innym stoliku ktoś bardziej dżemu potrzebował, takich oczywistości się nie tłumaczy. Wziął i uciekł, a ja zastygłam. Bo co teraz? Zerwać się i sadząc poprzez kałuże na Placu Zbawiciela kelnera doścignąć, słoik mu wyrwać, triumfalnie powrócić? A jak kiedy kanapkę czy kubek z kawą zabierze i odda bardziej potrzebującym? I co to, kurczę, Robin Hood?
    Podsumowując: dżem truskawkowy dobry, czekolada biała dobra, co z tego, atmosfera beznadziejna, tłok wściekły, kelner łupi i biednym oddaje i bez słowa wyjaśnienia to wszystko. Tylko dla miłośników gatunku.

    Data wizyty w lokalu: czerwiec 2014

    20 z 21 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • odlo78 2 recenzje

    08.07.2014, 09:43 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bardziej do po-siedzenia niż po-jedzenia

    Na pewno nie jest to knajpka dla każdego. Nie odnajdzie się w niej perfekcjonista oczekujący doskonałego serwisu, ani chcący na szybko zapełnić żołądek. To miejsca w którym najważniejsza jest miła rozmowa za znajomymi / kelnerami / sąsiadami ze stolika, dopiero gdzieś w tle doprawiona nieśpieszną konsumpcją. Zdecydowanie ważniejsze jest chłonąć atmosferę niż pochłaniać to co na talerzu. Taką świadomość trzeba mieć przekraczając progi Charlotte i dopiero wtedy możemy poczuć plusy tego miejsca. Zaganianie kelnera, oczekiwanie na zamówienie, ''obdrapane'' wnętrze przy odrobinie tolerancji z naszej strony nabierają uroku. Menu bardziej niż poprawne (croissanty migdałowe dorównują paryskim, croque mr również), generalnie warto odwiedzić na nieśpieszne śniadanko.

    Data wizyty w lokalu: marzec 2014

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • grzech 10 recenzji

    12.01.2014, 17:32 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wino i czasem chleb

    Charlotte ma tą cudowną właściwość, że jest blisko mnie i można napić się tanio wina. Dodatkowo jestem uzależniony od niektórych słodkich wypieków (warkocz, bułka z migdałami...). Kanapki z tuńczykiem czy rostbefem idealne do przełknięcia na śniadanie, obiad czy kolację. Przy większym głodzie można spróbować croque madame czy monsieur (ale uwaga na ser, trafiał się niezjadliwy).
    A poza jedzeniem miła atmosfera i dużo słońca. Tylko tyle i aż tyle :).

    Aaa i jeszcze jedno. Idealne dla osób z małym budżetem, które lubią długo siedzieć przy stoliku przy kawie. Obsługa wspiera takie inicjatywy ekstremalną powolnością w zbieraniu i realizowaniu zamówień ;).

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • carlos_inez 179 recenzji

    13.05.2013, 15:56 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Śniadanie u Charlotte

    Jedliście kiedyś śniadanie w południe!? Pewnie, że tak ;) mnie się zdarzyło ostatnio w WWA. Czy trudno było trafić w jakieś sensowne i podające o tej nieludzkiej porze śniadania miejsce? No właśnie nie, czekało tuż za rogiem. Dosłownie. I tu zdziwienie u Charlotte pora śniadaniowa trwa od 7 do 23. Pysznie, czyż nie :).

    To francuskie bistro, więc i śniadania odpowiednie - kawa w dużej ilości i croissanty. Ale spokojnie coś konkretniejszego też podają, choć rogaliki z malinowym nadzieniem są super.
    Zdecydowaliśmy się na specjalność zakładu croque- madame czyli zapiekaną kanapkę z indykiem, serem gruyere, beszamelem i jajkiem sadzonym. Ogrom porcji przeszedł moje oczekiwania - cztery spore kawałki złożonego na pół chleba opieczone serem z wierzchu plus jajo na samym szczycie. Ba, nawet powątpiewałem czy dam radę i czy aby mi nie zaszkodzi. Nie zaszkodziło. To zasługa świeżości produktów - Charlotte ma własną piekarnię i przyzwoitych, jak sądzę dostawców. Smacznie.

    We wnętrzu najbardziej spodobał mi się ogromny, postawiony na środku sali stół. Nie od dziś wiadomo, że stół zbliża- u Charlotte zbliża ludzi z całego świata.

    Podobno filia działa także w Krakowie. To co. W przyszłą niedzielę tak gdzieś koło 13 przy wielkim stole :).

    Data wizyty w lokalu: 12 maja 2013

    2 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • xmargot 1 recenzja

    14.06.2014, 12:10 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Modna tragedia

    Poszliśmy na śniadanie do Charlotte, tak tylko zobaczyć, gdzie wszyscy chodzą. W moim śniadaniu miało być pieczywo z dodatkami, napój i jajko sadzone. Pierwsza przyszła kawa mojej koleżanki, na pustym stoliku. Potem dwa jajka sadzone dla mnie i dla mojego przyjaciela - oba zimne, jakby stały i czekały od rana. Poza tym, rozlane i "ozdobione" dwoma połówkami zwiędłego pomidorka koktajlowego - wyglądał przekomicznie. Zwróciliśmy je do kuchni, w międzyczasie przyszło pieczywo i masło razem z czterema talerzykami na pięć osób. Wróciła pani, u której reklamowaliśmy nasze jajka i nieprzyjemnie zapytała "To wy od zimnych jajek?".
    O dodatki do chleba musieliśmy się dopraszać. Przynajmniej one były niezłe.
    Wolna, nieprzyjemna obsługa, ignorująca klienta (była tylko jedna kelnerka, która zdawała się nieco ogarniać), niedbale przygotowane posiłki, a to wszystko w tłumie ludzi, przy stłoczonych stolikach. Bo przecież to Charlotte.

    Data wizyty w lokalu: 13 czerwca 2014

    7 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Warszawa

Ładowanie wyników...