Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Kawiarnia Kamea

gdzie jesteś? województwo: wielkopolskie miejscowość: Poznań , dzielnica: Stare Miasto
3.8
liczba opinii: 16 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 0 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 2 gastronautów

ul. Wroniecka 22 61-763 Poznań (lokal przeniesiony z ul. Żydowskiej)
tel: (61) 851-72-11
typ lokalu: kawiarnia typ kuchni: desery, kanapki, sałatki, przekąski cena dania głównego: poniżej 20 zł
godziny otwarcia
menu

opinie gastronautów (16)

  • pillage 49 recenzji

    04.05.2014, 21:51 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Taka sobie ta Kamea

    Ceglana piwnica i przerażające zimno nie zachęcają do długiej wizyty, jednak na parterze i ogródku zupełnie inna atmosfera, pogodnie i przytulnie.

    Sernik, porcja mała w stosunku do ceny, ale może to i lepiej, ponieważ był on przeciętny, bez rodzynek i lukru, wersja minimalistyczna, pyszna za to była bita na miejscu śmietana.

    Deser Polka, mus gruszkowy był bez wyrazu i zbyt wodnisty, lody bardzo dobre i kremowe, niestety czekolada do polewania deserów była mleczna, rozwodniona i zbyt słodka, całość przez to była mdła.

    Deser Gruszki Heleny, ten sam problem co powyżej, jedyną różnicą były kawałki gruszki zamiast musu.

    Deser Czardasz, bardzo smaczne połączenie lodów waniliowych, czekoladowa bita śmietana i czereśnie (uwaga na zęby... pestki), zdecydowany faworyt wieczoru.


    Wesoła truskawka, czyli kefir zmiksowany z truskawkami okraszony truskawką, orzeźwiający, przyjemnie się go piło.

    Herbata Kamea z m.in. migdałami, ostem czy goździkami, bardzo smaczna i rozgrzewająca.

    Kawa jak w większości miejsc przeciętna, przelatuje przez portafilter w mgnieniu oka co odbija się na smaku.

    Niestety w kawiarni pracują tylko dwie kelnerki co odbija się na czasie realizacji zamówień, jednakże obsługująca nas Pani była bardzo miła i zorientowana w menu, apelujemy o montaż windy kuchennej dla wygody i wydajności kelnerek, strome schody bywają niebezpieczne.


    Ani źle ani dobrze, wrócimy aby się upewnić.

    Data wizyty w lokalu: 04 maja 2014

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • smak_tradycji 15 recenzji

    03.06.2013, 17:06 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Przemiłe miejsce

    Uwielbiam tego typu miejsca: przyjemne wnętrze, pachnie kawą i czekoladą, dobra obsługa a przede wszystkim pyszne desery lodowe. Takiego wyboru różnych deserów chyba nie ma w innym miejscu w Poznaniu. Do tego od wejścia wita nas aromat kawy zmieszanej z zapachem czekolady. Polecam! Na plotki i randki!

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • picard 8 recenzji

    08.07.2013, 14:54 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jadłem lepsze szarlotki

    Zachęcony przez znajomych opowieściami o magicznych deserach, odwiedziliśmy ten lokal, ja zamówiłem szarlotkę z lodami i bitą śmietaną, podana prawie nienagannie, jednak sama szarlotka mogła by mieć mniej mokrą i bardziej kruchą kruszonkę, ale nie w tym problem, przede wszystkim niewybaczalnym błędem jest bezmyślne krojenie jabłek do szarlotki. Dla mnie nie ma nic gorszego niż wyciągnie spomiędzy zębów łusek ze źle obranych jabłek, w miarę jedzenia znalazłem cztery konkretne łuski, co skutecznie zepsuło mi przyjemność jedzenia, dodatkowo całość posypana była wiórkami z gorzkiej czekolady, co przy wytrawnej bitej śmietanie i dość wytrawnej szarlotce, sprawiało, że dla mnie całość była jednak zbyt gorzka, mimo że fanem bardzo słodkich deserów nie jestem.

    Żona zamówiła "truskawki z Milanówka" i otrzymała wielką górę bitej śmietany z gdzieniegdzie powtykanymi cząstkami truskawek, jeśli coś się nazywa "truskawki", a nie "bita śmietana", to truskawek powinno być jednak moim zdaniem więcej, szczególnie teraz w sezonie truskawkowym, kiedy o nie łatwo - przyoszczędziłbym na bitej śmietanie i zainwestował w więcej truskawek.

    W kwestii wystroju, a szczególnie obsługi przyczepić się do niczego nie można.

    Data wizyty w lokalu: 07 lipca 2013

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • bywam_jadam 10 recenzji

    05.05.2013, 21:53 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rewelacyjny poziom od lat

    Do Kamei udałam się dzisiaj z dzieckiem po spacerze na zalanym słońcem rynku. Bywałam w poprzedniej lokalizacji całe studia, ale dziś po raz pierwszy w nowym miejscu i... wróciły doznania sprzed lat. Deser (rumba/tango albo jakaś inna taneczna nazwa:) pełen bakalii, owoców z pyszna śmietaną. Do tego doskonała kawa. Jak wcześniej na Żydowskiej nienaganna przemiła obsługa. Polecam jako rewelacyjną formę zakończenia spaceru po Rynku.

    Data wizyty w lokalu: 05 maja 2013

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Agary 7 recenzji

    20.07.2013, 20:51 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Desery wodzące na pokuszenie...

    Odkrycie Kawiarni Kamea było dla mnie odkryciem prawdziwych deserów. Są przepyszne, a przy tym wyglądają obłędnie i są podawane przez bardzo uprzejmą obsługę. Nie pamiętam nazw deserów; jednak każdy z nas zamówił jakiś inny przysmak i każdy był bardzo zadowolony. Miłe, że mimo ustalonego menu, można wymieniać smaki lodów w deserach na bardziej lubiane.
    Wystrój lokalu bardzo przyjemny, elegancki, gustowny, choć dla mnie jest tam nieco zbyt ciemno. Fajny klimat panuje w ogródku, który można zadaszyć. Można nacieszyć i oczy, i kubki smakowe. Polecam!

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Befana 3 recenzje

    19.01.2013, 23:18 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nijak... niestety

    Pamiętam jeszcze Kameę z ul. Żydowskiej i zawsze miło wspominałam. Na Wronieckiej byłam po raz drugi i chyba ostatni... niestety.
    Sam lokal ładny: ciepło, przytulnie i wygodnie. Niestety, co do napojów i jedzenia sporo zastrzeżeń:
    Tost (Presto) z serem i szynką / dwa kawałki tostowego chleba, na wierzchu zapieczony żółty ser i niewielki kawałek szyneczki / do tego kawałek sałaty, pomidorka, kilka plasterków papryki i ogórka konserwowego / dobre, ale trochę nijakie i bez ładu i składu / 15 zł!
    Panino (czyli kanapka) niby miała być włoską bułką, nie bardzo wiem, co przez to rozumieją, bo bułka była po prostu bułką i tyle (jedzona przez Włocha, więc mogę z całą pewnością powiedzieć, że włoska nie była). W sumie pomysł fajny, bo składniki wybiera się samemu. Ta miała być z szynką, serem pleśniowym i ruccolą (ostatecznie była bez, bo się skończyła) a przyszła w formie zwykłej złożonej bułki, ni to dużej, ni to małej, jeden plasterek szynki i sporo sera + sos. Rewelacji nie było. Mniej więcej takie serwowali mi w bufecie na uniwerku, tylko bardziej na bogato. No ale była zapieczona i chrupiąca. No i cena 8 zł, więc jeszcze...

    Rollsy, tak się chyba nazywają, czyli tortilla z szynka i serem + ciekawy sos z ziarnami gorczycy z ręką na sercu przyznam, że się bronią!

    Gwoździem do trumny, przynajmniej tego spotkania, okazała się herbata! Tak, tak zwykły Earl Gray, a właściwie, jak się potem okazało, wcale nie taki zwykły. Przyznam, nie jestem jakąś szaloną fanatyczką herbat, ale tę akurat uwielbiam i pije prawie codziennie. Ale do rzeczy:
    W domu normalnie pijam herbaty liściaste, tzw. sypane, przyzwyczaiłam się już, że w restauracjach i kawiarniach podają jednak w "eleganckich" siateczkach (bynajmniej nie z supermarketu) lub w metalowych koszyczkach. Tym samym klient sam może zadecydować, jak mocno owa herbata ma się "zaciągnąć". I tu pierwsze zaskoczenie - herbatę dostałam sypaną i już zalaną. Jak mnie potem zapewniał właściciel&manager restauracji, podobno to ostatnio norma w Poznaniu (osobiście nie zauważyłam). Po drugie Earl Gray-a kocham za zdecydowanie wyczuwalny zapach i smak bergamotki, a to co dostałam, czymś niby pachniało, ale na pewno nie bergamotką! Tu również zostałam przez właściciela\managera poinformowana, że to na pewno Earl Gray jest tylko lepszego gatunku, więc bergamotki tak nie czuć, ponoć dodaje jej się więcej przy gorszych gatunkach herbaty, aby ukryć inne wady! A tę specjalnie ściągają na zamówienie (nie pamiętam skąd), więc jest na pewno tym, za co się podaje.

    Oczywiście pokazano mi puszkę z herbatą, a właściwie z tym, co zostało, bo było tylko trochę resztek na dnie, puszka nie firmowa a po powąchaniu nadal bergamotki ani śladu.

    I tym samym pozostał mi spory niesmak po braku smaku bergamotki :( i średnio przekonywujących opowieściach właściciela.
    Na plus, naprawdę duży, dodam, że obsługa była przesympatyczna. Akurat nas obsługiwał chłopak, który drugi dzień był w pracy, ale starał się niesamowicie i ogromne brawa!

    Na minus / czas oczekiwania na dania, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich prostotę i raczej pusty lokal, nieprawdopodobnie długi! Do tego nie podano wszystkiego razem, jedna osoba już prawie wszystko zjadła, zanim ostatnia dostała swój talerz.

    Podsumowując: nijak, niby nie jest źle, ale przy tak szalonej konkurencji i wcześniejszej historii tego lokalu naprawdę nie tego się spodziewałam... niestety.

    Data wizyty w lokalu: 19 stycznia 2013

    0 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • martuchru 4 recenzje

    20.10.2012, 22:35 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Naprawdę polecam!

    Wchodząc do Kamei, od razu weszłam w inny świat: przy pianinie chłopak grał "Au Champs Elysee" na przemian z muzyką z Amelii - świetnie, dźwięki prawdziwego instrumentu!
    Przywitał nas przemiły kelner, usiedliśmy w ogródku i zjadłam tam najpyszniejsze lody (to był puchar czekoladowy z orzechami).
    Wystrój klasyczny, elegancki, świetne miejsce na spotkania różnego charakteru, zaś ogródek jednocześnie zamykany, lecz z dostępem do świeżego powietrza.
    Kelner obsługiwał nas z taką gracją, jakiej nie spotkałam już od bardzo dawna. Uprzejmy i pomocny.
    Wrócę do Kamei na pewno!

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • ty_mek 1 recenzja

    11.02.2013, 20:54 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Befana chyba pomyliła kawiarnie

    Befana prawdopodobnie pomyliła Kamee jedna jest na Wronieckiej, druga na Wrocławskiej i z tego opisu wynika, że byłaś raczej w tej drugiej. Jestem bywalcem Kamei (jeszcze z czasów ul. Żydowskiej) i polecam tylko tą z Wronieckiej. Jednak znając kartę na pamięć wiem, że tam nie podają nieczego takiego jak Rollsy, Panino a tost Presto jest 1 tostem z ogromną ilością sałat i warzyw. Dodatkowo herbata Earl Gray pachnie tam bergamotką wręcz wybitnie :) Rzeczywiście na Wrocławskiej jest dość kiepskawo jeśli chodzi o standardy, za to samo miejsce jest ciekawe. Wroniecka jednak w 100% zachowuje standardy z Żydowskiej. Mała pomyłka, a szkodzi nie temu co trzeba :).

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • hertusia 1 recenzja

    29.06.2012, 11:22 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wszystko OK!

    Regularnie raz w miesiącu spotykam się z koleżankami w Kamei na Wronieckiej, bardzo lubię tu wracać i naprawdę nie rozumiem tych negatywnych opinii, jakie tutaj przeczytałam, wnętrze w bardzo miłym, subtelnym klimacie, rewelacyjny wystrój (na każdą okazję np. święta, pory roku ), co tu dużo mówić - wspoomniana tutaj kruszonka migdałowa - dla mnie "mistrzostwo świata" - oczywiście trzeba na nią poczekać ok. 20 min - o czym Pani kelnerka uprzejmie informuje w momencie składania zamówienia, ale WARTO, do tego wiem, że jest ona robiona "na świeżo", a nie odgrzewana, desery lodowe przyrządzone z niesamowitą finezją, podobnie jak pozostałe dania z karty np. tosty, sałatki - aż miło patrzeć (i żal jeść - tak pięknie wyglądają), moim zdaniem ocena jak najbardziej pozytywna, a niektórzy - no cóż - lubią narzekać - taka nasza cecha narodowa - SZKODA.

    Data wizyty w lokalu: 22 czerwca 2012

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Anathema9 18 recenzji

    26.08.2011, 22:25 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Coraz gorzej

    W Kamei na Wronieckiej byłam 3 razy w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Pierwsza wizyta była krótka - tylko jakiś drink z koleżanką. Potem było większe spotkanie z koleżankami, które mimo licznych wpadek obsługi upłynęło w przyjemnej atmosferze. Trzecia wizyta (chyba ostatnio) miała miejsce kilka dni temu z okazji corocznego spotkania firmowego. Pierwszy minus- zaproponowano nam wino białe w temperaturze pokojowej (w upał 30-stopniowy...) w kieliszkach do czerwonego wina. Deska serów (spoza karty): zbiór mozzarelli przez fetę, po zwykły żółty ser w plastrach (nic z tego nie nadaje się do jedzenia w formie takiej deski) i nadzianych na wykałaczki wraz z kawałkami chleba tostowego. Pani kelnerka (zresztą bardzo miła) zapomniała wpierw o zamówionej wodzie, potem o obiecanych talerzykach do serów, a następnie o sałatce koleżanki. A był to zwykły dzień tygodnia i Kamea nie była pełna...Chyba już nie wrócę, bo nie warto...

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Poznań

Ładowanie wyników...