Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Gościniec Kołomyja

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie miejscowość: Konstancin-Jeziorna
3.4
liczba opinii: 49 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 1 gastronauty

do tego lokalu wybiera się 1 gastronauta

ul. Warszawska 3 05-520 Konstancin-Jeziorna (Gościniec Kołomyja pozostaje na ulicy Warszawskiej 3) Zarezerwuj stolik on-line
tel: (22) 754-05-94
typ lokalu: gospoda, karczma typ kuchni: ukraińska, polska, staropolska, kresowa cena dania głównego: 40 - 60 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (49)

  • Kashpir 135 recenzji

    31.10.2013, 22:31 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Całkiem nieźle

    Po poprzedniej wizycie ogródkowej w tym sezonie zaliczyliśmy wizytę przy stoliku wewnątrz Kołomyji. Wnętrza jak mniemam mają udawać jakiś szlachecki dworek, co nawet nieźle wychodzi. Ceny odpowiednio wysokie, także przypadkowych gości raczej tutaj brak - przy znaczącej ilości stolików widać całe rodziny, elegancko ubrane i świętujące jakieś imieniny, urodziny lub inne jubileusze.

    Jeśli chodzi o sprawy kulinarne to tym razem zamówiliśmy przysmak kresowy, soljankę, pielmieni, łopatkę baranię z kartaczem, buraczkami oraz grilowaną cukinią i papryką. Przysmak kresowy to cienko krojona wołowina w czosnkowej bejcy z cebulką - wyśmienita. Tutejsza soljanka okazała się bardzo smaczna, podobnie pielmieni mięsne z masełkiem i śmietaną. Wpadką natomiast okazała się baranina. Mięso raczej żylaste, prawie pół porcji zostało na talerzu, fajny kartacz natomiast reszta dodatków taka sobie.

    Obsługa ok, ceny jak już wspomniałem wysokie (dania mięsne od 38 zł w górę). A za słabe danie główne niżej wypada tym razem stosunek jakość/cena. Warto czasem zapolować na kupony zniżkowe, wtedy Kołomyja staje bardziej przystępna.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Gitarra 2 recenzje

    05.04.2014, 23:59 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Lokal z przeszłościć

    Sobotni obiadek z moją ukochaną żoną całkiem przypadkowo zakończył się w Kołomyi. Nasamprzód zamówiliśmy żurek. Porcja była w sam raz na raz i bardzo smaczna. Starterek, jak to bywa w miejscach tego typu, to smalczyk i ogóreczki z pieczywem. Na drugie danie zamówiliśmy kurczaka z grilla, frytki i zestaw surówek oraz polędwiczki wieprzowe wraz z ziemniaki i mix salat. Porcje były w sam raz, choć kurczak grilowany był miejscami niedopieczony. Obsługa była bardzo miła. Brakowało tylko serwetek na naszym stoliku, choć pojawiły się w całkiem niedługim czasie. Lokal wart polecenia dla zabłąkanych włóczykijów.

    Data wizyty w lokalu: 05 kwietnia 2014, godz. 15:13

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • xenna-extra 73 recenzje

    11.03.2013, 18:25 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Stałe miejsce rodzinnych mitingów

    Do Kołomyji wpadaliśmy jeszcze, gdy mieściła się tam, gdzie obecna Gospoda Zalewajka. Do nowej lokalizacji zajrzeliśmy po pewnej przerwie, z pewną dozą niepewności, ale nie zawiedliśmy się i dość regularnie tam przyjeżdżamy.
    Wnętrze parteru urządzone jest przeróżnymi klimatycznymi meblami, nie od kompletu - chwyt powszechny, acz z dobrym efektem końcowym.
    Ale przejdźmy do meritum sprawy, czyli jedzenia - jest na naprawdę dobrym poziomie! Moje hity póki co to pieczona łopatka barania na skwierczącym żeliwnym półmisku i ragout z jelenia. Mięsiwa są bardzo aromatyczne i miękkie. Do gustu bardzo przypadła mi również zimowa herbata - z sokiem malinowym, miodem, goździkami, kawałkami jabłek - pycha! i gruszka w czekoladzie. Jako zagryzka klasycznie podawany jest smalczyk i chleb - zawsze świeży, polecam szczególnie ten z kminkiem!
    Obsługa jest bardzo zróżnicowana, często widuje się nowe twarze - ale zazwyczaj wszystko jest ok.
    Jedno co mi przeszkadza to momenty, w których zaczyna przygrywać "orkiestra"- czyli np. dwóch panów z akordeonem i gitarą. Wiem, że ma to w założeniu pasować do swojskiego klimatu, ale w momencie, w którym panowie staną nieopodal stolika, nie można usłyszeć własnych myśli, nie mówiąc o rozmowie z współbiesiadnikami.
    Ogólnie bardzo polecam, rodziny z dziećmi będą również zadowolone, szczególnie w weekendy- kiedy obecni są animatorzy i np. gotują z dziećmi. Ja jednak wolę te spokojniejsze chwile w Kołomyji - bez animatorów i grajków, za to z pysznym jedzeniem na stole.

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Magdaszumak 42 recenzje

    18.03.2013, 09:13 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wpadka na maksa...

    Nasz syn polubił Kołomyję rok temu, kiedy to w pewną ponurą niedzielę złapałam "lenia" i zaprosiłam rodzinę na krótki spacer po Konstancinie i obiad w Kołomyji. Był zachwycony... Dzieci mają tam w niedzielę prawdziwy raj, przemiła pani animatorka piekła z nimi ciacha, rozmawiała, fantastycznie umilała im czas oczekiwania na posiłek, który zazwyczaj w restauracjach generuje mnóstwo nieprzyjemności dla rodziców. Wtedy, rok temu, wszystko nam się podobało łącznie z rachunkiem: jedzenie, obsługa, wystrój.

    W lecie 2012 roku znowu tam byliśmy, za namową syna. Niestety, po 45 minutach oczekiwania przy stoliku na kelnera, zdecydowaliśmy się na powrót do domu i ugotowanie czegoś na własną rękę. Inaczej umarlibyśmy z głodu.

    Wczorajsza wizyta to była seria wpadek, na tyle niesympatycznych, że raczej nie wrócimy.

    Po pierwsze, usiedliśmy przy stole, który przez 30 minut był nie sprzątnięty. Prosiliśmy kelnera o sprzątnięcie, dopiero po dłuższym czasie zostaliśmy wysłuchani. Znowu czekanie... złożyliśmy zamówienie i .... znowu czekanie. Jak zauważyliśmy, sąsiednie stoliki otrzymały "czekadełka", my siedzieliśmy przy pustym stole. Głodni. Jak dostaliśmy napoje, wstąpiła w nas nadzieja, że jednak coś się ruszy. Po kolejnych 15 minutach syn dostał swój wyczekany barszcz z kołdunami, ja natomiast, zamiast zamówionej zupy rybnej (reklamowanej na tablicy przy wejściu jedynej, jaką mogłam zjeść, ze względu na dietę bezmięsną i bezmleczna), dostałam... soliankę z wielkim kleksem śmietany. Po informacji, że nie zamawiałam tego, pan kelner próbował mi to wcisnąć, mówiąc, że zupy rybnej nie ma... Powiedziałam, że tego NIE jadam i poproszę coś bez mięsa. Wybór był trudny, w końcu znaleźliśmy pierogi ruskie (7 szt. aż 23 zł!) - poprosiłam, żeby nie dawać śmietany ani skwarek - tylko smażoną cebulkę - bo nie jem mięsa i nabiału w większej ilości ze względu na alergię. Pan przyjął to do wiadomości. Czekamy dalej... Inne stoliki, widzimy też...

    Syn zachwycony możliwością skomponowania własnej pizzy w kąciku dla dzieci, opuścił sfrustrowanych i głodnych rodziców.

    Tymczasem mąż dostał kaczkę, którą zamówił taką jaka była w karcie - z pieczonymi ziemniaczkami i MODRĄ kapustą. Niestety, dostał z buraczkami, których nie cierpi. I znowu, jak przyszedł kelner, zapytaliśmy, dlaczego nie tak jak w menu. Odpowiedział nam, że zapomniał nas poinformować o tym, że menu się zmieniło. Zacisnęliśmy zęby, ja pokornie przyjęłam talerz pierogów ruskich (malutkich, przypominam 7 szt. za 23 zł) z... okrasą skwarkową. Stwierdziliśmy, że ten dzień jest dniem dla naszego syna, który jest szczęśliwy z panią animatorką i nie będziemy narzekać.

    Zamówiliśmy jeszcze deser dla syna, kelner przepraszał nas, że tak dużo pracy i wpadki się zdarzają. Nie mam pretensji do kelnera, ale do właścicieli, którzy najwyraźniej liczą na jednorazową sprzedaż, bo raczej wracać się tu, po 2,5 h pobytu, nie da. Zawsze, jak tu jesteśmy w weekend, jest problem z personelem, który dwoi i się troi, ale nie daje rady. No i rachunek za 1 zupę, 2 dania główne, deser, 2 cole (maleńka buteleczka aż 8 zł!) i piwo wyszedł absolutnie za wysoki - 127 zł.

    Dużo pozytywów dla wystroju i pani animatorki, która jest przesympatyczna, ale jej entuzjazm i urok makatek nie zniwelowały naszego poczucia, że zostaliśmy wystrychnięci na dudka przez właścicieli knajpy.

    Umiejscowiona w punkcie wylotowym z Konstancina, ewidentnie liczy na zamożnych mieszkańców tego elitarnego miasta oraz korzystających z walorów uzdrowiska Warszawiaków. Duży minus.

    13 z 14 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kklimka17 3 recenzje

    31.12.2013, 12:31 napisał:
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie wracam tam

    Od samego początku wiedziałam, że pewnie będę musiała trochę dłużej czekać na jedzenie tak jak w każdej restauracji w okresie, gdy odbywają się komunie, ale to co stało się w Kołomyi, było nie do pomyślenia. Nie mogę nawet ocenić jedzenia, gdyż nie miałam okazji go skosztować, po wyjściu z restauracji w gniewie, ponieważ czekałam z moją rodziną (2 inne osoby) około godziny i miałam już dosyć. Mało tego, osoby, które przychodziły nawet do 20 min. po nas, (nie ludzie, którzy byli częścią komunii) dostawały już swoje desery, gdy nawet nasze przystawki się nie pojawiły. Za każdym razem jak pytaliśmy obsługę jak długo jeszcze będziemy czekać, pracownicy nieprzyjemnie odpowiadali, że są pewni, że za około 5 min. Ceny też niestety nie mogę ocenić, ponieważ nawet, iż dostaliśmy przynajmniej nasze napoje, to na szczęście nie kazali nam za nie zapłacić, gdyż opowiedzieliśmy im jak słabo nas potraktowano. Jedyne co zasłużyło na pochwałę, to wystrój który bardzo mi się podobał, ponieważ wyglądał tak jakby było to wnętrze z dawnych czasów, ale i też większość rzeczy było z drewno, a mi się to podoba. (Oceniłam cenę jako "fatalnie", ponieważ musiałam ocenić przynajmniej trzy rzeczy, a i tak słyszałam od innych, że to nie rewelacja.)

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • emka56 5 recenzji

    07.09.2013, 18:27 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Warto wpadać i zjeść coś dobrego

    Byliśmy dzisiaj na obiedzie i muszę przyznać, że Gościniec trzyma klasę.
    Szybka, fachowa i dyskretna obsługa.
    Dobre kołduny, zarówno w rosole, jak i w barszczu czerwonym. Dobre sznycelki cielęce, świetny pomysł z placuszkami z cukinii. Dobra sałatka z kurczakiem i serem dziugas - choć ten ostatni w mikroskopijnej ilości, ale generalnie sos wyśmienity.
    Jeden minus to orkiestra grająca długo i głośno, występy należałoby przenieść do lokali z taką rozrywką.
    Ale będziemy wracali.

    Data wizyty w lokalu: 07 września 2013, godz. 15:00

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Kashpir 135 recenzji

    16.09.2012, 00:53 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
      nie oceniam
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobry grill

    Do Kołomyi zawitaliśmy przy okazji wycieczki rowerowej Kabaty-Konstancin. I powiem, że był to bardzo zacny postój. Posililiśmy się strawami, jak następuje:
    - wołowina w czosnkowej bejcy z cebulą, kaparami i chili;
    - pstrąg z grilla;
    - karkówka z grilla.
    Prawdę mówiąc, na dania z grilla zdecydowaliśmy się za namową kelnerki, bo w Gościńcu była jakaś impreza zorganizowana i najszybciej opcją dla takich klientów jak my miały być potrawy z grilla. Opcja okazała się bardzo dobra. Na dzień dobry, jeszcze przed zamówionymi daniami otrzymaliśmy czekadełko w postaci razowego pieczywa, smalcu i ogórków małosolnych. Nie pogardziliśmy. Zestaw bardzo smakowity i niebezpiecznie sycący ;).

    Przystawka, czyli wołowina w czosnkowej bejcy była świetna – nic dodać, nic ująć. Jedyne, na co można ponarzekać to fakt, że 100 g takiej przystawki kosztuje 29 zł.

    Oba dania z grilla bardzo dobre. Dobrze przyprawione i dobrze upieczone. Karkówka podawana z pieczonym ziemniakiem i dodatkowymi sosami, pstrąg zapiekany z wędzonym boczkiem. Może nie znakomite, ale na bardzo solidną czwórkę. Kucharze przy grillu w Kołomyi znają się na rzeczy.

    Siedzieliśmy w ogródku, korzystając z letnich promieni słonecznych, tak że nie oceniam wystroju. Na plus zaliczam specjalne miejsce na odstawienie rowerów. Ponadto specjalne atrakcje dla dzieciaków - opiekunka, ciasteczka itp. (przynajmniej w weekend). Lokal mieści się tuż przy głównej ulicy Konstancina i w ogródku nie było przez to zbyt cicho. Obsługa również bardzo dobra, choć przyszło nam chwilkę poczekać na rachunek. Generalnie miejsce godne polecenia, choć niezbyt przystępne cenowo.

    Data wizyty w lokalu: 22 czerwca 2012, godz. 15:00

    2 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • mkk5 8 recenzji

    05.05.2013, 19:25 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Gorsze menu grillowe niż w ubiegłym roku

    Czekałam z utęsknieniem na sezon grillowy w gościńcu, pamiętając poprzedni - pełen przepysznych dań, dużego wyboru w różnych cenach. Dziś pozostało kilka dań, raczej drogich. Widziałam, że zniknęły też niektóre sałatki. Szkoda.
    Dziś odnotowałam też duże zamieszanie w zakresie obsługi, mimo że Klientów nie było aż tak wielu, dostałam swoje danie z dużym opóźnieniem. Osoby, z którymi byłam dawno już zjadły. To są szczegóły, które mają kolosalne znaczenie. Przyszliśmy na wspólny, niedzielny, urodzinowy obiad..., a nie na szybką przekąskę.
    Jakościowo bez zarzutu.

    Data wizyty w lokalu: 05 maja 2013

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • jemmaliny 45 recenzji

    09.09.2012, 16:33 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Niestety, coraz gorzej się dzieje

    Kołomyja kiedyś miała renomę, pyszne jedzenie, starali się. Ale to było kiedyś.
    Znając już ten lokal nie wahałam się, gdy znalazłam kupony na jednym z portali zakupów grupowych.
    Już rezerwując stolik zapowiedziałam, że mam kupon, chyba dlatego kelner od razu był nastawiony, że zjemy "za darmo". Nie był zbyt sympatyczny.
    Na początek zawiodłam się, że nie dostaliśmy "czekadełka" w postaci smalczyku, ogóreczka i chlebka, co zawsze miało miejsce. Ale nie ma co się dziwić, w końcu "kuponowi" klienci są gorszej kategorii.
    Zamówiliśmy więc zupy. Niestety, dotarły po nas po długim oczekiwaniu i były zimne.
    Niezrażeni czekaliśmy na główne danie. Krewetki smażone na maśle. Tutaj na szczęście dużo lepiej. Krewetki zostały podane na patelni, więc były gorące. Czuć również, że świeże. Smaczne, chociaż jadałam lepsze. Może troszkę zabrakło wyrazistości smaku.
    Po tym daniu kelner zmienił podejście, ponieważ już przekroczyliśmy wartość kuponu, a jeszcze zamówiliśmy deser. Od razu pojawił się uśmiech i pytanie, czy wszystko nam smakuje, chociaż do tej pory mało go to obchodziło.
    Deser - tort bezowy, szału nie zrobił.
    Za to kelner żegnał nas, kłaniając się prawie do ziemi. Chyba nie spodziewał się napiwku od biedaków z kuponem.

    Do Kołomyi nie wrócę. Nie warto. Za taką jakość ceny są nieadekwatne. Wolę się wybrać do znanych i niezawodnych miejsc.

    Data wizyty w lokalu: 16 sierpnia 2012

    10 z 10 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • ewa_tina 758 recenzji

    09.01.2012, 23:43 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miłe miejsce ze smacznym jedzeniem

    Nie byłam w dawnej lokalizacji gościńca i nowa jest wg mnie doskonała. W dobrym dojeździe z Warszawy, w sąsiedztwie Starej Papierni i odległości 10 minut samochodem od konstancińskich term. Miejsca parkingowe, wyciszenie uzyskane przez wygrodzenie budynku. Sam lokal sprawił dużo lepsze wrażenie niż by to wynikało z informacji od restauracji. Dziwne, nieprawdaż? Nie jest to "moloch" w typie Karczmy Klepisko w Nieporęcie. Raczej klimatyczne wnętrze starego dworku z Kresów. Nienachalne skojarzenia i z rozmysłem zaprojektowane dodatki. Kolorystyka stonowana, ale ciepła. Do tego miła pani z obsługi w dość - tu jak dla mnie "wtopa" zbyt banalnym stroiku - można by się bardziej postarać, panie Restauratorze.

    Zamówiliśmy świetną dziczyznę. Były to polędwiczki z dzika ze smakowitym sosem pigwowo–tarninowym z udziałem śliwowicy. Do tego obsmażone kopytka i czerwone buraki. Dobrze skomponowane danie w kooperacji smaków: kwaśnego i słodkiego. Niestety, doskonale brzmiąca w karcie polędwica wołowa a'la Kmicic nie była godna podniebienia sienkiewiczowskiego bohatera. Smaczna, poprawna do granic. A dużo się po niej spodziewałam chociażby ze względu na konfiturę z czerwonej cebuli. Ta zamiast uwypuklić smaki, spłaszczyła je. Nie znaczy to, że całość była niesmaczna. Po prostu nie zachwycała tak jak dzik. Ale urzekli mnie za to w Kołomyji podaniem herbaty. Herbaty zimowej. Nie była to mieszanka suszu, ale "domowa robota". Czarna herbata parząca się z goździkami, cząstkami pomarańczy i sokiem malinowym. Prosta i przepyszna. Robię ją sobie w domu teraz prawie codziennie. Grzane wino podane na "ogrzewaczu" to też świetny pomysł. Samo wino dobre, również bez udziału gotowych mieszanek. Czekadełko zawierało smaczny chleb i smalec jednak tu sądzę, że koncepcja dworku kresowego mogłaby objąć mniej banalne "małe co nie co" na powitanie gości. Nalewka na koniec, okazała się miłym akcentem... tylko czemuż ona nie lokalnej produkcji? Czemuż...

    PS. Kopytka nie były u nas gąbczaste... nic a nic!

    Gościniec polecam jeśli zawitacie do Konstancina. To jednak z lepszych kuchni w tej okolicy. O niebo lepsza od tego co oferują lokale w pobliskiej Starej Papierni.

    Data wizyty w lokalu: 30 grudnia 2011

    2 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Konstancin-Jeziorna

Ładowanie wyników...