Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Restauracja Moonsfera

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie miejscowość: Warszawa , dzielnice: Bielany, Żoliborz
3.5
liczba opinii: 40 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 8 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 27 gastronautów

ul. Wybrzeże Gdyńskie 4 01-531 Warszawa Zarezerwuj stolik on-line menu
tel: (22) 560-37-33 www.moonsfera.pl
typ lokalu: restauracja typ kuchni: orientalna, włoska, fusion cena dania głównego: 40 - 60 zł
godziny otwarcia

Restauracja Moonsfera

kliknij na zdjęcie aby zobaczyć całą galerię

Lubisz to miejsce? Powiedz właścicielowi, żeby zgłosił się do Korony Smakosza wyślij

opinie gastronautów (40)

  • CherryCherry 11 recenzji

    25.07.2014, 18:42 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Rewelacja na wysokim poziomie

    Po raz kolejny zawitaliśmy do knajpki na tzw. niedzielny obiad.
    Było przepysznie. Od przystawek po desery byliśmy zachwyceni.

    Jadłam:
    * Liście szpinaku i rukoli z pieczonym boczniakiem, parmeńską szynką i jajkiem poche w truflowej oliwie z parmezanem - rewelacja, porcja dość spora więc jak ktoś mało je warto zamówić jako zdrowe danie główne.

    * Bucatini z indykiem, borowikami i orzechami laskowymi w kremowym sosie z pietruszkową emulsją i kawałkami sera feta - przepyszne, świeże i bardzo sycące.

    *Pomysł na deser w postaci "hamburgera" zaskakujący i wywołujący pozytywne wrażenia smakowe. Jeden minus - trochę czuć było, że nie jest to chyba robione na bazie świeżo pieczonego muffinka. A szkoda, bo byłoby idealnie.

    Mąż na główne danie zamówił:

    Gryczane penne z kaczką, zielonym groszkiem i żurawiną - bardzo oryginalny, słodki smak. Warto skosztować, bo to są smaki, których w domu raczej się nie odtworzy.

    Plusem restauracji jest też profesjonalna obsługa kelnerska. Miło i na wysokim poziomie.

    Data wizyty w lokalu: lipiec 2014

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Wolfman 33 recenzje

    05.08.2013, 10:07 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Tu nawet upał niestraszny

    W okresie dokuczliwych upałów nie jest łatwo znaleźć dobrą restaurację, która poza klimatyzacją zaoferuje przepływ chłodniejszego, ale naturalnego powietrza. Wybraliśmy Moonsfera, wiedząc że zlokalizowana jest na ostatnim piętrze Centrum Olimpijskiego PKOl. I nie zawiedliśmy się.
    Część restauracji położona jest na tarasie widokowym, i w ciepłe, lub nawet gorące dni warto wybrać tam stolik. Oprócz chłodzącego wiatru otrzymamy w pakiecie namiastkę krajobrazu wiejskiego ulokowanego w dużych drewnianych skrzyniach: polne kwiaty, lawendę, pomidory, koper, miętę etc. Dla miłośników plażowania znajdą się tu również oryginalne kosze plażowe.
    Menu bogate, z przewagą kuchni śródziemnomorskiej. Bardzo dobre pasta, a zwłaszcza bucatini ze szparagami, karczochami i oliwkami w sosie z pieczonych pomidorów. Sporo dobrego można powiedzieć o tradycyjnym bolognese z imponującą ilością mięsa, doskonale przyprawionego.
    Z ryb zdecydowanie polecam halibuta zapiekanego pod pęczakiem na kalafiorowo-limonkowym puree, natomiast z owoców morza doskonałe krewetki w maślanym sosie czosnkowym z chili i pietruszką na jaśminowym ryżu z mięsem kraba. Potrawy świeże, przyrządzone z pietyzmem, radujące oko i zachęcające do spożycia nawet w trzydziestostopniowym upale.
    Obsługa bardzo sympatyczna, sprawna, nienachalna, dyskretnie doradzająca.
    Czas oczekiwania na posiłek 10-15 min., a więc optymalny.
    Ceny umiarkowane, adekwatne do jakości i wyglądu potraw.
    Warto wybrać się zatem do Moonsfera nie tylko w chłodne lub deszczowe dni, ale również (a może przede wszystkim) w letnie, upalne popołudnie.

    7 z 9 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • szauri 87 recenzji

    28.01.2013, 15:56 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Świetne jedzenie, a do tego jaki widok...

    Gdyby nie fakt, że trafiłam do Moonsfery wcześniej, zupełnie przypadkiem na warsztaty gotowania, zresztą dzięki uprzejmości Gastronautów, to sama raczej nie wpadłabym na ten pomysł.

    A szkoda, bo miejsce bardzo fajne, co prawda, nieszczególnie podoba mi się wystrój w stylu hotelowo - bankietowym, ale za to taras z widokiem na całą Warszawę... fantastyczny!

    Miałam fart, na gruponie pojawiły się kupony na menu degustacyjne, więc wzięłam w ciemno :).

    Menu 5-daniowe, porcje rzeczywiście degustacyjne, ale do zaspokojenia głodu w zupełności wystarczą, zresztą nie tylko pełny żołądek jest tu się liczy, przyjemność dla podniebienia też ważna sprawa :).

    Najpierw dostaliśmy starter - pieczywo i oliwę - pyszne!

    Potem była smażona w czosnku grasica z listkami młodego szpinaku i grzanką aromatyzowaną oliwą truflową oraz klasyczne carpaccio z łososia ubrane sałatką z rzepy i ogórka, z sosem z wiśni i imbiru oraz balsamicznymi kurkami. Brzmi pysznie prawda? No i właśnie takie było.

    Następna była zupa - krem z selera, osobiście za selerem nie przepadam, ale w tej formie mogłabym jeść go codziennie!

    Przed daniem głównym jeszcze mała przekąska ("aromatyczne wytchnienie" jak to ładnie ujęła restauracja w ofercie) sorbet z żubrówki i limonki - bardzo fajne i oryginalne połączenie smaków. I dobre!

    No i przyszła pora na dania główne: smażony w tempurze turbot na kokosowym risotto pod listkami pak-choy, z pieczoną brzoskwinią i pikantnymi krewetkami w kremowym sosie curry oraz orecchiette z pieczoną kaczką i kawałkami szynki parmeńskiej w pikantnym maślano-czosnkowym sosie z pomidorami concasse, selerem naciowym i porem. Smakowało!

    Ledwie zmieściliśmy deser - pływające na waniliowym jogurcie bezowe wyspy z sosem malinowym i sezonowymi owocami oraz lodami gianduja - tym razem porcja była ogromna.

    I to wszystko za 150 zł za 2 osoby!
    Jak tylko pojawiła się kolejna oferta, od razu kupiłam też dla znajomych.

    Obsługa bez zarzutu.

    Będę tam częstym gościem.

    Data wizyty w lokalu: 07 grudnia 2012

    3 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kartofelek 21 recenzji

    20.06.2013, 17:41 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Te opisy... Te oczekiwania... To rozczarowanie

    Wystrój i lokalizacja (na najwyższym piętrze Centrum Olimpijskiego) przypominały hotelowy Club Lounge. Rozległy taras był zamknięty ze względu na niesprzyjającą pogodę. Do takiego wystroju pasowałby zarówno biznesowy obiad jak i rodzinne przyjęcie.

    DANIA:
    smażona grasica z szalotką i listkami szpinaku podana z ziołową grzanką i ziołowym sosem czosnkowym 35,-
    Tatar z lekko opiekanych, pikantnych krewetek z salsą z awokoado i suszonych pomidorów skąpane w cytrynowym sosie z kolendrą pannacotta 32,-
    Liście szpinaku radichio z plastrami sezonowej szynki gotowanej w winie i cynamonie gruszką, tostowanymi orzechami muśniętymi malinowo-waniliowym sosem popruszone pleśniowym serem 27,-
    Spaghetti nero z przegrzebkami, chorizo i listkami szpinaku w winnym, czosnkowym sosie z chili, pomidorami cherry 38,-

    DESERY:
    pływające na waniliowym jogurcie bezowe wyspy z sosem malinowym i sezonowymi owocami oraz lodami gjanduja 23,-
    Klasyczna ciepła szarlotka podana z sosem cynamonowym i lodami waniliowymi 19,-
    Ciepły gateaux czekoladowo - kawowy z sorbetem szampańskim i salsą z cytrusów 23,-

    Po takich wysublimowanych i poetyckich opisach potraw spodziewałem się czegoś naprawdę zniewalającego... Zamiast tego spotakało mnie gorzkie rozczarowanie.
    Jakość potraw znacznie niższa niż się spodziewałem. W sałacie nie informując nas zastąpiono szynkę plasterkami rzodkiewek, które bynajmniej nie pasowały do koncepcji dania.
    Spaghetti zawierało śladową ilość przegrzebek, a chorizo było ledwo wyczuwalne. Całe danie raczej bez charakeru, za to zapychające.
    Tatar był za zimny - chyba nie dano krewetkom się do końca rozmrozić...
    Z dań najlepsza był grasica - delikatna i smakowita, ale wrażenia zepsuły ziołowe grzaneczki, na których można było połamać sobie zęby.

    "Pływające na waniliowym jogurcie bezowe wyspy..." to chyba największe rozczarowanie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie warto się więcej wybierać do Moonsfery. Nazwa "deser firmowy" byłaby bardziej adekwatna.
    Bezowe wyspy były totalną pomyłką, nie miały nic wspólnego z bezą, były CAŁE ciągnące, zero kruchości. Sezonowe owoce zostały zastąpione syropem oraz owocami z puszki. A na górze kandyzowana wisienka.

    Gateaux i szarlotka spełniały oczekiwania, ale lody szampańskie nie. Były tak delikatne, że aż bez smaku, a salsy z cytrusów było tyle co kot napłakał.

    Przeżycia nie byłyby takie negatywne, gdyby nie fatalna obsługa. Chcieliśmy zasiąść przy stoliku przy oknie, kelner poinformował nas że jest niesprzątnięty. Nie daliśmy się zniechęcić i uparliśmy się że właśnie tam zasiądziemy. Kelner po kilku minutach sprzątnął brudne kieliszki, ale bynajmniej nie zawracał sobie głowy takimi błachostkami jak wymiana pokładek, sprzątnięcie okruchów czy zaproponowanie serwetek. Zbliżał się koniec dnia pracy, więc kelnerzy nie okazywali specjalnego zainteresowania klientami. Szanowny Pan pojawił się tyle razy ile wymagało doniesienie talerzy z jedzeniem, a o desery musielimy się dopraszać. Osoba obsługująca nie zawracała sobie głowy kolejnością podawania potraw i kart, pomimo że przy stole były kobiety.

    Nie wiem co się zmieniło, ale coś się zmieniło na gorsze. Fatalne rozczarowanie.

    9 z 10 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Radoja 3 recenzje

    29.10.2013, 19:10 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Gruuubo przereklamowane i nie warte tej ceny

    Do Moonsfery trafiłam zaproszona na imprezę urodzinową.
    Najpierw wrażenie wzrokowe, czyli wystrój: jedna z sal jest nawet nawet, pozostałe - nieciekawe, nijakie, smętne. Nie chce się tam przebywać.
    Widok? Wysokość to nie wszystko. Z tarasu (a obeszłam cały) widziałam jedynie Wisłostradę, jej światła, hałas i ruch, nieszczególne budynki z tyłu, jedyny sympatyczniejszy akcent - Kępa Potocka z neonem różowych bąbelków.
    Nie wiem, jak prezentują się tam dania z karty, my mieliśmy bufet - były beznadziejne. Kilka osób komentujących tutaj - wspominało o daniach mdłych. To ja je poproszę! :). Na naszej imprezie były też dzieci, a żadnych mdłych dań nie spotkałam, były za to - za ostre. Poprosiłam obsługę o pomoc - nie mieli pojęcia jakie dania postawili, miły pan aż w kuchni się dowiadywał - mimo to udzielił mi odpowiedzi mijającej się z prawdą (czyli nie znalazłam tego o czym mówił, a przeszukałam wszystkie pojemniki). O dania wegetariańskie też trudno (stawiając 10 pojemników i kilka talerzy z sałatkami, można było część przeznaczyć na takie dania - nie było).
    Zatem jedyne smaczne było ciastko z czekoladą i łosoś w sałatce (po prostu niczym go nie zepsuto ;)). Za to tort był najpaskudniejszym, jaki zdarzyło mi się jeść. A torty baardzo lubię i nie narzekam nawet na bardzo słodkie. Ten był bez nakreślonego smaku, słodki ulepek, a na wierzchu najtandetniejsza skorupa z cukru. Szkoda, że nie dodali do niej choćby tej pysznej czekolady, jaka była na ciastkach.

    Obsługa - naprawdę dyskretna. Niezbyt pomocna, jedynie - nieprzeszkadzająca.

    Wg mnie nie było to warte nawet połowy tamtejszych cen.
    Nie chcę wracać do tego miejsca.

    2 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • lamsen 13 recenzji

    25.10.2013, 23:44 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Drogi widok

    Zachęcony pozytywnymi recenzjami wybrałem się z towarzyszką na kolację. Zamówiliśmy T-bone i pieczoną jagnięcinę oraz dwa świeże soki. Jagnięcina z dodatkami bez zarzutu, idealna, stek podobnie, ale frytki były dalekie od chrupiących.

    Restauracja nastawiona raczej na bankiety i imprezy, pora roku i aura nie sprzyjały podziwianiu widoków, nawet mimo wycieczki w płaszczach na taras.

    Dania przyszły szybciutko (chociaż restauracja była raczej pusta, co w piątek o 19:00 jest rzadkie), obsługa bez zarzutu.

    Osobiście uważam, że kwestia napiwku powinna być decyzją gościa i wyrazem uznania dla jakości obsługi i zadowolenia z posiłku. Ponadto, automatyczne dodanie 1/3 do rachunku, uważam za ukryte podnoszenie cen przez właściciela i tak (jak na lokalizację) za wysokich.

    Gdyby nie haracz autonapiwku, poszedłbym ponownie...

    Data wizyty w lokalu: 25 października 2013

    4 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • krzysztofburzynski 232 recenzje

    17.07.2012, 10:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bright side of the moon

    Coraz częstsze recenzje z Moonsfery zmusily nas także do odwiedzenia przybytku na 6. piętrze Centrum Olimpiskiego.
    Nowocześnie, ale w takim dziwnym hotelowo-bankietowym stylu.
    Dobrze przeszkolona obsługa pokazuje nam miejsce.
    Trzeba przyznać, że widok z tarasu jest bardzo przestrzenny.

    Karty w dłoń. Menu dosyć nowoczesne z pomysłowymi dodatkami.
    Zobaczymy jak wykonanie.

    Tatar z pieczonych krewetek był niezły, na dodatkową uwagę zasługuje salsa z ananasa z ogórkiem. Miłe połączenie.
    Najdroższa komplementuje zupę cytrynową.
    Wjeżdża łosoś sous-vide, przygotowany w kąpieli wodnej. To nowy trend przygotowywania mięs, który rzeczywiście poprawia soczystość potrawy. Niestety, nie wszyscy wiedzą gdzie dzwony biją i łososiowi brakuje jeszcze ogrania. Dobra za to jest polędwica.

    Wina poprawne, czasami banalne, w rozsądnych cenach.
    Wzięliśmy Chardonnay z Californii. Dobre, choć Sonoma jest trochę za delikatna w stosunku do Napy.

    Generalnie było OK.

    Data wizyty w lokalu: 13 lipca 2012

    2 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • CherryCherry 11 recenzji

    04.10.2013, 11:56 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Elegancko, miło i wytwornie

    Byłam w tej restauracji na przestrzeni dwóch czy trzech lat ok. 5 razy.
    Ostatni raz 27 września 2013.
    Przede wszystkim byłam bardzo zadowolona z obsługi. Przemili, kulturalni kelnerzy. Dla mnie to niezwykle istotna kwestia w restauracji. Bo jeżeli jest dobre jedzenie, a obsługa fatalna, to nie wracam do takich miejsc.

    Jadłam tatar z krewetek, a na drugie makaron z chorizo. Tatar z krewet dobry, chociaż jak dla mnie za ostry. Ilość papryczek chilli zdecydowanie zabiła cały smak krewetek. Spaghetti pyszne, "dosmakowane". Najadłam się do syta. Na deser już nie było miejsca.

    Z poprzednich wizyt pamiętam, że byłam zadowolona. Jedno co mogę wskazać na minus, to że dania często "ładniej brzmią", niż w rzeczywistości smakują. Stąd jakość do ceny oceniłam na 3.

    Jest to dość droga restauracja, ale za to świetne miejsce na spotkanie biznesowe. Elegancko, klimatycznie (ładny widok, 6 piętro Centrum Olimpijskiego).

    Data wizyty w lokalu: 27 września 2013

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • Maciej_1988 19 recenzji

    26.02.2013, 23:56 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wysoka klasa i wykwintne dania

    Przeglądając jakiś czas temu groupon trafiłem na 6-daniowe menu degustacyjne w Moonsferze, w której miałem okazję jakiś czas temu gościć "od kuchni". Cena 149 zł za 2 osoby jest dobra, dlatego po krótkim namyśle kupiłem i zrobiłem miłą niespodziankę zabierając przyszłą żonę na wyjątkową kolację. Na początku dobre wrażenie robi wjazd windą oraz reprezentatywny wystrój restauracji. Oddaliśmy ubrania do szatni, usiedliśmy, zamówiliśmy napoje i czekaliśmy na przystawkę: świeże liście szpinaku i rukoli z kawałkami grillowanego boczniaka oraz pieczonymi pomidorkami cherry, muśnięte grzybową oliwą pod tartym serem lazur i prażonymi pestkami dyni. Brzmi rewelacyjnie, osobiście sądziłem, że będzie trochę przekombinowane, jednak było rewelacyjne. Wszystko doskonale się komponowało, natomiast najlepszy był świeży i jędrny szpinak oraz przepyszny, grillowany boczniak. Zupa: pachnąca jałowcem kremowa zupa z dyni i gruszek, dekorowana plastrami kaczki i serem lazur pod piernikową pianką. Znów myślałem, że będzie przekombinowane, lecz tym razem było. Połączenie dyni i gruszek chyba nie przypadło nam do gustu, natomiast kaczka była trochę nijaka. Zdecydowanie bardziej smakuje mi krem z dyni z imbirem podawany w jednym z warszawskich hoteli. 1 danie główne: maślane risotto z kurkami, kawałkami kurczaka i zielonym groszkiem pod bukietem sałat w aromacie trufli. Cudowne! Oboje nigdy nie jedliśmy tak wspaniałego risotta. Lubię przygotowywać risotto w domu jako dodatek do piersi kurczaka, jednak to podane w Moonsferze stało się moim wzorem do naśladowania. Nic dodać, nic ująć - po prostu idealne. 1 deser: kulka sorbetu martini i karmelizowanego ananasa, lekko pikantnego, na podusi piernikowej. Sorbet ok, warty spróbowania, jednak szału nie robił. Ananas również średni, miałem wrażenie jakby wcale karmelizowany nie był, natomiast krem piernikowy nam nie smakował - był ciężki i tłusty. 2 danie główne: pachnący masłem i różowym pieprzem filet z dorsza sous-vide na puree z kawałkami chorizo i szczypiorku, ubrany pieczonym truflowym boczniakiem z rukolą i jajem w koszulce z sosem ze smażonych pomidorów i Chardonnay. Pięknie podane, w stylu konkursowym, poszczególne warstwy całej kompozycji układane jedna na drugiej tworząc najładniej podane danie dzisiejszego wieczoru. Danie ogólnie smaczne, jednak purre delikatnie przesolone. Dorsz, dzięki metodzie gotowania delikatny, soczysty i nie rozpadający się. 2 deser: ponczowy torcik makowy przekładany kremem karpatkowym, powidłami owocowymi, podany z ciepłymi śliwkami marynowanymi w whisky. Zdecydowanie lepszy niż pierwszy deser. Biszkopt przekładany kremem rewelacyjny, będący doskonałym zwieńczeniem dobrej kolacji, którą mimo porcji degustacyjnych ledwo pomieściliśmy. Ogólnie kolację jednogłośnie uważamy za udaną, dlatego z całą pewnością wrócimy do Moonsfery. Liczę również na to, że w przyszłości pojawią się kolejne groupony na podobne menu degustacyjne, z których niewątpliwie skorzystamy, ponieważ takie menu jest ciekawą, kulinarną przygodą dostarczającą wielu nowych, ciekawych inspiracji.

    Data wizyty w lokalu: 01 lutego 2013, godz. 19:00

    3 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • SebeS 10 recenzji

    05.05.2013, 22:49 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre jedzenie, profesjonalna obsługa, ale bardzo drogo

    Restauracja z typu - mega "dizajn", full profeska, ale brak gości bo ceny odstraszają. Na szczęście kuchnia mega smaczna:

    Stek wołowy 6/6.
    Kaczka 5/6.

    Chciałoby się rzec, że jest w końcu miejsce gdzie można fajnie zjeść na Żoliborzu - i to prawda, ale trzeba mieć też gruby portfel. Za wystrój tylko 3 z tego względu, że liczyłem na piękną panoramę Warszawy...i była, ale panorama pragi i tarchomina :/ W środku na prawdę fajny wystrój. Kelner pełna profeska! Dania świetnie podane, smaki dla podniebienia, niekoniecznie do najedzenia jednym daniem.

    Wpadnę zapewne jeszcze nie raz, ale błagam zróbcie coś z cenami :)

    Data wizyty w lokalu: 13 marca 2013

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

informacje od restauracji

  • szef kuchni: Jarosław Uściński
  • rok założenia: 2005
  • ilość miejsc w restauracji: 80
  • ilość miejsc w ogródku: 40

Restauracja Moonsfera informuje, że od początku maja, aż do 12 czerwca 2011 roku w lokalu nie będą serwowane brunche.

Oferta brunchowa powróci do menu restauracji 19 czerwca w bardzo, bardzo rodzinnym wydaniu. :)

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Warszawa

Ładowanie wyników...