Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Barka food.live.music.

gdzie jesteś? województwo: małopolskie miejscowość: Kraków , dzielnice: Podgórze, Stare Miasto
4.1
liczba opinii: 14 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 0 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 1 gastronauta

ul. Bulwar Kurlandzki 31-035 Kraków (przy ul. Gazowej, róg Podgórskiej) Stoliczku.pl
tel: 668-820-454
typ lokalu: restauracja typ kuchni: międzynarodowa, polska, sałatki, przekąski, drinki cena dania głównego: 40 - 60 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (14)

  • MajaKaja2014 6 recenzji

    10.07.2014, 10:18 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    W taki rejs można popłynąc tylko na Barce

    Ostatnimi czasy w Krakowie coraz głośniej jest o BARCE. Której? No właśnie o tej jedynej, wyjątkowej! Barce przy Kładce Bernatka, pierwszej (w każdym calu pierwszej).

    Wnętrze zachwyca, każdy powinien je zobaczyć. Ogródek zaczarowany :) nic tylko odpoczywać nad Wisłą. Załoga trochę rozbiegana, ale to jedyny minus jaki można im przypisać (bo np. nie zarządzają stolikami, gdy nie ma miejsca ludzie wychodzą, a tu naprawdę warto poczekać na stolik). Poza tym uprzejmi, uśmiechnięci, nie narzucają się, ale jednocześnie obserwują swoje stoliki i są na każdą potrzebę.

    Jedzenie wyśmienite. Proste, ale z klasą, jak cała Barka.

    Ona:
    Świeża pasta tagliatelle z chorizo i szparagami (26 zł). Zestawienie wyśmienite. Sam makaron był tak dobry, że można by go zjeść bez dodatków.
    Na deser lawendowy krem brûlée (15 zł). Jeśli myślicie, że każdy brûlée smakuje tak samo i wiecie już o nich wszystko zapewne jesteście w błędzie - zaskakująco świetne zestawienie aromatu lawendy i kremu.

    On:
    Oczywiście musiała się pojawić na stoliku polędwica z grillowanym pomidorem i ziemniakami (65 zł).
    Wyśmienita, idealnie wysmażona, po prostu doskonała.
    Na deser deser lodowy, który można samemu zmodyfikować (15 zł). Lody zapewne naturalne, dostarczane przez SIgele z drugiej strony Kładki. Na wodzie smakują jeszcze lepiej. Sos własnej roboty, co się jeszcze bardziej chwali i sezonowe owoce - nic dodać nic ująć.

    Barka miała różne historie, było o niej głośniej, później znikała. Teraz bez wątpienia wypłynęła! I oby taki kurs jaki obrała był jej stałym kursem. Na pewno nie była to nasza ostatnia wizyta. I będziemy polecać, głośno polecać! :).

    Data wizyty w lokalu: czerwiec 2014

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • pp_88 3 recenzje

    18.02.2014, 23:07 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Walentynki na Barce czemu nie...

    Po wielu letnich wizytach na Barce nadarzyła się kolejna okazja zajrzenia w jej progi. Święto zakochanych połączone z moimi urodzinami - sytuacja idealna. Już od wejścia czuć było miły i sympatyczny klimat. Wiosenne kwiaty dekorujące pokład restauracji już na wstępie zapewniły miły wieczór. Od progu zajął się nami sympatyczny kelner. Po jego zachęcie wspólnie zdecydowaliśmy się na menu degustacyjne. I to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę! Rozkoszując się wspaniałym winem czekaliśmy z niecierpliwością na podanie dań. Na przystawkę podano nam krewetki. Było to wyśmienite połączenie owoców morza ze świeżymi owocami i alkoholem. Idealny wstęp do dalszej części wieczoru. W następnej kolejności na stole pojawił się krem z marchwi z kawałkami pomarańczy. Prosty, a jednocześnie niesamowicie wyszukany smak. W oczekiwaniu na danie główne kelner podał nam sorbet z żubrówką, informując nas jednocześnie, że dzięki temu oczyścimy swoje kubki smakowe przed punktem kulminacyjnym, czyli udkiem kaczym confit. I powiem jedno - warto było. Delikatne mięso idealnie skomponowało się z chrupiącą kaszą i warzywami, a sos uzupełnił całość. Niebo w gębie. Po czterech daniach byliśmy już w pełni nasyceni. Teraz czekał na nas już tylko deser. I tu niespodzianka! Został on nam zaserwowany wprost z rąk samego Szefa Kuchni. Cudnie wyglądające ciastko z sosem różanym było najlepszym deserem jaki jedliśmy ostatnimi czasy. Szef Kuchni z uśmiechem na twarzy opowiedział nam dokładnie o poszczególnych daniach, odpowiadając jednocześnie na nasze pytania.
    Podsumowując - dajemy piątkę z plusem. Począwszy od kelnera, który od początku służył nam pomocą oraz jak niewidzialny dbał o czysty stolik i fachowe podanie jedzenia, poprzez wyśmienite potrawy, dla których z pewnością odwiedzimy to miejsce ponownie, wieczór udał się idealnie. Ponadto cena nie zrujnowała naszej kieszeni. Serdecznie polecamy wszystkim. Barkę naprawdę warto odwiedzić.

    Data wizyty w lokalu: 14 lutego 2014, godz. 19:30

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kiciol 1 recenzja

    08.03.2014, 17:04 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Morskie opowieści w rewelacyjnym wydaniu :)

    Perełka wśród krakowskich barek! Nie spodziewałem się, że pod tym smutnym zimą pokładem, który ożywa wraz ze wzrostem temperatur (co na razie wiem tylko ze zdjęć, ale bacznie obserwuję słupek rtęci za oknem i czekam na odpowiedni moment, żeby ponownie przypuścić szturm na barkowe menu, tym razem na pokładzie) może ukrywać się restauracja o tak… zrównoważonym wnętrzu. Mam na myśli idealne połączenie modernistycznych elementów wystroju (nowoczesny bar wyposażony we wszystko, co tygryski lubią najbardziej – od Książęcego, przez szeroki asortyment win, po alkohole dla ludzi o mocnych głowach; scena niezobowiązująco oczekująca koncertów oraz imprez mniej kameralnych; wyszukane menu, jakiego ze świecą szukać w całym Krakowie) ze swojską, ciepłą, przytulną atmosferą – rozpalony kominek, wygodne kanapy, snująca się po całym lokalu miła dla ucha muzyka. I oczywiście bulaje, wielkie wodoszczelne drzwi, niepowtarzalny, marynistyczny klimat.
    Obsługa – miła dla oka (oka obu płci), sprawnie się uwijająca, z wyczuciem – aż chce się zostawić napiwek. Porządny. Również kucharzom należą się owacje – menu jest krótkie, ale za to każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Ja znalazłem nową miłość – zaskakujące połączenie niebieskiego sera i białej czekolady w duecie mięsnym (no kto by się spodziewał??), polecam, podpisuję się pod tym obiema rękami. Tagliatelle z krewetkami z winogronami łamiącymi lekko pikantny smak papryki i roszponki; zupa cebulowa – przykro mi to stwierdzić, ale lepsza niż u mamy. I babci. W jednej kuchni.
    Ceny raczej nikogo nie zrujnują. Wiadomo, za jakość trzeba płacić – w zamian dostajemy pod nos świeżutkie, pachnące dania, pyszną kawę, doskonałe drinki. Choćbym chciał, i szukałem usilnie, choć jednego choć – minusów brak.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • nulita 2 recenzje

    09.07.2013, 23:34 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dobre chęci ambitnego kucharza - różny efekt, ale w pięknej scenerii

    Urocze miejsce koło kładki Bernatki, miła obsługa. Co do dań - na przystawkę grasica na grzance w pomarańczach - bardzo udana i smaczna kompozycja; lekka i w przystępnej cenie - jak na tak rzadki rarytas. Następnie zamówiłam pierś z kaczki z sosem wiśniowym na włoskiej kapuście to był błąd. Kaczka najwyrazniej przygotowana była już wcześniej, a potem tylko odgrzana mięso było miękkie i soczyste, ale skórka gumowa, podobnie jak otaczające ją kluseczki. Kapusta gorzkawo-kwaśna - pozostała prawie nietknięta. W tym czasie moi współtowarzysze raczyli się cielęciną z młodymi ziemniaczkami - podobno bardzo smakowitą. Na otarcie łez zaordynowałam deser - chrupiącą bezę z sosem angielskim i owocami sezonowymi, i znów rozczarowanie. Beza była ok., ale danie nie miało ani kropli sosu angielskiego, zamiast tego beza została pokropiona jagodowym przecierem. Hmm marnie. Pewnie i byłabym skłonna reklamować, ale komary zaczęły agresywnie atakować więc chcieliśmy szybko znikać. Cóż, szkoda że z tak ambitnej karty wykonanie i niedokładność położyło moje zamówienie. Mimo wszystko Arlinie dam jeszcze szanse, licze na poprawę.

    Data wizyty w lokalu: 09 lipca 2013

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • prezes1983 1 recenzja

    14.06.2013, 09:49 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wyśmienita kuchnia czego nie można powiedzieć o obsłudze

    Alrina wyraźnie chce zmienić wizerunek z piwiarni na wodzie na lokal, w którym można dobrze zjeść w rozsądnej cenie. Trzeba przyznać, że nowe menu jest strzałem w dziesiątkę na cieplejsze miesiące. Kilka zakąsek, trzy zupy, ograniczona ilość dań głównych i deserów świetnie się komponują. Wszystkie dania, które zamówiliśmy były bez zarzutu: grasica w pomarańczach, zupa rybna, polędwiczka z dorsza i kotlety cielęce. Zwieńczeniem kulinarnej uczty była beza z owocami i czekoladowe ciasto. Kuchni na tak wysokim poziomie raczej nie ma na pozostałych, krakowskich barkach.
    Poza pięknymi widokami z pokładu więcej pochwał Alrinie się nie należy. Barka według nas ma dwa światy. Kuchnia a jakość obsługi to dwa światy. Kelnerzy zagubieni, niezorganizowani, ubrani nieadekwatnie. Bez życia. Każde domówienie napojów było drogą przez mękę, nie wspominając już o zebraniu talerzy na czas.
    Pierwszy krok metamorfozy lokalu na +5. Jeśli to miejsce ma mieć mocną pozycję na kulinarnej mapie Krakowa - a podejrzewam, że takie aspiracje ma właściciel - migiem należy wymienić pracowników sali i postawić na doświadczonego menadżera, bo obecnie na pokładzie panuje króluje bezkrólewie.
    Mimo dużych niedociągnięć na pewno tam wrócimy.

    3 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • en09 1 recenzja

    20.09.2011, 00:27 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wspaniałe miejsce na wesele

    Nasze wesele na Barce, które miało miejsce stosunkowo niedawno, bo zaledwie 3 września tego roku z pewnością można zaliczyć do udanych. Uczestniczyłam w wielu ślubach, wielokrotnie lokal pozostawiał wiele do życzenia, tym razem wszystko zostało dopięte na ostatni guzik: śliczny wystrój, profesjonalna, miła obsługa, a co najważniejsze świetna kuchnia, która podbiła serca polskich i zagranicznych gości.
    Obsługa: kelnerzy kulturalni, mili, dbający aby gościom niczego nie zabrakło, nienachalni, schludnie ubrani, kontakt z menadżerami - pełna współpraca, uratowali nasz tort, a gdy plan podawania posiłków znacznie się przesunął, służyli radą i pomocą.
    Wystrój: sala była świetnie przygotowana na wesele, elegancka, toalety czyste, wystrój jak zwykle morski, pasujący do tematu naszego ślubu.
    Dania. Nie ma sensu opisywać całego menu, wymienię zatem potrawy, które zarówno nam jak i gościom szczególnie smakowały: roladki z wędzonego łososia z puszystym twarożkiem, medaliony wieprzowe w specku oraz grill - filet z łososia, szaszłyki z kurczaka z warzywami, grillowana cielęcina, tarta z szynką. Dania świeże, smaczne, dobrze doprawione, dopieczone, świetnie podane na gustownych talerzach. Wino, które szczególnie zachwyciło wybrednych Włochów: Montepulciano 09 d`Abruzzo. Serdecznie polecam!

    Data wizyty w lokalu: 03 września 2011, godz. 15:00 - 2:00

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • marellla 12 recenzji

    02.10.2010, 18:02 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Autentyczne wnętrze z klimatem na Zakolu Wisły

    + Idealna przekąska na wstęp - kremowy pasztet z kaczej wątróbki z figami,
    + jako zupę polecam cudownie kremowe gazpacho z selerem i wędzonym łososiem lub rozgrzewającą lekko ostrą zupę tom yum z kurczakiem i mleczkiem kokosowym,
    + jako deser przepyszna tarta z gorzkiej czekolady (szkoda, że podają ją z niejadalnymi lodami miętowymi),
    + deska serów z orzechami i winogronami w dobrej cenie około 20 PLN,
    + bardzo dobre białe wino,
    + genialne wnętrza ponad stuletniej autentycznej holenderskiej barki,
    + oryginalne toalety w kajutach,
    + pasja i zaangażowanie właścicieli widoczna w każdym detalu,
    + jesienny wystrój - słoneczniki, wrzosy, świece...
    + miejsce idealnie nadaje się zarówno na romantyczną kolację we dwoje jak i wynajęcie całej barki na obiad dla 20-30 osób,
    + możliwość organizacji szkoleń/imprez integracyjnych/konferencji (klimatyzowana sala, rzutnik multimedialny, ekran, bezprzewodowy internet),
    + makarony do 20 PLN, dania główne 30-50 PLN.

    - Dania główne są mikroskopijnej wielkości. Muszą zostać poprzedzone przystawką i zupą, a zakończone deserem żeby nie wyjść głodnym,
    - tłusty niewielki halibut solo na wielkim talerzu za 34 PLN to przegięcie,
    - polędwiczki wieprzowe w sosie miodowym z zapiekanką ziemniaczaną - zaledwie poprawne,
    - szarlotka z sosem tofee i lodami waniliowymi podana była na zimno... a szkoda (nie umywa się do tej serwowanej w Prowincji na Brackiej).

    Data wizyty w lokalu: 01 października 2010

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • annamg 25 recenzji

    07.06.2010, 22:20 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Przerost formy nad treścią

    Zachęcona entuzjastycznymi recenzjami, wybrałam się na Barkę.

    1. Zapewne z uwagi na wysoki stan Wisły, do restauracji prowadzi trap ustawiony pod ostrym, niewygodnym kątem. Domyślam się, że to czasowa niedogodność, ale jest to minus.

    2. Wystrój wewnątrz jest ciekawy, minimalistyczno - marynistyczny. Na zewnątrz wygodne stoły i krzesła, sporo miejsca.

    3. Przystawki - testowaliśmy dwie, opisywane już foie gras z kaczki oraz sałatę szefa. O ile foie gras rzeczywiście jest bardzo dobre, to sałata szefa była dla mnie rozczarowaniem. Racja, sałata była różnorodna i świeża, ale już wyschnięty na wiór kurczak, szynka z mięsnego i przypadkowy ser typu gouda nie tworzą moim zdaniem żadnej spójnej całości. Tym bardziej, że sałata polana była dwoma sosami - jeden powstał na bazie soku cytrynowego i oliwy, ale chyba stał od rana i przegryzł się za mocno, bo był nieznośnie gorzki. Drugi - sama nie wiem, coś na bazie śmietany chyba, nie zasługujące na dalszą wzmiankę.

    4. Dania główne - najpierw opiszę polędwiczki w miodzie z burakami. O ile pamiętam, miała być do nich babka ziemniaczana, ale zamiast tego przyszły frytki, takie najbardziej typowe mrożonki z worka. Polędwiczki twardawe. Sos - miód rozrobiony wodą. Buraki - smaczne, ale niedogotowane.

    Wzięliśmy też rybę z warzywami (druga na liście w menu, chyba halibut). Ryba usmażona bardzo poprawnie. Niestety, zupełnie nie wiem po co przysypana kaparami oraz kawałkami ogórków konserwowych. Pod spodem wiązka warzyw, pokrojonych w paski - marchwi, czerwonej cebuli i czegoś białego (obstawiam pędy bambusa). Niestety, przesolonych i pływających w oliwie.

    Z czterech potraw jedna zasługuje na pochwałę. Reszta była niezadowalająca.

    Podsumowując - miejsce jest naprawdę wyjątkowe, bo nieczęsto można zjeść obiad na barce. Niestety, potrawy są przygotowane może na podstawie niezłego pomysłu, ale bez cienia talentu, a ceny, no cóż, warszawskie.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kloda 46 recenzji

    21.01.2010, 22:53 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wreszcie można zjeść nad Wisłą

    Zagościłem dziś w lokalu polecanym przez przyjaciół. Rozumiem dlaczego polecali mi to miejsce w sposób wręcz natarczywy. Bo jest genialne, przynajmniej jak na krakowskie standardy.

    Bardzo miła i sympatyczna kelnerka zaopiekowała się mną i moim Tatą w sposób wręcz mistrzowski. Pełna uśmiechu, życzliwa i bardzo profesjonalna. Potrafiła polecić i zachęcić do zjedzenia wyśmienitej kolacji.

    Przystawki - poezja. Brak mi wręcz słów, ciepło się robi na samo wspomnienie.
    Następnie zupa - tajska na mleku kokosowym z krewetkami, całkiem niezła.
    Sałatka bardzo dobra - tak twierdził Tata.
    Małże - bardzo dobre (ale jeżeli ktoś z Was będzie w Brukseli polecam te w restauracji Chez Leon - tam są prawdopodobnie najlepsze na świecie).
    Deser bardzo dobry creme brulee w wersji cytrynowej.

    Rachunek zważając na to ile skonsumowaliśmy nie powalił na kolana, a wręcz przeciwnie, był miłym zaskoczeniem.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • kissmygrass 10 recenzji

    28.04.2010, 02:15 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Miłych trendów ciąg dalszy

    Udało się nam wreszcie dotrzeć na barkę, jakoś zawsze było nie po drodze.

    Wystrój pominę, niech esteci sobie "popieją" nieco. Ja pozrzędzę, albowiem stolik rezerwowany dla czterech osób, był rozmiarów mikroskopijnych (nawet biorąc pod uwagę czworo statystycznych Polaków, a ja dość mocno statystyki naginam), ustawienie na nim wszystkiego, co nam się zamarzyło graniczyło z cudem, skutkiem czego cooler z winem, wylądował mało estetycznie na podłodze. A mógłby od razu stanąć koło stolika na stojaczku... Są takie patenty i nie trzeba się rujnować od razu na te made by Alessi. Szczególnie jak się nieco popracowało nad kartą win i nie jest to przegląd półek z Tesco/Makro (choć akurat Makro bywa zaopatrzone dobrze, ale od restauracji należy jednak wymagać znacznie więcej).

    Jedzenie smaczne, przegrzebki z kaszanką w sosie jeżynowym, są połączeniem karkołomnym, acz wykonanie było doskonałe. Ryby dobre, kurczak, nieco zbyt suchy jak na mój gust, ale w granicach przyzwoitości. Przystawki - bez większych zastrzeżeń, choć spektakularnych fajerwerków nie było. Generalnie, bardzo solidnie, co w Krakowie już jest wyróżnikiem (niestety).

    Jedynym niemiłym akcentem był niekoniecznie udany creme brulee, co zgłoszono obsłudze (pechowo akurat zostaliśmy zapytani, czy wszystko smakowało i zapadła taka znacząca cisza...) - zapewne się specowi od deserów ręka z sokiem limetkowym nieco zbyt mocno przechyliła, co zaważyło o zwarzeniu. I tu mała sugestia: z klientem się rozmawia, nie zbywa się go stwierdzeniem "u nas taki się podaje od zawsze". Klient głupi nie jest i jadał w różnych miejscach na świecie, więc się pozna i w internecie obsmaruje (i tu należy się cieszyć, że nie jest z tych, co zaczynają od creme brulee, a dopiero potem decydują, czy poziom kuchni jest wystarczająco wysoki).

    Żeby nie było, że tylko zrzędzę. Miło widzieć, że ma się ku lepszemu i dzięki takim miejscom jak Alrina, zjedzenie czegoś przyzwoitego za rozsądne pieniądze, nie wymaga wyjeżdżania z kraju.

    0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Kraków

Ładowanie wyników...