Nowe zasady dotyczące cookies

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o Polityce Cookies. i odwiedź stronę wszystkoociasteczkach.pl.

Kawiarnia - Restauracja Zamkowa

gdzie jesteś? województwo: małopolskie miejscowość: Pieskowa Skała
1.7
liczba opinii: 9 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 0 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 0 gastronautów

ul. Pieskowa Skała 32-045 Pieskowa Skała (wejście od strony dziedzinca zamku, zaraz po przejściu prze bramę główną na lewo)
tel: (12) 389-11-03
typ lokalu: kawiarnia, restauracja typ kuchni: pizza, desery, polska, staropolska, przekąski cena dania głównego: 20 - 40 zł
godziny otwarcia

opinie gastronautów (9)

  • 2ska 3 recenzje

    25.08.2013, 17:06 napisał:
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zawód i niesmak

    Gdyby nie piękne widoki i wyborowe towarzystwo, wizyta w tym miejscu byłaby całkowitą porażką.

    Nie wypowiadam się na temat jedzenia, gdyż nie miałabym odwagi zamówić tam czegokolwiek.

    Siedzieliśmy na tarasie widokowym. Obsługa do nas nie dotarła. Po podejściu do baru okazało się, że panuje tu całkowita samoobsługa. Piwo należy wyjąć sobie z lodówki samemu (puszka). Kufle: plastikowe. Szkło tylko na szczególne życzenie klienta. Koszt takiej usługi: 9 zł za jedno piwo.

    Stoliki i krzesła w miarę przyzwoite.
    Posadzka: płytki chodnikowe z czasów PRLu.
    Toalety: płatne(!) 1zł, czystość wątpliwa, zapach wątpliwy.

    Przykro. Ta restauracja potrafi zniechęcić do wycieczek w te piękne okolice.

    Data wizyty w lokalu: 24 sierpnia 2013, godz. 13:00

    5 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • emi_pop 1 recenzja

    28.08.2012, 12:38 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Zmarnowany potencjał

    Odwiedziłam restaurację w te wakacje i dało mi to temat do przemyśleń na kilka kolejnych dni. Mimo iż jestem fanką PRL-owskich klimatów, to co tam zobaczyłam przekroczyło wszelkie granice. Obsługa - do wymiany, na emeryturę lub na szkolenie z obsługi klienta, wystrój wnętrz do poprawki (lada z lodami Zielonej Budki, widoczne lodówki z napojami, siedząca obsługa mimo gości na sali itp.), karty dań do poprawki (brak niektórych widniejących w karcie pozycji), nie ma szans by podszedł ktoś do stolika na tarasie widokowym (choć kartka na barze informuje, że zamówienia są przyjmowane przy stolikach), szatnia (szczególnie latem) niepotrzebna, toaleta - płatna nawet dla klientów. Dla mnie szok. Piękniejszej lokalizacji trudno uświadczyć - zarówno widoki jak i samo miejsce - rewelacyjne, a tak, zmarnowany totalnie potencjał. Podlejcie chociaż iglaki na tarasie - proszę! Magdo Gessler - pojedź tam!

    Data wizyty w lokalu: 08 sierpnia 2012

    10 z 10 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • anula1984 22 recenzje

    14.10.2011, 19:53 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Omijać szerokim łukiem

    Restaurację odwiedziliśmy przy okazji zwiedzania zamku, a że akurat była pora obiadowa postanowiliśmy czymś się posilić.

    Jeśli chodzi o wnętrza - komunistyczny wystrój z wszechobecnym przeciągiem. Panie kelnerki w strojach ludowych nieśpiesznie podchodzą do stolika. Ceny porażają. Na szczęście zamówiliśmy tylko po barszczyku czerwonym z krokietem. Jeszcze nigdy nie jadłam tak niedobrego i bladego barszczu, a krokiet wcale nie był lepszy. Zgodnie z mężem stwierdziliśmy, że lepszy od tego barszczu jest "gorący kubek - barszcz czerwony". Myślę, że to wystarczy za komentarz na temat jakości.

    Data wizyty w lokalu: 24 września 2011, godz. 14:00

    5 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • katasia 15 recenzji

    11.07.2011, 21:56 napisał:
    • jedzenie
      nie oceniam
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Drogo, okropnie drogo...

    Zwiedzaliśmy zamek, upał straszny, pić się chce ..., a więc do kawiarni. Wystrój przeciętny, nic ciekawego... Ubikacja płatna, mimo horrendalnych cen. Jeść nie mieliśmy zamiaru, nawet nie przeglądnęliśmy karty, jedną z ofert jest pizza Aro, której opakowanie restauracja ochoczo prezentuje na ladzie - cena 12 zł, czytając wcześniejsze posty przypuszczam, że podgrzana w mikrofali. Piwo - 9 zł za puszkę (nieważne jaką: Warka, Harnaś, Heineken), puszka coca-coli - 5,50 zł; lody Big-Milk - 4,50 zł, kawa - 7 zł (nie najgorsza). W sumie drożej niż w Krakowie na Rynku. Cieszę się, że tam nie jadłam! W napoje radzę się zaopatrzyć przy parkingu.

    Data wizyty w lokalu: 10 lipca 2011

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • baska003 3 recenzje

    09.11.2011, 19:00 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    A mnie smakowało

    Po przeczytaniu wcześniejszych opinii, dochodzę do wniosku, że albo miałam szczęście, albo restauracja się poprawiła. Byłam w Zamkowej w niedzielę (Ojców jest najładniejszy jesienią, szczególnie taką piękną jesienią, wszystko aż prosi się o sesję zdjęciową, polecam). A wracając do sedna, jedzenie było smaczne. Zamówiliśmy pstrągi. Zastrzeżeń brak, smakowały ok, cena mnie nie zabiła. Na deser był sernik - rozpływał się w ustach, taki był dobry. Kosztował ok. 8 zł, wydawało mi się drogo, jak za dość nieduży kawałek, ale smak rekompensuje cenę. Kawa sama w sobie była dobra. Ale... Byłam zaskoczona, że do espresso nie dostałam wody (musiałam dokupić osobno), a do drugiej kawy nie dostałam spienionej śmietanki, lecz taką w plastikowym pojemniczku (chyba jedyny minus). Jeśli chodzi o obsługę, nie mam zastrzeżeń. Pani kelnerka była uprzejma, nie kazała na siebie zbyt długo czekać. Że nie nastolatka? No cóż, "na podryw" tam nie poszłam, więc żadna wada (jak dla mnie). :)

    Data wizyty w lokalu: 06 listopada 2011, godz. 14:00

    1 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • milamber44 1 recenzja

    07.05.2011, 17:51 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie polecam - kiepskie jedzenie, wysokie ceny

    Witam Wszystkich.
    Popieram opinie poprzedników. Choć dla mnie osobiście wystrój się nie liczy - aż tak bardzo. Jednak chciałem smacznie zjeść z rodzinka obiad - to się nie udało. Zamówiłem coś a'la kotlet schabowy z frytkami i udko kurczęcia (również z frytkami). Kotlecik jakiś nie doprawiony - Syn wypluł i nie chciał jeść (w smaku nie bardzo), pomyślałem - może skubnie nóżki (nawiasem jak z miniaturki kuraka) - nawet byłem zły że wybrzydza i nie chce jeść - do momentu, gdy sam spróbowałem - porażka. Mięso suche, włókniste - ciężkie do pogryzienia. Jedyne co nie spaprali to frytki - były karbowane i pewnie sami ich nie robią. Ilość jedzenia - malutko. Ceny - kotlecik z frytkami 28 zł. Same frytki coś prawie 8 zł, a kurak prawie 10 zł. Filiżanka herbaty z cytrynką ponad 5 zł. Woda 0,5 l jedyne 5 zł. No cóż - cena byłaby nawet do przyjęcia - ale nie za taką jakość i ilość. Odradzam wszystkim jedzenia w tej restauracji - można co najwyżej wypić herbatkę. Obsługa na średnio-kiepskim poziomie. Dziw, że taka restauracja jeszcze nie upadła.

    Data wizyty w lokalu: 07 maja 2011, godz. 17:00

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • paula7 1 recenzja

    04.05.2011, 19:47 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Komuno wróć! Do pełni zabrakło tylko portretu Lenina!!!

    Restauracja przypomina czasy głębokiej komuny, począwszy od wystroju, obsługi, menu, po sposób podania jedzenia na grubych fajansowych talerzach. Zamówiłam szaszłyk z ryżem, który podany mi został w sosie!!! Wszystko było twarde i zimne, zupełnie niezjadliwe. Zamiast mięsa drobiowego, którego było jak na lekarstwo, szaszłyk ociekał tłustym boczkiem i cebulą. Kawa cappuccino "po włosku" została mi podana ze śmietaną z puszki i śmietanką w płynie - żenada. Ale największy szok przeżyłam przy płaceniu rachunku. Za 2 żurki, 2 szaszłyki, które kosztowały 42 zł (!!!), (moja córka w ogóle nie tknęła tego wspaniałego jedzonka), kawę i pstrąga z frytkami zapłaciłam 134 zł. Omijajcie ten lokal szerokim łukiem. Współczuję ludziom, którzy tam urządzają imprezy. Nie polecam!!! Aha, za toaletę w tym wspaniałym lokalu trzeba płacić złotówkę, o czasach komuny trudno tam zapomnieć!!!

    Data wizyty w lokalu: 03 marca 2011, godz. 14:00

    4 z 6 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • StaraBaba 53 recenzje

    04.02.2010, 11:50 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nie polecam

    Popieram całym sercem opis "Myth".
    Dla osób szukających wrażeń - i powiewu PRL-u.
    Warto usiąść na tarasie i skonsumować loda. Firmowego - kupionego z lodówki ;-)
    Wrażenia bardzo akuratne...

    3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

  • myth_suppressor 26 recenzji

    14.12.2009, 00:15 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Bastion przywilejów poprzedniej epoki

    Lokalizacja w otoczeniu Ojcowskiego Parku Narodowego, bardziej precyzyjni: urządzona w XVII-wiecznym bastionie, we wschodnim skrzydle, wg opisów na stronach zamku jest czynna przez cały rok.
    Parking przy drodze omijającej zamek od strony Olkusza, niestrzeżony, płatny.

    Opis na stronie www podaje, że urządzane są tam wesela i inne uroczystości, a także:
    Zakład specjalizuje się w wykwintnych potrawach kuchni staropolskiej takich jak: "Pstrąg płonący", "Rolada Twardowskiego", "Przysmak Szafrański", "Kurczak po Kasztelańsku".

    Ja z dzieciństwa pamiętam, że był tam taras widokowy, a panie kelnerki w strojach ludowych i wianuszkach plastikowej flory w na głowie opędzały się od chmar dzieciarów, czyli od nas. Tyle reminiscencji tytułem wstępu.

    Recenzja lokalu. Byłem tam w Październiku 2009, więc prawie na świeżo, ale nie wiem jak zacząć, może nie będę zbyt oryginalny, ale zacznę od fragmentu opinii użytkownika z innego portalu z 15 Listopada 2008 r.:

    "...Kiedy Powstańcy Styczniowi przegrywali kolejne bitwy z Rosjanami w okolicach zamku w Pieskowej Skale, nie istniała jeszcze "Kawiarnia Zamkowa" (restauracja), bo gdyby istniała... powstanie nie upadłoby, bo po zdobyciu zamku i pierwszej kolacji Rosjanie uciekliby daleko za Bug i nigdy, pod żadnym pozorem nie zapuszczaliby się w te okolice..."

    Cóż, użytkownik Lucky Luke (nomen omen), bo tak się nazywał tak skomentował swój pobyt tytułem wstępu, reszty nie przytaczam, bo nasze obserwacje się pokrywają a brzmią mniej więcej tak:

    Kiedy wchodzi się przez wejście główne od strony pięknego dziedzińca, naszym oczom ukazuje się szatnia dziwnie wyglądająca jak te z filmów S. Barei, toaleta płatna w kwocie 1 PLN po pobycie w środku podtrzymuje moje pierwsze wrażenia.
    Minus.
    Przejście schodami w górę o łagodnym wzniosie wprowadza nas lekkim zakrętem na salę, która wg opisów może pomieścić ok. 100 osób.
    Meble z czasów propagandy sukcesu dziwnie nastroiły mnie, a można by nawet powiedzieć, że przez myśl przemknęło mi dwa słowa ze znakiem zapytania: "Deja vu?"
    W wielu kinowych ujęciach mistrzowie kamery oddalają kamerę od twarzy, podczas gdy robią na nią zoom, uzyskując efekt koncentracji na twarzy aktora z uciekającym w tyle tłem. Ja poczułem się tak samo, gdy na salę rozchylając wahadłowe drzwi z iluminatorem od kuchni weszła pani kelnerka w wieku balzakowskim, z tym samym zapamiętanym z dzieciństwa wianuszkiem plastikowych kwiatów, omijając mój stolik pomimo nieśmiało podniesionej ręki.
    Czas oczekiwania 18 min. Minus. Menu zabrałem ze stolika, który obok mnie opuścili goście, zamówiłem eskalopki, frytki i sałatkę plus wodę mineralną. Czas oczekiwania 14 min. Plus.

    Muszę jednak powiedzieć o kilku innych spostrzeżeniach, które poczyniłem podczas odmrażania dla mnie mięsa i odgrzewania frytek.
    Otóż w kawiarni tuż przy schodach na taras widokowy, siedziała "dyżurna" młoda dziewoja, która tłumaczyła amatorom widoków doliny Prądnika, iż w dniu dzisiejszym taras nieczynny (dobrze że nie najbliższy jest we Wrocławiu, S. Bareja ,"Miś"), Polakom w wersji oczywistej, cudzoziemcom w wersji języka migowego. Ktoś z szefostwa widocznie uznał, że kartka z napisem w 3-4 jeżykach obcych przerasta kompetencje kogokolwiek na zamku. Minus.
    Spostrzeżenie drugie - panie kelnerki, chyba się od czasów mojej wycieczki szkolnej kiedy wszyscy uznawaliśmy pamiątkę kupioną pod zamkiem, czyli ołówek zrobiony z ojcowskiej gałęzi za szczyt szpanu przed koleżankami z klasy, w ogóle się nie zmieniły: ten sam wianuszek, ten sam strój, prawie ten sam skład, no i oczywiście poziom komunikacji z cudzoziemcami taki jak prezes PZPN na spotkaniu FIFA na Maderze. Minus.
    Spostrzeżenie trzecie - bar, za którym chyba nie zamówiłbym żadnego drinka, obsługiwała również pani, dla której dodatkową czynnością było wydawanie sztućców z koszyczków takie jakie przeciętny Polak w latach 80-90tych miał w kuchni na stole. Bar i sztućce? Minus.
    Czwarte spostrzeżenie - po zrealizowaniu usługi, czyli dostarczeni mi wykwintnego dania, stwierdziłem że ocieka tłuszczem i jest lekko przesmażone, frytki to odgrzewka, a sałatka, no... lepiej jej nie ruszałem, tak na wszelki wypadek.
    Po zjedzeniu grzecznie powiedziałem po zapłaceniu rachunku, że było dobre, pani kelnerka nie wiedziała co powiedzieć, uśmiechnęła się dziwnie i odeszła.
    Kiedy już zakładałem kurtkę, z zaplecza czy też kuchni zza okrętowych drzwi wyszła starsza pani z lekko nadgryzionym zębem czasu bandażem na ręku, chyba kierowniczka, bo ktoś z gości się z nią witał. Wyglądało to na skuteczne dopełnienie obrazu tej restauracji, w której nawet drewniane elementy pod sufitem dziwnie dopasowały się do moich wspomnień z dzieciństwa. Minus.

    Wnioski końcowe są takie, że jeśli ktoś lubi dobrze zjeść, to znajdzie tam sporo minusów. Jeżeli jednak jest ktoś, kto uwierzył, że wyspa na której kręcono Park Jurajski jest jedynym miejscem w którym "zatrzymał się czas", to jest w błędzie. Może w dolinie Prądnika nie znajdzie dinozaurów, a tylko skamieniałe amonity, ale za to w restauracji kawiarni "Zamkowa" czas stanął w miejscu 25 lat temu.
    Wygląda więc na to , że ci którzy chcą przeżyć to co widać już tylko na filmach z lat 80-tych niech śmiało wsiadają we wszystko co jeździ i zrobią sobie "Powrót do przeszłości".
    Ja jestem zdegustowany. Nie polecam.

    Ach ci konserwatywni Krakusi.

    7 z 8 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna? Tak Nie

Gastronauci, którzy odwiedzili stronę tej restauracji, oglądali również:

Nowe w okolicy: Pieskowa Skała

Ładowanie wyników...