U Kucharzy

gdzie jesteś? województwo: mazowieckie » miejscowość: Warszawa
3.0
liczba opinii: 42 oceny szczegółowe

to ulubiony lokal 7 gastronautów

do tego lokalu wybiera się 9 gastronautów

ul. Ossolińskich 7 Warszawa (budynek Hotelu Europejskiego) tel: (22) 826 79 36
typ lokalu: restauracja typ kuchni: polska cena dania głównego: powyżej 60 zł
dodatkowe atuty

opinie gastronautów (42)

  • Anushca 6 recenzji

    02.08.2010, 16:14 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Kwestia gustu

    Do Kucharzy zdarza mi się chodzić na lunche – nie jest to moje ulubione miejsce. W sobotni późny wieczór to było ostatnie miejsce na Nowym Świecie na kolację inną niż kebab. Wpadliśmy tam z zaprzyjaźnionym Szwedem. Było głośno, gwarno i dużo ludzi.
    Był totalnie zachwycony – podobało mu się wszystko. Sztukę mięsa, która mi kojarzy się z dzieciństwem i niedzielnym obiadem u cioci na wsi zachwalał jeszcze następnego dnia. Wystrój, sposób podawania dań i przygotowania ich na oczach klientów uznał za genialny... No cóż, ja w restauracji, w której płacę 40 zł za przystawkę wolałabym nie widzieć dziur w obrusie, nie krzyczeć do współtowarzyszy i nie mieć ochoty zedrzeć z siebie skóry z gorąca... No cóż – taka stylistyka. Najwyraźniej bardzo ona trafia w serca turystów.
    Zasadnicza uwaga: moim zdaniem tatar ma być posiekany, a nie zmielony. Z wielką wprawą na moich oczach ze wszystkich dodatków i wybornego mięsa została zrobiona jednorodna maź. Smaczna, bo wszystkie składniki, jak zakładam, były świetnej jakości, ale osobiście wolę, gryź i chrupać ogórka i cebulę w tatarze, a nie dostawać papkę... Nota bene rozpływającą się w ustach.
    Oczywiście, wołowina, tatar, chłodnik i kurczak w sosie pomidorowym – wszystko dobrze znane i wszystko smaczne.
    To, czy spodoba wam się u kucharzy, zależy tylko od tego, po co wychodzicie do restauracji. Na pewno nie jest to miejsce dla poszukiwaczy nowych wrażeń, raczej dla tych którzy lubią wracać do tego, co już znają. A i najwyraźniej dla obcokrajowców!

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • jahoo 7 recenzji

    21.07.2010, 01:28 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Sentymentalnie

    Bardzo ciekawa propozycja. Wystrój rzeczywiście mocno kuchenny, ale ma to swój urok. Ja np. czułem się tak, jakbym rzeczywiście wpadł na zaplecze restauracji i tam raczono mnie czymś wyjątkowym dla znajomych przygotowanym. Byłem ostatnio dwukrotnie - słomianym jestem wdowcem, więc jem w mieście.
    Wizyta pierwsza w potwornie gorący wieczór. Zamówiłem gicz po konsultacji z kelnerem - fachowo określił konsystencję mięsa, sposób przyrządzenia, sugerował zwrócenie uwagi na kluski, bo wyjątkowe. Danie w 100 procentach zgodne z oczekiwaniami - wspaniały, gęsty sos o pięknym zabarwieniu smakowym z duszonych kurek. Ciężki, gęsty, o głebokim smaku i kolorze - wprost znakomity do doskonale wypieczonej, łatwo odchodzącej od kości cielęcej giczy. Jedyny do niej zarzut to... no mało było Panowie Kucharze. Kluski po prostu poezja. Ani za twarde, ani za miękkie - elastyczne, jędrne, pyszne w smaku. Cóz, mówiłem Panu Kelnerowi - rozmawialiśmy o tym dłuższą chwilkę, powiem i Wam - moim zdaniem przekombinowali Kucharze z marchwią. Podano młodą, podsmażoną i wcześniej podduszoną marchew w pięknych plastrach, aż ślina leciała na jej widok. Niestety - zamordowano ją potajemnie w kuchni dodając sporo świeżego imbiru. Po co??? Na co??? Trudno mi stwierdzić, dość, że ze smaku marchwii zrobiło się coś przypominające detergent do zmywania naczyń.
    Wizyta druga - dwa dni później. Miałem chęć na kaczkę, albo indyka, bo za pierwszym razem podpatrzyłem owe ptactwo upieczone i podawane innym i miałem myśli złe typu ukraść, albo zamówić drugą kolację. Zdecydowałem się na kaczkę. Wspaniała połówka ptaszyska - chrupiąca skórka, sporo pysznego, dobrze upieczonego i solidnie podlewanego tłuszczem mięsa. Ciemny kolor skórki położyłbym na karb miodu, ale przyznam, ze tym razem dodawał znakomicie uroku mojej kaczusi. Do niej solidna porcja bardzo poprawnej, aromatycznej modrej kapusty i żurawina, ta już troszkę jakby rzadka, jakby ktoś z żurawinowej konfitury próbował zrobić zupę. Ale - do wytrzymania. Natomiast zupełnie fatalne ziemniaki - byle jak oskrobane, kanciaste, cuchnące piwnicą (wręcz w smaku budzące okropne podejrzenie o kontakt z sodą podczas gotowania), a na dodatek utytłane w niechlujnie poszarpanej natce pietruszki. Panowie Kucharze. Młode ziemniaczki z koperkiem, polane masłem załatwiłyby sprawę.
    Reasumując - wycieczka na pewno godna polecenia, bo smaków wiele, doznań też. Karta przeurocza, bo potraw w niej mało, ale te które są - jadłem i podglądałem - budzą zaufanie!

    Data wizyty w lokalu: 17 lipca 2010, godz. 20:00

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • mstrab 5 recenzji

    09.06.2010, 18:36 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Kuchnia XX-lecia miedzywojennego

    Restauracja jako jedna z niewielu wyróżniona Bib Gourmand przez krytyków Michelin. Pierwszy raz odwiedziliśmy ją niedługo po otwarciu, kilka lat temu. Bardzo dobrze zapamiętaliśmy z tej wizyty nietypowe wnętrze: lokal został utworzony na zapleczu byłej restauracji Hotelu Europejskiego i wiele w nim nie zmieniono - pozostały np. charakterystyczne kafelki na podłodze, umywalki na ścianach itd. Inne rzeczy, które mnie wówczas uderzyły, to wiek obsługi - znacznie starszy niż zazwyczaj się spotyka w stołecznych restauracjach, żeby nie powiedzieć, że okołoemerytalny - oraz zwyczaj przywożenia dania i dodatków do niego w rondlach/na deskach itd. na wózku (czy właściwie wielkim drewnianym stole) do klienta i nakładania potraw "na żywo" przy stoliku. Dania pieczone wychodzą z pieca o określonych porach, opisanych w menu. Jedliśmy wówczas śledzia w oleju lnianym, który jest dość specyficznym daniem oraz kurczaka faszerowanego. Ogólnie retro jadłospis i styl gotowania wywarł na mnie, podobnie jak w Przekąskach..., bardzo pozytywne wrażenie. Do restauracji wróciliśmy jakiś czas później i ponownie nie zawiedliśmy się. Niedawno poszliśmy po raz trzeci i, niestety, nie było całkiem różowo.

    Po pierwsze: obsługa. Obsługiwało nas dobre kilka osób i to pierwszy minus: trudno było się zorientować, kto właściwie odpowiadał za nasz stolik. Najprawdopodobniej była to pani, która nas do niego zaprowadziła, niestety dość chłodna w obyciu. W ok. 10 minut od zajęcia miejsc zorientowaliśmy się, że nie dostaliśmy serwetek. M poprosił o nie przechodzącego kelnera, po paru minutach otrzymaliśmy serwetki, które były... mocno wilgotne. Na nasze zdziwione spojrzenia kelner zapewnił nas, że są "czyste, dopiero co uprane". Podejrzewam, że to był powód, dla którego brakowało ich na stoliku: wszystkie były "w praniu". Kolejną sprawą było to, że ponieważ przy rezerwacji telefonicznej nie spytano mnie, czy chcę siedzieć w sali dla niepalących, a zapomniałam się o to upomnieć, znaleźliśmy się w części dla palaczy. Poprosiłem kolejnego przechodzącego kelnera, czy moglibyśmy zamienić stolik na miejsca dla niepalących. Pan obiecał się tym zająć, ale niestety, więcej go nie zobaczyliśmy.

    Na szczęście pierwsze zgrzyty później nieco zrekompensowała bardzo szybka i kompetentna obsługa przy daniach głównych, szczególnie przy kaczce, kiedy kilka osób zajęło się nami bardzo sprawnie i efektownie. Miłym akcentem była także pożegnalna rozmowa z portierem, częściowo przeprowadzona en français :).

    Po drugie: jedzenie i napoje.

    Zaczęliśmy od naszego ulubionego aperitifu, tj. Kir Royal, który był w porządku, ale piliśmy w życiu lepsze. Jako przystawki jedliśmy smażonego węgorza oraz tatara. Z tego drugiego restauracja jest znana i znów nie chodzi tyle o samo danie, co o sposób jego przyrządzenia. Do stolika podjeżdża pan, który sieka drobno mięso, natłuszcza je lekko olejem i miesza z pozostałymi składnikami (które także kroi "na żywo"). Niestety tatar był nieco zbyt tłusty. Wynikało to chyba ze zbyt obfitego doprawienia go przez serwującego go kucharza - poprzednim razem był wyśmienity. Również zdecydowanie za tłusty był węgorz. Białe wino, które piłem do ryby, było smaczne, choć o wiele za ciepłe.

    Na szczęście, podobnie jak w przypadku obsługi, wstępne zgrzyty kulinarne zostały zrekompensowane przy okazji dania głównego. Kaczka pieczona (która akurat o tej porze opuszczała piec), była krucha, nie za sucha i nie za tłusta - w sam raz. Danie dopełniała modra kapusta, sos żurawinowy i puree ziemniaczane. Sztuka mięs u Kucharzy była całkiem smaczna (mięso podane razem z warzywami, które się z nim gotowały, plus sos chrzanowy). Serwowany z do tego rosół był niestety ponownie bardzo tłusty i mało wyrazisty. Czerwone wino "stołowe" było przyzwoite jak na tę klasę cenową.

    Na deser zamówiłem wyśmienity sernik: dość słodki, gęsty, ciężki i bardzo smaczny.

    Podsumowując: mam mieszane uczucia. Restauratorom należy się wielki szacunek za raczej udane wskrzeszenie klimatu i koncepcji kulinarnej Warszawy lat trzydziestych. Niestety mam wrażenie, że obudowywanie "U Kucharzy" kolejnymi klockami gastronomicznego imperium sprawia, iż urok tego dotychczas świetnego miejsca zaczyna słabnąć.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • qqina 71 recenzji

    17.05.2010, 16:02 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Po prostu po polsku

    Gdy raz do roku na święta do domu z dalekiej Brazylii przylatuje moja koleżanka, wybieramy się do Kucharzy. Jest to już nasz rytuał. Za oknem śnieg, bożonarodzeniowe dekoracje na Krakowskim, w środku pachnie piernikiem i choinką, lampki nadają cudowny klimat, o 16 już ciemno.

    Kelnerzy, pikolaki dwoją się i troją, by obsłużyć gości. A my, zamawiamy nasze ulubione dania. Jestem tradycjonalistką, jeśli chodzi o naszą kuchnię. Uwielbiam kotleta mielonego z ziemniakami i buraczkami. Chociaż u Kucharzy grzechem jest nie zjeść kurczaka i tatara (koleżanka jest miłośniczką wołowiny, więc tatar jest obowiązkowy).

    To miejsce, ta kuchnia, ten lokal, ta restauracja to jest to, co zostało po Warszawie przedwojennej, o której tak lubię czytać u Żeromskiej, Tuwima, Słonimskiego. W ich wspomnieniach właśnie taka była. Wystawna. Bogata.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Ghiottone 6 recenzji

    20.03.2010, 12:56 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Naprawdę warto...

    Wpadłem na to miejsce przez przypadek...
    Będąc w Warszawie chcieliśmy przekąsić co nieco przed dłuższą jazdą i spytałem kogoś gdzie jest najbliższa jadłodajnia. Zostałem skierowany do odległych o 50 m drzwi...

    Wnętrze może szokować - przypomina mi "restaurację" z ery późnego Gomułki. Trochę mnie to zaniepokoiło tym bardziej, że byłem tam w środku tygodnia, w porze między posiłkami i lokal wyglądał na wymarły chociaż stoły tak jakby ciągle nie do końca posprzątane...

    Bardzo szybko (w 5 min.) przygotowano nam jednak fajny stolik i podano karty dań. Menu nie za długie z b. ciekawymi daniami - od razu widać, że jest szansa na coś dobrego.
    Żona i ja wybraliśmy grasicę na grzance - wyśmienita. Pozostałe 5 osób zamówiło różne lekkie dnia - wszyscy byliśmy b. zadowoleni...

    Trochę przydługo czekaliśmy na zamówienie, ale to nie było dla nas problemem...

    Reasumując:
    Gorąco polecam do odwiedzenia. Na pewno tam jeszcze wpadnę i mam nadzieję, że też zjem coś równie ciekawego i pysznego...
    I że nie będę miał złych doświadczeń...

    Przypadki chodzą po ludziach...

    PS.: Jadłem tu kilka miesięcy temu, więc coś mogło się w tym lokalu zmienić - piszę recenzję teraz, bo teraz odkryłem gastronauci.pl

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • Murasaki 7 recenzji

    27.01.2010, 18:24 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Wymuszona poza

    Wymuszona oryginalność, szatniarz zgrywus, ogólny bałagan, brudny obrus nakryty trochę bardziej czystym i kaszanka za 28 zł w karcie. Dla mnie w menu jadalna była tylko sałatka i sandacz - obie rzeczy średnie. Poza i lans dobre dla aspirującej "warszawki", ja wolę jednak za te pieniądze niewidoczną obsługę, czysty stół i brak kaszanki na widnokręgu wzrokowym i zapachowym.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • psikoszka 11 recenzji

    11.12.2009, 11:53 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Nóżki cudo!

    Wieczór w środku tygodnia, U Kucharzy jak zwykle tłumy ludzi, kelnerzy błyskawicznie przemieszczają się z wózkami. Kulawy (jak większość chyba) stolik niedaleko wejścia, zamawiamy: tatar, nóżki, cielęcinę z kopytkami... i oto co dostaliśmy:

    ...idealnie uformowane, bardzo zimne, pięknie trzęsące się nóżki w galarecie (co rzadko spotykane w innych lokalach, które podają ten mało popularny specjał - danie z przewagą nóżek, nie galarety!),

    ...świeży, siekany (fachowo...), soczysty tatar

    ...przyjemnie kleiste kopytka z (minimalnie za suchą, ale wciąż poprawną) cielęciną

    ...był też deser - mini-tarta z owocami. Całkiem przyzwoita - chrupiąca, ze świeżym kremem i owocami, co zważywszy na koniec dnia nie we wszystkich restauracjach jest standardem.

    "Kucharzy" warto odwiedzić dla czystej przyjemności jedzenia podanych potraw, gdyż ascetyczny "szkolno-toaletowy" wystrój, hałas i pokrzykiwania kelnerów nie składają się na atmosferę pożądaną podczas kolacji.

    0 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • kalarepka 143 recenzje

    10.12.2009, 18:18 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Jestem zachwycona tatarem!

    Miałam okazję dwukrotnie odwiedzić ten przybytek i za każdym razem ta sama myśl przemykała mi przez głowę - tatar w tej restauracji to istny majstersztyk! Mięso przez dłuższy czas siekane na oczach gości do tego dodatki, mieszanie i pac! Kucharz kładzie Wam na talerz pokaźną ilość surowego mięsa. Poezja kulinarna dla fanów tatara!

    Główne dania też niczego sobie - próbowałam królika i cielęciny - oba dania przepyszne, delikatne, podane wprost z palnika przez miłego kucharza. Dawno, dawno temu - nie wliczam do "ostatnich razów" obsługa wydawała się naburmuszona, wywyższająca się, nie lubię, jak ktoś na siłę chce decydować o mojej kolacji. Ale to się zmieniło - czarujący, pomocni i szybcy kelnerzy potrafią doradzić i porozmawiać z gośćmi, którzy mogą się poczuć wyjątkowi.

    Interesujący wystrój - posiłek spożywamy tak naprawdę w hotelowej kuchni :)

    Minus - chyba jedyny - bardzo wysokie ceny alkoholi.

    1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • harrier 1 recenzja

    09.12.2009, 19:17 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Brak profesjonalizmu pod płaszczem przaśności i swojskości

    Niedzielny obiad z przyjaciółmi. Najpierw brak jednego nakrycia przy zarezerwowanym stoliku, potem sztućce podane rękoma obcokrajowca, kelnera o hinduskiej urodzie trzymającego za ostrze zarówno nóż jak i widelec. Na dodatkowy kieliszek musieliśmy czekać dodatkowe 5 minut, zaś na serwetę, nazwaną przez kelnera ścierką aż do końca posiłku... Kartę win kierownik sali podał nam po kolejnym przypomnieniu się przez nas, gdyż z uroczym uśmiechem przyznał, że zapomniał...

    Porcje serwowane przez kucharza w 2/3 ilości - resztę zabrał ze sobą, co przy 3 małych, 3-centymetrowych w średnicy klopsikach w sosie koperkowym oraz łyżce marchewki z imbirem, stanowi porcje głodową lub dla przedszkolaka. I tak też chyba są wyliczane porcje, zarówno pod względem ilości, jak i jakości, gdyż smak przypominał dawne bary z lat 70-tych lub posiłki serwowane w stołówkach szkolnych.

    Generalnie tragedia, "wtopa". Szok cenowy przy rachunku sumarycznym, z przeciętnym w jakości czerwonym winem domowym...

    Cena zupełnie nieadekwatna do jakości i ilości potraw. Nie wspominam o jakości obsługi, która daleka jest od profesjonalizmu. Gotowane mięso nakładane przez kucharza bezpośrednio z poobijanego garnka za pomocą widelca i łyżki, łamało się i chyba łatwiej było je wygarnąć z garnka bądź przecedzić przez sitko niż w postaci pokruszonej podać na talerz. No cóż, różne są szkoły i standardy.

    Osobiście nie polecam i moja noga powtórnie tam nie postanie.

    1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

  • simon123 2 recenzje

    28.11.2009, 20:17 napisał:
    • jedzenie
    • wystrój
    • obsługa
    • jakość / ceny

    Dużo gorzej niż było...

    Zgadzam się z Kornikiem. Cały czas czekawy i dobry usługi, ale jedzenie fatalny. Byłem tam czwartek 26.11. Zjadłem Sandacz. Mięki jak nie wiem co - wogóle bez "stukturu" i bez smaku. Byłem tam miesiąc temu. Też zjadłem sandacz - okropnie! Niestety ja nie jem mięsy. Chybe mięsy lepiej...? O i jeszczy coś - wybór winy bardo kiepski. Prawie nie ma (mają kilke "podstawowy" wino na karcie, ale absurdalny ceny). Wino domowy jest bardzo średnie... Ale cene bardzo wysoki. Jakość/ceny - "nul point".

    Odpowiedź z dnia 12.8.2010 godz. 18:16 na recenzję użytkownika Anoushka z dnia 2.8.2010 godz. 16:14:

    Najwyraźniej bardzo ona trafia w serca turystów..?

    Anushca the reason you have a different opinion from your Swedish friend is for me simple. You are Polish and he is from "the west". Poles unfortunately tend to confuse pretentiousness with quality. A perfect example of this are the palaces of pretention run by Magda Gessler. In the west her resturants would not survive one day, because what is appreciated is quality, simplicity and service. Here simplicity is confused with low quality - "How can it be good if there's not lots of sauce"? So the rough atmosphere of U Kucharzy is not understood by Poles, because they automatically confuse it with low quality, and that is maybe the reason foreigners appreciate it more than locals. No restaurants exist in Warsaw (and I mean no, without exception) which would compete even with average restaurants in London or New York. And the reason? Certainly not the local produce, which is excellent. The reason is that there are neither the restauranteurs here who understand this, nor the clients who would appreciate it. So I congratulate the U Kucharzy in trying to change this. But, and there's a big but, unfortunately the quality and consistency of the food does not match what they are trying to do. I don't eat meat so difficult for me to comment on the duck which is supposed to be excellent, but the last time I went there the "sandacz" was inedible - tasteless, overcooked, soft and mushy, and not fresh (maybe fresh when it was frozen..). So the U Kucharzy still has a long way to go on food. But the fact that they avoided the "fin des siecle" brothel atmosphere so common in Polish restaurants, is to their great credit. And finally, tartar should be minced not shredded so you are not right there.

    2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.

    Czy ta recenzja jest przydatna?

nowe lokale: Warszawa

Ładowanie wyników...