opinie gastronautów (35)
-
lEnU 22 recenzje
19.12.2009, 10:15 napisał:Kolejne wizyty, druga recenzja
Kolejne wizyty zrewidowały trochę mój pogląd na Ancorę. Ale po kolei: jedzenie - znowu krakowska czołówka, ale nie 1. miejsce. Generalnie jest bardzo dobrze, i pysznie, i ciekawie, jednak jest jeden minus. Nie wiem, czy to zamysł szefa kuchni, czy jakiegoś szalonego pomocnika, ale za każdą wizytą jedno danie jest przesolone. Gdyby to było raz - ok. błąd się zdarza - ale zawsze?! Szczytem było dla mnie przesolenie zupy, która miała być orientalna - byłaby za ostra - ok, można by było stwierdzić, że to moje europejskie podniebienie nie dorosło do pikantności zupy, ale przesolić zupę orientalną jednocześnie nie zapewniając jej pikantności lub bukietu orientalnych przypraw to poważna wpadka. Na przeciwnym brzegu są desery - klasa - te wg. mnie to krakowski nr. 1. Obsługa - jak poprzednio super. W wystroju musiałem odjąć gwiazdki za brak odświeżenia lokalu - ściany po prostu są już brudne jak na restaurację, gdyby to był bar mleczny to bym się nie czepiał. Druga rzecz to nadgryziona zębem czasu zastawa stołowa - to nie tylko bolączka Ancory, ale i innych najlepszych krakowskich restauracji, w dodatku ciężko to pojąć jak do tego dochodzi. Prędzej zrozumię, że ściany ciężko podmalować raz na jakiś czas, ale sprawdzić i wymienić wyszczerbione talerze czy cukierniczkę? Cena - płaci się sporo za jedzenie i klimat - bo tego miejscu nie brakuje. Ktoś wspomniał o gwiazdkach Michelina. Czytałem gdzieś na blogu Ancory wypowiedź szefa kuchni, że nie ma szans na to w Polsce, bo po prostu jesteśmy na to za biedni - za te marne pieniądze, które zostawiamy w restauracjach nie da się stworzyć takiej co na gwiazdkę zasłuży. Patrząc na Ancore trzeba się z tym faktem zgodzić, niekoniecznie z faktu tego wytłumaczeniem. Z dobrą kuchnią (prócz tej nieszczęsnej soli!), klimatem, ale z drugiej strony stanem lokalu, choć widać, że szefowi kuchni śni się to po nocach, na gwiazdkę szans nie ma.
Aaa - jeszcze jedno - Aqua e Vino przy bliższym poznaniu traci, Ancora zyskuje, ale na nr. 1 w Krakowie jeszcze nie zasłużyła.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
mstrab 4 recenzje
08.09.2009, 23:45 napisał:Prawdziwa zagadka
Wizyta w Ancorze zachęciła mnie do zamieszczenia pierwszej recenzji na Gastronautach. Nie dlatego, że moje wrażenia są jednoznacznie pozytywne lub negatywne. Wręcz przeciwnie. Uważam jednak, że jest to jedna z najlepszych polskich restauracji i w związku z tym zasługuje na uczciwą recenzję.
Wystrój restauracji jest oszczędny. Brak tu bibelotów, wycinanek i "sztuki" na ścianach. Zarządzający lokalem chcą nam w ten sposób zapewne powiedzieć: "Nie myśl o głupstwach, myśl o jedzeniu!". Uważam tą koncepcję za właściwą. Oczywiście pod warunkiem, że jedzenie może przykuć CAŁĄ naszą uwagę.
Ocena obsługi jest pierwszym trudnym wyzwaniem. Początkowo byłem zachwycony faktem, iż kelnerzy wiedzą jak poruszać się po sali; być obecnym i nie narzucać się zarazem; wiedzą jak podać potrawy i trunki.
Oczywisty w polskiej restauracji jest brak sommeliera i specjalisty od serów. Na szczęście przynajmniej jeśli chodzi o wina, obsługujące nas osoby wypowiadały się kompetentnie i wydawały się znać dość dobrze długą kartę win lokalu. Niestety, osób z obsługi jest zbyt mało. Na początku byliśmy w restauracji niemal sami. Jednak z czasem lokal zapełnił się i obsługa zaczęła popełniać błędy. Przypuszczam, iż właśnie w związku z brakami kadrowymi pojawiły się problemy z "przyciągnięciem" uwagi obsługi. Kelnerzy zaczęli, z pośpiechu zapewne, popełniać błędy w sztuce np. nalewając mi wino z lewej strony ("przez porcję") z łokciem niemal w moim nosie.
Karta w mojej opinii skomponowana w sposób właściwy drażniła moją partnerkę (A) nieco zbyt poetyckimi opisami potraw.
Najważniejsze jest jednak jedzenie. Na wstępie muszę pochwalić szefa kuchni za bardzo duży nacisk na jakość składników, których używa. To prawdziwa rzadkość.
"Amuse bouche" stanowiły samosy z farszem z gęsi i groszku przybrane pomidorem i pietruszką. Wyśmienite.
Przystawki. Carpaccio z tuńczyka, która jadłem było fantastyczne.
"A" wzięła zupę z raków, która była równie dobra.
Obydwa dania były wg mnie idealnie skomponowane: oryginalne, delikatne, głębokie i zachęcające do ciągu dalszego. Brawo Panie Chrząstowski.
Niemal z wypiekami na twarzach czekaliśmy zatem na dalszy ciąg programu.
Czas ten umiliło mi bardzo przyzwoite intermezzo pod postacią sorbetu cytrynowego na odrobinie wódki. Skądinąd genialnym wydaje mi się zwyczaj podawania intermezzo, tj. potrawy/drinka, który tworzy we wstępnie zapełnionym żołądku miejsce na przyjęcie głównego dania. Ancora jest jednym z niewielu chlubnych wyjątków, które Polsce kultywują ten zwyczaj.
Niestety dania główne nie stanowiły udanej kontynuacji wieczoru. Jesiotr, którego zamówiła "A" był coraz gorszy od góry do dołu, tj. od świetnego dressingu z ogórków kiszonych przez nieco zbyt "wodnistą" rybę, a skończywszy na podstawie z buraczków. W efekcie z bardzo ciekawe pomysłu wyszła raczej nudna potrawa.
Moja pierś kaczki była wyśmienicie przyrządzona, ale zbyt słony sos, którym polano chrupkie warzywa z wody, zupełnie zabijał świetne skądinąd puree gruszkowe. I znów niewłaściwe skomponowanie proporcji składników sprawiło, że nie udało się odczuć tego co zapewne "autor miał na myśli".
Na koniec wzięliśmy sery - prawdziwy papierek lakmusowy jakości restauracji. Wybór sześciu francuskich serów był dla nas miłym zaskoczeniem. Porcja była tylko nieznacznie zbyt duża. Sery zaś wybrano w sposób zachowawczy, ale nie nudny.
Wino, które wybraliśmy, to Shiraz z winnicy rodziny Coppola. Pragnę zaznaczyć, iż wybór wina nie wpływał na sposób oceny potraw przez autora niniejszej recenzji.
Espresso było dobre, choć nieco zbyt wodniste, ze zbyt małą ilością "cremy".
Rachunek za dwie osoby na poziomie niecałych 400 zł (bez napiwku) uważam za dobry stosunek ceny do jakości.
Podsumowując muszę zaznaczyć, że miałem okazję spróbować jedynie niewielkiego wycinka karty dań. Zatem moja ocena może nie być w pełni miarodajna. Uważam, że Ancora jest jedną z najlepszych polskich restauracji. O ile dobrze odczytuję intencje właścicieli, to jest to restauracja, która pragnie iść raczej w kierunku stylu Michelina, niż knajpy dla spotkań korporacyjnych. Z pewnością "medialny" szef kuchni i wiele opisanych powyżej atutów mogą w tym pomóc. Uważam, że drobne korekty w kursie obranym przez autorów tego przedsięwzięcia mogą sprawić, iż Ancora jeszcze bardziej nas zaskoczy w przyszłości.
Na marginesie pozwolę sobie dodać, że czas najwyższy, aby nasi szefowie wzięli się poważniej do roboty. Trochę wstyd, że w Polsce na 38 mln mieszkańców przypada 0 (słownie: ZERO) gwiazdek Michelina.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
degustibus 2 recenzje
28.08.2009, 16:31 napisał:Oczekiwałbym więcej
Kraków jawił mi się jako miasto z dużą ilością kawiarni i restauracji, co powinno przełożyć się na większą konkurencję i wyższy standard niż np. na pustyni warszawskiej.
Jak na wiodącą restaurację, jedzenie średnie, a już na pewno smak nie dorównuje wyjątkowo poetyckim nazwom pozycji w karcie. Musiałem zajrzeć do angielskiej wersji, żeby przebić się do sedna. Obsługa miła, ale niezbyt kompetentna.
Wybór win bardzo dobry.
Ogólnie miejsce godne polecenia, ale jeszcze nie pierwsza liga europejska.1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
lukasz 118 recenzji
05.05.2009, 22:14 napisał:Ancora? Basta
Kiedy aktor na scenie otrzymywał podejrzanie duże brawa, pozostali aktorzy zawistnie mruczeli: "rodzina na sali". Nie podejrzewam Adama Chrząstowskiego o liczną i regularnie piszącą recenzje rodzinę, ale przysięgam, że od wielu miesięcy nie mogę się nadziwić entuzjazmowi, który bije z wypowiedzi poprzedników wywyższających tę restaurację pod niebiosa i zapewniających jej stałe miejsce w Top Ten. Mam już wrażenie, że w Krakowie są dwie Ancory i dwie Dominikańskie, i że ja byłem w tej drugiej.
W skrócie mówiąc: moim zdaniem jedzenie tutaj jest przeciętne i kompletnie, ale to kompletnie nie rozumiem zachwytów pozostałych Gastronautów. W końcu mamy kilka naprawdę świetnych knajp w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie. Kilka osób potwierdza przerost formy nad treścią, ale dla mnie jest to również przerost przekazu marketingowego nad treścią (pełne samozachwytu opisy na stronie internetowej są po prostu nie do czytania) oraz – niestety – brak profesjonalizmu.
A teraz konkretnie.
Gdy zamawiałem trzech tatarów myślałem, że będą walczyć na moim talerzu krzycząc jeden przez drugiego: „to ja, to właśnie ja jestem najlepszy!”. Że będę się długo zastanawiał, czy najlepszy jest tatar wołowy, z dziczyzny czy tuńczyka. Nic z tego – te tatary prawie się nie różniły smakiem, były tak samo nijakie i niedoprawione.
Zamówiliśmy też carpaccio z tuńczyka. To, co podano nie miało nic z carpaccio wspólnego: grubo pokrojone płaty żylastego tuńczykowego mięsa. Carpaccio i sashimi to zupełnie inne potrawy i na sashimi udajemy się raczej do sushi baru, gdzie potrafią odróżnić ładny kawałek tuńczyka od kiepskiego. Naprawdę przykro mi to pisać, ale tak się po prostu nie robi.
Udało mi się odtworzyć, że podczas pierwszej wizyty zamawialiśmy stek z tuńczyka i mille-feuille, ale niestety niczym w mojej pamięci się nie odznaczyły. Dopiero przy drugiej wizycie przypomniałem sobie, że je zamawialiśmy, dziwiąc się – ponownie – nijakości i nie doprawieniu tych dań.
Tagliatelle z kolendrą i imbirem zostało niestety w całości zdominowane przez imbir, więc tu przynajmniej odpada kwestia niedoprawienia. Lucjan był w porządku, ale gdzie mu do suma afrykańskiego z Paese. Puree zwykłe.
To tyle w kwestii smaku, który w pewny momencie staje się bardzo subiektywny. Może to jest jakaś kuchnia autorska, może czytamy różnych autorów – to byłoby pół biedy. Niestety do zarzutów zmuszony jestem dorzucić starą bułkę podaną na początku, nijakie zupełnie czekadełko i kartę pt. „Szef kuchni poleca”. Otóż podczas naszej wizyty szef kuchni polecał w karcie przegrzebki i ostrygi, których nie było. To w tej kwestii ja, złośliwy warszawiak, miałbym postulat, aby szef polecał coś, co jest na co dzień dostępne w Krakowie. Bo jak tego nie ma (w co zresztą nie wierzę, to kwestia profesjonalizmu osoby prowadzącej biznes), to wychodzi na to, że szef poleca własną nieudolność. Zresztą naprawdę nikt szefa nie zmusza to tego, by owoce morza były gwoździem programu w mieście, z którego widać Tatry.
Zdaję sobie sprawę, że mój głos utonie w morzu pochwał dla Ancory, ale kontrast między samozadowoleniem twórców tego miejsca a tym, co nam zaserwowano powoduje, że czuję się zupełnie jak Anna Fotyga: poraniony.14 z 15 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
StachuK 3 recenzje
04.05.2009, 11:32 napisał:Jeden z najlepszych
Byłem tam we wczesnych godzinach popołudniowych. Lokal nieprzepełniony gośćmi, bardzo miła atmosfera. Kelnerzy bardzo grzeczni. Zamówiłem najpierw drinka z miętą i rumem kubańskim. Pojawiła się odpowiednia muzyka w rytmach południowych. Następnie turbot zawijany w płaty boczku -wyśmienity. Zakończyłem sufletem czekoladowym z sosem winogronowym i serem pleśniowym - bardzo dobry.
0 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
EgonAnto 3 recenzje
30.04.2009, 23:42 napisał:Warto zajrzeć, choć nie należy oczekiwać powalenia na kolana przy każdym daniu.
Miałem okazję być kilka dni w Krakowie, w celach bliskich do żadnych, więc część czasu na "zmarnowanie", nie zmarnowałem i postanowiłem wypróbować restauracje, w których jak dotąd nie jadłem. Wybór padł na "Renaissance" i "Ancorę", tutaj - z przyczyn oczywistych - szerzej zajmę się tą drugą, choć porównań nie uniknę, bo oba lokale - przynajmniej cenowo - to zbliżona liga. Postaram się pisać krótko i rzeczowo, bo choć jedzenie może zbliżać się do poezji, faktem pozostaje, że zupa to zupa; poza tym, pragmatyzm mam we krwi.
Zacznijmy od zupy. W "Ancorze" zjadłem osławioną (na 'gastronauci.pl') rakową i smakowała mi, głównie ze względu na 'teksturę' - stosunkowo nudny sam w sobie krem (błąd, moim zdaniem, kremu z langusty w 'Renaissance') urozmaicono krewetkami, kawiorem i grzanką, które pozwoliły cieszyć się każdym kęsem i oczekiwać następnego. Pozostawienie kremu i tylko kremu, choćby niezwykle pysznego, przy 6-7 łyżce zmieni najlepszą nawet zupę w nudny płyn, który człowiek wlewa w siebie bez większego przekonania. Z rakową tak nie jest. Polecam. Na kolana raczej nie powali, ale podniebienie ucieszy.
Na drugie zjadłem filet z ryby, nie piszę jakiej, bo - szczerze powiedziawszy - nie pamiętam. Ogólnie najsłabsza część miłego posiłku; ryba bez rewelacji (odrobinę przesolona i troszkę suchawa), szpinak z papryką dobry, kartofelki dobre. I chociaż wszystko osobno smakowało dość przeciętnie, to nałożone na widelec razem (ziemniaki, szpinak, papryka, orzeszki, trochę sosu), dawało zupełnie ciekawy efekt, chociaż drugi raz tego dania nie wezmę.
Wreszcie deser: suflet czekoladowy z serem pleśniowym. Absolutna rewelacja! Ser pleśniowy na deser nie był dla mnie nowością, w lubelskiej "Tamarze" jadłem już tartę z serem pleśniowym i gruszką (między innymi), ale deser, który zaserwował mi sam Ancorowy Mistrz (bardzo miły gest), to istne "niebo w kokilce" (potem w gębie). Delikatny, czekoladowy, z wyraźną nutą pleśniowego sera, ale nienachalną. Suflet z najwyższej półki. Niezdecydowanym polecam, przekonanych - jestem pewien - nie muszę zachęcać.
Jeśli chodzi o samo miejsce: zgadzam się z przedmówcami. Przyjemne, subtelne wnętrze, choć trochę sterylne i pozbawione jakiegoś specjalnego charakteru. Obsługa profesjonalna, chociaż - jak wszędzie - nie wszyscy. Ale zdecydowanie powyżej polskiej przeciętnej.
Podsumowując: z niejednej kuchni już jadłem. Dzisiejsze doświadczenie nie wryło mi się w pamięć po wsze czasy, ale zapisało się na tyle wyraźnie, że z przyjemnością wrócę do Ancory na jutrzejszy obiad. Warto.
Uzupełnienie z dn. 3.5.2009 r.:
Wracać tu warto...
Jako seryjny żerca, lubię powracać na miejsca swoich kulinarnych eskapad. Zresztą, powrót do Ancory zaplanowałem już w trakcie pierwszego pobytu. Wniosek końcowy może być tylko jeden: zdecydowanie było warto. Poziom oczekiwań: 6 ('kulinarna ekstaza'); spełnienie: 100%.
Na początek zupa: dziś wybór padł na orientalny bulion, który był re-we-la-cyj-ny! Mieszanka smaków zniewalająca, zupa pikantna i łagodna jednocześnie, a przy tym - co szczególnie mnie zaskoczyło - przy całym wachlarzu niecodziennych dodatków (anyż, trawa cytrynowa, kolendra), bulion jako taki zachował swój delikatny charakter. Jedna z najlepszych zup, jakie kiedykolwiek jadłem.
Po zupie gęsię wątróbki, karmelizowane, z grzankami i figami. Danie dobre, chociaż - jak na mój gust - wątróbki odrobinę zbyt krwiste, ale to wyłącznie kwestia gustu. Następnym razem poproszę o 'podgotowanie' ich trochę bardziej, bo w dzisiejszym stanie od razu przywołały mi w pamięci "Feminę" Szulkina, w której dzieci zmuszano do pogryzania surowej wątroby 'dla zdrowotności'. Danie dla fanów wątróbek, a ja jestem w TYM departamencie neofitą.
Na tym mój drugi pobyt miał się w Ancorze zakończyć, ale czułem niedosyt, więc - jak zwykle - poprosiłem kelnera o polecenie czegoś niedużego, a naprawdę dobrego. O dziwo, kelner zaproponował mi risotto z grzybami i kotlecikiem jagnięcym. Smutne doświadczenia nauczyły mnie, że risotto jest jednym z tych dań, których nigdy nie należy zamawiać, bo są to zazwyczaj ryżowe mamałygi z wetkniętą tu i ówdzie smutną krewetką. Ale skoro polecał... Jeżeli miałbym wskazać jedno danie, które było w trakcie tej podróży naprawdę niezapomniane, to byłoby to właśnie to risotto: wyrazisty, aksamitny smak, rewelacyjna tekstura (lekko 'kleikowata', ale nie rozgotowana!), coś niesamowitego! Mogę jedynie żałować, że smakom nie da się robić zdjęć; temu risotto byłoby warto!
Jedyny drobny minus całego wieczoru to zmora polskich restauracji: zamówiony kieliszek wina przyniesiono mi w zamówionym kieliszku. Lekki zgrzyt, ale w polskich restauracjach w ogóle po macoszemu traktuje się singli zamawiających mniej już butelkę.
Podsumowując moje dwie wizyty w Ancora Restaurant: ze wszech miar godne polecenia miejsce, choć - trzeba tu zaznaczyć - nie najtańsze. Za wyżej wymienione przyszło mi zapłacić trochę ponad 140 złotych, niemało jak na jedną osobę. Ale jeśli tylko możemy sobie na to pozwolić, albo jest okazja, którą warto uświetnić dobrym obiadem, proponuję rozważyć Ancorę. Ja na pewno wpisuję ją na swoją kulinarną mapę Polski.3 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
savage 10 recenzji
16.04.2009, 12:53 napisał:Polecam :)
Byłam. W ten oto sposób godnie pożegnałam się z Krakowem (niestety). Teraz będę poznawać i zachęcać, bądź zniechęcać do poznawania kulinarnych zaułków Warszawy (niestety). Ancora to świetne miejsce, choć może mało kameralne... po prostu dobra restauracja! Był mały zawód, bo kaczka się skończyła, ale to tylko świadczy o tym, że była dobra ;) Reszta rzeczywiście świetna, choć... nie tak, jak u Wentzla! Blisko, blisko i może kiedyś postawię znak równości ;) Ogólnie wyrafinowane smaczne jedzenie z niezłą obsługą.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Olekf 8 recenzji
08.04.2009, 19:20 napisał:Godna polecenia
Do Ancory wybrałem się ze względu na przychylne recenzje. Było warto się tam wybrać.
Jako 1 danie zamówiliśmy zupę z raków (przepyszna, super efekt pękającego kawioru w buzi) oraz miskę 2 kremów z zielonego groszku i chrzanu - super połączenie delikatnej ostrości chrzanu i słodkości groszku, do tego super podana.
Główne danie to pierś z perliczki i polędwica wołowa z wątróbką gęsią. Pierś z perliczki przepyszna, rozpływająca się w ustach, super przyprawiona.
Połączenie polędwicy wołowej i wątróbki gęsiej to coś najcudowniejszego na świecie. Nie ma słów żeby opisać każdy kęs tego dania.
Deser to tarta z białej czekolady z sorbetem brzoskwiniowym, bardzo dobra. Drugi z deserów to znany w innych recenzjach suflet czekoladowy z serem pleśniowym oraz pikantna konfitura z winogron. Kolejne przepyszne połączenie. Drugi deser był podany i przygotowany przez samego szefa kuchni, miłe zaskoczenie :) zwłaszcza dla kogoś kto interesuje się kuchnią.
Jedyny minus to ugotowane warzywa, które były podane do polędwicy wołowej, które były jak dla mnie troszeczkę przesolone, ale i tak maks pkt. za jedzenie.
Cena za kolację dla dwojga plus butelka wody i 2 lampki wina - 240 zł.
Bardzo szybka i rzetelna obsługa.1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
lEnU 22 recenzje
29.03.2009, 21:38 napisał:Świetna restauracja
Do Ancory udałem się po przeczytaniu entuzjastycznych opinii na gastronautach, więc oczekiwałem wiele.
Jedzenie - zamówiłem zupę z raków, jesiotra za poleceniem kelnera i sławny suflet czekoladowy. Zupa - poezja, dawno nie jadłem tak smacznej zupy. Suflet czekoladowy z pleśniowym serem i winogronami równie zachwycający. 5 gwiazdek za jedzenie dałem jednak na wyrost starając się być maksymalnie obiektywny, bo jesiotr mnie nie zachwycił, ale przyznaję że to może być subiektywna niechęć do szczególnej wersji ogórków kiszonych, którymi został przyprawiony i jak dla mnie zepsuty. Chodzi o ten typ w zapałkę ciętego kwaśnego jak nie wiem ogórka który kojarzy mi się z paskudną zupą ogórkową z przedszkola :) Poza tym danie to wieża z buraczków, ziemniaczków, ryby i nieszczęsnego ogóra, który to zestaw to dla mnie dość przypadkowe złożenie dobrych składników ale smakowo nie tworzących muzyki smaku.
Obsługa w Ancorze to to co wyróżnia na tle innych restauracji w Krakowie. Nie wiem jak jest dobierana tutaj, ale na pewno nie tak jak w innych lokalach. Niestety w Krakowie to klasa dla siebie.
Wystrój w porządku, na poziomie. Za wspomniany obiad trzeba dać koło 100 zł więc myślę, że w sam raz jak na taki lokal. W Ancorze jadłem kilka dni po wizycie w Aqua e Vino, siłą rzeczy porównanie obu zajmujących miejsca w czołówce krakowskich restauracji nasuwa się samo. Kuchnią i ceną wygrała Aqua wystrojem i przede wszystkim obsługą Ancora. A że jedzenie zależy od tego co się w danym dniu wybierze więc Ancora cały czas ma szanse na bycie numerem 1 w mieście.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
baron 97 recenzji
05.01.2009, 01:15 napisał:Pierwsza liga, ale nie czołówka!
Do wizyty w Ancorze przymierzałem się od dawna, toteż oczekiwania co do miejsca były wysokie, ale traktowałem je racjonalnie, żeby nie spalić się na starcie. Ancorę wybrałem na naszą rocznicę, także "temat". Miałem nadzieje że będzie to "temat" z rodzaju, a pamiętasz jak byliśmy pierwszy raz w Ancorze... Wnętrze jest troszeczkę zbyt sterylne, zgadza się, jest dopracowane, świetnie wykonane, design jest domkniętą całością, ale na tyle, że na człowieka, który szuka relaksu już trochę brakuje miejsca. Jest to na pewno świetne miejsce na kolacje biznesowe, widzę to przed oczyma jak ustala się wysokości, stawki, tylko co my w Krakowie za biznes mamy? Ale ta dygresja to do innego felietonu :] Przeszliśmy klasyczna drogą przez wszystkie składowe karty.
Przystawki. Śledź wyśmienity niewątpliwie był to najlepszy śledź z borowikami jakiego w życiu jadłem. Delikatny, lniany, rozpływający się w ustach. Niestety ja wybrałem pierś kaczki na zimno na pomarańczach i tu zaczął się pierwszy zgrzyt. Kaczuszka, że tak powiem rozkręcała się powoli, na początku miałem wrażenie że była za długo chłodzona, jakby przeszła czymś w chłodni, brakowało w tym jakiegoś wyraźnego kontrapunktu, czułem się troszeczkę jakbym jadł już danie główne. Ponadto i tu duży minus - oliwki, którymi była posypana to były posiekane przemysłówki po 7 zł za kilo, takie rzeczy w kuchni autorskiej nie powinny się znaleźć, w takiej wersji lepiej żeby nie było ich wcale jak są to niech będą kalmata albo mr. athos, coś co ma z oliwką coś wspólnego.
Zupy. Zupa rakowa z czerwonym kawiorem, dobra, ale też nie zwalająca z nóg, może gdyby było więcej kawioru. Dokonaliśmy zamiany i znowu przegrałem, zupa rybna z borowikami pycha, rybka nie do opisania, grzybki wywar świetne i tu pojawił się znowu problem - słodka śmietanka w zupie po paru łyżkach czyniła ja niejadalną i robi się strasznie mdło, z radością powróciłem do raków.
Danie główne. I tutaj role się odwróciły A. miała sarninę średnio wypieczoną, dla mnie pyszna, proste, świeże, delikatne lekko krwiste mięsko, ale znowu coś. Mej miłej nie smakowała. Ja miałem jesiotra w wersji poezyjnej, jak gdyby ktoś przy nim stał i gapił się na termometr wbił w jego boczek drżąc o każdą sekundę. Ziemniaczki na masełku umłucone i buraczki, rodem wyciągnięte z domowych niedzielnych obiadów, pycha, ale można takie jeść w domu jak ktoś potrafi dobrze gotować.
Troszkę już oswoiliśmy się ze sterylnością miejsca po tej chwilce.
Kawy na pobudzenie rewelacja, naprawdę świetne, crema na espresso na 4 mm, cappuccino bardzo zbliżone do włoskiego co w Polsce zdarzyło mi się parę razy.
Deser. No i desery, proszę państwa, tu poczułem mistrza. Suflet czekoladowy z sorbetem to coś na co można tam chodzić wycieczkami w ciemno. Idealnie zrobiony, lejący w środku na zewnątrz przysuszony, finezyjnie podany. Drugi deser chyba tarta z białej czekolady na brzoskwini równie pyszna, ale nie chciałem plamić smaku sufletu.
Pochwalić należ Ancorę za kartę win, taka karta powinna być w każdym szanującym się lokalu tej klasy. Dobra selekcja chodź brakuje 2-3 specjałów spoza tego co konieczne. Pochwała należy się też za szkło Riedla, w Krakowie do tej pory spotykałem tylko w jednym miejscu (patrz ulubione), ale naganna i to potężna za przyniesienie NALANYCH KIELISZKÓW do stolika to na samym początku zmierzwiło mi włos na głowie, więc bilans na zero.
Obsługa jest pierwsza klasa zwracam na to bardzo uwagę, bo boleję nad polskim rynkiem w tym zakresie. Miła subtelna, dobrze wyszkolona, lokal sprzyja subtelnemu podpatrywaniu kiedy nadejść z następnym daniem, tu plus za projekt.
Tak więc zbierając wszystkie dane. Nie jest to broń boże lokal zły, ale jak na kuchnię autorską promowaną w tylu miejscach to troszkę za mało i nie jest to wina nieobecności maestro, specjalnie wchodzą przeszedłem obok kuchni i wychodzą również - pan Adam cały czas tam pracował. Jedzenie można to określić "pływa" od świetnych nudnych wykonań po oznaki geniuszu. Wydaje mi się, że można w Krakowie znaleźć bardziej "dopięte" miejsca. Jeżeli natomiast szuka się świetnego kulinarnego warsztatu bez specjalnych wariacji to miejsce jest idealne. Rachunek był miłym zaskoczeniem, poniżej 300 zł, a praktycznie wytoczyliśmy się stamtąd a nie wyszliśmy.
Jeszcze tam wrócę, na razie muszę nabrać to tego wydarzenia dystansu, być może wtedy spotkam się z tym czystym geniuszem opisywanym tak szeroko.2 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
ostatnio dodane
bądź pierwszy
nowe lokale: Kraków
-
New Delhi Bar
opinii: 0 -
Restauracja Ogród Smaków
opinii: 0 -
Ptasiek Cafe
opinii: 0 -
Sports Pub CK Browar
opinii: 0