opinie gastronautów (41)
-
dorota0909 10 recenzji
29.08.2010, 21:43 napisał:Recenzje nie zastąpią dobrej kuchni...
Zaciekawieni dobrymi recenzjami na „Gastronautach” oraz w miesięczniku Kuchnia postanowiliśmy wybrać się na kolację do Ancory.
Powitało nas: ładne i proste wnętrze oraz miła i profesjonalna obsługa.
Na początku, przy wyborze wina z zachęcająco długiej karty, okazało się, że wybrane Brunello nie jest dostępne. Na szczęście kolejne wybrane przez nas Chianti okazało się bardzo dobre.
Zachęcające opisy przystawek nie znalazły odzwierciedlenia w podanych daniach. Śledź - ciekawy w smaku, ale tatar nie wyróżniał się niczym szczególnym.
Znacznie gorzej wypadły dania główne – kaczka i jagnięcina – podane z tymi samymi niedoprawionymi warzywami z wody. Samo mięso również nie zaskakiwało smakiem ani towarzystwem ciekawych sosów.
Jedyny mocny punkt wieczoru w Ancorze stanowiły desery – rozpływające się w ustach ciasto czekoladowe oraz pyszna tarta z białą czekoladą.
Powiem krótko. Nasze oczekiwania rozbudzone recenzjami były zdecydowanie większe.
Stosunek jakości do ceny nie wypada korzystnie. Po takiej restauracji należy oczekiwać znacznie bardziej zaskakujących wrażeń kulinarnych.Data wizyty w lokalu: 14 sierpnia 2010, godz. 20:001 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
m.markiewicz5 1 recenzja
23.08.2010, 10:00 napisał:Restauracja GODNA POLECENIA moim zdaniem THE BEST OF
Na miejsce naszej kolacji z okazji rocznicy ślubu wybrałem restaurację ANCORA z dwóch powodów. Po pierwsze z racji, iż szefuje tam pan Adam Chrząstowski, a po drugie z racji naprawdę dobrych opinii.
NIE ZAWIODŁEM SIĘ.
Jedzenie wspaniałe, w sam raz doprawione, ładnie skomponowane dobrze podane, szczególnie polecam perliczkę, palce lizać :).
Obsługa na wysokim poziomie, sprawnie sobie radzi ze wszystkim, jednocześnie nie narzucając swojej obecności.
Piwniczka wina bogata i imponująca, a obsługa kompetentna w tym temacie.
Wystrój skromny, ale bardzo elegancki.
A ceny adekwatne do klasy miejsca i jakości obsługi i potraw.
Była to nasza pierwsza tam wizyta, ale na pewno nie ostatnia.
POLECAMY.Data wizyty w lokalu: 22 sierpnia 2010, godz. 19:000 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
KASIASUM11 1 recenzja
11.08.2010, 13:54 napisał:Tylko na raz!
Witam wszystkich Gastronautów. Jestem częstym gościem tego portalu, ale pierwszy raz postanowiłam zamieścić tu opinię. Natchnęła mnie do tego wizyta w restauracji"Ancora". Jakiś czas temu nasi znajomi polecili nam tę restauracje, postanowiliśmy ją wypróbować. W drzwiach powitał nas uśmiech kelnerki, czysty i elegancki wystrój, stoły przykryte białym obrusem - bardzo sympatycznie. Pani kelnerka poleciła nam ryby - ja miałam sandacza, a mąż krewetki (niebo w gębie), nigdy w życiu nie jadłam tak dobrej ryby. Pięknie podana - oczywiście nie mogę zapomnieć o dodatkach, które uzupełniały danie. Nasza mała kelnereczka (bo tak nazwaliśmy ją po tej wizycie, niestety nie znamy jej imienia) umilała nam wieczór żartując i pomagając w doborze różnych trunków.
Wspominając z uśmiechem tamten wieczór postanowiliśmy zaprosić tam naszych przyjaciół. Wieczór zapowiadał się obiecująco, na myśl o innych daniach z menu ciekła ślinka. Niestety tego wieczoru nie możemy zaliczyć do udanych - mimo, że przywitano nas równie miło, pani kelnerka nie była uprzejma - traktowała nas jakby "z góry". Długo czekaliśmy, żeby w ogóle do nas podeszła. Moja znajoma zapytała o napoje i została obrzucona takim spojrzeniem, że zrobiło mi się wstyd, że ich tam zaprosiłam - mimo że potrawy znów były wyborne (widać rękę mistrza). Czuliśmy się jak intruzi.
Dwa wieczory i zupełnie skrajne opinie. Polecam tę restauracje tylko "na raz"! Mam nadzieje, że ta opinia pomoże innym w wyborze tej lub nie tej restauracji.
1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
gastroboy 11 recenzji
30.06.2010, 12:59 napisał:Restauracja z klasą i smakiem
Po przeczytaniu poniższych recenzji zdecydowaliśmy z dziewczyną, że musimy odwiedzić to miejsce. Na wejściu już widać i czuć w powietrzu, że lokal stoi na wyższym poziomie niż większość restauracji na rynku. Kelner od razu zajął się naszymi nakryciami i zaprowadził do odpowiedniego stolika.
Na początek zamówiliśmy po zupie ja polecaną z ryby, a dziewczyna z prawdziwków (nie pamiętam czy tak się nazywała). Z grzybków zupa ponoć bardzo dobra, natomiast rybna rewelacja! Nigdzie na rynku nie jadłem tak dobrej zupy.
Dania główne czyli: comber jagnięcy i perliczka. Comber wyśmienity, zamówiłem dobrze wysmażony i taki dostałem, ale nie suchy, do tego ciekawa kompozycja warzywna oraz zapieczone w ciekawy sposób ziemniaki. Perliczka też przyrządzona z pełną dbałością o barwę smaków + ziemniaki zapiekane po krakowsku i mieszanka warzywna. Do tego polecam świeżo wyciskany sok z pomarańczy.
Podsumowując jedzenie bardzo dobre, oczywiście dla niektórych porcje dań głównych mogą być małe, ale o to chodzi tam się nie idzie napchać tylko zjeść ze smakiem :).
Na pewno chętnie odwiedzę jeszcze raz Ancorę, ponieważ w karcie było jeszcze trochę dań, które chętnie spróbuje.
Ceny dość wysokie, ale to lokal z wyższej półki, w dodatku, że są adekwatne do jakości jedzenia.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Ghiottone 6 recenzji
19.03.2010, 18:59 napisał:Tylko OK...
Zanim udaliśmy się do tej restauracji zrobiłem dość szczegółowy wywiad w necie... Na nasz (żony i mój) wybór tego miejsca bezpośrednio wpłynął artykuł w magazynie KUCHNIA z 5/09, którego autorzy zachwycają się serwowanym tutaj jedzeniem. Moja żona jest mistrzem w kuchni a jej ulubione zajęcie to poznawanie przepisów, ich modernizacja i dawanie rozkoszy naszym kubkom smakowym. Najbardziej odpowiada nam nowoczesna kuchnia oparta na tradycji śródziemnomorskiej w powiązaniu z niektórymi kuchniami azjatyckimi (indyjską, tajską, wietnamską i japońską głównie).
Lokal jest położony b. dobrze. W centrum, ale leciutko poza trasą turystyczną (tak ma być, bo nie jest to kuchnia dla zwiedzających).
W jakiejś recenzji była mowa o hałasie tramwajowym, ale to nie problem, przynajmniej dla mnie.
Wystrój..., zostawmy go w spokoju, przecież nie po to przyszliśmy...
Obsługa od samego wejścia do naszego wyjścia - a spędziliśmy tutaj prawie 4 godz. była superowa. Nie mamy żadnych zastrzeżeń. Prawdą jest, że w lokalu nie było tłoku, więc nie umiem powiedzieć co by się działo przy większej ilości gości, ale my byliśmy obsługiwani bez zarzutu (kelner informował o wszystkim wcześniej, bez pytania; doradzał; donoszono nam wszystko co trzeba w odpowiednim tempie, bez najmniejszych z naszej strony gestów).
Jedzenie: Byliśmy w trójkę - dwie panie i ja.
Prosecco na zaostrzenie apetytu - OK. Tzw. Kop - strzał z mrożonej wódki pieprzowej z ostrygą i cytryną - REWELACJA.
Shiraz President - Wolf Au - bez fanfarów, ale to moim zdaniem dlatego, że był za zimny - ok. 14ºC (żyję w Australii od 1988 i trochę się znam na ichniejszych winach..., powinien mieć ok. 20º C).
Moja biała zupa rybna z borówkami - super pomysł - była świetna, chociaż niezbyt gorąca.
Risotto grzybowe z jagnięciną - j/w.
Carpaccio z tuńczyka jedzone przez moją żonę miało jakiś problem z dosmaczeniem.
Sałata z warzyw z rusztu ze szpinakiem, orzechami i serem - b.d. - ponownie bardzo mała porcja.
Śledź marynowany w borowikach na żytnim blinie i sałatce z jabłkami - b.d.
Suflet czekoladowy - danie, o którym głośno wszędzie - faktycznie b. ciekawy.
Podsumowując:
Nasze jedzenie było na pewno przyrządzone ze świeżych składników. Nie było przesolone, co wielu gości zarzuca. Nie było też aż tak rewelacyjne, jak byśmy się spodziewali. Było go b. mało - żona i ja wyszliśmy głodni. Cena w powiązaniu do ilości i wartości serwowanych potraw i niektórych napoi stanowczo za wysoka...
Konkluzja:
Jedzenie ciekawie i odważnie skomponowane smakowo, ale porcje stanowczo za małe. Przyjmując, że idziemy do restauracji tylko po to, by spróbować coś nowatorskiego nie zaspakajając głodu - rachunek w okolicy 500 zł na 3 os. z alkoholem jest stanowczo za wysoki...
Gdy patrzymy w menu i widzimy ceny potraw to wydaje się, że wszystko jest OK... Ale po porównaniu tego co zjedliśmy i na ile czujemy się syci, przychodzi refleksja - czy aby nie przepłaciliśmy...
Wydaje mi się też, że posiadanie na stanie wód mineralnych tylko wody Perrier, której cena zawsze zniewala, to nietakt - jest wiele tańszych wód mineralnych porównywalnych smakowo...
Nie rozumiem dlaczego Ancora uważana jest za jedną z dwu najlepszych restauracji Krakowa..., bo jadałem w Krakowie zdecydowanie lepiej i TANIEJ. Chyba że największy wpływ na ocenę klasy restauracji ma jakość obsługi - wtedy tak, to była chyba najlepsza restauracja krakowska - z tych w których byłem...2 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
mlodyrs 16 recenzji
16.03.2010, 13:54 napisał:Naprawdę warto
Pierwszej wizycie w Ancorze towarzyszył niepokój związany z faktem, że wielokrotnie posiłki w polecanych restauracjach kończyły się nieprzyjemnym zawodem. Tym razem obyło się bez przykrych niespodzianek, a do lokalu chętnie wracamy.
Zapoznaliśmy się z częścią karty, ale wszystkie dania wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie, zarówno co do smaku, jak też wyglądu i sposobu podania. W pamięć zapadły w szczególności biała zupa rybna i zupa rakowa, małże św. Jakuba i jagnięcina.
Obsługa sprawna i fachowa, jednakże przy większej ilości gości czas oczekiwania znacznie się wydłuża, zatem należy przyjąć, że jest jej za mało.
Wystrój wnętrza przyjemny, szczególnie dla osób nie będących miłośnikami nadmiaru zdobień i dekoracji. Sala dla niepalących naprawdę wolna od dymu. Jedynie odległości pomiędzy stolikami mogły by być trochę większe.
Oceny karty win się nie podejmuję, tym bardziej, że przy każdej wizycie przypadała mi niewdzięczna rola kierowcy.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
lEnU 22 recenzje
19.12.2009, 10:15 napisał:Kolejne wizyty, druga recenzja
Kolejne wizyty zrewidowały trochę mój pogląd na Ancorę. Ale po kolei: jedzenie - znowu krakowska czołówka, ale nie 1. miejsce. Generalnie jest bardzo dobrze, i pysznie, i ciekawie, jednak jest jeden minus. Nie wiem, czy to zamysł szefa kuchni, czy jakiegoś szalonego pomocnika, ale za każdą wizytą jedno danie jest przesolone. Gdyby to było raz - ok. błąd się zdarza - ale zawsze?! Szczytem było dla mnie przesolenie zupy, która miała być orientalna - byłaby za ostra - ok, można by było stwierdzić, że to moje europejskie podniebienie nie dorosło do pikantności zupy, ale przesolić zupę orientalną jednocześnie nie zapewniając jej pikantności lub bukietu orientalnych przypraw to poważna wpadka. Na przeciwnym brzegu są desery - klasa - te wg. mnie to krakowski nr. 1. Obsługa - jak poprzednio super. W wystroju musiałem odjąć gwiazdki za brak odświeżenia lokalu - ściany po prostu są już brudne jak na restaurację, gdyby to był bar mleczny to bym się nie czepiał. Druga rzecz to nadgryziona zębem czasu zastawa stołowa - to nie tylko bolączka Ancory, ale i innych najlepszych krakowskich restauracji, w dodatku ciężko to pojąć jak do tego dochodzi. Prędzej zrozumię, że ściany ciężko podmalować raz na jakiś czas, ale sprawdzić i wymienić wyszczerbione talerze czy cukierniczkę? Cena - płaci się sporo za jedzenie i klimat - bo tego miejscu nie brakuje. Ktoś wspomniał o gwiazdkach Michelina. Czytałem gdzieś na blogu Ancory wypowiedź szefa kuchni, że nie ma szans na to w Polsce, bo po prostu jesteśmy na to za biedni - za te marne pieniądze, które zostawiamy w restauracjach nie da się stworzyć takiej co na gwiazdkę zasłuży. Patrząc na Ancore trzeba się z tym faktem zgodzić, niekoniecznie z faktu tego wytłumaczeniem. Z dobrą kuchnią (prócz tej nieszczęsnej soli!), klimatem, ale z drugiej strony stanem lokalu, choć widać, że szefowi kuchni śni się to po nocach, na gwiazdkę szans nie ma.
Aaa - jeszcze jedno - Aqua e Vino przy bliższym poznaniu traci, Ancora zyskuje, ale na nr. 1 w Krakowie jeszcze nie zasłużyła.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
mstrab 5 recenzji
08.09.2009, 23:45 napisał:Prawdziwa zagadka
Wizyta w Ancorze zachęciła mnie do zamieszczenia pierwszej recenzji na Gastronautach. Nie dlatego, że moje wrażenia są jednoznacznie pozytywne lub negatywne. Wręcz przeciwnie. Uważam jednak, że jest to jedna z najlepszych polskich restauracji i w związku z tym zasługuje na uczciwą recenzję.
Wystrój restauracji jest oszczędny. Brak tu bibelotów, wycinanek i "sztuki" na ścianach. Zarządzający lokalem chcą nam w ten sposób zapewne powiedzieć: "Nie myśl o głupstwach, myśl o jedzeniu!". Uważam tą koncepcję za właściwą. Oczywiście pod warunkiem, że jedzenie może przykuć CAŁĄ naszą uwagę.
Ocena obsługi jest pierwszym trudnym wyzwaniem. Początkowo byłem zachwycony faktem, iż kelnerzy wiedzą jak poruszać się po sali; być obecnym i nie narzucać się zarazem; wiedzą jak podać potrawy i trunki.
Oczywisty w polskiej restauracji jest brak sommeliera i specjalisty od serów. Na szczęście przynajmniej jeśli chodzi o wina, obsługujące nas osoby wypowiadały się kompetentnie i wydawały się znać dość dobrze długą kartę win lokalu. Niestety, osób z obsługi jest zbyt mało. Na początku byliśmy w restauracji niemal sami. Jednak z czasem lokal zapełnił się i obsługa zaczęła popełniać błędy. Przypuszczam, iż właśnie w związku z brakami kadrowymi pojawiły się problemy z "przyciągnięciem" uwagi obsługi. Kelnerzy zaczęli, z pośpiechu zapewne, popełniać błędy w sztuce np. nalewając mi wino z lewej strony ("przez porcję") z łokciem niemal w moim nosie.
Karta w mojej opinii skomponowana w sposób właściwy drażniła moją partnerkę (A) nieco zbyt poetyckimi opisami potraw.
Najważniejsze jest jednak jedzenie. Na wstępie muszę pochwalić szefa kuchni za bardzo duży nacisk na jakość składników, których używa. To prawdziwa rzadkość.
"Amuse bouche" stanowiły samosy z farszem z gęsi i groszku przybrane pomidorem i pietruszką. Wyśmienite.
Przystawki. Carpaccio z tuńczyka, która jadłem było fantastyczne.
"A" wzięła zupę z raków, która była równie dobra.
Obydwa dania były wg mnie idealnie skomponowane: oryginalne, delikatne, głębokie i zachęcające do ciągu dalszego. Brawo Panie Chrząstowski.
Niemal z wypiekami na twarzach czekaliśmy zatem na dalszy ciąg programu.
Czas ten umiliło mi bardzo przyzwoite intermezzo pod postacią sorbetu cytrynowego na odrobinie wódki. Skądinąd genialnym wydaje mi się zwyczaj podawania intermezzo, tj. potrawy/drinka, który tworzy we wstępnie zapełnionym żołądku miejsce na przyjęcie głównego dania. Ancora jest jednym z niewielu chlubnych wyjątków, które Polsce kultywują ten zwyczaj.
Niestety dania główne nie stanowiły udanej kontynuacji wieczoru. Jesiotr, którego zamówiła "A" był coraz gorszy od góry do dołu, tj. od świetnego dressingu z ogórków kiszonych przez nieco zbyt "wodnistą" rybę, a skończywszy na podstawie z buraczków. W efekcie z bardzo ciekawe pomysłu wyszła raczej nudna potrawa.
Moja pierś kaczki była wyśmienicie przyrządzona, ale zbyt słony sos, którym polano chrupkie warzywa z wody, zupełnie zabijał świetne skądinąd puree gruszkowe. I znów niewłaściwe skomponowanie proporcji składników sprawiło, że nie udało się odczuć tego co zapewne "autor miał na myśli".
Na koniec wzięliśmy sery - prawdziwy papierek lakmusowy jakości restauracji. Wybór sześciu francuskich serów był dla nas miłym zaskoczeniem. Porcja była tylko nieznacznie zbyt duża. Sery zaś wybrano w sposób zachowawczy, ale nie nudny.
Wino, które wybraliśmy, to Shiraz z winnicy rodziny Coppola. Pragnę zaznaczyć, iż wybór wina nie wpływał na sposób oceny potraw przez autora niniejszej recenzji.
Espresso było dobre, choć nieco zbyt wodniste, ze zbyt małą ilością "cremy".
Rachunek za dwie osoby na poziomie niecałych 400 zł (bez napiwku) uważam za dobry stosunek ceny do jakości.
Podsumowując muszę zaznaczyć, że miałem okazję spróbować jedynie niewielkiego wycinka karty dań. Zatem moja ocena może nie być w pełni miarodajna. Uważam, że Ancora jest jedną z najlepszych polskich restauracji. O ile dobrze odczytuję intencje właścicieli, to jest to restauracja, która pragnie iść raczej w kierunku stylu Michelina, niż knajpy dla spotkań korporacyjnych. Z pewnością "medialny" szef kuchni i wiele opisanych powyżej atutów mogą w tym pomóc. Uważam, że drobne korekty w kursie obranym przez autorów tego przedsięwzięcia mogą sprawić, iż Ancora jeszcze bardziej nas zaskoczy w przyszłości.
Na marginesie pozwolę sobie dodać, że czas najwyższy, aby nasi szefowie wzięli się poważniej do roboty. Trochę wstyd, że w Polsce na 38 mln mieszkańców przypada 0 (słownie: ZERO) gwiazdek Michelina.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
degustibus 2 recenzje
28.08.2009, 16:31 napisał:Oczekiwałbym więcej
Kraków jawił mi się jako miasto z dużą ilością kawiarni i restauracji, co powinno przełożyć się na większą konkurencję i wyższy standard niż np. na pustyni warszawskiej.
Jak na wiodącą restaurację, jedzenie średnie, a już na pewno smak nie dorównuje wyjątkowo poetyckim nazwom pozycji w karcie. Musiałem zajrzeć do angielskiej wersji, żeby przebić się do sedna. Obsługa miła, ale niezbyt kompetentna.
Wybór win bardzo dobry.
Ogólnie miejsce godne polecenia, ale jeszcze nie pierwsza liga europejska.2 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
lukasz 121 recenzji
05.05.2009, 22:14 napisał:Ancora? Basta
Kiedy aktor na scenie otrzymywał podejrzanie duże brawa, pozostali aktorzy zawistnie mruczeli: "rodzina na sali". Nie podejrzewam Adama Chrząstowskiego o liczną i regularnie piszącą recenzje rodzinę, ale przysięgam, że od wielu miesięcy nie mogę się nadziwić entuzjazmowi, który bije z wypowiedzi poprzedników wywyższających tę restaurację pod niebiosa i zapewniających jej stałe miejsce w Top Ten. Mam już wrażenie, że w Krakowie są dwie Ancory i dwie Dominikańskie, i że ja byłem w tej drugiej.
W skrócie mówiąc: moim zdaniem jedzenie tutaj jest przeciętne i kompletnie, ale to kompletnie nie rozumiem zachwytów pozostałych Gastronautów. W końcu mamy kilka naprawdę świetnych knajp w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie. Kilka osób potwierdza przerost formy nad treścią, ale dla mnie jest to również przerost przekazu marketingowego nad treścią (pełne samozachwytu opisy na stronie internetowej są po prostu nie do czytania) oraz – niestety – brak profesjonalizmu.
A teraz konkretnie.
Gdy zamawiałem trzech tatarów myślałem, że będą walczyć na moim talerzu krzycząc jeden przez drugiego: „to ja, to właśnie ja jestem najlepszy!”. Że będę się długo zastanawiał, czy najlepszy jest tatar wołowy, z dziczyzny czy tuńczyka. Nic z tego – te tatary prawie się nie różniły smakiem, były tak samo nijakie i niedoprawione.
Zamówiliśmy też carpaccio z tuńczyka. To, co podano nie miało nic z carpaccio wspólnego: grubo pokrojone płaty żylastego tuńczykowego mięsa. Carpaccio i sashimi to zupełnie inne potrawy i na sashimi udajemy się raczej do sushi baru, gdzie potrafią odróżnić ładny kawałek tuńczyka od kiepskiego. Naprawdę przykro mi to pisać, ale tak się po prostu nie robi.
Udało mi się odtworzyć, że podczas pierwszej wizyty zamawialiśmy stek z tuńczyka i mille-feuille, ale niestety niczym w mojej pamięci się nie odznaczyły. Dopiero przy drugiej wizycie przypomniałem sobie, że je zamawialiśmy, dziwiąc się – ponownie – nijakości i nie doprawieniu tych dań.
Tagliatelle z kolendrą i imbirem zostało niestety w całości zdominowane przez imbir, więc tu przynajmniej odpada kwestia niedoprawienia. Lucjan był w porządku, ale gdzie mu do suma afrykańskiego z Paese. Puree zwykłe.
To tyle w kwestii smaku, który w pewny momencie staje się bardzo subiektywny. Może to jest jakaś kuchnia autorska, może czytamy różnych autorów – to byłoby pół biedy. Niestety do zarzutów zmuszony jestem dorzucić starą bułkę podaną na początku, nijakie zupełnie czekadełko i kartę pt. „Szef kuchni poleca”. Otóż podczas naszej wizyty szef kuchni polecał w karcie przegrzebki i ostrygi, których nie było. To w tej kwestii ja, złośliwy warszawiak, miałbym postulat, aby szef polecał coś, co jest na co dzień dostępne w Krakowie. Bo jak tego nie ma (w co zresztą nie wierzę, to kwestia profesjonalizmu osoby prowadzącej biznes), to wychodzi na to, że szef poleca własną nieudolność. Zresztą naprawdę nikt szefa nie zmusza to tego, by owoce morza były gwoździem programu w mieście, z którego widać Tatry.
Zdaję sobie sprawę, że mój głos utonie w morzu pochwał dla Ancory, ale kontrast między samozadowoleniem twórców tego miejsca a tym, co nam zaserwowano powoduje, że czuję się zupełnie jak Anna Fotyga: poraniony.15 z 16 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
ostatnio dodane
bądź pierwszy
nowe lokale: Kraków
-
Gościniec Polski
opinii: 0 -
Pizzeria Tina
opinii: 0 -
Polskie Jadło Compendium Culinarum
opinii: 0 -
Restaurcja Morskie Oko
opinii: 0