opinie gastronautów (26)
-
cenzor 1 recenzja
05.06.2010, 13:43 napisał:KOMpromitacja
Wybrałem się tam dwa razy.
Za pierwszym razem obsługa kelnerska pojawiała się z rzadka (trzeba się było dopraszać o rachunek u recepcjonistki), a na pytanie o kartę win usłyszeliśmy, że takiej nie ma, bo "właśnie jest wymieniana na nową". Do dyspozycji było tylko kilka butelek różnych win, z których kelnerka nawet nie była w stanie żadnego wymienić czy zarekomendować. Należało podejść do stolika w kącie i wybrać sobie samemu. Jak się potem okazało, powinniśmy byli też udać się na zaplecze i dobrać sobie kieliszki własnym sumptem, bo obsługa nie była w stanie odróżnić kieliszków do wina białego od tych do czerwonego.
Drugie podejście było jeszcze bardziej barwne. Gościłem obcokrajowca, który w Boże Ciało miał opuszczać Warszawę i chciał przed odlotem zjeść w "KOMie" obiad, ze względu na historyczny charakter tego miejsca i wystrój, o którym gdzieś czytał. Zadzwoniłem do restauracji dwa dni wcześniej i zarezerwowałem stolik na godzinę 12, dwukrotnie pytając, czy aby na pewno tego dnia mają zamiar obsługiwać gości (z informacji na ich stronie wynikało, że przez 3 następne dni lokal będzie nieczynny).
Punkt dwunasta ucałowaliśmy klamkę. Menedżer, do którego udało mi się dodzwonić, z rozbrajająco niewinnym głosem oświadczył, że tego dnia otwierają dopiero o godz. 15 i w ramach "rekompensaty" zaproponował mi... "Zniżkę przy organizacji kolejnego spotkanie". Średni żart.
Dodam tylko, że mój gość, wściekły i głodny, omal nie spóźnił się na samolot.
Takie atrakcje czekają na tych, których skusi nazwisko właścicielki (skądinąd świetnej aktorki) i nie zniechęci średnia cena przyzwoitego obiadu oscylująca w okolicach 100 - 150 zł.
Powodzenia!Czy ta recenzja jest przydatna?
-
nevermint 5 recenzji
31.05.2010, 03:18 napisał:Nierówny poziom
Miejsce o nierównym poziomie, pewne rzeczy bardzo ok, inne kiepsko. Na dzień dobry dowiedzieliśmy się, że nie ma karty win, co dało bardzo duży dyskomfort przy wybieraniu wina. Nie wiadomo o jakich cenach się rozmawia etc., poza tym ja jestem wzrokowcem i lubię sobie popatrzeć w karcie na szczepy, kraje, winnice, porównać z cenami i coś wytypować. Dobrym pomysłem jest tzw. asortyment, czy to przystawek czy deserów, bo ja lubię popróbować, chociaż znacznie lepiej ta pozycja wypada w Belvedere. Gorszym pomysłem są szklane talerzyki, bo szkło nie trzyma temperatury, więc ciepłe rzeczy szybko stygną. Bardzo dobre krewetki z pyszna kolendra. Sałatka do krewetek kompletnie bez wyrazu. Foie Gras zupełnie niestety bez polotu. Sernik z wasali miał być z tuńczykiem którego nie zauważyłem, ale że lubię wasali, więc i tak mi smakowało. Carpaccio poprawne. Wszystko niezbyt duże, porcję w kierunku francuskich. Fondue z kolei tylko w dużym garnku, więc dla co najmniej dwóch osób. Osobiście wolę małe garnuszki, żeby można było wziąć jedną porcję i spróbować czegoś jeszcze. Samo fondue bardzo poprawne, aromatyczne grzanki z cynamonem i imbirem. Czekoladowy suflet najbardziej polecany przez kelnera, to nic ciekawego, w innych restauracjach jadłem lepiej zrobiony. Tiramisu sam robię lepsze. Z tego wszystkiego najlepsze już były mrożone maliny. Sorbet mi smakował, narzeczonej nie. Ogólnie było to smaczne, ale rozczarowało. Reklama, strona w sieci, inne opinie, nazwy w karcie sprawiły, że moje oczekiwania były większe. Obsługa niestety trochę gorzej niż jedzenie. Lubię pewien luz, ale bez przesady, np. czekanie na przyjęcie zamówienia, a kelner gada z kolegą przez 3 minuty i nie patrzy na gości, by sprawdzić czy gotowi, etc. Na koniec okazało się, że nie można zapłacić kartą z powodu awarii. Z nieznanych mi przyczyn zaczął nam to tłumaczyć zupełnie nowy kelner bez żadnego wstępu etc. Kiedy wrócił nasz, ładniej się zachował, przeprosił. Wystrój też zapowiadał się lepiej. Jest przyjemnie, ale nieszczególnie elegancko. Smaczki, ale trochę łyso/pusto i widać, że lokal już trochę działa. Na zdjęciach lepiej to wygląda. Ogólnie jakość do ceny nie powaliła, a może raczej rzeczywistość w stosunku do oczekiwań wykreowanych przez stronkę i reklamy po prostu zawodzi. Mimo to można tam przyjść jeśli ktoś nie ma gdzie udać się na fondue, no i na krewetki z kolendrą.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
mariolka1 1 recenzja
21.02.2010, 11:42 napisał:Nigdy więcej!
Dania dobrze wyglądają w karcie, smak zimnego mięsa nie zachwyca, a 50 minut czekania na kelnera przy pustych szklankach wcale nie bawi. Wyjście do toalety to istna wyprawa. Jeśli macie nerwy ze stali i chcecie spędzić koszmarny wieczór - zapraszamy do Kom.
Często odwiedzamy różne restauracje, lubimy próbować. Wydawało się więc, że KOM będzie idealnym wyborem na sobotni wieczór. Okazał się koszmarną pomyłką.
Początek - ok. Kelner nam doradza (i odradza), zamawiamy napoje, dania główne i czekamy na polecaną przystawkę. Dipy są ok. Nie zachwycają, no ale na wybuchy smakowe czekamy do dania głównego.
W czasie oczekiwania restauracja zapełnia się gośćmi - wcześniej na sali byliśmy sami. I - na nasze nieszczęście pojawia się tłum obcokrajowców. No i się zaczęło.
Jedzenie.
Ogromne rozczarowanie. Oczekiwaliśmy rozkoszy podniebienia, dostaliśmy dania zwykłe. Wymyślny jeleń okazał się zimnym mięsem z kopytkami, a urzekająca kaczka otoczona była dodatkami, których zjedzenie było wręcz nieprzyjemne. Ale to może kwestia smaku.
Po jedzeniu nie zaproponowano nam deseru, a na "wypełnienie" szklanek czekaliśmy i czekaliśmy, i czekaliśmy...
Po rachunek sami musieliśmy się pofatygować. Oczywiście po prawie godzinnym oczekiwaniu na zainteresowanie. W odpowiedzi na to usłyszeliśmy, że pan kelner ma wielu gości. No tak, 4 stoliki to rzeczywiście tłum. Tłum na tyle stresujący, że kelner odpowiada nam "no to niech się pan poskarży".
Nasze rozczarowanie pogłębia fakt, że w tym czasie Brytyjczycy obecni w lokalu mogli nie tylko zrobić sobie zdjęcia z kelnerem, ale także na zawsze zapamiętają jego twarz - bo był z nimi bez przerwy.
Panie Piotrze z restauracji KOM. Polacy też zostawiają duże napiwki.
Nie zapominajmy jednak o plusach. W ferworze walki zostawiliśmy kartę płatniczą w lokalu. Zadzwoniono do nas po 30 minutach i poinformowano o tym fakcie. Dziękujemy. To był jedyny powód, dla którego byliśmy w stanie tam wrócić.
[Odpowiedź od Restauracji KOM:
Serdecznie dziękujemy za merytoryczną krytykę!
Państwa uwagi pomogą nam w usprawnieniu standardu i jakości naszej obsługi.
Każda uwaga, każda opinia przybliża nas do sukcesu!!!
Restauracja KOM]2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
DominikMalysa 10 recenzji
09.08.2009, 12:53 napisał:Jedna z najlepszych restauracji w Polsce
Rewelacyjna restauracja z perfekcyjną autorką kuchnią fusion.
Od samego wejścia da się zauważyć pełen profesjonalizm. Przy wejściu recepcja pomagająca dobrać odpowiedni stolik. W środku ceglane ściany w połączeniu z industrialnym wystrojem, dyskretną muzyką dobrze nastrajając nadaje restauracji nieformalną atmosferę. Bardzo wysokiej klasy szkło, porcelana, sztućce i pozostała zastawa. Sala dla niepalących. Niektóre stoły z grzejnikami do fondue.
Świetna kolekcja win domowych w dobrych cenach na kieliszki (14 zł.) jak i butelki (79 zł). Butelki markowane KOM. Do tego świetna karta win z przeglądem 120 win z całego świata (niestety, często niektórych win brakuje). Perfekcyjna karta alkoholi, dobrze ułożona i bogata we wszelkie standardy + wiele "perełek". Jedyny mankament i wstyd przy tej klasie to brak Porto w karcie (kelner mimo to walczył żeby wybrnąć z sytuacji przyniósł i zaproponował kilka butelek muskatela jako alternatywę).
Karta dań ładnie wydana z propozycją win do każdego dania. Z niej próbowałem:
- zestaw 4 przystawek ładnie podany na marmurowej tacy a w nim:
a) cappucino z homara z dodatkiem wanilii, paluszkami parmezanowymi i tempurą z krewetki - nieco przygłuszony smak homara przez ubijanie piany, ale i tak bardzo dobre. Ocena 5-.
b) sernik z wasabi, tatar z tuńczyka i tobiko - wasabi świetnie wyczuwalne dopiero w drugim smaku jest wspaniałym tłem dla doskonałego kremowego sernika i delikatnego tatara ze świetnej jakości tuńczyka. Łyk białego wina doskonale łączy wszystkie smaki. Do tego sałatka z dodatkiem sezamu, nasion cebuli, kolendry i ogórka. Ocena 5.
c) Foie gras w tacons z chuntneyem gruszkowo miętowym, podane na rukoli z balsamico - po prostu perfekcja w tej odważnej kompozycji! Ocena 5+.
d) capraccio wołowe marynowane w rumie z parmezanem, oliwą truflową, rukolą, pomidorami i cytryną - fajnie lekko wyczuwalny aromat ciemnego rumu, jedząc mam wrażenie, że każdy ze składników jest jak najbardziej na miejscu, a wręcz niezbędny. Trzeba dosolić, dopieprzyć i nie przesadzić z cytryną. Bardzo intrygująca wersja tego dania, aż prosi o eksperymenty z różnymi winami o dziwo moim zdaniem pasowało by dobre porto (którego nie mieli).
- tatar wołowy z harrisą i kawiorem z łososia - do tego przepiórcze jajko podane w skorupce, talerz skropiony kropkami miodowej musztardy i dodatki podane w kieliszkach - sambal, korniszony, musztarda, czerwona cebula, kapary. Podane to tego grzanki anyżowo-cynamonowe. Fusion w pełnym tego słowa znaczeniu. Rewelacja, ocena 5.
- ciepła sałatka z cieciorką, jagnięciną, chili, fetą, kolendrą i miętą. Jagnięcina nieco sucha, ale popita białym winem staje się świetnym daniem. Ocena 5-.
- fondue serowe przyrządzone przez kelnera na stole bardzo przyzwoite, ale głowy nie urywa. Ocena 4.
- ciekawostka to menu dziecięce z informacją, że kuchnia zrobi dowolne danie jakie rodzice poproszą dla dziecka
- lody kokosowe własnej roboty. Ocena 5.
Gorąco polecam !!!2 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
adriana 7 recenzji
26.04.2009, 20:13 napisał:Super
Wystrój do niczego, ale super obsługa i genialne jedzenie. Naprawdę unikat. Gorąco polecam.
0 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
mamarestauracyjna 8 recenzji
25.04.2009, 16:29 napisał:Pyszna "kawo-zupa" tajska
Ostatnio kilka razy jadłam tam lunch służbowy. Przypadkiem i bez rezerwacji.
Za każdym razem świetna obsługa (bodajże pan Krzysztof)- znakomity, nie narzuca się a jednak jest bardzo "attentive" i znakomicie doradza.
Raz podał "od szefa" właśnie w małej kawowej filiżaneczce cudną w smaku zupę tajską z chilli i mleczkiem kokosowym i pianą jak w bdb latte. Mmm prawdziwe "fusion".
Jadłam tam pyszne tygrysie krewetki, zupy dnia (nie lubię zup, ale ta szafranowo - imbirowa była znakomita) i niebiański deser czekoladowy. Bardzo smakują mi tu lemoniady.
Sentymentalnie i z przeszłości: Dipy kiedyś były lepsze. Brakuje mi też podawanego tu niegdyś hummusu. Kiedy były tu brunche moje dzieci lubiły tu przychodzić.
I świetne położenie tuż przy wyjściu z metra, czasem zostawiam auto przy pl.Wilsona i po kilku minutach jestem na miejscu.1 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
FroAsia 7 recenzji
18.04.2009, 14:41 napisał:Klasa i poczucie humoru
- Dzień dobry, chciałabym zarezerwować na jutro stolik.
- Dzień dobry, oczywiście, ale czy mogłaby Pani zadzwonić za 5 minut?
- Hm... mogłabym, ale wolałabym, żeby to Pan do mnie oddzwonił.
- Yyy... no chętnie, ale widzi Pani, jest taki problem, że właśnie nie mam teraz długopisu i czy w związku z tym mogłaby Pani zadzwonić za te 5 minut?
/po 5 minutach/
- Witam ponownie, czy to z Panem rozmawiałam 5 minut temu?
- Witam, nie.
- Dzwoniłam już raz, chciałam zarezerwować stolik na jutro, ale jakiś pan mi odpowiedział, że nie ma długopisu i żebym zadzwoniła za 5 minut.
- ... żartujesz... tu mówi właściciel, bardzo przepraszam...
Przeprosiny przyjęłam, a po chwili dalszej rozmowy z uroczym właścicielem - Kaiem Schoenhalsem nabrałam większej jeszcze ochoty na kolację w Restauracji KOM.
Wieczór rozpoczęliśmy od przepysznego Gniewu Oceanu, zupy rybnej z szafranem, białym winem, koprem włoskim, grzankami, serem i algoli. Zupa rybna nie ma u mnie nigdy łatwego zadania. Mam w pamięci mocno wbity smak zupy rybnej mojej babci, robionej tylko raz do roku na Wigilię, z dużą ilością pasternaku. Smak, który niestety odszedł wraz z babcią, tajemnicy dodatków nikt z rodziny nie posiadł, teraz robimy tylko mniej lub bardziej udane kopie. Tym bardziej oczekiwałam zaskoczenia i tym lepiej się ono udało. Gniew Oceanu jest przepyszną zupą, znacznie za dużą na moje możliwości, jeśli o startery chodzi. Świetnie nie tylko smakuje, ale i wygląda – podawany jest z małymi miseczkami dodatków, które można sobie dorzucać do woli.
To danie już było świetne, ale po chwili miała nadejść znakomitość Hobbit, czyli marynowana pierś kaczki z sosem estragonowym podana z lasagne z kurkami, pomidorkami koktajlowymi faszerowanymi parmezanem. Boska. Kaczka świetna, różowiutka, a lasagne z kurkami to po prostu absolutny hit. Przyznam, że pochłonęłam całość z łakomstwa, bo głodu nie czułam już w połowie zupy. Po drugim daniu, a przed deserem podeszła do nas pani menedżer...
- Czy wszystko Państwu smakowało?
- O tak, było naprawdę znakomite.
- Mam nadzieję, że chociaż tak mogliśmy zrekompensować Pani wczorajszą historię z długopisami.
- Mój Boże, to ona jest już tak sławna?
- O tak, zwłaszcza, że wczoraj przez cały dzień nasz właściciel chodził i sprawdzał, czy wszyscy mamy przy sobie długopisy, teraz nosimy po trzy...
Z uśmiechem na twarzy i poczuciem przyczynienia się do poprawy customer care, zamówiliśmy desery. Przy mojej fascynacji czekoladą, nie mogłam wziąć niczego innego jak tylko Shaft czyli czekoladowy soufflet z chili, kompotem z wiśni oraz białą pianką espresso. I to już było niebo. Znakomity, rozlewający się w środku czekoladowy suflet podany na talerzu razem z kieliszkiem do martini, w którym pływał sobie spokojnie bardziej mus niż kompot z wiśni, a na nim unosiła się przepyszna pianka o smaku kawowym. Sądzę, że ten deser może spokojnie konkurować z największymi cudami deserowymi wszystkich znanych mi mistrzów kuchni. Było bosko.
Muszę powiedzieć, że KOM zdał egzamin na ocenę maksymalną. Każdemu zdarzają się wpadki, nie każdy potrafi z nich wyjść z twarzą. KOM potrafi. Na dodatek jeszcze prezentuje znakomitą kuchnię mistrza Daniela Isberga. Na ścianach wiszą gustowne fotografie właścicielki Kasi Figury, a nad całością organizacyjnie czuwa Kai Schoenhals. I to jest kombinacja doskonała. Polecam!6 z 7 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
sebolo 1 recenzja
21.02.2009, 12:18 napisał:Walentynkowa kolacja
Walentynkowa karta zgrabnie dobrana, aromat i smak podawanych dań mówił sam przez siebie.
Co do obsługi nic złego nie można powiedzieć, zawsze była pod ręką, kelner uśmiechnięty i chętnie podtrzymywał rozmowę na temat lokalu czy podawanych dań.
Co do samego miejsca, ładnie i fajnie rozplanowane wnętrza tylko jak dla nas światło zbytnio rozproszone, co daje fajny efekt do lekkiego chilloutu, ale podczas kolacji we dwoje zaczyna sprawiać wrażenie nużącego.
Zaskoczyła nas ilość innych gości, niby wszystko porezerwowane, ale miejsce sprawiało wrażenie zapomnianego. Chyba tak naprawdę trudno się zebrać w sobie żeby wybrać się tam raz jeszcze ze względu na lekką nudę, brakuje nuty charakteru, tej wisienki na deserze, która czyni go wyjątkowym i wartym zapamiętania...
Karta win jest w sam, raz nic ponad średnią.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Kayla 7 recenzji
18.01.2009, 15:18 napisał:Kapitalnie Opracowany Marketing
Jeden z ostatnich sobotnich wieczorów postanowiliśmy spędzić w KOM-ie, często obecnej ostatnio w wielu mediach (za sprawą Pani Figury) restauracji. No i ten Isberg - przedstawiany jako kucharz gwiazd. Liczyliśmy więc na niebiańskie smaki.
Mile zaskoczył nas wystrój - prosty, nowoczesny z bardzo pięknym oświetleniem. Niestety w restauracji było zimno i zmarzłam.
Dosyć poprawna jest obsługa, choć do klienta podchodzą na zbytnim luzie.
Dania w karcie mają nazwy zapożyczone od tytułów filmów. Nie pogubimy się jednak, bo wszystko jest wyjaśnione. Ciekawy pomysł.
Zamówiłam "Bunt na Bunty", czyli carpaccio wołowe z oliwą truflową, rukolą i pomidorami, "Wielką ucieczkę", czyli zupę cappuccino z homara, "Titanica", czyli małże św. Jakuba i tygrysie krewetki podane z waniliowym risotto, a na deser "Fantazję", czyli zmrożone maliny zapieczone pod musem mascarpone.
I cóż... Carpaccio było poprawne, cieniutkie plasterki polędwicy wołowej odpowiednio skropione oliwą, choć po nazwie spodziewałam się jakiegoś buntu, czegoś nowatorskiego. Zupa z homara okazała się najlepszym punktem wieczoru, choć porcja była maleńka. Tygrysie krewetki były smaczne, ale małże i risotto sprawiły, że danie główne okazało się prawdziwym Titanikiem. Trzy małże różnej wielkości, przy czym jedna tak duża, że w środku surowa. Risotto trzeszczące w zębach, a chyba nie powinno być tak twarde. Deser był zaś prawdziwym sprawdzianem dla moich nadwrażliwych zębów i nie miałam aż tyle fantazji, by go dokończyć.
Dania mojego przyjaciela były dla niego rozczarowujące.
Koszt kolacji na jedną osobę to ok. 170 PLN, do tego wino (słaby wybór, nie było wszystkiego co oferują w karcie) za 350 PLN, czyli kolacja kosztowała ok. 700 PLN. Nie było to warte takich pieniędzy.
KOM ma znakomicie opracowany marketing. Świetnie się sprzedają dzięki znanej twarzy. Szkoda, że pobyt tam nie spełnia oczekiwań.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
taflinsk 1 recenzja
06.12.2008, 14:17 napisał:Bardzo wysoka jakość potraw, ceny wysokie
Przystawki znakomite - bardzo interesujące połączenia smakowe. Dania główne bez zarzutu, porcje można określić jako bardzo duże. Doskonałe desery.
Z napojów próbowaliśmy drink o nazwie Singapore Sling - świetny. Z bezalkoholowych polecić można lemoniadę z limonką i miętą.Czy ta recenzja jest przydatna?