opinie gastronautów (5)
-
enchik 6 recenzji
11.04.2012, 18:51 napisał:Niewypał
Nie wiem co się tak poprzednim recenzentom podobało. Tak czy inaczej nie mieliśmy dziś obiadu i praktycznie zmusiłam męża do pójścia do tej knajpy. Zmusiłam, bo jest parę kroków od naszego mieszkania i bo przeczytałam tu sporo dobrych recenzji na temat klimatu i domowego jedzenia.
Musiałam przepraszać go już od momentu wejścia do lokalu. Sam wystrój pozostawia wiele do życzenia: wyświechtane niewygodne, miejscami połamane stołki, ciasnota. Brak intymności totalny - na tych ośmiu metrach kwadratowych wszyscy obecni słyszą każde wypowiedziane słowo... Czyli pogadać raczej nie bardzo. Ale dobra, mamy nadzieję, że zjemy coś dobrego i zapomnimy o tym. W końcu przyszliśmy na domowe jedzenie.
W menu 5-6 pozycji, z których jedna mięsna i jedna zupa (cebulowa). Zamawiamy tylko zupę, bo żadna inna pozycja nie wydaje się być atrakcyjna. I tu zaczynam się kajać. Jeśli to jest domowe jedzenie - nigdy nie chciałabym trafić do takiego domu. Talerz wypełniony krzywo pokrojonymi ogromnymi kawałkami cebuli w ilości chyba z półkilo na talerz. Pływała ta cebula nawet nie w wodzie, tylko we własnym soku. Breja była przyprawiona solą i chyba trochę czarnym pieprzem. Taka oto zupa cebulowa. Gdyby to zobaczył jakiś Francuz, mógłby nie przeżyć z wrażenia. Smak odpowiednio - cebulowy, mocno cebulowy, przesadnie cebulowy. Nie wiem czy nawet wypada nazywać to jedzeniem... Wstyd. Ja bym się wstydziła coś takiego podać gościom.
Kosztowała ta zupa 9(!) zł... Cena jak w lepszych restauracjach Warszawy.
Nie polecam zdecydowanie. Może kiedyś dam im szansę i pójdę spróbować pierogów, ale to się stanie bardzo nieprędko i raczej na wynos.Data wizyty w lokalu: 11 kwiecień 2012, godz. 16:002 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
ewa_tina 532 recenzje
09.11.2011, 21:56 napisał:Świetne miejsce
Miejsce urokliwe, nastrojowe i specyficzne. Mój profesor od literatury, Jerzy Sosnowski, mawiał, że im więcej przymiotników tym bardziej obniża się wartość "przymiotnikowanego" tematu. Jednak Bistro Stalowa 1 zasłużyło dokładnie na właśnie te trzy przymiotniki.
Trafiłam tu na podobieństwo Alicji w Krainie Czarów, po prostu otworzyłam drzwi. Wnętrze dość małe, ale funkcjonalnie urządzone. Pomysł z wspólnym stołem dla wszystkich prosty i odświeżający. Podobnie jak inni goście bistro, czułam się wciągnięta w ten świat. Miękkie od poduch parapety ze specyficznym widokiem na praską ulicę.
Obsługa nijaka, nie żebym narzekała ale nic szczególnego o niej powiedzieć nie mogę. Natomiast pierogi ze szpinakiem wprowadziły mnie w nastrój wprost niebiański. Doskonale "wypakowane" pysznym, doprawionym farszem. Posypane pestkami słonecznika w towarzystwie soczystego pomidora, pełniącego funkcję łączoną: sałatki i garni. Latte idealnie mlecza, espresso podane klasycznie z wodą. Po prostu "cud, miód i orzeszki". Wrócę na 102%.Data wizyty w lokalu: 09 listopad 2011, godz. 11:003 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
Zdeniek 106 recenzji
18.07.2011, 22:14 napisał:Jak u mamy
Dzień miałem podły i coś wewnętrznie mi podpowiedziało, aby udać się do tego lokalu na obiad po pracy. Poszedłem tam i dobrze zrobiłem. Mały, przytulny barek, gdzie można przekąsić coś dobrego bez pośpiechu. Nie ma tutaj fast foodów, ale w ofercie jest leczo z kiełbasą czy strogonow wegetariański. Ja skusiłem się na to drugie, a do tego herbatę mrożoną zrobioną na miejscu. Leczo było smaczne i gorące, natomiast herbata zimna i orzeźwiająca, czyli tak jak być powinno. Za wszystko zapłaciłem 14 zł. Byłem pod wielkim wrażeniem samego wystroju lokalu, który mieści się w odremontowanej kamienicy, która jest na takim trójkącie, serku. Na zewnątrz stolik i leżaki oraz krzesła, a w środku plakaty, ulotki z informacjami o imprezach kulturalnych. Jeden wielki i wysoki stół przykryty ceratą w białe grochy. Na nim naczynie ze sztućcami. W kącie miękkie siedzenie oraz kwiaty. Siedzi się na stołkach barowych. Nogi wiszą w powietrzu, można sobie nimi pomajtać trochę w lewo, trochę w prawo. Człowiek przy tym dużym stole czuje się jak dziecko. Do tego siedzi się z różnymi obcymi ludźmi, a jak wiadomo stół zbliża. Za oknem dzwonią warszawskie tramwaje, które jadą z jednej i z drugiej strony. Pod stołem spał duży, biały pies. W tym lokalu przez moment przypomniałem sobie, jak byłem małym dzieckiem i robiłem wyprawy pod stół, bo tam był ciekawy świat. Miałem nawet ochotę to zrobić teraz, szczególnie że przyjaciółki, które tutaj dyskutowały przy stole, opowiadały o bezkresnych stepach Kazachstanu oraz urokach Uzbekistanu. Pewno gdybym wszedł pod ten stół, to bym przeniósł się na bezkresne stepy Kazachstanu. Spróbuję następnym razem. Polecam, bo warto choćby dla samej atmosfery. W budynku, w którym mieści się lokal, w przeszłości mieszkał Wiech Wiechecki.
Data wizyty w lokalu: 11 lipiec 2011, godz. 17:003 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
nuri 1 recenzja
01.04.2011, 17:08 napisał:Jak się cieszę, że pojawiło się na Pradze takie miejsce
Przesympatyczna obsługa, jedzonko bardzo smaczne. Dzisiaj było bardzo delikatne leczo wegetariańskie z dodatkiem tofu. Lokal malutki, ale dzięki temu, że jest jeden duży stół zmieści się tam sporo osób. Bardzo miła atmosfera. No i tak blisko mojego domu...
1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
momisz 32 recenzje
24.03.2011, 21:50 napisał:Wiatr w żagle
Można tu złapać, w drodze, po drodze, z drogi.
Miejsce absolutnie klimatyczne, przyjacielskie, bez zadęcia. Nastawione na to, aby poznawać nowych ludzi, i żeby tu też się wszyscy poznawali. Łączy wszystkich jeden wielki wspólny stół. Tu nikt nie boi się usiąść obok nieznajomego. A znajomi są przekrojowo: różni - młodzi, starsi, artyści i ci sztywniej ubrani w kołnierzykach, i pani z sąsiedztwa. Podanie sobie cukierniczki czy pojemnika ze sztućcami daje pretekst do rozmowy. :)
Widok z okien przedni, na warszawskie tramwaje.
Znak charakterystyczny na zewnątrz - biała strzała ze świetlówek w witrynie wejściowej. Wewnątrz - energetyczny wielki stół przykryty kolorową ceratą. Nazwy lokalik jeszcze nie ma, słyszy się różne: Biała Strzała, idziemy do Ceraty, idziemy na Stalową 1.
Zachowane oryginalne kafelki, dodane nawiązujące, bar widoczny, tu stary mosiężny kinkiet, tam róg jelenia, gdzieś moje ulubione krzywe gniazdko elektryczne na znacznej wysokości nad głową :), stare filiżanki, każda z innej parafii. :)
Kawa - espresso - więcej niż poprawne, bardzo dobre, crema jak trzeba i tylko 4 zł. To ludzka cena! Inne też na wysokim poziomie. Jakby naszła ochota na coś słodkiego - blok czekoladowy - bodajże 3,5 zł. Mniam, jak za starych czasów.
Obiad? Proszę bardzo! Jedzenie - każdego dnia coś innego - dziś był rosół z uszkami (treściwy i tłusty), curry z kuskusem (szybko wyszło - popularne), łopatka z kapustą, egzotyczna potrawa Brazil z fasolą i maniokiem na kuskusie - ciekawe, pierogi z trzema do wyboru farszami (szpinak, ruskie, mięsne, ale zastałam kiedyś z kaszą), i zawsze kanapka jest z mięsiwem - do tego na stole ile życzycie sobie musztardy, chrzanu. Każda z tych potraw - 9 zł. Lokal maciupeńki, kuchni, więc jako takiej nie ma - potrawy są robione gdzie indziej. Ale wszystko ciepłe bez użycia mikrofali.
Po "Brazil" możliwe było tylko wypicie espresso, żeby nie zasnąć z przejedzenia. ;-)
W między czasie gadu gadu ze znajomymi i obcymi, radio w tle, ten wchodzi, tamten wychodzi.
Bardzo polecam i oceniam wysoko ten lokalny punkcik:)
Czynne codziennie 10-22, weekend 12-24.Opinia dnia z 25.03.2011 r.9 z 9 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
ostatnio dodane
bądź pierwszy
najpopularniejsze
nowe lokale: Warszawa
-
Biesiadowo Tarchomin
opinii: 0 -
Diamond Club
opinii: 0 -
Cafe Bonjour
opinii: 0 -
Bar Wietnamski Dong Vui
opinii: 0 -
Mały Format
opinii: 0
