opinie gastronautów (29)
-
oziu69 9 recenzji
12.08.2010, 22:14 napisał:Dobra, ale chyba bez rewelacji
Zachęcony wieloma opisami tej restauracji jadąc do Łeby "zboczyłem" z głównej drogi, aby spróbować tejże kuchni. Dzień upalny, jak to bywało w lipcu tego roku, więc miejsca do konsumpcji były na zewnątrz. Godna uwagi jest łączka, gdzie po posiłku można chwilę " odpocząć".
Obsługa szybka, miła, jak to się mówi - na poziomie.
A jedzenie? Dodam trochę dziegciu to tych wszystkich opisów. Na przystawkę śledzik. Owszem smaczny, ale w tym upale wydawało się, jakby nie był trzymany w chłodnym miejscu. Druga przystawka - móżdżek. Delikatny, ciekawie podany. Poprosiliśmy o zupy. Podobno sławetny chłodnik z szyjkami rakowymi i rybną. Pierwsza, mała porcja, zwykły chłodnik z naprawdę niewielką ilością szyjek rakowych. Zupa rybna na poziomie z dużą ilością mięsa. Miała być ostra, ale... są róże poziomy ostrości. Dla mnie za mało. Na drugie danie wybraliśmy sandacza w sosie grzybowy - polecam - i reklamowaną przez kelnera kaczkę. Niestety. Miałem wrażenie, iż pół tejże kaczuszki było "po przejściach". Na dodatek wysuszona, a i na talerzu kompozycja nie wyglądała za ciekawie. Zresztą wszystkim podawanym surówkom czegoś brakowało w smaku.
Tak więc, jak dla mnie, nie jest to restauracja, aby specjalnie przyjeżdżać z daleka, bo i ceny dań nie przyciągają. Ale ogólnie warto zobaczyć, spróbować.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
m3rkury 24 recenzje
08.08.2010, 13:00 napisał:Dla nas to numer 1
Zacznę od tego, że nie była to nasza pierwsza wizyta w Sasinie - kilka lat temu, będąc w Łebie, nie odmówiliśmy sobie przyjemności zjedzenia czegoś naprawdę wyjątkowego.
Także tym razem, wypoczywając nad morzem (tym razem w bardziej oddalonej Ustce), postanowiliśmy wyprawić się do Sasina. Wyprawa była o tyle ciekawsze, że w tym roku towarzyszył nam nasz roczny synek.
Zanim o samej knajpie drobna rada dla podróżujących do Sasina z Ustki - zdecydowanie odradzamy jazdę drogą 213 (Słupsk - Puck) do Sasina - jest bardzo wąska i niebezpieczna. Lepiej nadłożyć te kilka kilometrów i jechać ze Słupska do Lęborka i tam kierować się na Łebę i odbić do Sasina.
Kolejna wskazówka - w sezonie zdecydowanie trzeba zrobić rezerwację (przynajmniej jeśli planujecie być w Sasinie po godz. 15:00). Co prawda obsługa oferuje możliwość wpisania się na listę rezerwową i oczekiwanie w cudownym ogrodzie, ale jak nie trafi się z pogodą, to może być kiepsko.
Jedzenie - wyborne. Właściwie każde danie jest warte spróbowania. Tzw. "poczekajka" czyli śledziki - porcja w sam raz.
Przystawki - Żona wybrała sprawdzonego camembert'a smażonego z borówkami (11 zł) i właściwie stwierdziła, że był na tyle pyszny i sycący, że mogłaby na nim poprzestać. Ja natomiast zamówiłem grillowane krewetki w masełku czosnkowym (17 zł) - ojjj jakie to było pyszne. Niby tylko cztery krewetki, ale była to prawdziwa rozkosz dla podniebienia!
W tym czasie nasz synek, który otrzymał bez problemu wygodny fotelik, pałaszował dekorację potraw, którymi były kiście porzeczek (to był jego pierwszy raz z tymi owocami!). To był prawdziwie polski, letni akcent tych niepolskich potraw.
Zaspokoiwszy pierwszy głód czekaliśmy na danie główne. Przy tej okazji warto zauważyć, że obsługa działa bezbłędnie - potrawy są serwowane jednocześnie i, co jeszcze ważniejsze, są idealnie ciepłe - jeszcze parujące!
Panie przodem - Żona otrzymała pyszną babkę ziemniaczaną ze skwarkami i sosem kurkowym (25 zł) - danie pyszne, ale trochę ciężkie (zwłaszcza po camembert'cie). Waro dla samego sosu!
Dla mnie została przygotowana cielęcina faszerowana szpinakiem z mascarpone w sosie migdałowym i ziemniaki (38 zł) podane z fasolką szparagową (synek znów miał coś na swoje 8 ząbków). Ta potrawa była idealnie delikatna i wyrazista w smaku jednocześnie. Palce lizać!
Brzuchy mieliśmy już pełne (ale nie byliśmy przejedzeni!) i właściwie moglibyśmy pojechać do Ustki, ale perspektywa rozłąki z restauracją Ewa Zaprasza na więcej niż rok "zmusiła" nas do zamówienia deseru - ciasto domowe z bitą śmietaną (8 zł). Ciastem była pyszna szarlotka (trochę szkoda, że nie jest podawana na ciepło), która była świeżo upieczona. Ale i tak najważniejsza z tego deseru jest śmietana! Jeszcze takiej nie jedliśmy - taka świeża, puszysta i odpowiednio tłusta...
Wszystko było tak pyszne, obiad tak wspaniały, że gdybyśmy dostali rachunek dwa razy wyższy to pewnie nadal uważalibyśmy, że to świetna okazja.
Kolejnym argumentem za przyjazdem do Pani Ewy jest wystrój - w sam raz jak na wakacyjną kulinarną mekkę. Hitem jest wspaniały ogród z hamakami i zabawkami dla dzieci.
Uważam, że każdy, kto znajdzie się w promieniu 100 km od Sasina (od Darłówka po Hel i Trójmiasto i całe Kaszuby) powinien czuć się w obowiązku w stosunku do swojego podniebienia i kubków smakowych, aby przyjechąc do Sasina na wspaniałą ucztę!Data wizyty w lokalu: 26 lipca 2010, godz. 16:00Opinia dnia z 09.08.2010 r.4 z 4 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
peregrynka 23 recenzje
09.06.2010, 06:45 napisał:Rewelacja
Nie jest to typ eleganckiej restauracji, ale co roku widać tam poczynione inwestycje. Jednak co by nie powiedzieć jedzenie jest nie do przebicia! Pstrąg podawany z masłem albo kaczka palce lizać. Bardzo duże porcje, kaczka- to tak naprawdę pół kaczki, jak mały pstrąg to podadzą 2.
Zawsze przesympatyczna obsługa. Jest to rodzinna restauracja, co czuć miłym, ciepłym i nie zmienionym klimatem od lat.
Jest to najlepsza restauracja w okolicach Trójmiasta. Jeśli tylko chce nam się wyruszyć w podróż, a nie z lenistwa iść gdzieś bliżej, to w weekendy jedziemy do Sasina na pyszną kaczuszkę (takiej pysznej kaczki nie jadłam jeszcze nigdzie).
Pamiętajcie o rezerwacji stolika, bo w weekend ciężko z wolnymi miejscami :).
Deserki też są smaczne, jednakże po zjedzeniu połowy kaczki, człowiek ma ochotę tylko na dwugodzinna sjestę i w ogóle nie myśli już o deserze.
Gorąco polecam, bo warto.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
kornelia 102 recenzje
03.06.2010, 22:27 napisał:Najlepsza w regionie
Ta restauracja to przykład na to, że dobra kuchnia obroni się wszędzie - lokalizacja w środku niczego, dojazd krętymi, dziurawymi dróżkami, a w środku pełno ludzi i bez rezerwacji trzeba czekać na stolik. Restauracja składa się z ciasnawej sali i obszernego, przyjemnego, otoczonego starymi drzewami ogrodu z placem zabaw dla dzieci. Tym razem jedliśmy móżdżek, chłodnik, polędwicę i jagnięcinę - wszystko bardzo smaczne, porcje dań głównych może aż trochę za duże. Odstawała poziomem sałatka podana do dania głównego - sucha i kiepska. Taki obiad z napojami i kawa dla dwóch osób kosztował nas 140 zł, a więc umiarkowanie jak na poziom tutejszej kuchni. Jednak nie wszystko było idealne, do poprawy: okropnie brudne toalety i zalatana obsługa, która czasem nie zauważa subtelnych sygnałów. Pomimo to mają tu najlepszą kuchnię w promieniu co najmniej 50 km i zdecydowanie warto przyjechać tu z Lęborka, Łeby, Wejherowa czy Pucka.
1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
PinotGriggio 49 recenzji
26.04.2010, 18:59 napisał:Restauracja wzorcowa
Nie wiem dlaczego w serwisie podana jest informacja, że cena dania głównego w "Restauracji Ewa Zaprasza" mieści się w przedziale 40-60 zł (Dziękujemy za zwrócenie uwagi, zaktualizowaliśmy już przedział cenowy - przyp. red.).
W cenie 60 zł, dostanie się tam wspaniałe śledziki na przystawkę (to od firmy), zupę (np. pachnącą borowikową), wykwintne drugie danie (np. łosoś z rusztu), lampkę wina, naturalny sok wyciskany z gejfrutów oraz deser (np. szarlotkę). A wszystko, naprawdę bardzo smaczne. Obsługa kelnerska w pełni profesjonalna - jak mało gdzie. Kelner był nie tylko bardzo miły, operatywny, elastyczny, ale też bez pytania precyzyjnie informował o składzie poszczególnych dań. Wystrój może nie jest jakiś nadzwyczajny, ale jeśli się przeczyta historię tego miejsca, to się zrozumie, że tak musi zostać. Wchodząc do restauracji zauważyłem, jak kelner w pośpiechu zmieniał obrus przy stoliku, który został zwolniony przez klientów. Zapytam w ilu restauracjach na 100 zmienia się w Polsce obrusy na świeże w ciągu dnia? "Restauracja Ewa Zaprasza", to wzór dla innych restauratorów.5 z 5 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
lukasz 121 recenzji
08.11.2009, 22:03 napisał:Jedźmy tam, jedźmy - i jedzmy!
Ewa zaprasza, a ja zachęcam - warto się skusić. Taksówkarz mówił po drodze, że do Ewy ludzie przyjeżdżają na obiad nawet z Gdańska, a ja pomyślałem, że to bardzo dobrze świadczy o Ewie lub bardzo źle o Gdańsku, bo to dwie godziny jazdy. My z Łeby mieliśmy o wiele bliżej, ale sława Ewy promieniuje na cały kraj od lat. Miło mi to potwierdzić - całkowicie zasłużenie!
Atmosfera u Ewy jest domowa, a w sezonie nawet działkowa, ale jedzenie nie ma tak zwanego domowego rysu, ma coś, co po angielsku nazwiemy gourmet touch. Na początek dostaliśmy świetny móżdżek po polsku podany z jajecznicą. Pyszny, choć rozmiar jego był faktycznie i po polsku duży. Na drugie dania wybraliśmy bardzo dobrą cielęcinę ze szpinakiem w sosie migdałowym i świetnego pstrąga zapiekanego w śmietanie. Dwie pozycje z menu jednak dosłownie powaliły nas na kolana.
Pierwszym był chłodnik litewski z szyjkami raków - po prostu kanon chłodnika, ideał, wzorzec, perfekcyjnie przyrządzony, obezwładniający i prawdziwie popisowy. Drugim był deser, czyli domowe ciasto jagodowe na półkruchym spodzie z bitą śmietaną. Ciasto genialne, rozpływające się błogo po całej unerwionej części układu pokarmowego, ciasto tak dobre, że wzięliśmy je na wynos i jeszcze mieliśmy pretensje, że tak mało śmietany. Właściciele twierdzą, że przyjeżdża ona - uwaga! - z lokalnej mleczarni w pobliskim Perlinie.
I tu dochodzimy do sedna, do całej istoty sprawy. Taka kuchnia nie może istnieć bez znakomitych, naturalnych składników, powiem więcej - jedyną przyszłością takiej kuchni są znakomite, naturalne składniki. Dlatego mam małą prośbę do Ewy. W takim miejscu, stojącym w cieniu latarni morskiej Stilo i parę kroków od linii brzegowej Bałtyku, musi Ewa mieć jakieś świeże, bałtyckie ryby! Nie może Ewa się zadowolić tylko łososiem z tłumu, solą z mrożonki i poczciwym, hodowlanym pstrągiem. Ja wiem, że on też z pobliskiej, dobrej hodowli, ale jednak pstrąg to sztuczny gość. Mamy jeszcze jakieś kutry na Bałtyku, coś nam ta Unia zostawiła do łowienia. Pomyślcie o tym, walczcie, to będą do Was jeździć na obiad taksówkami z całej Polski!
(Wizyta miała miejsce w lipcu 2009 roku)1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
jajnick 374 recenzje
06.10.2009, 01:32 napisał:Dla mnie jest to najlepsza restauracja w Polsce
Kiedy tylko przejeżdżam w promieniu 100 km - zawsze tu wstępuję. Przyjeżdżam niestety rzadko (mieszkam w Lublinie). Każde danie dopracowane do perfekcji. Obsługa rewelacyjna. A zza drzwi czujnym okiem zagląda gospodarz, czy komuś czegoś nie brakuje. Reaguje natychmiast. Wystarczy gest, grymas twarzy. Ci ludzie kochają to co robią. Będę tam wracał zawsze.
2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
DominikMalysa 10 recenzji
24.08.2009, 21:27 napisał:Od lat na bardzo wysokim poziomie
Po 2-letniej przerwie wybrałem się na wycieczkę celem zjedzenia kolacji w Ewy w Sasinie. Restauracja te jest doskonałym przykładem, że dobra restauracja nie musi mieć dobrej lokalizacji (w tym przypadku lokalizacja w środku niczego, gdzie bez nawigacji ciężko trafić), aby przyciągnąć gości. Niezależnie czy w sezonie czy poza sezonem bez rezerwacji nie ma szans na zdobycie stolika wewnątrz, w sezonie za to w ładnym ogrodzie można zapisać się listę oczekujących. W oczekiwaniu na stolik bardzo sympatyczna i dość profesjonalna obsługa poda napoje, które można spożyć siedząc na trawie lub ławce, dzieci też nudzić się nie będą korzystając z placu zabaw. Aczkolwiek to po co się tłumnie ludzie udają do tej zagubionej wioski to kuchnia, a z niej próbowałem:
- śledzie - bywały lepsze w poprzednich latach, teraz nie wiedzieć czemu zamiast w śmietanie są one podawane w majonezie, nadal dobre, ale już nie tak jak kiedyś - ocena 4
- babka ziemniaczana z boczkiem i cebulą w sosie kurkowym - rewelacja, pyszne ziemniaczane ciasto z idealnie dobraną ilością dodatków i fantastycznym sosem. Do tego kelner zaproponował wersję wegetariańską bez boczku - ocena 5+
- pieczona golonka - doskonale soczysta w środku, niestety to co najbardziej lubię - skóra nie tak chrupka jak bym tego oczekiwał, ale ideału golonki z Restauracji Zamkowej w Koszalinie nikt nie doścignie. Mimo to danie bardzo dobre - ocena 4
- ciasto drożdżowe z malinami - po prostu takie jak być powinno, pulchne, nie za słodkie ciasto i świeże, upieczone w nim maliny - ocena 5
Na nic więcej sił i miejsca w żołądku nie wystarczyło, a ominęły mnie ciekawie zapowiadające się mięsa, dziczyzna, ryby dając pretekst do kolejnych powrotów w to miejsce.
Na marginesie, restaurację odwiedziliśmy z psem i ku mojemu bardzo miłemu zaskoczeniu od razu otrzymaliśmy miskę z wodą, a na moją prośbę drugą miskę pełną kości po golonce co spowodowało, że stał się to ulubiony lokal naszej pociechy.1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
yale 6 recenzji
24.08.2009, 06:58 napisał:Świetne jedzenie w bardzo przyjaznej atmosferze
Nieco na uboczu w Sasinie położona jest słynna Ewa zaprasza. Niemniej już fakt posiadania wydzielonego parkingu, który w dodatku jest pełen świadczy o popularności lokalu. I popularność ta jest jak najbardziej zasłużona. Nie jest uciążliwym konieczność zaczekania na miejsce, gdyż lokal dysponuje ławeczkami na świeżym powietrzu, zostajemy zapisani w kajeciku i dostajemy menu do rąk, tak więc nie tylko czas mamy wypełniony, ale i odpowiednio wcześnie możemy dokonać właściwych wyborów. Obsługa jest więcej niż miła i pomocna. W lot odczytuje nasze oczekiwania i spełnia je z uśmiechem na twarzy - inni restauratorzy powinni odbyć tu lekcję poglądową... Samo jedzenie jest wyśmienite, pięknie podane. Na początku otrzymaliśmy delikatne w smaku śledzie w śmietanie jako starter, potem kosztowaliśmy golonkę, pstrąga zapiekanego w śmietanie, polędwiczki w serowym sosie, tudzież sznycel drobiowy. Wszystkie dania miały jedną wspólna "wadę" - były przeogromne - właściwie po forszmaku, mimo że naprawdę smaczne trudne do całościowego zjedzenia. Wrażenia z tego miejsca są jak najlepsze. Wrócimy tu na pewno!
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
LesFeuillesMortes 86 recenzji
07.08.2009, 22:07 napisał:Nadmorski numer jeden
W Sasinie pierwszy raz byłam chyba z 12 lat temu. To tam pierwszy raz jadłam smażony camembert - niebo w gębie. Co tu dużo pisać – z tym miejscem łączą mnie bardzo miłe wspomnienia. I podczas tegorocznego wypadu nad morze nie mogłam sobie Sasina odpuścić. Na miejscu ucieszyłam się, że zrobiłam wcześniej rezerwację. Jednak okazało się, że rezerwacje dotyczą tylko stolików wewnątrz, gdzie było duszno, i musieliśmy zapolować na stolik na dworze. Byliśmy na miejscu tuż przed 16 i to chyba był ostatni w miarę spokojny moment, gdyż później ustawiała się spora kolejka oczekujących.
Poczekajka to standardowo śledziki – i pierwsze wrażenie „kiedyś smakowały lepiej”… Mam wrażenie, że wtedy były to śledziki w śmietanie, a nie w majonezie, ale głowy nie dam sobie uciąć. Niestety, śledzie podane były ciepłe i to główny minus. TŻ zamówił zupę rybną, a ja camembert – aby sprawdzić czy nadal jest taki smaczny. Jest. Pyszny. Fenomenalny. I do tego bardzo dobre, smakujące jak domowej roboty, borówki. Zupa TŻ została skwitowana stwierdzeniem „taka powinna być zupa rybna”. To chyba wszystko na ten temat. W ramach konkretów TŻ zamówił golonkę, a ja polędwiczki wieprzowe w sosie, chyba na bazie sera roquefort. Golonka olbrzymia – 700 gram, podano do niej aż 6 równych sosów. Męczył się z nią ponad 40 minut, ale zjadł. Moje polędwiczki były zapiekane niestety, nieco zbyt długo przetrzymane w piecu i już lekko przypalone. Pewnie czekały na golonkę. Pomimo okrycia sosem były bardzo suche – prędzej powiedziałabym, że był to indyk, a nie wieprzowina. Nieco się rozczarowałam. Zamówiłam dodatkowo marchewki gotowane (z gotowanych warzyw były do wyboru tylko one i fasolka, można było też wybrać sałatkę, lecz w najmniejszym stopniu jej nie polecam - miseczka lekko już zmęczonych warzyw zalanych nieciekawym sosem), lecz musiałam na nie dość długo czekać. Na deser już nie mieliśmy miejsca, wypiłam tylko espresso w czasie gdy TŻ dzielnie walczył z golonką.
Jak wspomniałam siedzieliśmy na dworze, stoliczki były ustawione dość blisko siebie, jednak nie odniosłam wrażenia że „siedzę komuś na głowie”. Miejsce jest przyjazne dzieciom i psom – dla pierwszych jest sporo miejsca do zabawy i zabawki, dla drugich miski z wodą. W środku duszno, pomimo klimatyzacji. Toaleta czysta. Obsługa szybka, jeden pan zajmuje się przyjmowaniem gości i zamówienia, kolejni panowie donoszą potrawy. Czasami był kłopoty z przywołaniem kelnera. Gdy przyszliśmy i czekaliśmy w środku nikt się nami przez dłuższą chwilę nie zainteresował. Za obiad dla dwóch osób, bez alkoholu, zapłaciliśmy 125 zł. Bardzo przyzwoicie. A w porównaniu z cenami łebskimi - więcej niż przyzwoicie!Opinia dnia z 08.08.2009 r.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?