opinie gastronautów (9)
-
falcon 27 recenzji
20.08.2010, 15:48 napisał:Kolejne odkrycie...
... tym razem kulinarne, w sensie - "czegoś takiego to w życiu nie jadłem" (co może oczywiście różny mieć sens) :).
Czytaliśmy bardzo zachęcającą recenzję w jakiejś gazecie i opinie gastronautów - zatem zajrzymy. Najpierw jednak trzeba było trafić, jak okazało się potem, szliśmy bardzo dookoła przez Bugaj, a od strony WZ jest łatwiej. Wnętrze powalające, samo w sobie, a proste meble i nakrycie pasują, idealnie je uzupełniając. Kelner opowiedział, co jest czym i z czego: wybraliśmy grasicę, wątróbki smażone z balsamico, chłodnik i żeberka. Do tego konstancińskie piwo i wino. Z napojami pojawiło się ciepłe pieczywo i ogórki małosolne w słoiku, twarde i aromatyczne. Jedzenie smakowało niezwykle, grasica nie przypominała niczego, co jadłem wcześniej, żeberka były miękkie jak masło, aromat wątróbek i balsamico rozchodził się wokół. Ideał prostej kuchni odsmakowanej fantazją - to czego zawsze szukamy. I jeszcze ogrody zamkowe i wnętrze... Nie do skopiowania, nie do powtórzenia. Przyjdziemy znów smakować, bo to nie jest zwykłe jedzenie...Data wizyty w lokalu: 14 sierpnia 2010, godz. 17:00Czy ta recenzja jest przydatna?
-
carol 3 recenzje
29.06.2010, 01:46 napisał:Piękne wnętrze
Nie udało mi się tu trafić wcześniej niż 15:45, jedyne na czym polegam przy pisaniu tej recenzji, to pascha z porzeczkowym musem - która mało przypomina mi paschę babci, ale jest po prostu przepyszna - i uczciwa, dobra, mocna kawa.
Mimo że wpadłam chwilę przed zamknięciem, to ze strony obsługi nie spotkało mnie nic niemiłego. Wystrój świetny, genialne wykorzystanie takiej przestrzeni, uważam Piątą Ćwiartkę za niesamowity i chyba najbardziej zaskakujący projekt Kręglickich.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
kubel 45 recenzji
15.03.2010, 17:36 napisał:Nie posłuchałem się narzekań Nowaka
I nie żałuję. To było jedno z ciekawszych przeżyć ostatnich miesięcy.
W pełni rozumiem narzekania na możliwość trafienia do bistra, a zamykanie go o 16 uważam za zbrodnię przeciwko ludzkości (a przynajmniej tej części lubiącej zjeść). Podobno ma się to jednak zmienić, a i widać że krytyka prasowa przynajmniej spowodowała wystawienie strzałek "Arkady Kubickiego".
No właśnie to pierwszy plus bistra - jego lokalizacja w niesamowitym wnętrzu Arkad. Przestrzeń miło kontrastuje z drewnem stołów i pozwala się skupić na potrawach.
Czyli na drugim plusie - dania są oczywiście adresowane do miłośników "piątej ćwiartki" czy jak głosi slogan zapożyczony z Londyńskiego St. John's jedzenia "od nosa do ogona". Jednak np. znakomite udo gęsi confit zachwyca chrupką skórką przy soczystym i kruchutkim mięsie. Sama sztuka takiego podania gęsiny zasługuje na aplauz.
Z innych dań godnych polecenia nereczki w ziarnami gorczycy i czosnkiem - sos boski, wolałbym nerki różowe, ale wiem, że u nas to nie przechodzi. Żołądki gęsi confit najlepsze były na zimno (jak wystygły, bo podano gorące) z marynowanymi wiśniami i gruszką.
Flaki są przygotowywane zupełnie inaczej. Pewnie dla polskiego podniebienia nietypowo, bo nie palą pieprzem i smak nie zabity ziołami. Tu znajdziesz mięciutkie spore kwadraty flaków, ugotowane w rosole i podane z sosem paprykowo-pomidorowym z niezłym chorizo. Zapite piwem "Dawnym" z Konstancina (niepasteryzowane) smakowały wybornie.
Dostaliśmy też do spróbowania małą porcję ciecierzycy w sosie chili z glazurowaną marchewką - nie mogłem się jej oprzeć. Jedyne nieudane danie to soczewica podana do gęsi - tu smak selera zdominował całkowicie orzechowość soczewicy. No i miło by było gdyby chleb był świeży...
Dziecko zadowoliło się naleśnikami (2 sztuki z powidłami śliwkowymi) w dobrej cenie 10 zł.
Wino tylko na kieliszki, ale to pewnie też efekt długiego cienia zamku, całkiem przyjemne węgierskie.
Nie rozumiem narzekań na wielkość dań. Są niewielkie, ale bardzo sycące, takie dania nie powinny być za duże, to nie schabowy z ziemniorami. Skończyliśmy posiłek o 15:30 a głodny byłem dopiero rano.
Wieszano też psy na obsłudze - nas obsługiwał niesłychanie sprawny kelner i z maleńkimi potknięciami wszystko było jak trzeba - miły kontrast do wielu warszawskich lokali (czyżby znów zadziałała krytyka?!). Trzeci plus.
Czwarty plus - uczciwe espresso, 25 ml z przyzwoitej palarni Caffe Vergnano (żona wzięła latte). Dobre zakończenie obiadu.
Ostatni plus - ogółem za super przeżycie kulinarne zapłaciliśmy 200 zł. Moim zdaniem świetnie zainwestowane pieniądze.Opinia dnia z 16.03.2010 r.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
morri 11 recenzji
30.01.2010, 15:10 napisał:Są potrawy do jedzenia i do smakowania
Nasza wizyta w Piątej Ćwiartce rozpoczęła się od pasma przygód. Najpierw usiłowaliśmy zarezerwować stolik, ale nikt nie odbierał telefonu (obawialiśmy się, że może lokal zamknął się na zimę, ale mimo to zaryzykowaliśmy). Potem nie mieliśmy pojęcia, jak właściwie dostać się do środka. Ogromne przeszklone drzwi za rogiem budynku trochę nas onieśmieliły - niesłusznie założyliśmy, że się nie otwierają - więc weszliśmy wejściem głównym, jak do muzeum. Gdy zajęliśmy miejsca przy stoliku, przez dziesięć minut nikt z obsługi nawet nie spojrzał w naszym kierunku. Zagadnięty przez nas kelner bardzo potem przepraszał, tłumacząc, iż najwyraźniej wszyscy uznali, że ktoś z kolegów już się nami zajął (później do końca posiłku obsługa spisywała się już rewelacyjnie, więc za to nieporozumienie zabieram tylko jedną gwiazdkę).
Jako starter podają ciemne pieczywo i rewelacyjne marynaty - słodkie, korzenne gruszki, praktycznie bez smaku octu i chyba najlepsze kiszone ogórki, jakie w życiu jadłam, podobno sprowadzane specjalnie z jednego gospodarstwa w Hajnówce - które doskonale komponują się z potrawami. Trochę zawiódł nas brak w karcie pikantnych flaków na czerwono wymienionych na stronie, zamówiliśmy za to grasicę z figami i confit z gęsich żołądków. Grasica okazała się bardzo delikatna i pyszna, podana w subtelnym pikantno-słodkim sosie, za to żołądki zagryzane kiszonym ogórkiem i chlebem maczanym w pozostałym na patelni smalcu dosłownie podbiły moje serce (przez żołądek do serca, jak głosi przysłowie). Porcje są rzeczywiście niezbyt duże, ale razem z marynatami, chlebem i deserem spokojnie można było się nimi najeść do syta. Ponieważ skończyliśmy swoje dania tuż przed godziną 16, obawialiśmy się, że na paschę na deser nie starczy nam już czasu. Kelner obiecał jednak, że może nam ją przynieść w dwie minuty i rzeczywiście tak zrobił. I dobrze się stało, bo było to niebo w gębie, a nie pascha. Bardzo udana wizyta, z pewnością wrócimy tam znowu.Opinia dnia z 31.01.2010 r.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
szopa 12 recenzji
27.01.2010, 21:39 napisał:Niezłe, ale wciąż zawód
Jestem wielkim miłośnikiem podrobów. Przepadam za kotlecikami z móżdżku, ozorkami w sosie chrzanowym, flakami, zupą ze świńskich ogonków, pilaw z sercami. Kiedy usłyszałem o Piątej Ćwiartce, pomyślałem, że koniecznie muszę tam pójść. Niestety, zawiodłem się.
Po pierwsze, porcje są maciupkie (jak dla mnie to są bardziej przystawki niż główne dania). Czuć, że składniki są bardzo świeże, jednak większości potraw brak... tego czegoś. Flaki z chorizo były (jak dla mnie) za mocno przesiąknięte chorizo. Foie gras wyglądało, jakby wzięto je z bardzo małej gąski. Sos do grasicy był niewyraźny. Jedynie do cynaderek w sosie musztardowym nie mam o co się przyczepić...
Obsługa jest bardzo przyjazna. Duży plus należy się kelnerowi za to, że w sytuacji kiedy nie wiedział, czy piwo które podają jest pszeniczne poprosił abyśmy chwilę poczekali i sprawdził w Internecie.
Przyjemnie zaskakuje wystrój. Choć arkady sprawiają wrażenie miejsca, w którym mogłoby być zimno, na szczęście w tym przypadku pozory mylą.Czy ta recenzja jest przydatna?
-
julencja 6 recenzji
27.01.2010, 15:30 napisał:Nie dla głodnych
Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad Piątką Ćwiartką. Wybieraliśmy się tam przez miesiąc, a opisywane w menu cynaderki i grasica śniły nam się po nocach, kusząc i kusząc do wypadu pod Arkady. Niestety, bistro jest czynne tylko do 16, toteż mogliśmy sobie na to pozwolić dopiero w nieco wolniejszy weekend.
Gdy wreszcie udało nam się dotrzeć do Ćwiartki na czas, przeżyliśmy - niestety - lekki zawód. Porcje są mikroskopijne. Choć wzięliśmy na 2 osoby 4 dania (cynaderki, grasicę, foie gras i flaki) - wyszliśmy stamtąd z tylko lekko zaspokojonym głodem i potrzebą dojedzenia w domu.
Smaki oczywiście niczego sobie, choć przyznam, że nie powalają na kolana. Nieźle doprawione, widać, że świeże składniki, ładnie podane w cynowanych naczynkach. Poczekadełko "za biedne", jak na moje oczekiwania: zwykłe kwaszone ogórasy (choć świeże) i śliwki w occie, plus chleb. Podług zamysłu restauratora ogórki i śliwki należy - uwaga! - wyjadać ze słoików palcami, ryzykując tym samym umoczenie tychże w intensywnej woni zalewie. Oczekiwałabym raczej w tym punkcie programu jakiegoś smalczyku a la węgierska Borpince.
Uwaga na "specjalność zakładu" w postaci gorącego napoju imbirowego. Kelner zaproponował nam to widząc, jak zziębnięci poszukujemy czegokolwiek na rozgrzewkę. W cenie 9 czy 11 złotych za kubek otrzymaliśmy wodę gorącą z sokiem z cytryny, łyżką miodu i kilkoma plastrami imbiru. Domowy koszt wytworzenia tego napitku ledwo przekracza jedną dwudziestą jego ceny w Ćwiartce.
Plusy należą się za piwa z browaru Konstancin, zamówiliśmy niepasteryzowane i rzeczywiście, było niczego sobie (choć kelner nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, czy to piwo jęczmienne, czy pszeniczne, na szczęście z pomocą przyszło WiFi).
Czekoladowe ciasto tzw. "rozpływające się" ledwo łagodzi apetyt na deser (znów, porcja mikra, choć kelner uprzedzał, że jest spora - być może ja jestem wielka, a być może kelner był na diecie i miał przez to skrzywioną percepcję). Ciasto... zwykłe gorące brownie z jeszcze mniejszą ilością mąki niż zwykle.
Zdecydowaną zaletą miejsca jest wystrój: zamkowo-ascetyczny, ale przytulny. Wbrew pierwszemu wrażeniu, w lokalu jest ciepło, mimo wysokich stropów i braku ścian w całych Arkadach.
W moim odczuciu Ćwiartka to spolonizowana i lekko zawangardyzowana wersja szwedzkiego bistro w Ikei. Ciekawe smaki, choć porcyjki maciupkie. Raczej tam już nie wrócimy.0 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
maiko 7 recenzji
10.12.2009, 12:48 napisał:Gratulacje za pomysł
Cóż mogę dodać do wypowiedzi moich poprzedników? Pomysł rewelacyjny. Zwykłe podroby przyrządzone i podane w sposób niezwykły. A przede wszystkim bardzo pyszne. Grasica panierowana i w sosie z figami naprawdę smaczna. Żołądki ze śmietaną i grzybami leśnymi wręcz rozpływające się w ustach. A połączenia balsamico z kurzymi wątróbkami podane na różnych rodzajach sałat stało się dla mnie nowym odkryciem.
Przesympatyczny współwłaściciel Pan Marcin Kręglicki opowiedział nam o deserach. Opowiadał to z takim entuzjazmem, że miałam ochotę zamówić wszystko. Ale górę wzięło ciastko czekoladowe i pascha. I to był strzał w dziesiątkę. Ciasteczko tak jak napisane w menu "rozpływające się". Z zewnątrz z chrupiącą skorupką a wnętrze aksamitne, ciepłe i mocno czekoladowe. Pascha miała niebiański smak: konsystencja tak lekka i delikatna, rozpływająca się w ustach. Jedynym mocnym akcentem był syrop z czarnej porzeczki, który świetnie pasował do malutkich kulek paschy.
Zaskoczyła mnie tu sytość dań. Dania nie są duże, ale po zamówieniu jednego talerza wątróbek i deseru w postaci ciastka wychodziłam w pełni najedzona, z ogromnym uśmiechem na ustach i zadowolona ze spędzonego tu czasu.
Wygląd samej restauracji w pierwszym momencie mnie zaskoczył. W odnowionych wnętrzach Arkad Kubickiego wstawiono po prostu kilka stołów i krzeseł. Wydawała mi się to forma dość minimalistyczna, ale z czasem zaczęłam się przyzwyczajać i doszłam do wniosku, że to nadaje niespotykany charakter restauracji. A wszystko łączy się w całość. Zwykłe podroby podane w niezwykły sposób, zwykły wystrój w niezwykłym miejscu.
Powiem szczerze, że już dawno nie wychodziłam z restauracji z tak miłymi odczuciami i sympatią do tego miejsca. Aż jeść i żyć się chce :)Opinia dnia z 11.12.2009 r.1 z 1 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
WaszMichal 7 recenzji
22.11.2009, 22:27 napisał:Awangarda pełną gębą. I to gdzie!
Lubię małe formy. Za ich skondensowanie i sensowność, za przemyślane upakowanie pomysłu. A przede wszystkim za brak przerostu formy nad treścią. Taka myśl przyszła mi do głowy, gdy w Piątej Ćwiartce wjechały na stół patelenki z podrobami. Od kilku tygodni w odrestaurowanych Arkadach Kubickiego, a więc tuż pod Zamkiem Królewskim, rozkwita świeża idea znanych restauratorów. Skoro na królewski stół trafiały pięknie poćwiartowane mięsa, to gdzie jak nie w tych służących za stajnię i koszary wnętrzach serwować to, co po ćwiartowaniu zostaje. A przecież po wykrojeniu combrów, polędwic czy udźców zostaje całkiem sporo pysznie jadalnych elementów. To właśnie one stanowią tytułową piątą ćwiartkę.
Wnętrze Arkad jest piękne - krzyżowe sklepienia, granit, cegła, bruk drewniany tworzą unikalny klimat. Do tego Piąta Ćwiartka dorzuca kilka zgrabnych stolików, dwie kanapy, ławę i gruby pomarańczowy dywan dla dzieciaków. Wnętrze jedyne w swoim rodzaju, ale nie chcę nawet myśleć, jak oni to ogrzeją w zimie...
W karcie jest trochę kawiarni i trochę bistro - choć na pewno nie je się tu pospiesznie. Po stronie wytrawnej dań jest 10. Świetnie wypada confit z gęsich żołądków (ideał!) i cielęca grasica w sosie z figami i brandy. Można dostać flaki z chorizo i parmezanem czy kurze wątróbki z balsamico i porzeczką. Wszystko wycenia się w okolicach 20 zł, jedynie foie gras jako danie topowe przekracza 40 zł. O dziwo w karcie znajdzie się też coś dla tych, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, że podroby nie rosną na drzewach.
Podroby podawane są z doskonałymi ogórkami kiszonymi i/lub gruszkami w zalewie, które wjeżdżają na stół w uroczych oldskulowych słoiczkach. Swoją drogą na stole przydałby się dodatkowy talerzyk serwisowy, bo ogórek czy ćwiartkę gruszki trudno od razu zjeść w całości, a bez talerzyka trzeba je odkładać na patelenkę z gorącą potrawą. No i trzeba pamiętać, by będąc w kilka osób zamawiać różne dania i wymieniać się nimi.
Część kawiarnianą poznałem od strony "czekoladowe ciastko rozpływające się". Zestawienie sufletu czekoladowego z cząstkami (odłamkami?) granatu powoduje, że będę miał spory problem by skusić się tu na jakiś inny deser... :)
Obsługa pod czujnym okiem właścicieli jest dość sprawna, choć niezbyt szybka. Karta win - jak udało się ustalić - jeszcze nie jest ustalona.Opinia dnia z 23.11.2009 r.3 z 3 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
-
ewa_tina 268 recenzji
22.11.2009, 20:36 napisał:Z miłości do jedzenia
Ogromnie się cieszę, że moja córeczka zaciągnęła nas - po zwiedzaniu Zamku - do Piątek Ćwiartki w Arkadach Kubickiego. Jej spodobał się "plac zabaw" czyli kolorowanki, książki, układanki rozłożone na dywanie przed wygodną kanapą. Więc poszliśmy.
Wnętrza Arkad są interesujące same w sobie. W 1818 roku powstał projekt Jakuba Kubickiego, który zakładał wzniesienie konstrukcji z cegieł, wspartej na arkadach, stanowiącej łącznik między ogrodami: górnym na skarpie i dolnym nad Wisłą. Prawdziwie inżynierska finezja. W 100 lat później pełniły one funkcje garażu dla pojazdów prezydenta RP, który rezydował w Zamku. Aktualnie odsłonięte wzbogacają trasę wycieczkową i pozwalają poznać nowe i bardzo ciekawe kulinarnie miejsce na mapie Stolicy. Bistro "Piąta Ćwiartka", bo o nim mowa usytuowane jest na jednym z końców arkad. Wrażenie tymczasowości i niedopracowania architektonicznego podyktowane jest jak sądzę faktem umieszczenia w zabytkowym miejscu i nie możliwości zbytniej ingerencji w nie.
Obsługa miła i rzeczowa. Może zbyt rozkojarzona była pani, która nami się zajmowała, ale znała się na karcie i była urocza. A to duży plus dla mnie. Na początek wzięliśmy herbaty, świetne, bo z Czajografii (rzadkość w Warszawie), sok z tłoczni Maurera i jedyną wpadkę tego wieczoru (ja ją zaliczyłam) bladą smakowo kawę. Brak możliwości płacenia kartą to ogromny minus.
To co na początku drażni odpływa w niebyt gdy wychodzimy.
Nazwa bistro wywodzi się od podrobów, które tak właśnie były "po rzeźniczemu" nazywane. Podroby uważane za "mięso" dla biednych, znane są w kuchniach, które bardzo cenię: toskańskiej i andaluzyjskiej. Przeglądając stare polskie książki kucharskie znajdziemy kilkadziesiąt przepisów, gdzie głównym składnikiem będą ozory, flaki, móżdżki, żołądki, nereczki, serca, wątróbki czy ogony. Martwi mnie to, że zaczęły znikać ze sklepów mięsnych, menu restauracyjnych czy naszych domów. Propozycje karty Piątej Ćwiartki są wyważone i spójne. Doskonałe żołądki gęsie konfitowane (duszone bardzo powoli w gęsim smalcu) zasmakowały całej naszej piątce (włączając w to 3 letnią latorośl). Smak wyrazisty, bardziej mięsny niż ten który znamy z kurzych żołądków. Te natomiast podane w sosie śmietanowym pełnym grzybów leśnych (świeżych nie suszonych) okazały się ulubionym smakiem mojej córki. Kawałkami chleba (nic przemysłowego, wypiek slowfoodowy) wylizywała patelenkę do sucha. Patelnie, na których podane są, a wcześniej przygotowywane dania to odrębny temat. Pomysł na 5, podobnie jak pikle podane w wekach. Ogórki kiszone i gruszki w occie doskonale komponowały się z potrawami. Dla mnie odkrywczym smakiem była nieznana dotąd grasica, w kompozycji z figami i Brendy wywołała u mnie stan bliski "niezdrowej ekscytacji". Tylko czemu ta okropna nazwa grasica? Czy nie brzmi to zbyt medycznie? A może zamienić zgrabnie na używane przez Ćwierczakiewiczową określenie "mleczko cielęce"? Lub jak to Jan Potocki pisał "animelka" - „Zbytek wielki cielę ciąć dla animelki”. Nazwa z łaciny od anima - dusza. A czemu to tak? A dlatego, że grasicę w staropolsce uważano za siedlisko duszy. Podobnie jak we Włoszech. Tak więc animelka w Piątej Ćwiartce to przeżycie kulinarnie duchowe. Najbardziej "podrobowy" smak miały cynaderki zgrabnie skomponowane z gorczycą. Ale nawet one smakowały mojemu Ukochanemu, który do zwolenników piątej ćwiartki nie należy. Tzn, dotąd nie należał. Bo do Arkad na podroby na pewno wrócimy, nie raz. Już nie mogę się doczekać, aż właściciele umieszczą w karcie ogony, móżdżek i ozorki. A gdybym miała marzyć to może by barszcz biały na płuckach taki jak robiła moja babcia?
Przemiły współwłaściciel na pożegnanie pytał nas o opinie i bardzo malowniczo opowiadał o kuchni. To bardzo duży plus! Od razu dodałam to bistro do moich ulubionych miejsc.2 z 2 użytkowników uznało tę opinię za przydatną.
Czy ta recenzja jest przydatna?
ostatnio dodane
bądź pierwszy
najpopularniejsze
informacje od restauracji
nowe lokale: Warszawa
-
Amadera (otwarcie we wrześniu)
opinii: 0 -
Express Kebab
opinii: 0